Nagle małe światełko ukazało się przed moimi oczyma. Małe światełko nadziei rozbłysło się błyskawicznie w wielkie oślepiające światło. Moim oczom ukazała się postać skąpo ubrana. Jej szaty były pokryte prawdziwym złotem. Piękne włosy, które były nieskazitelnie białe rozwiane wokół całej poświaty otaczającej postaci. Oczy nie mogły przestać patrzeć na cudne piękno nieznajomej, jednak nie do końca było to możliwe, gdyż światło tak bardzo raziło w oczy.
-Czy ja już umarłam? - zapytałam tak jakbym sama nie wierząc w to, co dzieje się przed moimi oczyma.
-Wcale nie musisz umierać - odpowiedziała ciepło postać z lekkim uśmiechem na ustach.
-Ja nie chcę umierać, mam tam przyjaciół, którzy pewnie mnie potrzebują i....
-Ja wszystko wiem, kochanie.
-Ko-Kochanie? Do wszystkich się tak pani zwraca?
-Cóż nie do wszystkich. Zwracam się tak do ciebie, ponieważ jesteś moim dzieckiem.
-Pani dobrze się czuje?
Postać rozłożyła ręce i wnet otaczająca ją poświata zniknęła. Jej skromne ubranie, oraz włosy, które były rozwiane opadły pod wpływem grawitacji. Przede mną stanęła kobieta w czerwonych oczach oraz białych, niczym śnieg, włosach.
-Patrz, jesteśmy takie podobne.
-No nie zupełnie, ja mam zielone włosy - mówiąc to zabrałam je, żeby sama zobaczyć, czy jest tak na prawdę - i jedno oko mam fioletowe.
-A twój tata? Ma piękne zielone włosy. Choć teraz bardziej siwe i łysieje, ale kiedyś były piękne zielone, upięte w kucyka. Jego oczy również były fioletowe. Był mistrzem w szermierce. Najlepszy w Japonii. I właśnie wtedy się w nim zakochałam.... Niepozorna dziewczyna, uznawana za dziwadło, zauważyła, że nawet bez wyglądu człowiek potrafi osiągnąć wiele. Patrzyłam zawsze na niego z podziwem. Nie sądziłam, że kiedyś mnie zauważy, ale tak właśnie się stało. Twój tata zobaczył mnie kiedyś wśród widowni, uśmiechnął się i powiedział, że wygra to dla mnie. Cóż, pewnie kolejna sztuczka na podryw dla kobiet, ale ja wzięłam to na poważnie. Skończyło się na tym, że miałam dziecko... On bojąc się odpowiedzialności uciekł z Aoi.
-Zaraz, zaraz, STOP! Myślisz, że jak teraz to powiesz to tak nagle zerwę się i powiem "czeeeść mamuś dawno żeśmy się nie widziały"? No błagam cię kobieto, czy ja mam w ogóle jakiekolwiek podstawy do tego, żeby ci uwierzyć?
Kobieta spojrzała na mnie przypatrując się każdemu centymetrowi mojego ciała.
-Wyglądasz zupełnie jak Hisoka.
-Hę?!
-Hisoka to twój brat...
-Wiem! Ale skąd ty to wiesz?
-Co? Przecież ...
-Nie ważne.
-Jak mu się powodzi?
-Zginął z rąk Aoi.
-Cóż za kobieta... Za bardzo przypominał ojca, czy mnie? - zaśmiała się ironicznie. - Opowiedz jak to było, ze szczegółami proszę.
Zrobiłam to, o co mnie poprosiła.
-Rozumiem, do zobaczenia. - powiedziała. Znowu poświata otoczyła jej ciało. U mnie zrobiła to samo.....
Obudziłam się na jakiejś wysepce. Ja... znowu... żyłam!
Przepraszam, że takie krótkie, ale pisałam to z wielkim opóźnieniem. Proszę o wybaczenie, zapomniałam się, a chciałam, żeby dziś to wyszło.
poniedziałek, 29 czerwca 2015
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Rozdział 14
Przepraszam was bardzo za to, że nie powiadomiłam o mojej nieobecności. Już wyjaśniam, otóż. Na weekend majowy byłam w górach bez internetu, a jak wróciłam nie zbyt miałam siły, ochoty i czasu. Do tego teraz zaczyna się lawina "ostatecznych" sprawdzianów tak więc mam jeszcze mniej czasu, jednak dzisiaj postanowiłam wreszcie zapełnić tą pustkę na moim blogu. Zauważyłam również, że spodobał się wam poprzedni rozdział, z czego się ogromnie cieszę i wam dziękuję :D Nie przedłużając zaczynajmy! ;3
Do tego potem mi się już kompletnie nie chciało, ale w wakacje postaram się pisać dłuższe wypowiedzi, i będę się pojawiały zawsze w poniedziałki w godzinach wieczornych, obiecuję. Jeżeli nie dotrzymam obietnicy, będziecie mogli mnie "ukarać" Nie przedłużając (znowuxd) zaczynajmy:
Nagle poczułam się dziwnie. Powieki moich oczu nie chciały się rozkleić. Czyżbym nagle została oślepiona? Czy jednak jest coś, czego nie chcę widzieć? Myśli plątały mi się jak szalone, jednak i tak zawsze zadawały jedno podstawowe pytanie: Czemu? Czemu to wszystko miało miejsce? A miał to być cudowny czas dla naszej rodziny. Rozumiem już chyba czemu mama chciała się tu przeprowadzić, skoro z nimi pracuje musiała odciągnąć nas od ojca, który zapewne był po tej dobrej stronie. Cały czas mam nadzieje, że to jeden wielki sen, z którego po prostu nie mogę się wybudzić, że jadę teraz autem oparta o szybę i słucham swojej ulubionej muzyki. Hisoka siedzi tuż obok mnie również słuchając muzyki i narzekając na wszystko, co się porusza. Tylko teraz.... Co bym zrobiła gdyby okazało się, że jednak to jest sen, z którego wkrótce się wybudzę. Nigdy nie spotkałabym Leona ani Lilianny, być może nawet Aleksy'a. Ciekawe, którą wersję świata wolę? Tą, w której cały czas jestem narażana na niebezpieczeństwa lecz mam u swego boku przyjaciół, czy jednak tą gdzie dopiero udaję się do celu i będę wiodła normalne, niczym nie skażone, szkole życie? Które mi bardziej odpowiada? Czy może jednak stworzę całkowicie inny wymiar, gdzie będę szczęśliwa?
Z moich myśli wyrwał mnie kołyszący statek. Poczułam, że znowu jestem związana, a na ustach czułam kawałek szmaty. Na oczach jednak nie było nic, poczułabym nacisk na skroniach. Czyli jednak jest coś nie tak. Chciałam im powiedzieć, że szmata mi nie potrzebna i tak nie mogę mówić lecz było to niemożliwe.
Usłyszałam rozmowę
-No i co z tymi panienkami zrobimy? - zapytał szyderczo mężczyzna. Za odpowiedź na początku usłyszałam jedynie głos Leona i Aleksy'a, którzy próbowali chyba zaprotestować.
-Może na początku się nimi zabawimy, a później gdzieś sprzedamy? - zaproponował drugi.
-Gdzie sprzedasz używane rzeczy? - wtrącił trzeci.
-Najwyżej wrzucimy je do morza, jak wypłyną na jakąś wysepkę to będzie dobrze, jak zostaną zjedzone, ich strata. - odpowiedział drugi. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Było ich wystarczająco dużo, że nawet z zamkniętych powiek, które zaczęły drżeć, wypływały. Łza po łzie, duże, mokre, ale ciche. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku, który choć trochę przypominałby płacz. Sądzę jednak, że nie tylko ja nie miałam związanych oczu, bo od razu po pierwszej kropli Aleksy i Leon znowu zaczęli się szarpać.
-Mówiliście coś rybeczki wy moje?
Postanowiłam się opanować. Co mi da po histeryzowaniu, co z tego, że umysł zrozumiał, oczy uważały inaczej, postanowiły pozbyć się wody. Tak więc po dość krótkim czasie łzy zaczęły płynąć dosłownie ciurkiem. Poczułam, że ktoś koło mnie zaczął się również szarpać jednak, nie z powodu moich łez jednak ze strachu. To samo poczułam za sobą oraz z drugiej strony. Zrozumiałam, że oprócz nas czworga są jeszcze inne dziewczyny. Tak bardzo chciałam spojrzeć im w oczy ze spokojem i powiedzieć: "Będzie dobrze, obiecuję wyciągnę was stąd". Dość, że nie byłam w stanie nic powiedzieć to jeszcze je zobaczyć.
Ale zaraz chwileczkę, czy to nie wydaje się chore? Na początku nie mogłam się ruszać, potem mówić, a teraz patrzeć. Cóż zastanówmy się... Gdy nie mogłam chodzić, szliśmy do miasta po peleryny, gdy nie mogłam mówić, byliśmy na statku gdzie mogłabym bardzo zaszkodzić mówiąc cokolwiek, więc... Czyżby... Nie, to nie możliwe... Skoro teraz nie mogę widzieć, to znaczy, że ja sama, nie chcę widzieć, bo przez to wpakuję innych w tarapaty. W sumie, to, że poszliśmy do miasta po peleryny nie wytłumaczy tego, że nie mogłam chodzić. Ale reszta się zgadza. Hmm... A gdybym teraz chciała widzieć? Zobaczyłabym? W sumie warto spróbować.
-A ta, co robi? - usłyszałam.
-Ej! Ona zrobi sobie krzywdę, i poza tym jak to możliwe?
-O-O-Ona otworzyła oczy, i są czerwone! -krzyknął przerażony.
Czyżby mi się udało? Tak, znowu wszystko widziałam, wydałam nawet z siebie jakiś dźwięk. Czyli moja teoria się sprawdziła... Czyżbym potrafiła panować nad moimi zmysłami? Gdybym nie chciała słyszeć, nie słyszałabym? Trochę to przerażające, ale jednocześnie niesamowite.
Poczułam jak liny, którymi byłam związana z innymi dziewczynami uspakajają się, widocznie reszta dziewczyn, albo się uspokoiła, albo przestraszyła.
-Co się tu dzieje?! - ujrzałam w drzwiach, skąpo ubraną kobietę. U boku widniał miecz, a sama odziana była częściowo w zbroję, na ramionach, kolanach i łokciach, rozpoznałam kobietę... to była moja matka.
-Nic pani, zupełnie wszystko w porządku. Przez chwilę dziewczynki były niespokojne, bo wystraszyły się... umm... tego no... lin, o tak, dokładnie, przestraszyły się lin.
-Ech. - westchnęła, poczułam się jak w domu, kiedy zdenerwowana na kłótnie moje i Hisoki, uspakajała się. - Dobrze pilnujcie je uważnie, a ja zapytam Wielmożnego Arthura, co zrobić z tymi chłopcami. - powiedziała, odwracając się. Przed oczami mignęła mi jej srebrnoszara peleryna, a do oczu znowu napłynęły łzy. Wyszeptałam tylko "mamo".
-Ej! Ty, dziwna! Nie waż mi się znowu płakać! - krzyknął poddenerwowany jeden ze strażników. Pewnie uważali, że to przez tamto, dziwnie się zachowywałam.
Po dłuższym czasie ciszy, która była bardzo niezręczna, jedna z dziewczyn szarpnęła mnie za rękę. Przybliżyłam się do niej kiedy ona wyszeptała:
-Mam plan jak się stąd wydostać, ale musisz zrobić znowu to samo.
-Kiedy ja nie umiem tak na zawołanie - odpowiedziałam.
-Dasz radę, wierzę w ciebie.
-Znamy się w ogóle?
-Nami, błagam cię, uratujmy chociaż chłopców.
-Lili?! Ale wiesz, że to nie miałoby sensu, bo to wszystko rozchodziło się o mnie?
-Ty już nie bądź taka księżniczka, wszyscy tu trafiliśmy, więc wszyscy jesteśmy w to zamieszani, rozumiesz?
-Tak. Dobra spróbuję.
Pewnie zastanawiacie się jak rozmawiałyśmy z zakneblowanymi ustami. Tak jak wspomniałam wcześniej szmaty były tylko przywiązane, do tego nie zbyt dokładnie więc można było wydobyć z siebie oprócz niezrozumiałego dźwięku również i słowa.
Myślałam z dobrą godzinę jak znowu obudzić u mnie te dziwne moce. Jeden ze strażników, chyba zaczął coś podejrzewać. Krzyknął tylko jedno.
-JUŻ CZAS MOJE RYBEŃKI! - po czym uśmiechnął się szeroko i szyderczo. Do pomieszczenia weszła Amelia, mama oraz jakaś kobieta. No proszę, chyba ten wielmożny Arthur lubuje się w kobietach, do tego w czarnych włosach, jakiś maniak, czy coś?
-Panienko Amelio, Pani Aoi oraz Pani Lynn, czy zechcecie wydać ten oto wyrok na tych wszystkich przebiegłych dzieciach, które nigdy nie powinny się urodzić? - zapytał jeden uśmiechając się, i chyba żałując, że on tego nie zrobi, jednocześnie ciesząc się, że jednak to nastąpi.
-Już wszystko gotowe, zabierzcie ich, nie mamy zamiaru paprać sobie rąk taką hołotom - powiedziała trzecia kobieta, Lynn. No proszę, proszę, a kto będzie wykonywał na nas "karę"? Ubierzesz sobie gumowe rękawiczki, czy coś?
Odwiązano nas od słupa i każdemu osobno przywiązano ręce. Wyprowadzono nas na pokład. Poczułam nostalgię. Słońce leciutko gładziło mnie po policzkach. Odwiązano nam zakneblowanie.
Na statku, na poszczególnych podestach widniały różne przybory do tortur i ogólnie były to narzędzia śmierci. Była szubienica, gilotyna, i różne inne przyrządy, których nazw nie znałam.
-Pierwsza TY! - Aoi (wiem to moja mama, ale będę tak na nią mówić) wskazała palcem na dziewczynę, która schowała się za moimi plecami. Czułam jej szybkie bicie serca, była przerażona. Chciałam uratować ją z tej sytuacji,
-Ja? - zapytałam z poważnym wyrazem twarzy, i udawałam jakby nikogo koło mnie, ani za mną nie było.
-Nie ty, ta za tobą - powtórzyła Aoi, dalej wskazując palcem na przerażoną dziewczynę i wlepiając wzrok we mnie. Miałam uczucie jakby patrzyła na mnie, bo próbowała sobie kogoś przypomnieć. - No dalej, nie ociągaj się, Im szybciej tym ból będzie mniejszy. Jako pierwsza masz do wyboru jak chcesz zginąć. Ostatni tonie w morzu, chyba, że ty wolisz?
Dziewczynka pociągnęła mnie za podarty rękaw sukienki.
-Przepraszam, nic nie mogę zrobić. Nawet gdybym poszła na ochotnika jako pierwsza, zginęłabyś tak, czy tak. Wybacz mi.
Mała, może miała nie całe metr czterdzieści pięć, popatrzyła na mnie już nie błagająco. Wyszła przede mnie.
-Jestem gotowa - powiedziała piskliwym, jeszcze małego dziecka, głosem. - Wybieram gilotynę - odparła stanowczym głosem pokazując na narzędzie śmierci - proszę też aby moje ciało zostało zszyte i oddane w ręce mojej mamy. To moje ostatnie życzenie.
Jej oczy zaświeciły się łzami, bała się, ja też się bałam. W ogóle jej nie znałam, ale dodała mi otuchy, wiedziałam, że nie mogę się poddać. Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła.
-Dziękuję - wyszeptała i weszła na podest gdzie wielka, mosiężna, błyszcząca się od światła słonecznego gilotyna odbijała jej zapłakaną twarz. Popatrzyła na nie, swoimi małymi rączkami otarła oczy, odgarnęła włosy do tyłu i gotowa umrzeć przykucnęła i położyła głowę pod ostrzem. Ostatni jej uśmiech, a ostrze sprawiedliwości skróciło ją o głowę. Ta spadła do koszyka, nadal z uśmiechem na twarzy.
-Dziękuję, że mogłam z tobą przez chwilę porozmawiać... -wyszeptałam.
"Ostrze sprawiedliwości", co? W takim razie, co musiała zrobić tamta niewinna dziewczynka aby użyto go na niej?
-Amelio, wybierz proszę następną osobę.
Wskazała na przyćmionego chłopaka, powiedziałabym, że nie miał więcej jak czternaście lat. Patrzył swoimi oczami na wszystkich, nie za bardzo rozumiejąc sytuację w jakiej się znalazł. Niespodziewanie przed chłopaka wszedł Aleksy.
-Pokazywałaś na mnie? - zapytał z powagą, choć jego kolana trzęsły się ze strachu i zapewne ledwo, co mógł wykrztusić z siebie te słowa.
-To na nic... - wyszeptał chłopiec - tak czy inaczej, ja również zginę. Najpierw, czy też może później. Przeżyj jeszcze te kilka chwil, przebywając ze swoją przyjaciółką - dopowiedział już głośniej i wpatrywał się na Lili, która w przestrachu stała jak skamieniała i patrzyła jak zszywają ciało poprzedniej skazanej. Chłopiec również się uśmiechnął, wszedł na podest z szubienicą włożył głowę do pętli sznura.
-Ty też masz jakąś prośbę? - powiedziała Amelia nie zmieniając, swojego poważnego, wyrazu twarzy.
-Tak. Proszę o szybką i bezbolesną śmierć.
-Spróbujemy spełnić twe ostatnie życzenie. - powiedziała Amelia dając znak aby powiesić skazańca.
Co chwilę ginęła osoba, każda ginęła z uśmiechem, po tym jak rozmawiała z kimkolwiek z naszej czwórki. Lili stojąca przerażona, i nie mogąca uwierzyć w to, co się dzieje. Wreszcie nie wytrzymała
-CO TO ZA CHOLERNY STATEK?! PRZECIEŻ TO... TO NIE JEST LUDZKIE! I KTO W OGÓLE JESZCZE UŻYWA TYCH TECHNIK W XXI WIEKU! OGARNIJCIE SIĘ LUDZIE!
-No proszę, proszę to teraz chyba ja wybieram? - uśmiechnęła się Lynn. - Widzę, że dość śpieszno ci do śmierci. - podeszła do niej gładząc ją po twarzy, Aleksy zerwał się jednak jeden ze strażników powstrzymał go. Ja podeszłam spokojnie, stanęłam przed Lili.
-Chcę zginąć pierwsza - zdecydowałam. Leon, który jak do tej pory siedział cicho, zerwał się na równe nogi.
-Co ty wygadujesz?! Głupia jesteś?! - krzyknął. Chciał podbiec jednak kolejny strażnik zatrzymał go. Leon uporczywie próbował wydostać się z sideł mężczyzny. Ten jednak nie dawał za wygraną.
-Dobrze, skoro tego chcesz - wtrąciła się Aoi. Ciebie chciałam wybrać na końcu tak więc utoniesz w czeluściach oceanu. Akurat jesteśmy na najgłębszej jej części.
-Masz jakieś życzenia? - powiedziała po raz któryś Amelia.
-Mam pytanie i życzenie. Myślę, że nie będzie z tym problemu.
-Niech będzie - powiedziała Amelia.
-A więc pytanie brzmi: Co się stanie jeżeli wypuście więźniów na wolność?
-Nie możemy tego zrobić, bo nasz pan nas ukarze. A jaka jest prośba?
-Wiem, że nie jesteście normalnymi ludźmi, tak więc moja prośba brzmi: Wymażcie pamięć pozostałej trójce i wypuśćcie na wolność. Nie zasługują na śmierć, nic nie zrobili.
-Przyłączyli się do twojej grupy ochronnej z własnej woli - powiedziała Lynn - to uważamy za zbrodnie.
-Nie. Ja ich do tego zmusiłam. Strażnicy mogą potwierdzić.
Wszyscy skierowali wzrok na trójkę, która nas pilnowała.
-Tak, w sumie to prawda. Dziwnie zaświeciła, i nagle cała gromada stała się jej posłuszna. Gdy uspokoiła się ona, uspokoili się i oni, a gdy ona była na granicy płaczu inni też płakali.
-Widzicie nie jestem normalna. Tak więc, byli pod moimi rządami. Jeżeli wymażecie im pamięć związaną z całą tą szopką, nic się nie stanie.
-W sumie racja - powiedziała Lynn.
-Skoro działali pod wpływem magii - dopowiedziała Aoi.
-Twoje ostatnie życzenie się spełni. A teraz wejdź na podest.
-Ale przysięgam - powiedziałam - jeżeli nie dotrzymacie obietnicy, ja zrobię wszystko żeby się zemścić.
-Jak skoro nie będziesz żyć? - zdziwił się jeden ze strażników.
-Wiesz to wiedźma - powiedział drugi - pewnie trafi gdzieś do piekła, a stamtąd wykona swój wyrok.
-Racja z takimi lepiej nie zadzierać - powiedział trzeci.
-MILCZEĆ! - krzyknęła Lynn. - Wchodź już, nie mam zamiaru dłużej czekać.
Przytaknęłam uśmiechnęłam się do moim przyjaciół, którzy byli na granicy płaczu. Gdy tylko się odwróciłam, idąc po kłodzie, poczułam zimny wiatr, który choć tak bardzo zimny, ale przywoływał ciepłe wspomnienia. Stanęłam przodem wpatrując się w oczy Aoi.
-Mam ostatnie życzenie.
-Czego znowu?! - krzyknęła Lynn
-Niech Aoi wyda wyrok.
-Hę?! Teraz była moja kolej - oburzyła się.
-Ale czemu? - zdziwiła się Aoi.
-Skoro Hisoka zginął, i został dobity rękami własnej matki, ja również tego chcę.
-Ale? Jak ty masz być dobita? Skoro cię popchnie, to tak jakby cię zabiła. - powiedziała ze zdziwieniem Ami.
-Myślisz się. Ja utonę, nie przez nią. Tak właściwie to zabije mnie woda. Proszę. Zrób to.
Aoi, nie, moja matka, weszła na kłodę. Popatrzyła mi w oczy.
-Ja nie.. nie chciałam, moja droga Natsumi... - mówiąc to w oczach miała łzy, jednak nie zawahała się, popchnęła mnie. Cała trójka: Aleksy, Lili i Leon wytargali się z rąk strażników, którzy nie do końca rozumieli sytuację. Podbiegli, ja pożegnałam ich uśmiechem.
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyczała zrozpaczona Lili - TY IDIOTKO, PRZE-PRZEPRASZAAM! LEON CHOLERA, ALEKSY, POWIEDZCIE COŚ!
Aleksy wybuchł wielkim płaczem.
-NAAAAAAAATSUUUUUUUUMIIIIIIII! - wykrzyknął Leon. Po tych słowach wpadłam do wody. Miałam uczucie jakbym leciała do niej wieki. Zapytacie pewnie czemu nie wypłynęłam czy coś. Jak już mówiłam, miałam związane ręce, a w okół pasa, linę wraz z obciążnikami. W wodzie przestałam się uśmiechać. Zostanę chyba jedyną, która nie zginęła z uśmiechem na twarzy.
Ostatnim, co ujrzałam, był świat... skąpany w tak jasnym świetle, że aż chciało mi się płakać. Potem... moją świadomość pochłonął mrok.
Mam nadzieje, że się rozdział podobał. Chyba na chwilę obecną był najdłuższy xD Wiem, wiem trochę do bani, ale nie umiem przekazywać tak uczuć, wolałabym to narysować, ale tego też nie potrafię XD, to co kolejna część w kolejny poniedziałek? :3 Zobaczymy, co się stanie :D
Przypominam, że kolejne będą pojawiały się w poniedziałki oo, 16 ;3 Dzisiaj mamy wyjątek xD
Do tego potem mi się już kompletnie nie chciało, ale w wakacje postaram się pisać dłuższe wypowiedzi, i będę się pojawiały zawsze w poniedziałki w godzinach wieczornych, obiecuję. Jeżeli nie dotrzymam obietnicy, będziecie mogli mnie "ukarać" Nie przedłużając (znowuxd) zaczynajmy:
Nagle poczułam się dziwnie. Powieki moich oczu nie chciały się rozkleić. Czyżbym nagle została oślepiona? Czy jednak jest coś, czego nie chcę widzieć? Myśli plątały mi się jak szalone, jednak i tak zawsze zadawały jedno podstawowe pytanie: Czemu? Czemu to wszystko miało miejsce? A miał to być cudowny czas dla naszej rodziny. Rozumiem już chyba czemu mama chciała się tu przeprowadzić, skoro z nimi pracuje musiała odciągnąć nas od ojca, który zapewne był po tej dobrej stronie. Cały czas mam nadzieje, że to jeden wielki sen, z którego po prostu nie mogę się wybudzić, że jadę teraz autem oparta o szybę i słucham swojej ulubionej muzyki. Hisoka siedzi tuż obok mnie również słuchając muzyki i narzekając na wszystko, co się porusza. Tylko teraz.... Co bym zrobiła gdyby okazało się, że jednak to jest sen, z którego wkrótce się wybudzę. Nigdy nie spotkałabym Leona ani Lilianny, być może nawet Aleksy'a. Ciekawe, którą wersję świata wolę? Tą, w której cały czas jestem narażana na niebezpieczeństwa lecz mam u swego boku przyjaciół, czy jednak tą gdzie dopiero udaję się do celu i będę wiodła normalne, niczym nie skażone, szkole życie? Które mi bardziej odpowiada? Czy może jednak stworzę całkowicie inny wymiar, gdzie będę szczęśliwa?
Z moich myśli wyrwał mnie kołyszący statek. Poczułam, że znowu jestem związana, a na ustach czułam kawałek szmaty. Na oczach jednak nie było nic, poczułabym nacisk na skroniach. Czyli jednak jest coś nie tak. Chciałam im powiedzieć, że szmata mi nie potrzebna i tak nie mogę mówić lecz było to niemożliwe.
Usłyszałam rozmowę
-No i co z tymi panienkami zrobimy? - zapytał szyderczo mężczyzna. Za odpowiedź na początku usłyszałam jedynie głos Leona i Aleksy'a, którzy próbowali chyba zaprotestować.
-Może na początku się nimi zabawimy, a później gdzieś sprzedamy? - zaproponował drugi.
-Gdzie sprzedasz używane rzeczy? - wtrącił trzeci.
-Najwyżej wrzucimy je do morza, jak wypłyną na jakąś wysepkę to będzie dobrze, jak zostaną zjedzone, ich strata. - odpowiedział drugi. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Było ich wystarczająco dużo, że nawet z zamkniętych powiek, które zaczęły drżeć, wypływały. Łza po łzie, duże, mokre, ale ciche. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku, który choć trochę przypominałby płacz. Sądzę jednak, że nie tylko ja nie miałam związanych oczu, bo od razu po pierwszej kropli Aleksy i Leon znowu zaczęli się szarpać.
-Mówiliście coś rybeczki wy moje?
Postanowiłam się opanować. Co mi da po histeryzowaniu, co z tego, że umysł zrozumiał, oczy uważały inaczej, postanowiły pozbyć się wody. Tak więc po dość krótkim czasie łzy zaczęły płynąć dosłownie ciurkiem. Poczułam, że ktoś koło mnie zaczął się również szarpać jednak, nie z powodu moich łez jednak ze strachu. To samo poczułam za sobą oraz z drugiej strony. Zrozumiałam, że oprócz nas czworga są jeszcze inne dziewczyny. Tak bardzo chciałam spojrzeć im w oczy ze spokojem i powiedzieć: "Będzie dobrze, obiecuję wyciągnę was stąd". Dość, że nie byłam w stanie nic powiedzieć to jeszcze je zobaczyć.
Ale zaraz chwileczkę, czy to nie wydaje się chore? Na początku nie mogłam się ruszać, potem mówić, a teraz patrzeć. Cóż zastanówmy się... Gdy nie mogłam chodzić, szliśmy do miasta po peleryny, gdy nie mogłam mówić, byliśmy na statku gdzie mogłabym bardzo zaszkodzić mówiąc cokolwiek, więc... Czyżby... Nie, to nie możliwe... Skoro teraz nie mogę widzieć, to znaczy, że ja sama, nie chcę widzieć, bo przez to wpakuję innych w tarapaty. W sumie, to, że poszliśmy do miasta po peleryny nie wytłumaczy tego, że nie mogłam chodzić. Ale reszta się zgadza. Hmm... A gdybym teraz chciała widzieć? Zobaczyłabym? W sumie warto spróbować.
-A ta, co robi? - usłyszałam.
-Ej! Ona zrobi sobie krzywdę, i poza tym jak to możliwe?
-O-O-Ona otworzyła oczy, i są czerwone! -krzyknął przerażony.
Czyżby mi się udało? Tak, znowu wszystko widziałam, wydałam nawet z siebie jakiś dźwięk. Czyli moja teoria się sprawdziła... Czyżbym potrafiła panować nad moimi zmysłami? Gdybym nie chciała słyszeć, nie słyszałabym? Trochę to przerażające, ale jednocześnie niesamowite.
Poczułam jak liny, którymi byłam związana z innymi dziewczynami uspakajają się, widocznie reszta dziewczyn, albo się uspokoiła, albo przestraszyła.
-Co się tu dzieje?! - ujrzałam w drzwiach, skąpo ubraną kobietę. U boku widniał miecz, a sama odziana była częściowo w zbroję, na ramionach, kolanach i łokciach, rozpoznałam kobietę... to była moja matka.
-Nic pani, zupełnie wszystko w porządku. Przez chwilę dziewczynki były niespokojne, bo wystraszyły się... umm... tego no... lin, o tak, dokładnie, przestraszyły się lin.
-Ech. - westchnęła, poczułam się jak w domu, kiedy zdenerwowana na kłótnie moje i Hisoki, uspakajała się. - Dobrze pilnujcie je uważnie, a ja zapytam Wielmożnego Arthura, co zrobić z tymi chłopcami. - powiedziała, odwracając się. Przed oczami mignęła mi jej srebrnoszara peleryna, a do oczu znowu napłynęły łzy. Wyszeptałam tylko "mamo".
-Ej! Ty, dziwna! Nie waż mi się znowu płakać! - krzyknął poddenerwowany jeden ze strażników. Pewnie uważali, że to przez tamto, dziwnie się zachowywałam.
Po dłuższym czasie ciszy, która była bardzo niezręczna, jedna z dziewczyn szarpnęła mnie za rękę. Przybliżyłam się do niej kiedy ona wyszeptała:
-Mam plan jak się stąd wydostać, ale musisz zrobić znowu to samo.
-Kiedy ja nie umiem tak na zawołanie - odpowiedziałam.
-Dasz radę, wierzę w ciebie.
-Znamy się w ogóle?
-Nami, błagam cię, uratujmy chociaż chłopców.
-Lili?! Ale wiesz, że to nie miałoby sensu, bo to wszystko rozchodziło się o mnie?
-Ty już nie bądź taka księżniczka, wszyscy tu trafiliśmy, więc wszyscy jesteśmy w to zamieszani, rozumiesz?
-Tak. Dobra spróbuję.
Pewnie zastanawiacie się jak rozmawiałyśmy z zakneblowanymi ustami. Tak jak wspomniałam wcześniej szmaty były tylko przywiązane, do tego nie zbyt dokładnie więc można było wydobyć z siebie oprócz niezrozumiałego dźwięku również i słowa.
Myślałam z dobrą godzinę jak znowu obudzić u mnie te dziwne moce. Jeden ze strażników, chyba zaczął coś podejrzewać. Krzyknął tylko jedno.
-JUŻ CZAS MOJE RYBEŃKI! - po czym uśmiechnął się szeroko i szyderczo. Do pomieszczenia weszła Amelia, mama oraz jakaś kobieta. No proszę, chyba ten wielmożny Arthur lubuje się w kobietach, do tego w czarnych włosach, jakiś maniak, czy coś?
-Panienko Amelio, Pani Aoi oraz Pani Lynn, czy zechcecie wydać ten oto wyrok na tych wszystkich przebiegłych dzieciach, które nigdy nie powinny się urodzić? - zapytał jeden uśmiechając się, i chyba żałując, że on tego nie zrobi, jednocześnie ciesząc się, że jednak to nastąpi.
-Już wszystko gotowe, zabierzcie ich, nie mamy zamiaru paprać sobie rąk taką hołotom - powiedziała trzecia kobieta, Lynn. No proszę, proszę, a kto będzie wykonywał na nas "karę"? Ubierzesz sobie gumowe rękawiczki, czy coś?
Odwiązano nas od słupa i każdemu osobno przywiązano ręce. Wyprowadzono nas na pokład. Poczułam nostalgię. Słońce leciutko gładziło mnie po policzkach. Odwiązano nam zakneblowanie.
Na statku, na poszczególnych podestach widniały różne przybory do tortur i ogólnie były to narzędzia śmierci. Była szubienica, gilotyna, i różne inne przyrządy, których nazw nie znałam.
-Pierwsza TY! - Aoi (wiem to moja mama, ale będę tak na nią mówić) wskazała palcem na dziewczynę, która schowała się za moimi plecami. Czułam jej szybkie bicie serca, była przerażona. Chciałam uratować ją z tej sytuacji,
-Ja? - zapytałam z poważnym wyrazem twarzy, i udawałam jakby nikogo koło mnie, ani za mną nie było.
-Nie ty, ta za tobą - powtórzyła Aoi, dalej wskazując palcem na przerażoną dziewczynę i wlepiając wzrok we mnie. Miałam uczucie jakby patrzyła na mnie, bo próbowała sobie kogoś przypomnieć. - No dalej, nie ociągaj się, Im szybciej tym ból będzie mniejszy. Jako pierwsza masz do wyboru jak chcesz zginąć. Ostatni tonie w morzu, chyba, że ty wolisz?
Dziewczynka pociągnęła mnie za podarty rękaw sukienki.
-Przepraszam, nic nie mogę zrobić. Nawet gdybym poszła na ochotnika jako pierwsza, zginęłabyś tak, czy tak. Wybacz mi.
Mała, może miała nie całe metr czterdzieści pięć, popatrzyła na mnie już nie błagająco. Wyszła przede mnie.
-Jestem gotowa - powiedziała piskliwym, jeszcze małego dziecka, głosem. - Wybieram gilotynę - odparła stanowczym głosem pokazując na narzędzie śmierci - proszę też aby moje ciało zostało zszyte i oddane w ręce mojej mamy. To moje ostatnie życzenie.
Jej oczy zaświeciły się łzami, bała się, ja też się bałam. W ogóle jej nie znałam, ale dodała mi otuchy, wiedziałam, że nie mogę się poddać. Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła.
-Dziękuję - wyszeptała i weszła na podest gdzie wielka, mosiężna, błyszcząca się od światła słonecznego gilotyna odbijała jej zapłakaną twarz. Popatrzyła na nie, swoimi małymi rączkami otarła oczy, odgarnęła włosy do tyłu i gotowa umrzeć przykucnęła i położyła głowę pod ostrzem. Ostatni jej uśmiech, a ostrze sprawiedliwości skróciło ją o głowę. Ta spadła do koszyka, nadal z uśmiechem na twarzy.
-Dziękuję, że mogłam z tobą przez chwilę porozmawiać... -wyszeptałam.
"Ostrze sprawiedliwości", co? W takim razie, co musiała zrobić tamta niewinna dziewczynka aby użyto go na niej?
-Amelio, wybierz proszę następną osobę.
Wskazała na przyćmionego chłopaka, powiedziałabym, że nie miał więcej jak czternaście lat. Patrzył swoimi oczami na wszystkich, nie za bardzo rozumiejąc sytuację w jakiej się znalazł. Niespodziewanie przed chłopaka wszedł Aleksy.
-Pokazywałaś na mnie? - zapytał z powagą, choć jego kolana trzęsły się ze strachu i zapewne ledwo, co mógł wykrztusić z siebie te słowa.
-To na nic... - wyszeptał chłopiec - tak czy inaczej, ja również zginę. Najpierw, czy też może później. Przeżyj jeszcze te kilka chwil, przebywając ze swoją przyjaciółką - dopowiedział już głośniej i wpatrywał się na Lili, która w przestrachu stała jak skamieniała i patrzyła jak zszywają ciało poprzedniej skazanej. Chłopiec również się uśmiechnął, wszedł na podest z szubienicą włożył głowę do pętli sznura.
-Ty też masz jakąś prośbę? - powiedziała Amelia nie zmieniając, swojego poważnego, wyrazu twarzy.
-Tak. Proszę o szybką i bezbolesną śmierć.
-Spróbujemy spełnić twe ostatnie życzenie. - powiedziała Amelia dając znak aby powiesić skazańca.
Co chwilę ginęła osoba, każda ginęła z uśmiechem, po tym jak rozmawiała z kimkolwiek z naszej czwórki. Lili stojąca przerażona, i nie mogąca uwierzyć w to, co się dzieje. Wreszcie nie wytrzymała
-CO TO ZA CHOLERNY STATEK?! PRZECIEŻ TO... TO NIE JEST LUDZKIE! I KTO W OGÓLE JESZCZE UŻYWA TYCH TECHNIK W XXI WIEKU! OGARNIJCIE SIĘ LUDZIE!
-No proszę, proszę to teraz chyba ja wybieram? - uśmiechnęła się Lynn. - Widzę, że dość śpieszno ci do śmierci. - podeszła do niej gładząc ją po twarzy, Aleksy zerwał się jednak jeden ze strażników powstrzymał go. Ja podeszłam spokojnie, stanęłam przed Lili.
-Chcę zginąć pierwsza - zdecydowałam. Leon, który jak do tej pory siedział cicho, zerwał się na równe nogi.
-Co ty wygadujesz?! Głupia jesteś?! - krzyknął. Chciał podbiec jednak kolejny strażnik zatrzymał go. Leon uporczywie próbował wydostać się z sideł mężczyzny. Ten jednak nie dawał za wygraną.
-Dobrze, skoro tego chcesz - wtrąciła się Aoi. Ciebie chciałam wybrać na końcu tak więc utoniesz w czeluściach oceanu. Akurat jesteśmy na najgłębszej jej części.
-Masz jakieś życzenia? - powiedziała po raz któryś Amelia.
-Mam pytanie i życzenie. Myślę, że nie będzie z tym problemu.
-Niech będzie - powiedziała Amelia.
-A więc pytanie brzmi: Co się stanie jeżeli wypuście więźniów na wolność?
-Nie możemy tego zrobić, bo nasz pan nas ukarze. A jaka jest prośba?
-Wiem, że nie jesteście normalnymi ludźmi, tak więc moja prośba brzmi: Wymażcie pamięć pozostałej trójce i wypuśćcie na wolność. Nie zasługują na śmierć, nic nie zrobili.
-Przyłączyli się do twojej grupy ochronnej z własnej woli - powiedziała Lynn - to uważamy za zbrodnie.
-Nie. Ja ich do tego zmusiłam. Strażnicy mogą potwierdzić.
Wszyscy skierowali wzrok na trójkę, która nas pilnowała.
-Tak, w sumie to prawda. Dziwnie zaświeciła, i nagle cała gromada stała się jej posłuszna. Gdy uspokoiła się ona, uspokoili się i oni, a gdy ona była na granicy płaczu inni też płakali.
-Widzicie nie jestem normalna. Tak więc, byli pod moimi rządami. Jeżeli wymażecie im pamięć związaną z całą tą szopką, nic się nie stanie.
-W sumie racja - powiedziała Lynn.
-Skoro działali pod wpływem magii - dopowiedziała Aoi.
-Twoje ostatnie życzenie się spełni. A teraz wejdź na podest.
-Ale przysięgam - powiedziałam - jeżeli nie dotrzymacie obietnicy, ja zrobię wszystko żeby się zemścić.
-Jak skoro nie będziesz żyć? - zdziwił się jeden ze strażników.
-Wiesz to wiedźma - powiedział drugi - pewnie trafi gdzieś do piekła, a stamtąd wykona swój wyrok.
-Racja z takimi lepiej nie zadzierać - powiedział trzeci.
-MILCZEĆ! - krzyknęła Lynn. - Wchodź już, nie mam zamiaru dłużej czekać.
Przytaknęłam uśmiechnęłam się do moim przyjaciół, którzy byli na granicy płaczu. Gdy tylko się odwróciłam, idąc po kłodzie, poczułam zimny wiatr, który choć tak bardzo zimny, ale przywoływał ciepłe wspomnienia. Stanęłam przodem wpatrując się w oczy Aoi.
-Mam ostatnie życzenie.
-Czego znowu?! - krzyknęła Lynn
-Niech Aoi wyda wyrok.
-Hę?! Teraz była moja kolej - oburzyła się.
-Ale czemu? - zdziwiła się Aoi.
-Skoro Hisoka zginął, i został dobity rękami własnej matki, ja również tego chcę.
-Ale? Jak ty masz być dobita? Skoro cię popchnie, to tak jakby cię zabiła. - powiedziała ze zdziwieniem Ami.
-Myślisz się. Ja utonę, nie przez nią. Tak właściwie to zabije mnie woda. Proszę. Zrób to.
Aoi, nie, moja matka, weszła na kłodę. Popatrzyła mi w oczy.
-Ja nie.. nie chciałam, moja droga Natsumi... - mówiąc to w oczach miała łzy, jednak nie zawahała się, popchnęła mnie. Cała trójka: Aleksy, Lili i Leon wytargali się z rąk strażników, którzy nie do końca rozumieli sytuację. Podbiegli, ja pożegnałam ich uśmiechem.
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyczała zrozpaczona Lili - TY IDIOTKO, PRZE-PRZEPRASZAAM! LEON CHOLERA, ALEKSY, POWIEDZCIE COŚ!
Aleksy wybuchł wielkim płaczem.
-NAAAAAAAATSUUUUUUUUMIIIIIIII! - wykrzyknął Leon. Po tych słowach wpadłam do wody. Miałam uczucie jakbym leciała do niej wieki. Zapytacie pewnie czemu nie wypłynęłam czy coś. Jak już mówiłam, miałam związane ręce, a w okół pasa, linę wraz z obciążnikami. W wodzie przestałam się uśmiechać. Zostanę chyba jedyną, która nie zginęła z uśmiechem na twarzy.
Ostatnim, co ujrzałam, był świat... skąpany w tak jasnym świetle, że aż chciało mi się płakać. Potem... moją świadomość pochłonął mrok.
Mam nadzieje, że się rozdział podobał. Chyba na chwilę obecną był najdłuższy xD Wiem, wiem trochę do bani, ale nie umiem przekazywać tak uczuć, wolałabym to narysować, ale tego też nie potrafię XD, to co kolejna część w kolejny poniedziałek? :3 Zobaczymy, co się stanie :D
Przypominam, że kolejne będą pojawiały się w poniedziałki oo, 16 ;3 Dzisiaj mamy wyjątek xD
czwartek, 23 kwietnia 2015
Rozdział 13
Doczołgaliśmy się do samego końca pomieszczenia. Kiedy usiedliśmy żeby odpocząć ostatnia osoba zabierająca ryby do wiaderka zniknęła, a w około zapanowała ciemność. Siedzieliśmy w ciszy przez chwilę, żeby przyzwyczaić z powrotem oczy do ciemności. W końcu Leon opuścił rękę.
-Dobra, to co teraz robimy? - zapytała Lilianna. Z jakiegoś powodu dalej szeptała.
-Nie wiem. Natsumi, masz jakiś pomysł? - zapytał Aleksy.
Zaprzeczyłam. Nie chciałam dać po sobie poznać, że nie potrafię nic powiedzieć.
-Leon? - dopytywał chłopak.
-Też nie mam. Przeczekajmy trochę.
-Może wyślizgniemy się kiedy wszyscy będą spać? - zasugerowała Lilianna.
-Lili. Jesteśmy na statku. Cały czas jest ktoś przytomny jakby pojawił się jakiś wrogi okręt.
-Przecież wiem - bąknęła dziewczyna. - A co masz lepszy pomysł?
Chciałam powiedzieć o pustych skrzyniach. Pociągnęłam Leona za rękaw.
-Czego?
Wskazałam palcem na skrzynki i próbowałam pokazać, że w środku jest pusto.
-Nie przypominam sobie, żebyśmy bawili się w kalambury.
Zastanowiłam się przez chwilę i każdego spytałam, czy ma coś do pisania (oczywiście językiem migowym). Zaczęłam dalej myśleć jakby im tu przekazać, że nie umiem mówić, a co ważniejsze, że możemy uciec dzięki pustym skrzyniom. Zwróciłam uwagę na siebie. Pokazałam na usta i kręciłam głową. Oni patrzyli na mnie zastanawiająco. Spróbuję inaczej! No przecież, olśniło mnie, że mogłam otwierać usta. Powoli zaczęłam ruszać tak jakbym mówiła. Cała trójka przyglądała się mi uważnie. Powtórzyłam chyba ze sto razy zdanie " Nie umiem mówić". Kiedy wreszcie Leon zrozumiał przekaz.
-Jak to nie umiesz? Co nagle zgłupiałaś?
"Nie mogę" - odpowiedziałam.
-Czemu? - wystrzelił Aleksy.
Wzruszyłam ramionami. Lili patrzyła na mnie i dziwnie się uśmiechnęła.
-Może to i lepiej - rzekła - nie będzie robić hałasu i będzie mniej narzekać oraz gadać.
-I tak już mało mówiła - odparł Aleksy.
-Poczekajmy, może będziesz mogła mówić jak znajdziemy się w niebezpieczeństwie. Tak czasami jest. Kiedyś oglądałem w telewizji.
Ponownie wzruszyłam ramionami. Mnie to tam było już wszystko jedno. Chciałam przekazać im tylko ostatnie zdanie. Znowu zwróciłam ich uwagę na mnie i próbowałam powiedzieć "Niektóre skrzynie są puste. Może dzięki temu się stąd wydostaniemy". Tym razem powtarzałam to trochę dłużej. W końcu miałam więcej do przekazu. Kiedy wreszcie zrozumieli popatrzyli na siebie.
-Głupi pomysł - stwierdziła Lili - w końcu je otworzą, żeby je napełnić, na przykład rybami.
-Nie mam zamiaru pływać w rybach - powiedział zniesmaczony Aleksy.
-Wiecie - odparł Leon - to nie taki zły pomysł. Zostawmy go jako plan awaryjny i ostateczny - zadecydował. Nikt się nie sprzeciwił. Skoro mielibyśmy się stąd wydostać to każdy pomysł jest dobry. Byle żeby wypalił i żeby nas nie wpakował w jeszcze większe kłopoty.
Powoli robiliśmy się wszyscy zmęczeni czekaniem, aż wpadniemy na jakiś pomysł. Nikt od tamtego czasu już tu nie wchodził. Powoli traciliśmy nadzieje. Chcieli już skorzystać z mojego pomysłu jednak Lilianna cały czas była przeciw. Twierdziła, że na pewno ona coś wymyśli. Powoli oczy same nam się zamykały. Wreszcie, niespodziewanie zasnęliśmy. Aleksy i Leon oparli się o pustą skrzynkę. Lili oparła się o Aleksy'a. Ja zanim zasnęłam siedziałam dłuższą chwilkę nic nie robiąc. Po chwili wstałam i chciałam się rozejrzeć po reszcie, nieodkrytego pomieszczenia. Już miałam stawiać krok kiedy poczułam, że ktoś złapał moją rękę.
-Prześpij się, musisz oszczędzać siły. Nie mamy co jeść, ani pić. Nie wiadomo, czy w ogóle wiedzą, że my tu jesteśmy - powiedział Leon. Usiadłam. Po chwili oparłam się na nim. Pogłaskał mnie po głowie.
-Będzie dobrze, przynajmniej powinno. Nie martw się ja was stąd wydostanę, obiecuję.
Tylko przytaknęłam i wtuliłam się w niego mocniej. On objął mnie ręką i mocno przytulił.
-Obiecuję.. - dodał po czym usnął. Ja przez chwilę leżałam w bezruchu, kiedy oczy same mi się zamknęły.
-Dobra, to co teraz robimy? - zapytała Lilianna. Z jakiegoś powodu dalej szeptała.
-Nie wiem. Natsumi, masz jakiś pomysł? - zapytał Aleksy.
Zaprzeczyłam. Nie chciałam dać po sobie poznać, że nie potrafię nic powiedzieć.
-Leon? - dopytywał chłopak.
-Też nie mam. Przeczekajmy trochę.
-Może wyślizgniemy się kiedy wszyscy będą spać? - zasugerowała Lilianna.
-Lili. Jesteśmy na statku. Cały czas jest ktoś przytomny jakby pojawił się jakiś wrogi okręt.
-Przecież wiem - bąknęła dziewczyna. - A co masz lepszy pomysł?
Chciałam powiedzieć o pustych skrzyniach. Pociągnęłam Leona za rękaw.
-Czego?
Wskazałam palcem na skrzynki i próbowałam pokazać, że w środku jest pusto.
-Nie przypominam sobie, żebyśmy bawili się w kalambury.
Zastanowiłam się przez chwilę i każdego spytałam, czy ma coś do pisania (oczywiście językiem migowym). Zaczęłam dalej myśleć jakby im tu przekazać, że nie umiem mówić, a co ważniejsze, że możemy uciec dzięki pustym skrzyniom. Zwróciłam uwagę na siebie. Pokazałam na usta i kręciłam głową. Oni patrzyli na mnie zastanawiająco. Spróbuję inaczej! No przecież, olśniło mnie, że mogłam otwierać usta. Powoli zaczęłam ruszać tak jakbym mówiła. Cała trójka przyglądała się mi uważnie. Powtórzyłam chyba ze sto razy zdanie " Nie umiem mówić". Kiedy wreszcie Leon zrozumiał przekaz.
-Jak to nie umiesz? Co nagle zgłupiałaś?
"Nie mogę" - odpowiedziałam.
-Czemu? - wystrzelił Aleksy.
Wzruszyłam ramionami. Lili patrzyła na mnie i dziwnie się uśmiechnęła.
-Może to i lepiej - rzekła - nie będzie robić hałasu i będzie mniej narzekać oraz gadać.
-I tak już mało mówiła - odparł Aleksy.
-Poczekajmy, może będziesz mogła mówić jak znajdziemy się w niebezpieczeństwie. Tak czasami jest. Kiedyś oglądałem w telewizji.
Ponownie wzruszyłam ramionami. Mnie to tam było już wszystko jedno. Chciałam przekazać im tylko ostatnie zdanie. Znowu zwróciłam ich uwagę na mnie i próbowałam powiedzieć "Niektóre skrzynie są puste. Może dzięki temu się stąd wydostaniemy". Tym razem powtarzałam to trochę dłużej. W końcu miałam więcej do przekazu. Kiedy wreszcie zrozumieli popatrzyli na siebie.
-Głupi pomysł - stwierdziła Lili - w końcu je otworzą, żeby je napełnić, na przykład rybami.
-Nie mam zamiaru pływać w rybach - powiedział zniesmaczony Aleksy.
-Wiecie - odparł Leon - to nie taki zły pomysł. Zostawmy go jako plan awaryjny i ostateczny - zadecydował. Nikt się nie sprzeciwił. Skoro mielibyśmy się stąd wydostać to każdy pomysł jest dobry. Byle żeby wypalił i żeby nas nie wpakował w jeszcze większe kłopoty.
Powoli robiliśmy się wszyscy zmęczeni czekaniem, aż wpadniemy na jakiś pomysł. Nikt od tamtego czasu już tu nie wchodził. Powoli traciliśmy nadzieje. Chcieli już skorzystać z mojego pomysłu jednak Lilianna cały czas była przeciw. Twierdziła, że na pewno ona coś wymyśli. Powoli oczy same nam się zamykały. Wreszcie, niespodziewanie zasnęliśmy. Aleksy i Leon oparli się o pustą skrzynkę. Lili oparła się o Aleksy'a. Ja zanim zasnęłam siedziałam dłuższą chwilkę nic nie robiąc. Po chwili wstałam i chciałam się rozejrzeć po reszcie, nieodkrytego pomieszczenia. Już miałam stawiać krok kiedy poczułam, że ktoś złapał moją rękę.
-Prześpij się, musisz oszczędzać siły. Nie mamy co jeść, ani pić. Nie wiadomo, czy w ogóle wiedzą, że my tu jesteśmy - powiedział Leon. Usiadłam. Po chwili oparłam się na nim. Pogłaskał mnie po głowie.
-Będzie dobrze, przynajmniej powinno. Nie martw się ja was stąd wydostanę, obiecuję.
Tylko przytaknęłam i wtuliłam się w niego mocniej. On objął mnie ręką i mocno przytulił.
-Obiecuję.. - dodał po czym usnął. Ja przez chwilę leżałam w bezruchu, kiedy oczy same mi się zamknęły.
wtorek, 21 kwietnia 2015
Rozdział 12
Kiedy odzyskałam przytomność poczułam pleśń, a powietrze było przesiąknięte wilgocią. Wywnioskowałam, że albo znajduję się w drewnianej skrzyni, która jest mokra i spleśniała, albo wylądowałam na jakimś statku. Było ciemno dopóki moje oczy nie przyzwyczaiły się do ciemności po omacku sprawdzałam jak duże jest pomieszczenie. Miałam lekką klaustrofobię. Na całe szczęście było dość spore. Dałoby radę nawet wsadzić tu z dwa samochody, no może półtorej. Gdy moje oczy nareszcie przyzwyczaiły się do ciemności zauważyłam wszędzie walające się skrzynie. Od jednych śmierdziało rybą, a inne były puste. To chyba jednak był statek, a ja siedziałam w magazynie. Przez sznury, na moich rękach porobiły się zadrapania. Dziwne było to, że związane miałam z przodu, a nie z tyłu oraz miałam wolne nogi. Nie miałam także zakneblowanej twarzy. Podziwiłam się przez chwilę, ale zorientowałam się, że przecież na razie jestem tu sama. Nic nie mówiłam, żeby nikt nie spostrzegł, że już się obudziłam. Chodziłam od skrzynki do skrzynki. Każdą ostrożnie otwierałam i szczelnie zamykałam. Patrzyłam po kontach, ale znajdywałam jedynie pleśń.
Po jakiejś godzinie cichych i ostrożnych poszukiwań, przeszukałam tylko połowę magazynu. Usiadłam na moim poprzednim miejscu odpoczywając. Powoli traciłam nadzieje, że ktoś tu oprócz mnie może być. Miałam już wstawać do dalszych poszukiwań kiedy usłyszałam jakieś dziwne szepty. Dochodziły z drugiego końca pomieszczenia. Nagle usłyszałam gwizd. Nie mam pojęcia skąd on się niby wziął. Równie dobrze szepty mogły być złudzeniem, a gwizdał sobie wiatr. Jednak coś mnie podkusiło żeby pójść w stronę szeptów. Równie dobrze mogło mnie to sprowadzić na zgubną śmierć. Założyłam kaptur na moje mokre i przesiąknięte zapachem ryb włosy. Szłam powoli nie do końca zgadzając się na następny krok. Mój umysł nie chciał pozwolić, a ciało samo się ruszało. Z kroku na krok szepty stawały się coraz głośniejsze dzięki czemu miałam pewność, że jednak to nie było tylko i wyłącznie moje złudzenie. Gdy jakoś odruchowo odwróciłam się zobaczyłam postać skąpaną we krwi. Była to dziewczyna z długimi i czarnymi jak smoła włosami. To Amelia! Przynajmniej tak na to wyglądało. Podeszła do pierwszej skrzynki z rybami i nabrała do wiaderka, które zabrała ze sobą. Krew na jej rękach, nogach i sukience nie należała do niej. Nie wiem z jakiego powodu, ale mi ulżyło. Miałam ochotę krzyknąć do niej: ,,Hej, Ami! Co u ciebie?" Ale to skończyłoby się jeszcze gorzej niż źle. Po chwili poczułam, że ktoś za mną stoi. Nie świadoma kto to nastawiłam łokieć do obrony. Postać szybko uniknęła ciosu i łapiąc mnie kucnęła. Szarpałam się, ale po chwili rozpoznałam ciepłą rękę i ciepło otaczające postać.
-Uspokój się - wyszeptała - to ja Leon, nie masz się czego bać.
Ulżyło mi, czyli jednak byli razem ze mną. Popatrzyłam na niego lecz on nie chciał puścić ręki z moich ust.
-To była Amelia, prawda? - zapytała druga postać kucająca obok Leona.
-A kto to? - zapytała trzecia siadając koło mnie.
-Właściwie to nikt... Coś mi wygląda na bardziej takiego robota niż prawdziwą osobę - odpowiedziała druga postać.
Pociągnęłam Leona za koszulkę dając mu znak, żeby mnie puścił. On jednak bardziej zbliżył się do mnie i tylko wyszeptał.
-Cicho.. Na razie nie.
-Ali, tak w ogóle skąd znasz tą dziewczynę?
-Można powiedzieć, że była moją dobrą koleżanką, jak nie przyjaciółką.
-O... A teraz do niej robot mówisz?
-Oj Lili, nie czepiaj się. Nie wiesz, co zrobiła...
-Tak to była ta Amelia. - wcisnął Leon.
-Skąd niby wiesz? - zapytał Aleksy.
-Opisałeś ją. Może nie z dokładnością, ale bardzo przypomina tą tu.
-Leon, czemu trzymasz ciągle Nami? - zapytała Lilianna patrząc na nas zastanawiającym wzrokiem.
-Jeszcze by coś palnęła do tej Amelii. Z opowieści wywnioskowałem, że przez te nie całe dwa dni stała się jej bliska. Lepiej trzymać ją na smyczy, żeby nas w coś nie wpakowała.
-Widocznie nie wie, że my tu powinniśmy być. Bo zauważyłaby brak Natsumi - wtrącił Aleksy.
-Właściwie macie racje - poparła Lili. - No, ale to dziwnie wygląda jak ją tak trzymasz.
-Lili posłuchaj. Zależy ci na tym jak to wygląda, czy na bezpieczeństwu własnego tyłka?
-No dobra, dobra.
-Cicho już tam! - powiedział półgłosem Aleksy.
-Nie krzycz - skarciła go dziewczyna.
-Obaj przestańcie, trzeba się wycofać zbyt się do nas przybliżają - wyszeptał Leon lekko się podnosząc. - Chodźcie tylko powoli i cicho. I żeby was nie było widać.
-Nie za dużo tych wymagań?
-Lili - popatrzył na nią przeszywającym wzrokiem - zapytam jeszcze raz: zależy ci na bezpieczeństwu własnego tyłka?
-No raczej, że tak, nie?
-No to cicho siedź i rób, co mówię.
-Tak jest, panie kapitanie - odpowiedziała od niechcenia Lilianna.
-Ty też zaczynasz? Nieważne - ruszył ciągnąc mnie za sobą. - Podnoś trochę te kolana, bo ja nie jestem kimś kto cały czas będzie cię nosić.
Jedyne co wyszło dobrego z tego zemdlenia to to, że mogłam się ruszać. Ale kiedy tak szliśmy i chciałam powiedzieć mu żeby mnie puścił, a nie pokazać, nie mogłam wydobyć z siebie dźwięku. Co prawda otwierałam usta, ale nic, nawet jednej samogłoski. O, co tu chodzi?! To już była przesada. Dość, że trafiliśmy w tak niefortunną sytuację to ja jeszcze nie mogę nic powiedzieć. Znowu miałam dość.
Po jakiejś godzinie cichych i ostrożnych poszukiwań, przeszukałam tylko połowę magazynu. Usiadłam na moim poprzednim miejscu odpoczywając. Powoli traciłam nadzieje, że ktoś tu oprócz mnie może być. Miałam już wstawać do dalszych poszukiwań kiedy usłyszałam jakieś dziwne szepty. Dochodziły z drugiego końca pomieszczenia. Nagle usłyszałam gwizd. Nie mam pojęcia skąd on się niby wziął. Równie dobrze szepty mogły być złudzeniem, a gwizdał sobie wiatr. Jednak coś mnie podkusiło żeby pójść w stronę szeptów. Równie dobrze mogło mnie to sprowadzić na zgubną śmierć. Założyłam kaptur na moje mokre i przesiąknięte zapachem ryb włosy. Szłam powoli nie do końca zgadzając się na następny krok. Mój umysł nie chciał pozwolić, a ciało samo się ruszało. Z kroku na krok szepty stawały się coraz głośniejsze dzięki czemu miałam pewność, że jednak to nie było tylko i wyłącznie moje złudzenie. Gdy jakoś odruchowo odwróciłam się zobaczyłam postać skąpaną we krwi. Była to dziewczyna z długimi i czarnymi jak smoła włosami. To Amelia! Przynajmniej tak na to wyglądało. Podeszła do pierwszej skrzynki z rybami i nabrała do wiaderka, które zabrała ze sobą. Krew na jej rękach, nogach i sukience nie należała do niej. Nie wiem z jakiego powodu, ale mi ulżyło. Miałam ochotę krzyknąć do niej: ,,Hej, Ami! Co u ciebie?" Ale to skończyłoby się jeszcze gorzej niż źle. Po chwili poczułam, że ktoś za mną stoi. Nie świadoma kto to nastawiłam łokieć do obrony. Postać szybko uniknęła ciosu i łapiąc mnie kucnęła. Szarpałam się, ale po chwili rozpoznałam ciepłą rękę i ciepło otaczające postać.
-Uspokój się - wyszeptała - to ja Leon, nie masz się czego bać.
Ulżyło mi, czyli jednak byli razem ze mną. Popatrzyłam na niego lecz on nie chciał puścić ręki z moich ust.
-To była Amelia, prawda? - zapytała druga postać kucająca obok Leona.
-A kto to? - zapytała trzecia siadając koło mnie.
-Właściwie to nikt... Coś mi wygląda na bardziej takiego robota niż prawdziwą osobę - odpowiedziała druga postać.
Pociągnęłam Leona za koszulkę dając mu znak, żeby mnie puścił. On jednak bardziej zbliżył się do mnie i tylko wyszeptał.
-Cicho.. Na razie nie.
-Ali, tak w ogóle skąd znasz tą dziewczynę?
-Można powiedzieć, że była moją dobrą koleżanką, jak nie przyjaciółką.
-O... A teraz do niej robot mówisz?
-Oj Lili, nie czepiaj się. Nie wiesz, co zrobiła...
-Tak to była ta Amelia. - wcisnął Leon.
-Skąd niby wiesz? - zapytał Aleksy.
-Opisałeś ją. Może nie z dokładnością, ale bardzo przypomina tą tu.
-Leon, czemu trzymasz ciągle Nami? - zapytała Lilianna patrząc na nas zastanawiającym wzrokiem.
-Jeszcze by coś palnęła do tej Amelii. Z opowieści wywnioskowałem, że przez te nie całe dwa dni stała się jej bliska. Lepiej trzymać ją na smyczy, żeby nas w coś nie wpakowała.
-Widocznie nie wie, że my tu powinniśmy być. Bo zauważyłaby brak Natsumi - wtrącił Aleksy.
-Właściwie macie racje - poparła Lili. - No, ale to dziwnie wygląda jak ją tak trzymasz.
-Lili posłuchaj. Zależy ci na tym jak to wygląda, czy na bezpieczeństwu własnego tyłka?
-No dobra, dobra.
-Cicho już tam! - powiedział półgłosem Aleksy.
-Nie krzycz - skarciła go dziewczyna.
-Obaj przestańcie, trzeba się wycofać zbyt się do nas przybliżają - wyszeptał Leon lekko się podnosząc. - Chodźcie tylko powoli i cicho. I żeby was nie było widać.
-Nie za dużo tych wymagań?
-Lili - popatrzył na nią przeszywającym wzrokiem - zapytam jeszcze raz: zależy ci na bezpieczeństwu własnego tyłka?
-No raczej, że tak, nie?
-No to cicho siedź i rób, co mówię.
-Tak jest, panie kapitanie - odpowiedziała od niechcenia Lilianna.
-Ty też zaczynasz? Nieważne - ruszył ciągnąc mnie za sobą. - Podnoś trochę te kolana, bo ja nie jestem kimś kto cały czas będzie cię nosić.
Jedyne co wyszło dobrego z tego zemdlenia to to, że mogłam się ruszać. Ale kiedy tak szliśmy i chciałam powiedzieć mu żeby mnie puścił, a nie pokazać, nie mogłam wydobyć z siebie dźwięku. Co prawda otwierałam usta, ale nic, nawet jednej samogłoski. O, co tu chodzi?! To już była przesada. Dość, że trafiliśmy w tak niefortunną sytuację to ja jeszcze nie mogę nic powiedzieć. Znowu miałam dość.
niedziela, 19 kwietnia 2015
Rozdział 11
Przepraszam za brak aktywności i powiadomienia was o tym. Zaczynajmy więc 11 rozdział! Teraz wam obiecuję, że posty będą się pojawiać częściej (nie obiecuje, że codziennie).
Kolejnego dnia wcale nie przestało padać. Zrobiło się strasznie ponuro i zimno. My nie mieliśmy już drewna na opał. Nie mieliśmy też żadnych ubrań przeciw deszczowych.
-No nic, przeżyjemy - powiedział Leon rzucając na mnie bluzą.
-Yy... Dzięki - powiedziałam ubierając ją. Aleksy zrobił to samo dla Lili.
-Dziękuję Ali - uśmiechnęła się szeroko. Podeszła do mnie i wyszeptała - Tak to się robi.
-Takie osoby to ja lubię - powiedziałam pod nosem. Chyba nikt tego nie usłyszał.
-Ruszajmy - powiedział Aleksy telepiąc się z zimna. Leon zaśmiał się, Lilianna podeszła i go uderzyła, a ja się uśmiechnęłam. Nie wiem czemu, ale w tej drużynie gdzie Lili zaczyna pokazywać swoje prawdziwe oblicze bardziej mi się podobało niż w poprzedniej.
-Lili!
-Czego Nami?
-"Nami"? - zdziwiłam się.
-Ta, twoje imię jest za długie.
-A twoje to może nie -odpowiedziałam.
-Nic, musisz się przyzwyczaić.
-Co z tego, ze to zupełnie inne imię... - odpowiedziałam patrząc na krople, które już powoli przestawały padać.
-Tak samo jak Oliwia - Ola, albo Ewelina - Ewa. Co za różnica, ważne, że krótsze. Dobra to czego chciałaś?
-A, tak. Chciałam się spytać czemu udawałaś taką miłą skoro jesteś taka...
-... Taka?
-.... taka jak jesteś - wybrnęłam.
-Czy ja wiem. Wyglądałaś na taką, która by nas nie przyjęła gdybym nie zachowywała się jak dziecko.
-Dzięki...
-Ciesze się, że wszystko sobie wszyscy wyjaśnili, a więc mogę liczyć choć chwilę ciszy - powiedział Leon.
-Tak jest, panie kapitanie - odpowiedziałam uśmiechając się. Odwrócił się w moją stronę i pstryknął mi w czoło. - Za co to? - spytałam głaskając się po czole.
-To nie wojsko, i czy ja ci wyglądam na kapitana?
-Przepraszam, nie chciałam pana urazić.
-Znowu zaczynasz?
-Skądże - odpowiedziałam uśmiechając się do niego.
-Dobrze się czujesz? - spytał się Aleksy.
-Tak, a co?
-Normalnie tyle nie mówisz, ani się nie uśmiechasz - zaczął wymieniać na palcach.
-No wiesz co!
-W sumie on ma racje - poparła go Lili.
-Czy to ma coś wspólnego z tym drzewem? - zapytał się Leon.
-Jakim drzewem - zdziwili się Aleksy i Lilianna.
-Nie ważne! - odpowiedziałam przyśpieszając kroku. - Może wstąpimy do miasta po jakieś grubsze ubrania? Tutaj jest o wiele bardziej zimno niż w Japonii.
-Zostało mi trochę pieniędzy, ale co z jedzeniem?
-Możemy kupić jakieś peleryny,a resztę przekazać na nasze jedzenie - podsunął Aleksy.
-Nie taki zły pomysł - poparła Lili.
-Róbcie co chcecie - odparł Leon również przyśpieszając kroku. - A wy co? Chcecie, żeby was noc nastała?
-Skądże! - odpowiedzieliśmy.
Szliśmy powoli. Aleksy i Lilianna zostali dość z tyłu i rozmawiali o czymś. Na przodzie szedł Leon, a ja po środku. Szliśmy tą samą drogą, na której spotkałam wczoraj Hisokę. Poznałam drzewo! Uśmiechnęłam się do niego. Jestem tak wdzięczna tym słowom. Dodały mi otuchy. Właściwie już zapomniałam gdzie my podróżujemy. Szłam po prostu przed siebie za Leonem i resztą. Czułam się bezpieczna, bardziej niż na początku. Z tyłu słyszałam rozmowy i śmiechy dzięki czemu było mi miło i ciepło na sercu (gadam jak stara babcia). Przede mną szedł chłopak skrywający pełno tajemnic. Raz miły raz złośliwy, który jest prawdziwy? Nie muszę wiedzieć! Wcale, a wcale! Tylko... po prostu miło mieć kogoś takiego przed sobą.
-A ty, co się tak patrzysz na mnie? - spytał odwracając się. Niestety nie zwróciłam na to uwagi patrzyłam na niego dalej rozmyślając i wtedy na niego wpadłam.
-P-Przepraszam....
-Eh... Co ja z tobą mam. Mogłaś chociaż się zatrzymać skoro ja się zatrzymałem.
-Naprawdę mi przykro - odpowiedziałam wstając i otrzepując się. - Na prawdę nie wiem gdzie ja miałam oczy, że cię nie zauważyłam.
-Pragnę zauważyć, że patrzyłaś się cały czas na mnie - odpowiedział również wstając i otrzepując się.
-Daj spokój, coś ci się pomyliło - odpowiedziałam.
-Tak? Więc cię zacytuję "Gadam jak stara babcia. Przede mną szedł chłopak..."
-STOOOP! Mówiłam na głos?
-Tak, ale do tego momentu. Słucham jaki chłopak? - patrzył na mnie ze złością, a jednocześnie z ciekawością.
-No wiesz... Przypomniała mi się Japonia - uśmiechnęłam się.
-Kłamiesz...
-Skądże!
-Nie patrzysz mi w oczy.
Spoglądnęłam na niego i jego złote oczy. Moje policzki oblał potężny rumieniec, który przeszedł aż na sam koniec uszu.
-Co tak na mnie patrzysz?
Nie byłam w stanie odpowiedzieć patrzyłam na niego cały czas. Wiatr zaczął powiewać naszymi włosami. Moja sukienka latała na wszystkie strony, włosy również jednak nie zasłaniały mi na tyle twarzy, że nie widziałabym jego oczu. Słońce, które powoli wyłaniało się zza szarych i ponurych chmur wlepiło światło w złoto jego oczu i dobijało prosto na moją twarz. To było takie piękne, że nie mogłam się napatrzeć. Leon chyba też patrzył w moje oczy, bo nie poruszał nimi (oprócz mrugania). W pewnym momencie doszli do nas Aleksy i Lilianna.
-Oho ho jakaż to piękna scena - powiedziała drwiącym głosem Lili.
-Daj spokój - odpowiedział Leon przenosząc wzrok na idącą parę. - A wy to niby co?
-My? My nic nie robiliśmy! - krzyknął Aleksy. Jakby sam siebie chciał przekonać.
-Dobra, wierzę ci - powiedział Leon wracając wzrokiem w moją stronę. - Słyszysz? Nie gap się już tak na mnie. Hej! Nastumi. Wszystko... w porządku?
Chciałam ruszyć się z miejsca jednak gdy wykonałam ruch przewróciłam się.
-Natsumi?
Nie potrafiłam nic odpowiedzieć. Czułam się jak lalka, która spadła z półki i nie może się ruszyć, ani zawołać o pomoc.
-Nami, wszystko w porządku? - zdziwiła się Lili.
-No nic wezmę ją - powiedział Leon zabierając mnie na barana. - Dopóki nie będzie się w stanie ruszyć, ani nic powiedzieć.
-Co to jakaś magia? - zapytał Aleksy. Był dość spokojny jak na takiego typu sytuacje.
-Być może - powiedział Leon. - Nie zwlekajmy chodźmy do tego miasta zanim nas noc zastanie. - powiedział zakładając mi kaptur i szepcąc - spróbuj odpocząć.
Nie odpowiedziałam mu. Czułam się jak pasożyt. Moja głowa oparła się o jego ramię i patrzyłam na przemijające nas drzewa, zwierzęta i ludzi. Chyba, że ktoś spróbował spojrzeć mi w oczy wtedy zamykałam je na dłuższą chwilę. Obserwowałam cały świat w ciszy. Nagle nie wiedząc kiedy zamknęłam oczy na dobre, nie mogąc ich otworzyć. Słyszałam jednak rozmowy.
-O, już miasto. Dość szybko to poszło.
-No nic, to może ja zostanę z nią tutaj - zaproponował Aleksy.
-Nie - zaprzeczył Leon - wejdziemy z nią. Śpi, nikt nie zobaczy jej oczu.
-A co z włosami.
-Schowałem jej.
-No, ale... - upierał się dalej Aleksy.
-Wejdziemy wszyscy, a jak kupimy peleryny zakryjemy ją jedną - zadecydowała Lili.
W duchu ucieszyłam się z tej decyzji, Po pierwsze bałam się trochę zostać z Aleksy'm, bo dość podejrzanie nalegał, a po drugie nie chciałam opuścić pleców Leona (wiem trochę to dziwnie brzmi) były takie ciepłe, a on sam tak ślicznie pachniał. Gdy weszliśmy do miasta nic już nie usłyszałam, straciłam przytomność jednak nie z własnej woli, ktoś to zrobił.
Kolejnego dnia wcale nie przestało padać. Zrobiło się strasznie ponuro i zimno. My nie mieliśmy już drewna na opał. Nie mieliśmy też żadnych ubrań przeciw deszczowych.
-No nic, przeżyjemy - powiedział Leon rzucając na mnie bluzą.
-Yy... Dzięki - powiedziałam ubierając ją. Aleksy zrobił to samo dla Lili.
-Dziękuję Ali - uśmiechnęła się szeroko. Podeszła do mnie i wyszeptała - Tak to się robi.
-Takie osoby to ja lubię - powiedziałam pod nosem. Chyba nikt tego nie usłyszał.
-Ruszajmy - powiedział Aleksy telepiąc się z zimna. Leon zaśmiał się, Lilianna podeszła i go uderzyła, a ja się uśmiechnęłam. Nie wiem czemu, ale w tej drużynie gdzie Lili zaczyna pokazywać swoje prawdziwe oblicze bardziej mi się podobało niż w poprzedniej.
-Lili!
-Czego Nami?
-"Nami"? - zdziwiłam się.
-Ta, twoje imię jest za długie.
-A twoje to może nie -odpowiedziałam.
-Nic, musisz się przyzwyczaić.
-Co z tego, ze to zupełnie inne imię... - odpowiedziałam patrząc na krople, które już powoli przestawały padać.
-Tak samo jak Oliwia - Ola, albo Ewelina - Ewa. Co za różnica, ważne, że krótsze. Dobra to czego chciałaś?
-A, tak. Chciałam się spytać czemu udawałaś taką miłą skoro jesteś taka...
-... Taka?
-.... taka jak jesteś - wybrnęłam.
-Czy ja wiem. Wyglądałaś na taką, która by nas nie przyjęła gdybym nie zachowywała się jak dziecko.
-Dzięki...
-Ciesze się, że wszystko sobie wszyscy wyjaśnili, a więc mogę liczyć choć chwilę ciszy - powiedział Leon.
-Tak jest, panie kapitanie - odpowiedziałam uśmiechając się. Odwrócił się w moją stronę i pstryknął mi w czoło. - Za co to? - spytałam głaskając się po czole.
-To nie wojsko, i czy ja ci wyglądam na kapitana?
-Przepraszam, nie chciałam pana urazić.
-Znowu zaczynasz?
-Skądże - odpowiedziałam uśmiechając się do niego.
-Dobrze się czujesz? - spytał się Aleksy.
-Tak, a co?
-Normalnie tyle nie mówisz, ani się nie uśmiechasz - zaczął wymieniać na palcach.
-No wiesz co!
-W sumie on ma racje - poparła go Lili.
-Czy to ma coś wspólnego z tym drzewem? - zapytał się Leon.
-Jakim drzewem - zdziwili się Aleksy i Lilianna.
-Nie ważne! - odpowiedziałam przyśpieszając kroku. - Może wstąpimy do miasta po jakieś grubsze ubrania? Tutaj jest o wiele bardziej zimno niż w Japonii.
-Zostało mi trochę pieniędzy, ale co z jedzeniem?
-Możemy kupić jakieś peleryny,a resztę przekazać na nasze jedzenie - podsunął Aleksy.
-Nie taki zły pomysł - poparła Lili.
-Róbcie co chcecie - odparł Leon również przyśpieszając kroku. - A wy co? Chcecie, żeby was noc nastała?
-Skądże! - odpowiedzieliśmy.
Szliśmy powoli. Aleksy i Lilianna zostali dość z tyłu i rozmawiali o czymś. Na przodzie szedł Leon, a ja po środku. Szliśmy tą samą drogą, na której spotkałam wczoraj Hisokę. Poznałam drzewo! Uśmiechnęłam się do niego. Jestem tak wdzięczna tym słowom. Dodały mi otuchy. Właściwie już zapomniałam gdzie my podróżujemy. Szłam po prostu przed siebie za Leonem i resztą. Czułam się bezpieczna, bardziej niż na początku. Z tyłu słyszałam rozmowy i śmiechy dzięki czemu było mi miło i ciepło na sercu (gadam jak stara babcia). Przede mną szedł chłopak skrywający pełno tajemnic. Raz miły raz złośliwy, który jest prawdziwy? Nie muszę wiedzieć! Wcale, a wcale! Tylko... po prostu miło mieć kogoś takiego przed sobą.
-A ty, co się tak patrzysz na mnie? - spytał odwracając się. Niestety nie zwróciłam na to uwagi patrzyłam na niego dalej rozmyślając i wtedy na niego wpadłam.
-P-Przepraszam....
-Eh... Co ja z tobą mam. Mogłaś chociaż się zatrzymać skoro ja się zatrzymałem.
-Naprawdę mi przykro - odpowiedziałam wstając i otrzepując się. - Na prawdę nie wiem gdzie ja miałam oczy, że cię nie zauważyłam.
-Pragnę zauważyć, że patrzyłaś się cały czas na mnie - odpowiedział również wstając i otrzepując się.
-Daj spokój, coś ci się pomyliło - odpowiedziałam.
-Tak? Więc cię zacytuję "Gadam jak stara babcia. Przede mną szedł chłopak..."
-STOOOP! Mówiłam na głos?
-Tak, ale do tego momentu. Słucham jaki chłopak? - patrzył na mnie ze złością, a jednocześnie z ciekawością.
-No wiesz... Przypomniała mi się Japonia - uśmiechnęłam się.
-Kłamiesz...
-Skądże!
-Nie patrzysz mi w oczy.
Spoglądnęłam na niego i jego złote oczy. Moje policzki oblał potężny rumieniec, który przeszedł aż na sam koniec uszu.
-Co tak na mnie patrzysz?
Nie byłam w stanie odpowiedzieć patrzyłam na niego cały czas. Wiatr zaczął powiewać naszymi włosami. Moja sukienka latała na wszystkie strony, włosy również jednak nie zasłaniały mi na tyle twarzy, że nie widziałabym jego oczu. Słońce, które powoli wyłaniało się zza szarych i ponurych chmur wlepiło światło w złoto jego oczu i dobijało prosto na moją twarz. To było takie piękne, że nie mogłam się napatrzeć. Leon chyba też patrzył w moje oczy, bo nie poruszał nimi (oprócz mrugania). W pewnym momencie doszli do nas Aleksy i Lilianna.
-Oho ho jakaż to piękna scena - powiedziała drwiącym głosem Lili.
-Daj spokój - odpowiedział Leon przenosząc wzrok na idącą parę. - A wy to niby co?
-My? My nic nie robiliśmy! - krzyknął Aleksy. Jakby sam siebie chciał przekonać.
-Dobra, wierzę ci - powiedział Leon wracając wzrokiem w moją stronę. - Słyszysz? Nie gap się już tak na mnie. Hej! Nastumi. Wszystko... w porządku?
Chciałam ruszyć się z miejsca jednak gdy wykonałam ruch przewróciłam się.
-Natsumi?
Nie potrafiłam nic odpowiedzieć. Czułam się jak lalka, która spadła z półki i nie może się ruszyć, ani zawołać o pomoc.
-Nami, wszystko w porządku? - zdziwiła się Lili.
-No nic wezmę ją - powiedział Leon zabierając mnie na barana. - Dopóki nie będzie się w stanie ruszyć, ani nic powiedzieć.
-Co to jakaś magia? - zapytał Aleksy. Był dość spokojny jak na takiego typu sytuacje.
-Być może - powiedział Leon. - Nie zwlekajmy chodźmy do tego miasta zanim nas noc zastanie. - powiedział zakładając mi kaptur i szepcąc - spróbuj odpocząć.
Nie odpowiedziałam mu. Czułam się jak pasożyt. Moja głowa oparła się o jego ramię i patrzyłam na przemijające nas drzewa, zwierzęta i ludzi. Chyba, że ktoś spróbował spojrzeć mi w oczy wtedy zamykałam je na dłuższą chwilę. Obserwowałam cały świat w ciszy. Nagle nie wiedząc kiedy zamknęłam oczy na dobre, nie mogąc ich otworzyć. Słyszałam jednak rozmowy.
-O, już miasto. Dość szybko to poszło.
-No nic, to może ja zostanę z nią tutaj - zaproponował Aleksy.
-Nie - zaprzeczył Leon - wejdziemy z nią. Śpi, nikt nie zobaczy jej oczu.
-A co z włosami.
-Schowałem jej.
-No, ale... - upierał się dalej Aleksy.
-Wejdziemy wszyscy, a jak kupimy peleryny zakryjemy ją jedną - zadecydowała Lili.
W duchu ucieszyłam się z tej decyzji, Po pierwsze bałam się trochę zostać z Aleksy'm, bo dość podejrzanie nalegał, a po drugie nie chciałam opuścić pleców Leona (wiem trochę to dziwnie brzmi) były takie ciepłe, a on sam tak ślicznie pachniał. Gdy weszliśmy do miasta nic już nie usłyszałam, straciłam przytomność jednak nie z własnej woli, ktoś to zrobił.
piątek, 3 kwietnia 2015
Rozdział 10.
Ostatnio dość często chodziliśmy po tym lesie. Właściwie to robiło się już późno więc rozpaliliśmy ognisko. Lilianna chciała rozmawiać.
-Porozmawiajmy - postanowiła.
-Niby po co? - zapytał Aleksy.
-Cały czas siedzieliście cicho. Wyglądało to jakbyście się pożarli. Nie chcę żeby były jakiekolwiek spory w naszej paczce, rozumiecie? - mówiła zmartwiona. Wolałabym już żeby nie udawała....
-W sumie możemy pogadać - powiedział od niechcenia Leon. Pewnie chciał żeby Lili nie prawiła żadnych kazań.
-W sumie... tak - oczy Aleksy'a zabłysnęły. Zrobiły się bardziej tajemnicze niż zazwyczaj.
-Skoro jesteśmy tu wszyscy razem to może każdy z osobna opowie o swojej przeszłości - zaproponowała Lilianna.
-Wyjęłaś mi to z ust Lili! - krzyknął uradowany Aleksy. A więc to taki mieli plan.
-Ale poczekajcie... - przerwałam - po co wam to wszystko? Czy nie liczy się teraźniejszość? Po co wam znać czyjąś przeszłość. Jeżeli jest straszna i ktoś nie chce o niej mówić, bo nie chce nawet jej znać, to co? Naruszacie tylko czyjąś prywatność. Pomyśleliście o tym? - patrzyłam na nich pouczająco. Leon zwrócił wzrok na mnie. Po części oprócz swojej przeszłości chciałam też chronić jego. Czemu? Bez konkretnego powodu. Tak po prostu... instynkt, czy coś w tym guście.
-A ty co? Katarynka? - powiedział Leon odwracając wzrok w stronę koron drzew. Dziękuję ci Leon! Ja ci tu dupę ratuję, a ty do mnie z takim czymś wyjeżdżasz? Bardzo żeś uprzejmy.
-A ty co tak się uwziąłeś na niej? Zawsze taki miły - zdziwił się Aleksy.
-Co w tym dziwnego Ali ? - zapytała Lili - Dorasta człowiek i pewnie ma już dość takiej osoby jaką jest Natsumi. Ups... Wymsknęło mi się - zarumieniła się.
-W sumie to masz rację - odparłam spoglądając za siebie - ale przecież nikt się z tego powodu nie zabije, nie? - uśmiechnęłam się tak jakby do siebie.
-Yyy... Trochę tam racji masz, prawda Ali? - speszyła się Lili.
-Hisoka ci to wbijał do głowy, prawda? - zaśmiał się Aleksy. Po chwili ucichł.
-Ano... - odpowiedziałam wstając i rozglądając się po lesie - to ja pójdę po chrust na opał. Ktoś pójdzie ze mną?
-Wiesz ja będę gotować - powiedziała Lilianna.
-Ja będę jej towarzyszyć - uśmiechnął się Aleksy.
-W takim razie ja pójdę - odezwał się Leon wstając i otrzepując spodnie.
-Nie musisz - odpowiedziałam przechodząc koło niego i wchodząc w głąb lasu.
Szłam powoli patrząc na pozwalane drzewa, również na te, które stoją. Powoli robiła się już prawdziwa noc. Słońce prawie zaszło za horyzont. Zamiast patrzeć pod nogi i zbierać gałązki patrzyłam do góry na powoli opadające liście. Jesień zbliżała się ku końcowi. Coraz bardziej robiło się zimno. My dalej byliśmy poubierani na późne lato. Trzeba będzie im powiedzieć, żebyśmy w mieście kupili jakieś grubsze ubrania.
Robiło mi się coraz zimniej. Wtem się rozpadało.
-Ha ha ha bardzo śmieszne! Dzięki pogodo, nienawidzę cię! - krzyczałam stojąc akurat między drzewami. Zaczęła się prawdziwa ulewa. Gdybym była pod drzewem może by było lepiej, jednak już w nie całą minutę byłam przemoczona do ostatniej nitki - Za co, ja się pytam za co? - usiadłam tak jak stałam i tak nie robiło mi to już żadnej różnicy. Po chwili wstałam i zaczęłam się obracać. Tak jakby tańczyć. Nie miałam pojęcia skąd znam ten taniec. Był taki lekki, a do tego ciężkie i duże krople deszczu w ogóle mi w nim nie przeszkadzały. Było przyjemnie, nawet bardzo. Przestałam na chwilę myśleć już w ogóle o wszystkim złym.
W pewnym momencie zatrzymałam się a przed sobą zobaczyłam jakby zjawę swojego brata. Zaczął do mnie coś mówić
-Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Żyj! Nie pozwól sobie odebrać życia tak łatwo! Jest bardzo cenne, pamiętaj... - uśmiechnął się i mnie przytulił. Zanim zdążyłam zareagować on powoli rozwiewał się...
-Czekaj! Hisoka! Czeeekaj! - zaczęłam machać rękami mając nadzieje, że jeszcze go złapię. W pamięci pozostał mi tylko jego uśmiech. Przestałam już machać rękami. Popatrzyłam do góry i uśmiechnęłam się do znikającej już jego twarzy.
-Yhm! Będę pamiętać, Sayonara [jap. Żegnaj] - z oczu poleciało mi kilka łez. Ale już szczęścia.
-A tobie już na mózg odbiło? uśmiechasz się i gadasz do drzewa - powiedziała zbliżając się postać.
-Może i mi padło na mózg, ale to w końcu ja, prawda? - powiedziałam uśmiechając się szeroko w jego stronę.
-Rób co chcesz - odpowiedziała postać, która powoli wynurzała się z ciemności.
-Mówiłam, żebyś ze mną nie szedł, a i tak poszedłeś.
-Reszta ekipy się martwi no to poszedłem - odpowiedział niby obojętnie.
-No to nie ma nic do palenia skoro wszystko jest mokre.
-Chodź już skoro nie ma co zbierać, musisz się wysuszyć.
-Nie muszę - odpowiedziałam. - Posiedzę tu jeszcze chwilę.
-Jak posiedzę? - zadziwił się - przecież jest prawie środek nocy, chodź - pociągnął mnie za rękę.
-Nie chcę tam wraca... właściwie to chodźmy - powiedziałam dorównując mu krokami.
-Nigdy cię nie zrozumiem - powiedział pod nosem.
-Słucham? - popatrzyłam na niego.
-Już nic - odpowiedział narzucając na mnie swoją bluzę - załóż. Trochę daleko do "obozowiska" zmieniliśmy miejsce na jakąś pobliską jaskinię.
-A ty? Nie przeziębisz się?
-Mnie tam nic nie będzie, no już zakładaj.
-Okay - odpowiedziałam wkładając ją. Leon założył mi kaptur.
-Z kim rozmawiałaś?
-Sam mówiłeś, że z drzewem, prawda?
-Ale ja...
-Spokojnie, nikogo tam nie było - powiedziałam przyśpieszając kroku. Po nie całej minucie podbiegł do mnie i zatrzymał.
-Na pewno?
-Na sto procent, a co martwisz się?
-Tak - odpowiedział - choć tyle...
-Co lepiej żebym oszalała niż rozmawiała z kimś na prawdę?
-Już nie ważne, chodźmy bo trzeba jeszcze odpocząć.
-Zgadzam się.
Doszliśmy do jaskini. Ogień już ledwo się palił. Aleksy i Lili już dawno spali. My także się położyliśmy. Dzięki Hisoce już rozumiem po części, co to znaczy żyć.
Wróciłam! :D Wiem dużo tego nie ma jak na powrót, ale teraz znowu postaram się pisać codziennie ^^ Dziękuję, że czekaliście i przepraszam, że musieliście.
-Porozmawiajmy - postanowiła.
-Niby po co? - zapytał Aleksy.
-Cały czas siedzieliście cicho. Wyglądało to jakbyście się pożarli. Nie chcę żeby były jakiekolwiek spory w naszej paczce, rozumiecie? - mówiła zmartwiona. Wolałabym już żeby nie udawała....
-W sumie możemy pogadać - powiedział od niechcenia Leon. Pewnie chciał żeby Lili nie prawiła żadnych kazań.
-W sumie... tak - oczy Aleksy'a zabłysnęły. Zrobiły się bardziej tajemnicze niż zazwyczaj.
-Skoro jesteśmy tu wszyscy razem to może każdy z osobna opowie o swojej przeszłości - zaproponowała Lilianna.
-Wyjęłaś mi to z ust Lili! - krzyknął uradowany Aleksy. A więc to taki mieli plan.
-Ale poczekajcie... - przerwałam - po co wam to wszystko? Czy nie liczy się teraźniejszość? Po co wam znać czyjąś przeszłość. Jeżeli jest straszna i ktoś nie chce o niej mówić, bo nie chce nawet jej znać, to co? Naruszacie tylko czyjąś prywatność. Pomyśleliście o tym? - patrzyłam na nich pouczająco. Leon zwrócił wzrok na mnie. Po części oprócz swojej przeszłości chciałam też chronić jego. Czemu? Bez konkretnego powodu. Tak po prostu... instynkt, czy coś w tym guście.
-A ty co? Katarynka? - powiedział Leon odwracając wzrok w stronę koron drzew. Dziękuję ci Leon! Ja ci tu dupę ratuję, a ty do mnie z takim czymś wyjeżdżasz? Bardzo żeś uprzejmy.
-A ty co tak się uwziąłeś na niej? Zawsze taki miły - zdziwił się Aleksy.
-Co w tym dziwnego Ali ? - zapytała Lili - Dorasta człowiek i pewnie ma już dość takiej osoby jaką jest Natsumi. Ups... Wymsknęło mi się - zarumieniła się.
-W sumie to masz rację - odparłam spoglądając za siebie - ale przecież nikt się z tego powodu nie zabije, nie? - uśmiechnęłam się tak jakby do siebie.
-Yyy... Trochę tam racji masz, prawda Ali? - speszyła się Lili.
-Hisoka ci to wbijał do głowy, prawda? - zaśmiał się Aleksy. Po chwili ucichł.
-Ano... - odpowiedziałam wstając i rozglądając się po lesie - to ja pójdę po chrust na opał. Ktoś pójdzie ze mną?
-Wiesz ja będę gotować - powiedziała Lilianna.
-Ja będę jej towarzyszyć - uśmiechnął się Aleksy.
-W takim razie ja pójdę - odezwał się Leon wstając i otrzepując spodnie.
-Nie musisz - odpowiedziałam przechodząc koło niego i wchodząc w głąb lasu.
Szłam powoli patrząc na pozwalane drzewa, również na te, które stoją. Powoli robiła się już prawdziwa noc. Słońce prawie zaszło za horyzont. Zamiast patrzeć pod nogi i zbierać gałązki patrzyłam do góry na powoli opadające liście. Jesień zbliżała się ku końcowi. Coraz bardziej robiło się zimno. My dalej byliśmy poubierani na późne lato. Trzeba będzie im powiedzieć, żebyśmy w mieście kupili jakieś grubsze ubrania.
Robiło mi się coraz zimniej. Wtem się rozpadało.
-Ha ha ha bardzo śmieszne! Dzięki pogodo, nienawidzę cię! - krzyczałam stojąc akurat między drzewami. Zaczęła się prawdziwa ulewa. Gdybym była pod drzewem może by było lepiej, jednak już w nie całą minutę byłam przemoczona do ostatniej nitki - Za co, ja się pytam za co? - usiadłam tak jak stałam i tak nie robiło mi to już żadnej różnicy. Po chwili wstałam i zaczęłam się obracać. Tak jakby tańczyć. Nie miałam pojęcia skąd znam ten taniec. Był taki lekki, a do tego ciężkie i duże krople deszczu w ogóle mi w nim nie przeszkadzały. Było przyjemnie, nawet bardzo. Przestałam na chwilę myśleć już w ogóle o wszystkim złym.
W pewnym momencie zatrzymałam się a przed sobą zobaczyłam jakby zjawę swojego brata. Zaczął do mnie coś mówić
-Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Żyj! Nie pozwól sobie odebrać życia tak łatwo! Jest bardzo cenne, pamiętaj... - uśmiechnął się i mnie przytulił. Zanim zdążyłam zareagować on powoli rozwiewał się...
-Czekaj! Hisoka! Czeeekaj! - zaczęłam machać rękami mając nadzieje, że jeszcze go złapię. W pamięci pozostał mi tylko jego uśmiech. Przestałam już machać rękami. Popatrzyłam do góry i uśmiechnęłam się do znikającej już jego twarzy.
-Yhm! Będę pamiętać, Sayonara [jap. Żegnaj] - z oczu poleciało mi kilka łez. Ale już szczęścia.
-A tobie już na mózg odbiło? uśmiechasz się i gadasz do drzewa - powiedziała zbliżając się postać.
-Może i mi padło na mózg, ale to w końcu ja, prawda? - powiedziałam uśmiechając się szeroko w jego stronę.
-Rób co chcesz - odpowiedziała postać, która powoli wynurzała się z ciemności.
-Mówiłam, żebyś ze mną nie szedł, a i tak poszedłeś.
-Reszta ekipy się martwi no to poszedłem - odpowiedział niby obojętnie.
-No to nie ma nic do palenia skoro wszystko jest mokre.
-Chodź już skoro nie ma co zbierać, musisz się wysuszyć.
-Nie muszę - odpowiedziałam. - Posiedzę tu jeszcze chwilę.
-Jak posiedzę? - zadziwił się - przecież jest prawie środek nocy, chodź - pociągnął mnie za rękę.
-Nie chcę tam wraca... właściwie to chodźmy - powiedziałam dorównując mu krokami.
-Nigdy cię nie zrozumiem - powiedział pod nosem.
-Słucham? - popatrzyłam na niego.
-Już nic - odpowiedział narzucając na mnie swoją bluzę - załóż. Trochę daleko do "obozowiska" zmieniliśmy miejsce na jakąś pobliską jaskinię.
-A ty? Nie przeziębisz się?
-Mnie tam nic nie będzie, no już zakładaj.
-Okay - odpowiedziałam wkładając ją. Leon założył mi kaptur.
-Z kim rozmawiałaś?
-Sam mówiłeś, że z drzewem, prawda?
-Ale ja...
-Spokojnie, nikogo tam nie było - powiedziałam przyśpieszając kroku. Po nie całej minucie podbiegł do mnie i zatrzymał.
-Na pewno?
-Na sto procent, a co martwisz się?
-Tak - odpowiedział - choć tyle...
-Co lepiej żebym oszalała niż rozmawiała z kimś na prawdę?
-Już nie ważne, chodźmy bo trzeba jeszcze odpocząć.
-Zgadzam się.
Doszliśmy do jaskini. Ogień już ledwo się palił. Aleksy i Lili już dawno spali. My także się położyliśmy. Dzięki Hisoce już rozumiem po części, co to znaczy żyć.
Wróciłam! :D Wiem dużo tego nie ma jak na powrót, ale teraz znowu postaram się pisać codziennie ^^ Dziękuję, że czekaliście i przepraszam, że musieliście.
niedziela, 15 marca 2015
Rozdział 9
Gdy tak szliśmy Leon nie odezwał się już w ogóle. Tylko wręczył mi bluzę gdy zbliżaliśmy się do miasta. Dalej nie miałam pewności, że mogę mu zaufać i, że to co mówił było prawdą. Przez chwilę ucieszyłam się, że tak strasznie zależało mu żebym mu zaufała jednak... być może robił to tylko i wyłącznie, bo miał właśnie zdobyć moje zaufanie. Po części sądzę, że to głupie... powiedzieć o swojej przeszłości komuś kogo znasz ledwo 3 dni, aby on ci zaufał, bo kazali ci to inni?... Mój mózg właśnie wybuchł.
Szłam nucąc japońską piosenkę. Lilianna ukradkiem patrzyła na mnie wzrokiem: "Przestań, bo zaraz ci utnę struny głosowe" czy coś w ten deseń. Szłam tak i od czasu do czasu spoglądałam w stronę Leona, który z założonymi rękami za głową, szedł z głową w chmurach, na które zresztą patrzył. Pod niektórymi kontami przypominał mi tak strasznie Hisokę. Znowu nie mogłam przestać o nich myśleć! Może to i lepiej, że nie zapomniałam o swoim bracie. Dobre było również to, że przestałam na te wspomnienia reagować tak drastycznie. Co prawda od razu kiedy o tym ktoś wspominał lub sobie o tym przypominałam głowa pulsowała mi tak strasznie, że miałam uczucie jakby miała zaraz wybuchnąć. Aleksy i Lilianna rozmawiali o czymś z przodu, jednak na tyle cicho, że ich nie słyszałam. Chyba rozmawiali na ten temat, który nie mógł dotrzeć do moich uszu. Czasami słyszałam wyrwane z kontekstu słowa.
-....Leon.... tak myślisz? - pytał Aleksy.
-....Spokojny....pies - mówiła z pewnością w głosie Lilianna. Jeżeli miałabym coś z tego wywnioskować to mniej więcej ich rozmowa wyglądała tak:
"-Czy Leon na pewno zrobi to co musi zrobić?"
"-Tak."
"-Tak myślisz?
"-Możesz być spokojny on jest wierny jak pies!". Jednak to tylko moje domysły. Chociaż skoro wiem jaki mają plan to chyba są bardzo prawdopodobne. Bałam się też, że mogła mieć sporo racji... bałam się, że on jest właśnie "wierny jak pies". Wszystkiego się bałam. Bałam się także, że mogę mu zaufać, a później tego tak strasznie żałować. Jednak gdy mu się przyglądałam nie wyglądał tak jakby wtedy w lesie miał kłamać i robił to tylko dlatego żebym mu zaufała na ich wszystkich korzyść. Zaraz, zaraz.. W ogóle po co im znać moją przeszłość?! Tyle z tym zachodu i w ogóle problemów... No, ale po co chcą wiedzieć jak to było z moją przeszłością? Po co i wiedzieć, co działo się przed tym jak przyjechałam do Polski? Czy to ma jakieś drugie sedno, którego nie widzę? A może zamiast uciekać oni prowadzą mnie właśnie na zgubną śmierć? W sumie... Aleksy dziwnie się zachowuje, czy tak na prawdę jest manipulowany przez Liliannę w jakiś sposób, czy raczej był takich chamem już od początku? Chociaż.. Jakby się tak zastanowić, może spotkanie ich wcale nie było przypadkiem? Tylko to było zamierzone? Agh!... Muszę przestać wreszcie o tym myśleć.. Będzie jak będzie i tego się trzymajmy, choć muszę też uchronić się przed najgorszym. W każdym bądź razie, nie mogę nikomu z tej trójki ufać. Nawet Leonowi! Nawet sobie! Przede wszystkim nie mogą się dowiedzieć o moich słabościach, które mogą wykorzystać przeciwko mnie, a ja muszę zacząć się uczyć uciekać gdy ktoś biegnie w moją stronę, bo kiedyś na prawdę źle na tym wyjdę.
Z moich wszystkich tych przemyśleń wyrwał mnie fałszywy głos Lilianny.
-Załóż kaptur, bo wchodzimy do miasta - uśmiechnęła się.
Nie za bardzo zrozumiałam komendy, bo dalej myślami byłam w swoim małym świecie. Kiedy nagle poczułam ciepłą rękę dotykającą mojego czoła, a przed oczami widziałam ciemność. Tak. Zgadza się. Leon zakrył mnie kapturem. Weszliśmy do miasta. Zatrzymywaliśmy się przy straganach i kupowaliśmy rzeczy do jedzenia i ogólnie rzeczy nam potrzebne. Po czym weszliśmy do lasu...
Przepraszam was bardzo, że kończę w tak niefortunnym momencie trzymając napięcie (xD), ponieważ nie mam za dużo czasu i muszę tutaj urwać. Chcę również was powiadomić, że będę wam pisała nieobecności dłuższe niż 3 dni. Jeżeli nie będzie postów przez 3 ewentualnie 4 dni, spokojnie nie zapomniałam tu o tym tylko po prostu:
1) Albo nie mam dalej pomysłu
2) Albo po prostu nie mam czasu
Dzięki za czytanie, do następnego postu :3
~Natsumi
-....Leon.... tak myślisz? - pytał Aleksy.
-....Spokojny....pies - mówiła z pewnością w głosie Lilianna. Jeżeli miałabym coś z tego wywnioskować to mniej więcej ich rozmowa wyglądała tak:
"-Czy Leon na pewno zrobi to co musi zrobić?"
"-Tak."
"-Tak myślisz?
"-Możesz być spokojny on jest wierny jak pies!". Jednak to tylko moje domysły. Chociaż skoro wiem jaki mają plan to chyba są bardzo prawdopodobne. Bałam się też, że mogła mieć sporo racji... bałam się, że on jest właśnie "wierny jak pies". Wszystkiego się bałam. Bałam się także, że mogę mu zaufać, a później tego tak strasznie żałować. Jednak gdy mu się przyglądałam nie wyglądał tak jakby wtedy w lesie miał kłamać i robił to tylko dlatego żebym mu zaufała na ich wszystkich korzyść. Zaraz, zaraz.. W ogóle po co im znać moją przeszłość?! Tyle z tym zachodu i w ogóle problemów... No, ale po co chcą wiedzieć jak to było z moją przeszłością? Po co i wiedzieć, co działo się przed tym jak przyjechałam do Polski? Czy to ma jakieś drugie sedno, którego nie widzę? A może zamiast uciekać oni prowadzą mnie właśnie na zgubną śmierć? W sumie... Aleksy dziwnie się zachowuje, czy tak na prawdę jest manipulowany przez Liliannę w jakiś sposób, czy raczej był takich chamem już od początku? Chociaż.. Jakby się tak zastanowić, może spotkanie ich wcale nie było przypadkiem? Tylko to było zamierzone? Agh!... Muszę przestać wreszcie o tym myśleć.. Będzie jak będzie i tego się trzymajmy, choć muszę też uchronić się przed najgorszym. W każdym bądź razie, nie mogę nikomu z tej trójki ufać. Nawet Leonowi! Nawet sobie! Przede wszystkim nie mogą się dowiedzieć o moich słabościach, które mogą wykorzystać przeciwko mnie, a ja muszę zacząć się uczyć uciekać gdy ktoś biegnie w moją stronę, bo kiedyś na prawdę źle na tym wyjdę.
Z moich wszystkich tych przemyśleń wyrwał mnie fałszywy głos Lilianny.
-Załóż kaptur, bo wchodzimy do miasta - uśmiechnęła się.
Nie za bardzo zrozumiałam komendy, bo dalej myślami byłam w swoim małym świecie. Kiedy nagle poczułam ciepłą rękę dotykającą mojego czoła, a przed oczami widziałam ciemność. Tak. Zgadza się. Leon zakrył mnie kapturem. Weszliśmy do miasta. Zatrzymywaliśmy się przy straganach i kupowaliśmy rzeczy do jedzenia i ogólnie rzeczy nam potrzebne. Po czym weszliśmy do lasu...
Przepraszam was bardzo, że kończę w tak niefortunnym momencie trzymając napięcie (xD), ponieważ nie mam za dużo czasu i muszę tutaj urwać. Chcę również was powiadomić, że będę wam pisała nieobecności dłuższe niż 3 dni. Jeżeli nie będzie postów przez 3 ewentualnie 4 dni, spokojnie nie zapomniałam tu o tym tylko po prostu:
1) Albo nie mam dalej pomysłu
2) Albo po prostu nie mam czasu
Dzięki za czytanie, do następnego postu :3
~Natsumi
sobota, 14 marca 2015
Rozdział 8
Kolejnego dnia już wszyscy siedzieli i jedli śniadanie, tylko ja spałam. Słyszałam ich rozmowę, której chyba nie chciałabym usłyszeć.
-No i co? Dowiedziałeś się czegoś, Leon? - zapytał Aleksy.
-Ma na imię Asahi Natsumi... Tylko tyle - odpowiedział.
-To ty się do niej zbliżasz i będziemy wiedzieli więcej - powiedziała Lilianna jakby nie swoim głosem.
-No dobra... Ale czemu nie może to być Aleksy? - zapytał Leon.
-Jak to czemu, nie?!
-No właśnie czemu nie ty? - dopytywała się Lilianna.
-No, bo...
-Masz lepszy z nią kontakt i wiesz o niej więcej.
-To musi być ktoś obcy! - zadecydował Aleksy.
Już wszystko rozumiałam. Nie chciałam pokazać im, że wszystko słyszę, więc zaczęłam ich "ostrzegać", że wstaję.
-Oho, budzi się... Cisza! - powiedziała Lili.
-Cześć - przywitał się z uśmiechem Aleksy. Chciałam mu powiedzieć, żeby sobie darował, bo wszystko usłyszałam jednak to by źle się trochę dla mnie skończyło. Postanowiłam zobaczyć jak to się będzie rozwijać.
-Dzień dobry, ruszamy dalej? - spytałam jakby nigdy nic.
-Oczywiście - uśmiechnęła się Lilianna. Podeszłam do nich i oddałam bluzę Leonowi.
-Dziękuję, ale wiesz zaraz będziemy wchodzili do miasta i...
-Możemy pójść na około i też będzie dobrze - przerwałam mu.
-A co z żywnością?
-Ktoś pójdzie ją kupić - odpowiedziałam ruszając przed siebie.
-A w nią co wstąpiło? - zdziwił się Aleksy.
Cholera, tak nie miało to wyglądać! Mogliby podejrzewać, że wszystko usłyszałam. Szłam tym razem przed wszystkimi skrajem drogi. Ilekroć ktoś nas mijał i Leon chciał zarzucić na mnie bluzę uciekałam w środek lasu. Nie chciałam, aby sytuacja się powtórzyła... To również strasznie by bolało. Prawie mu zaufałam, ale po dzisiejszej ich rozmowie nie chcę już mieć z nim nic do czynienia. Byłam zła na Aleksy'a, bałam się trochę, że naszyjnik był fałszywy. Nawet jeżeli! I tak bardzo się cieszę, że go mam. Lilianna dalej udawała kochaniutką dziewczynkę, która nie zachowywała się tak jak na swój wiek przystało, za co była często karcona przez Maksa. Właśnie.. Ciekawe czy on wiedział jaka jego siostra jest na prawdę. Chyba byłby bardziej z niej dumny niżeli miałby ją karcić. Zaczęłam zauważać, że ktokolwiek koło mnie się kręcił i nie wyzywał od dziwactw był przeciwko mnie. Zaczynając od Ami kończąc na kolejnych osobach, które z pewnością będą chciały się do nas przyczepić. Już to widzę....
Nagle z moich przemyśleń wyrwał mnie Leon, którego blond włosy przemknęły mi przed oczami.
-Co się tak wleczesz? Może sobie pobiegamy? - powiedział uśmiechając się do mnie.
-Nie mam ochoty - odpowiedziałam już dość normalnie.
-No, co ty? Co cię dziś ugryzło? Mówisz więcej niż zazwyczaj - powiedział Aleksy doczepiając się do mnie - dobrze się czujesz?
-Do tego nie klniesz na swoje życie, na pewno wszystko w porządku? - dopytywała Lilianna.
-T-Tak... Skoro tego chcecie mogę nic nie mówić - odpowiedziałam.
-Nie no żarcik, żarcik. Skoro dziś tak dużo mówisz, może opowiesz nam o sobie, co? - spytał Leon.
-Po, co?
-Skoro już razem podróżujemy musimy trochę o sobie wiedzieć, prawda? - uśmiechnął się Aleksy.
-Przedtem ci to nie przeszkadzało... - odpowiedziałam mu - teraz ci tak na tym zależy?
-Teraz już wiem, że długo ze sobą będziemy dlatego chcę wiedzieć.
-Muszę się zastanowić, czy chcę wam to powiedzieć.
-A jest ktoś kto zna twoją przeszłość?
-Tak.
-W takim razie, kto?
-Hisoka i mama - odpowiedziałam dotykając naszyjnika.
-Tylko?
-Yhm.
-Na prawdę, nie ufasz nam?
-Ja nikomu nie ufam, nawet sobie - mówiąc to przyśpieszyłam kroku i wbiegłam do lasu. Ktoś nadjeżdżał. Schowałam się za drzewem i niewidocznie przesuwałam się do nich, aby znowu podsłuchać rozmowy.
-Czy na pewno musimy od niej to wyciągać skoro nie chce? - zapytał Leon.
-Oczywiście, że tak! - powiedziała zdecydowanie Lilianna. Jej głos znowu brzmiał tak ostro.
-Tobie chyba zaufała od kiedy ją przytuliłeś spróbuj ty! Bez gadania! - dopowiedział Aleksy - czekaj tu na nią, a my pójdziemy przodem - mówiąc to pokazał Liliannie, że ruszają i ruszyli. Ja natychmiast się wycofałam w głąb lasu i wychodząc zza drzew szłam powoli z miną przybitej. Ktoś mógłby się zorientować, że usłyszałam coś czego nie chciałabym usłyszeć. Jednak patrząc po tylu wydarzeniach, które się wydarzyły było to trochę normalne. Dzięki temu byłam bezpieczna i o nic mnie nie podejrzewali.
-Chodź, musimy dogonić tamtą dwójkę.
Tak bardzo chciałam się go spytać, czy on jest z nimi i też tak bardzo pragnie wiedzieć o mojej przeszłości. Nie mogłam jednak tego zrobić, bo mógł powiadomić ich, że wszystko słyszałam. Spuściłam głowę na dół.
-W takim razie, chodźmy - powiedziałam ruszając powoli. On mnie zatrzymał.
-Słyszałaś? - spytał. Ja szybko popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Zabrzmiał zupełnie jak Ami.
-C-Co?
-Naszą rozmowę.
-Yhm - odpowiedziałam odwracając wzrok. Głupia! Po co się przyznawałaś! Jednak... w jego oczach... Jego oczy.... Jak by to powiedzieć. Dziwnie zabłysnęły.
-Rozumiem - powiedział. Chciałam uciekać. Właściwie to już biegłam w stronę lasu. Kiedy on złapał mnie za rękę zanim do niego wbiegłam.
-Zostań - powiedział - nikomu nie powiem.
-Skąd mam pewność? - spytałam patrząc na przebiegającą sarnę.
-Zaufaj mi.
-Nie potrafię.. Szczególnie po tym, że wiem, że z nimi trzymasz.
-Kiedy ja... ja jestem trochę inny.
-Nie uwierzę ci - odwróciłam się i patrzyłam na niego. Miał spuszczoną głowę, a jego ręka coraz mocniej ściskała moją - puścisz mnie? - spytałam. On spuścił rękę. Z jego oka popłynęła łza. Okropnie się bałam. Nie wiedziałam już czy mam mu uwierzyć, a może on tak na prawdę to wszystko gra? Cholera! Miałam mętlik w głowie. Podeszłam do niego założyłam mu kaptur.
-Czy na pewno mogę ci zaufać, czy tylko tak grasz? - spytałam.
-Możesz mi zaufać - odpowiedział. Dalej nie miałam pojęcia... może chciał się zbliżyć, aby później ode mnie wyciągnąć moją przeszłość.
-Wiesz... Nawet jeżeli nie grasz... i tak ci nie zaufam - powiedziałam idąc w środek lasu. Odwracałam się co kilka kroków. On tam dalej stał ze spuszczoną głową. Lilianny i Aleksy'a nie było już widać. Po chwili uklęknął i zaczął coś mówić. Nie rozumiałam co... Chyba na początku coś szeptał... z ruchu warg mogłam odczytać, że cały czas mówił to samo... Imię? ... Nie, nie to było jakieś zdanie. Zaraz, zaraz... Powtarzał je głośniej. Po chwili pobiegł w moją stronę. Moją słabą stroną było to, że ktokolwiek do mnie biegł lub cokolwiek do mnie leciało, albo jechało stałam jak wryta nie mogąc się ruszyć. Dogonił mnie wreszcie i znowu mówił to samo zdanie, aż wreszcie powiedział je na tyle głośno, że mogłam usłyszeć.
-Wiem jak się czujesz, rozumiem to.... - po chwili dodał - ja straciłem siostrę, którą zabiła matka Lilianny. Ona o tym nie wie. Jestem przy niej, bo chciałem się zemścić na matce, zabić ją jednak ona umarła wcześniej niż sądziłem. Postanowiłem więc, że zabiję Liliannę, jednak zbytnio się do niej przywiązałem, a Maks nie pozwalał mi jej tykać. Teraz mam idealny moment aby ją zniszczyć, rozumiesz?
-Rozumiem jednak zemsta to nie najlepsze rozwiązanie - powiedziałam.
-Wiem jak się czujesz, rozumiem to... - znowu zaczął powtarzać to zdanie. Wreszcie podniósł na mnie swoje złote oczy i wpatrując się przez dłuższą chwilę znowu przytulił mnie mocno. Było czuć od niego znowu ciepło. Chciałam się wydostać z tego uścisku. Bałam się, że to jest jego gra... Tak bardzo by mnie to wtedy zabolało, bo jego uczucia były szczere, przynajmniej tak mi się wydawało. Co ja mam teraz zrobić?
Po dłuższym staniu pociągnął mnie za rękę i pobiegliśmy do reszty.
-No i co? Dowiedziałeś się czegoś, Leon? - zapytał Aleksy.
-Ma na imię Asahi Natsumi... Tylko tyle - odpowiedział.
-To ty się do niej zbliżasz i będziemy wiedzieli więcej - powiedziała Lilianna jakby nie swoim głosem.
-No dobra... Ale czemu nie może to być Aleksy? - zapytał Leon.
-Jak to czemu, nie?!
-No właśnie czemu nie ty? - dopytywała się Lilianna.
-No, bo...
-Masz lepszy z nią kontakt i wiesz o niej więcej.
-To musi być ktoś obcy! - zadecydował Aleksy.
Już wszystko rozumiałam. Nie chciałam pokazać im, że wszystko słyszę, więc zaczęłam ich "ostrzegać", że wstaję.
-Oho, budzi się... Cisza! - powiedziała Lili.
-Cześć - przywitał się z uśmiechem Aleksy. Chciałam mu powiedzieć, żeby sobie darował, bo wszystko usłyszałam jednak to by źle się trochę dla mnie skończyło. Postanowiłam zobaczyć jak to się będzie rozwijać.
-Dzień dobry, ruszamy dalej? - spytałam jakby nigdy nic.
-Oczywiście - uśmiechnęła się Lilianna. Podeszłam do nich i oddałam bluzę Leonowi.
-Dziękuję, ale wiesz zaraz będziemy wchodzili do miasta i...
-Możemy pójść na około i też będzie dobrze - przerwałam mu.
-A co z żywnością?
-Ktoś pójdzie ją kupić - odpowiedziałam ruszając przed siebie.
-A w nią co wstąpiło? - zdziwił się Aleksy.
Cholera, tak nie miało to wyglądać! Mogliby podejrzewać, że wszystko usłyszałam. Szłam tym razem przed wszystkimi skrajem drogi. Ilekroć ktoś nas mijał i Leon chciał zarzucić na mnie bluzę uciekałam w środek lasu. Nie chciałam, aby sytuacja się powtórzyła... To również strasznie by bolało. Prawie mu zaufałam, ale po dzisiejszej ich rozmowie nie chcę już mieć z nim nic do czynienia. Byłam zła na Aleksy'a, bałam się trochę, że naszyjnik był fałszywy. Nawet jeżeli! I tak bardzo się cieszę, że go mam. Lilianna dalej udawała kochaniutką dziewczynkę, która nie zachowywała się tak jak na swój wiek przystało, za co była często karcona przez Maksa. Właśnie.. Ciekawe czy on wiedział jaka jego siostra jest na prawdę. Chyba byłby bardziej z niej dumny niżeli miałby ją karcić. Zaczęłam zauważać, że ktokolwiek koło mnie się kręcił i nie wyzywał od dziwactw był przeciwko mnie. Zaczynając od Ami kończąc na kolejnych osobach, które z pewnością będą chciały się do nas przyczepić. Już to widzę....
Nagle z moich przemyśleń wyrwał mnie Leon, którego blond włosy przemknęły mi przed oczami.
-Co się tak wleczesz? Może sobie pobiegamy? - powiedział uśmiechając się do mnie.
-Nie mam ochoty - odpowiedziałam już dość normalnie.
-No, co ty? Co cię dziś ugryzło? Mówisz więcej niż zazwyczaj - powiedział Aleksy doczepiając się do mnie - dobrze się czujesz?
-Do tego nie klniesz na swoje życie, na pewno wszystko w porządku? - dopytywała Lilianna.
-T-Tak... Skoro tego chcecie mogę nic nie mówić - odpowiedziałam.
-Nie no żarcik, żarcik. Skoro dziś tak dużo mówisz, może opowiesz nam o sobie, co? - spytał Leon.
-Po, co?
-Skoro już razem podróżujemy musimy trochę o sobie wiedzieć, prawda? - uśmiechnął się Aleksy.
-Przedtem ci to nie przeszkadzało... - odpowiedziałam mu - teraz ci tak na tym zależy?
-Teraz już wiem, że długo ze sobą będziemy dlatego chcę wiedzieć.
-Muszę się zastanowić, czy chcę wam to powiedzieć.
-A jest ktoś kto zna twoją przeszłość?
-Tak.
-W takim razie, kto?
-Hisoka i mama - odpowiedziałam dotykając naszyjnika.
-Tylko?
-Yhm.
-Na prawdę, nie ufasz nam?
-Ja nikomu nie ufam, nawet sobie - mówiąc to przyśpieszyłam kroku i wbiegłam do lasu. Ktoś nadjeżdżał. Schowałam się za drzewem i niewidocznie przesuwałam się do nich, aby znowu podsłuchać rozmowy.
-Czy na pewno musimy od niej to wyciągać skoro nie chce? - zapytał Leon.
-Oczywiście, że tak! - powiedziała zdecydowanie Lilianna. Jej głos znowu brzmiał tak ostro.
-Tobie chyba zaufała od kiedy ją przytuliłeś spróbuj ty! Bez gadania! - dopowiedział Aleksy - czekaj tu na nią, a my pójdziemy przodem - mówiąc to pokazał Liliannie, że ruszają i ruszyli. Ja natychmiast się wycofałam w głąb lasu i wychodząc zza drzew szłam powoli z miną przybitej. Ktoś mógłby się zorientować, że usłyszałam coś czego nie chciałabym usłyszeć. Jednak patrząc po tylu wydarzeniach, które się wydarzyły było to trochę normalne. Dzięki temu byłam bezpieczna i o nic mnie nie podejrzewali.
-Chodź, musimy dogonić tamtą dwójkę.
Tak bardzo chciałam się go spytać, czy on jest z nimi i też tak bardzo pragnie wiedzieć o mojej przeszłości. Nie mogłam jednak tego zrobić, bo mógł powiadomić ich, że wszystko słyszałam. Spuściłam głowę na dół.
-W takim razie, chodźmy - powiedziałam ruszając powoli. On mnie zatrzymał.
-Słyszałaś? - spytał. Ja szybko popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Zabrzmiał zupełnie jak Ami.
-C-Co?
-Naszą rozmowę.
-Yhm - odpowiedziałam odwracając wzrok. Głupia! Po co się przyznawałaś! Jednak... w jego oczach... Jego oczy.... Jak by to powiedzieć. Dziwnie zabłysnęły.
-Rozumiem - powiedział. Chciałam uciekać. Właściwie to już biegłam w stronę lasu. Kiedy on złapał mnie za rękę zanim do niego wbiegłam.
-Zostań - powiedział - nikomu nie powiem.
-Skąd mam pewność? - spytałam patrząc na przebiegającą sarnę.
-Zaufaj mi.
-Nie potrafię.. Szczególnie po tym, że wiem, że z nimi trzymasz.
-Kiedy ja... ja jestem trochę inny.
-Nie uwierzę ci - odwróciłam się i patrzyłam na niego. Miał spuszczoną głowę, a jego ręka coraz mocniej ściskała moją - puścisz mnie? - spytałam. On spuścił rękę. Z jego oka popłynęła łza. Okropnie się bałam. Nie wiedziałam już czy mam mu uwierzyć, a może on tak na prawdę to wszystko gra? Cholera! Miałam mętlik w głowie. Podeszłam do niego założyłam mu kaptur.
-Czy na pewno mogę ci zaufać, czy tylko tak grasz? - spytałam.
-Możesz mi zaufać - odpowiedział. Dalej nie miałam pojęcia... może chciał się zbliżyć, aby później ode mnie wyciągnąć moją przeszłość.
-Wiesz... Nawet jeżeli nie grasz... i tak ci nie zaufam - powiedziałam idąc w środek lasu. Odwracałam się co kilka kroków. On tam dalej stał ze spuszczoną głową. Lilianny i Aleksy'a nie było już widać. Po chwili uklęknął i zaczął coś mówić. Nie rozumiałam co... Chyba na początku coś szeptał... z ruchu warg mogłam odczytać, że cały czas mówił to samo... Imię? ... Nie, nie to było jakieś zdanie. Zaraz, zaraz... Powtarzał je głośniej. Po chwili pobiegł w moją stronę. Moją słabą stroną było to, że ktokolwiek do mnie biegł lub cokolwiek do mnie leciało, albo jechało stałam jak wryta nie mogąc się ruszyć. Dogonił mnie wreszcie i znowu mówił to samo zdanie, aż wreszcie powiedział je na tyle głośno, że mogłam usłyszeć.
-Wiem jak się czujesz, rozumiem to.... - po chwili dodał - ja straciłem siostrę, którą zabiła matka Lilianny. Ona o tym nie wie. Jestem przy niej, bo chciałem się zemścić na matce, zabić ją jednak ona umarła wcześniej niż sądziłem. Postanowiłem więc, że zabiję Liliannę, jednak zbytnio się do niej przywiązałem, a Maks nie pozwalał mi jej tykać. Teraz mam idealny moment aby ją zniszczyć, rozumiesz?
-Rozumiem jednak zemsta to nie najlepsze rozwiązanie - powiedziałam.
-Wiem jak się czujesz, rozumiem to... - znowu zaczął powtarzać to zdanie. Wreszcie podniósł na mnie swoje złote oczy i wpatrując się przez dłuższą chwilę znowu przytulił mnie mocno. Było czuć od niego znowu ciepło. Chciałam się wydostać z tego uścisku. Bałam się, że to jest jego gra... Tak bardzo by mnie to wtedy zabolało, bo jego uczucia były szczere, przynajmniej tak mi się wydawało. Co ja mam teraz zrobić?
Po dłuższym staniu pociągnął mnie za rękę i pobiegliśmy do reszty.
piątek, 13 marca 2015
Rozdział 7.
Na początku chciałam bardzo przeprosić za moją nieobecność przez 2 dni. Przepraszam, że was nie powiadomiłam o niej. Więc zacznijmy 7 rozdział, zapraszam!
Kolejnego dnia od Lilianny dostałam nowe ubranie. Składało się z ciemnozielonej sukienki z napisem "Never Surrender" Do tego czarne rajstopy oraz ciemnozielone trampki. Czarny sweterek oraz chustko-opaskę, którą zawiązałam na rękę. Okazało się, że Aleksy dostał od Hisoki naszyjnik "obrożę" z połówką Ying-Yang. Dostałam białą. Widziałam już w przywieszce u brata czarną. Podejrzewam, że czekał na jakąś wyjątkową okazję aby mi to dać. Niestety natrafiła się taka nie fortunna. Co do Aleksy'a, również dostał nowe ubranie. Fioletową koszulkę, dżinsy, buty terenowe oraz czarną dżinsową kurtkę. Lilianna zaś myślała dość długo. Ubrała czerwoną spódniczkę do tego białą koszulę z czerwoną marynarką. Ubrała wysokie brązowe buty. Jej brązowe włosy upięła w wysokiego kucyka, a niebieskie oczy podmalowała kredką. Leon jakoś nie patrzył na to zbytnio jak wygląda. Założył czarne spodnie, zieloną koszulkę z napisem "Remember His Name" i czarną bluzę, oraz trampki. Jego blond włosy strasznie wyróżniały się od kompletu. Gdyby nie ta zielona koszulka, w ciemnościach byłoby go widać dzięki tym włosom. Jego oczy były złote... Pod słońce prześlicznie się mieniły.
-To co gotowi? - zapytał Aleksy
-Tak! - odpowiedzieliśmy.
-Natsumi? - odwróciła się w moją stronę Lilianna.
-Co?
-Może nie chcesz żebyśmy z wami szli? Albo nie podoba ci się ubranie?
-Nie, nie! -zaprzeczyłam - podoba i to bardzo! Tylko, że zabierać was w tak niebezpieczną drogę... Czy na pewno tego chcecie? Możecie później żałować.
-Co ty! Bardzo się cieszę! Nie mogę się doczekać... Bo wiesz jak będziemy uciekać przy okazji zwiedzimy trochę świata. Chłopaki wzięli plecaki z potrzebnymi rzeczami, a ja mam torebkę z portfelem i telefonem komórkowym, będzie dobrze - uśmiechnęła się szeroko, a błyszczyk na jej ustach zaświecił się.
-Chodź już Natsumi - powiedział Aleksy - i przestań wreszcie tyle narzekać!
Nagle podszedł do mnie Maks i wyszeptał mi do ucha:
-Uważaj na Lili... Nie zaprzyjaźniaj się zbytnio z nią, bo odda życie za twoje marne...
Dostałam szoku... Spuściłam głowę i tylko po ciuchu przytaknęłam.
Wyruszyliśmy! Z przodu Lilianna i Leon słuchali dokładniejszych opowieści o naszej krótkiej przeszłości. Aleksy chciał opowiedzieć jak dokładniej wyglądała śmierć Hisoki jednak patrząc na mnie od razu rezygnował. Najbardziej co mnie denerwowało to było, to, że cały czas cokolwiek chciał powiedzieć patrzył najpierw na mnie i najczęściej mówił "Już nic". Rozumiem, że martwił się o mnie, ale bez przesady... Przecież nie jestem dzieckiem! Przynajmniej naszyjnik na mojej szyi przypominał mi o Hisoce i czułam, że nade mną czuwa. Czułam się bardziej bezpieczna od kiedy Leon i Lilianna z nami szli. Aleksy pozwalał już chodzić po miastach i wsiach. Zawsze kiedy szliśmy przez większe miasto Leon narzucał na mnie swoją bluzę, która zakrywała mi moje długie włosy wraz z moim wzrokiem choć i tak zawsze był spuszczony na dół.
Już tydzień po wędrówce od miasta do miasta, od wsi do wsi. Pierwszy raz ktoś się do mnie dołączył żeby spróbować ze mną porozmawiać. Zazwyczaj moja mina ich odstraszała. Był to Leon, podejrzewam, że ode mnie chciał się dowiedzieć nieco więcej o mnie, w końcu z Aleksy'm znamy się od niedawna.
-Siedzisz zawsze tak cicha, chciałbym wiedzieć jak to było u ciebie przedtem - mówił zakładając ręce za głowę i patrząc na rażące słońce.
-Po co chcesz wiedzieć? Co ci dadzą te informację? - choć wiedziałam, że nie mogę zbytnio spoufalać się z Lilianną z Leonem wolałam również. Gdyby on zginął lub Aleksy, Lili byłaby smutna, a tego też by mi jej brat nie wybaczył.
-Jak to po co? Skoro podróżujemy już razem to chociaż chciałbym wiedzieć jak się nazywasz.
-Asahi Natsumi.
-Ale... To była trochę przenośnia. No cóż mamy pierwszy krok - powiedział uśmiechając się do mnie - coś więcej?
-Nie - odpowiedziałam. Gdy nagle Aleksy i Lilianna zatrzymali się na środku drogi.
-Szybko zakładaj jej bluzę! - krzyknął Aleksy. Leon lekko przestraszony odpiął zamek. Chciał już ściągać kiedy Aleksy już nie krzyczał lecz wyszeptał - zrób cokolwiek byle ją zakryć - mówiąc to objął Liliannę, która się bardzo zarumieniła, natomiast Leon zarzucił na mnie bluzę i mocno przytulił. Doznałam lekkiego szoku. Kaptur spadł na moje oczy, w których zgromadziły się łzy. Dlaczego? Nie miałam pojęcia.. po części jego uścisk.. Był inny niż Aleksy'a. Aleksy trzymał mnie jak zabawkę, której nie chciał wypuszczać, jednak Leon... od niego czułam ciepło. Zupełnie jakbym przytuliła Hisokę (tak on mnie przytulał gdy byłam mała).
-Uff.. Udało się - odetchnął Aleksy. Leon chciał mnie puścić.
-Czekaj - powiedziałam po cichu.
-Ktoś idzie? - zapytał niepewnie Leon.
-Po prostu... - naciągnęłam kaptur na oczy.
-Dobrze skoro chcesz tej bluzy proszę bardzo, a my ruszajmy - powiedział Leon. Czy on był głupi? Czy jednak zrobił to specjalnie żeby reszta się nie zorientowała? W każdym razie byłam mu wdzięczna. Lilianna i Aleksy ruszyli przed siebie. A po moim policzku spłynęła łza, którą on od razu wytarł i złapał za moją rękę, która ledwo wystawała spod bluzy.
-Chodźmy - powiedział lekko ciągnąc mnie za sobą. Specjalnie zostawił mnie z tyłu aby nikt nie zobaczył, że płacze.
-Dziękuję - powiedziałam mocniej ściskając jego rękę. On odwrócił się i spojrzał na rękę, po czym uśmiechnął się lekko.
-Cała przyjemność po mojej stronie.
Nadeszła noc. Położyliśmy się w środku lasu. Aleksy i Lilianna rozmawiali gotując przy ognisku. Leon podszedł do mnie.
-Mogę odzyskać bluzę? - zapytał, śmiejąc się.
-Aah.. Tak, już, już - powiedziałam zaczynając ściągać.
-Co ty... wygłupiam się, choć mogłabyś podjeść do ogniska, tam będzie cieplej.
-Nie trzeba.
-Trzeba, trzeba - odpowiedział chwytając mnie za rękaw i pociągnął w stronę ognia. Usiedliśmy na przewróconym drzewie.
-Dzisiaj mamy zupę grzybową, może być? - mówiła Lilianna mieszając w garnku.
-Yhm - odpowiedziałam cicho. Po czym zaczęłam ściągać bluzę.
-Mam nadzieje, że tylko bluzę ściągasz - zaśmiał się Aleksy.
-Tak, tak - odpowiedziałam oddając ją właścicielowi.
-A dziękuję - powiedział odkładając ją na bok.
Gdy zupa była gotowa, wszyscy zajadaliśmy jak szaleni, bo byliśmy bardzo głodni. Po czym położyliśmy się spać. Leżąc poczułam, że ktoś mnie czymś przykrył. Leon zabrał bluzę z drzewa i położył ją na mnie po czym dodał:
-Dobranoc, kolorowych.
Kolejnego dnia od Lilianny dostałam nowe ubranie. Składało się z ciemnozielonej sukienki z napisem "Never Surrender" Do tego czarne rajstopy oraz ciemnozielone trampki. Czarny sweterek oraz chustko-opaskę, którą zawiązałam na rękę. Okazało się, że Aleksy dostał od Hisoki naszyjnik "obrożę" z połówką Ying-Yang. Dostałam białą. Widziałam już w przywieszce u brata czarną. Podejrzewam, że czekał na jakąś wyjątkową okazję aby mi to dać. Niestety natrafiła się taka nie fortunna. Co do Aleksy'a, również dostał nowe ubranie. Fioletową koszulkę, dżinsy, buty terenowe oraz czarną dżinsową kurtkę. Lilianna zaś myślała dość długo. Ubrała czerwoną spódniczkę do tego białą koszulę z czerwoną marynarką. Ubrała wysokie brązowe buty. Jej brązowe włosy upięła w wysokiego kucyka, a niebieskie oczy podmalowała kredką. Leon jakoś nie patrzył na to zbytnio jak wygląda. Założył czarne spodnie, zieloną koszulkę z napisem "Remember His Name" i czarną bluzę, oraz trampki. Jego blond włosy strasznie wyróżniały się od kompletu. Gdyby nie ta zielona koszulka, w ciemnościach byłoby go widać dzięki tym włosom. Jego oczy były złote... Pod słońce prześlicznie się mieniły.
-To co gotowi? - zapytał Aleksy
-Tak! - odpowiedzieliśmy.
-Natsumi? - odwróciła się w moją stronę Lilianna.
-Co?
-Może nie chcesz żebyśmy z wami szli? Albo nie podoba ci się ubranie?
-Nie, nie! -zaprzeczyłam - podoba i to bardzo! Tylko, że zabierać was w tak niebezpieczną drogę... Czy na pewno tego chcecie? Możecie później żałować.
-Co ty! Bardzo się cieszę! Nie mogę się doczekać... Bo wiesz jak będziemy uciekać przy okazji zwiedzimy trochę świata. Chłopaki wzięli plecaki z potrzebnymi rzeczami, a ja mam torebkę z portfelem i telefonem komórkowym, będzie dobrze - uśmiechnęła się szeroko, a błyszczyk na jej ustach zaświecił się.
-Chodź już Natsumi - powiedział Aleksy - i przestań wreszcie tyle narzekać!
Nagle podszedł do mnie Maks i wyszeptał mi do ucha:
-Uważaj na Lili... Nie zaprzyjaźniaj się zbytnio z nią, bo odda życie za twoje marne...
Dostałam szoku... Spuściłam głowę i tylko po ciuchu przytaknęłam.
Wyruszyliśmy! Z przodu Lilianna i Leon słuchali dokładniejszych opowieści o naszej krótkiej przeszłości. Aleksy chciał opowiedzieć jak dokładniej wyglądała śmierć Hisoki jednak patrząc na mnie od razu rezygnował. Najbardziej co mnie denerwowało to było, to, że cały czas cokolwiek chciał powiedzieć patrzył najpierw na mnie i najczęściej mówił "Już nic". Rozumiem, że martwił się o mnie, ale bez przesady... Przecież nie jestem dzieckiem! Przynajmniej naszyjnik na mojej szyi przypominał mi o Hisoce i czułam, że nade mną czuwa. Czułam się bardziej bezpieczna od kiedy Leon i Lilianna z nami szli. Aleksy pozwalał już chodzić po miastach i wsiach. Zawsze kiedy szliśmy przez większe miasto Leon narzucał na mnie swoją bluzę, która zakrywała mi moje długie włosy wraz z moim wzrokiem choć i tak zawsze był spuszczony na dół.
Już tydzień po wędrówce od miasta do miasta, od wsi do wsi. Pierwszy raz ktoś się do mnie dołączył żeby spróbować ze mną porozmawiać. Zazwyczaj moja mina ich odstraszała. Był to Leon, podejrzewam, że ode mnie chciał się dowiedzieć nieco więcej o mnie, w końcu z Aleksy'm znamy się od niedawna.
-Siedzisz zawsze tak cicha, chciałbym wiedzieć jak to było u ciebie przedtem - mówił zakładając ręce za głowę i patrząc na rażące słońce.
-Po co chcesz wiedzieć? Co ci dadzą te informację? - choć wiedziałam, że nie mogę zbytnio spoufalać się z Lilianną z Leonem wolałam również. Gdyby on zginął lub Aleksy, Lili byłaby smutna, a tego też by mi jej brat nie wybaczył.
-Jak to po co? Skoro podróżujemy już razem to chociaż chciałbym wiedzieć jak się nazywasz.
-Asahi Natsumi.
-Ale... To była trochę przenośnia. No cóż mamy pierwszy krok - powiedział uśmiechając się do mnie - coś więcej?
-Nie - odpowiedziałam. Gdy nagle Aleksy i Lilianna zatrzymali się na środku drogi.
-Szybko zakładaj jej bluzę! - krzyknął Aleksy. Leon lekko przestraszony odpiął zamek. Chciał już ściągać kiedy Aleksy już nie krzyczał lecz wyszeptał - zrób cokolwiek byle ją zakryć - mówiąc to objął Liliannę, która się bardzo zarumieniła, natomiast Leon zarzucił na mnie bluzę i mocno przytulił. Doznałam lekkiego szoku. Kaptur spadł na moje oczy, w których zgromadziły się łzy. Dlaczego? Nie miałam pojęcia.. po części jego uścisk.. Był inny niż Aleksy'a. Aleksy trzymał mnie jak zabawkę, której nie chciał wypuszczać, jednak Leon... od niego czułam ciepło. Zupełnie jakbym przytuliła Hisokę (tak on mnie przytulał gdy byłam mała).
-Uff.. Udało się - odetchnął Aleksy. Leon chciał mnie puścić.
-Czekaj - powiedziałam po cichu.
-Ktoś idzie? - zapytał niepewnie Leon.
-Po prostu... - naciągnęłam kaptur na oczy.
-Dobrze skoro chcesz tej bluzy proszę bardzo, a my ruszajmy - powiedział Leon. Czy on był głupi? Czy jednak zrobił to specjalnie żeby reszta się nie zorientowała? W każdym razie byłam mu wdzięczna. Lilianna i Aleksy ruszyli przed siebie. A po moim policzku spłynęła łza, którą on od razu wytarł i złapał za moją rękę, która ledwo wystawała spod bluzy.
-Chodźmy - powiedział lekko ciągnąc mnie za sobą. Specjalnie zostawił mnie z tyłu aby nikt nie zobaczył, że płacze.
-Dziękuję - powiedziałam mocniej ściskając jego rękę. On odwrócił się i spojrzał na rękę, po czym uśmiechnął się lekko.
-Cała przyjemność po mojej stronie.
Nadeszła noc. Położyliśmy się w środku lasu. Aleksy i Lilianna rozmawiali gotując przy ognisku. Leon podszedł do mnie.
-Mogę odzyskać bluzę? - zapytał, śmiejąc się.
-Aah.. Tak, już, już - powiedziałam zaczynając ściągać.
-Co ty... wygłupiam się, choć mogłabyś podjeść do ogniska, tam będzie cieplej.
-Nie trzeba.
-Trzeba, trzeba - odpowiedział chwytając mnie za rękaw i pociągnął w stronę ognia. Usiedliśmy na przewróconym drzewie.
-Dzisiaj mamy zupę grzybową, może być? - mówiła Lilianna mieszając w garnku.
-Yhm - odpowiedziałam cicho. Po czym zaczęłam ściągać bluzę.
-Mam nadzieje, że tylko bluzę ściągasz - zaśmiał się Aleksy.
-Tak, tak - odpowiedziałam oddając ją właścicielowi.
-A dziękuję - powiedział odkładając ją na bok.
Gdy zupa była gotowa, wszyscy zajadaliśmy jak szaleni, bo byliśmy bardzo głodni. Po czym położyliśmy się spać. Leżąc poczułam, że ktoś mnie czymś przykrył. Leon zabrał bluzę z drzewa i położył ją na mnie po czym dodał:
-Dobranoc, kolorowych.
wtorek, 10 marca 2015
Rozdział 6.
Zjedliśmy kolację, a mnie kazali się położyć. Położyłam się i zasnęłam... Nie trwało to chyba więcej niż 5 minut. Otwarłam oczy i zainteresowała mnie rozmowa domowników z Aleksy'em.
-Aleksy! Powiedz mi proszę dlaczego tak wędrujecie? - pytała Lilianna.
-Zachowuj się jak na twój wiek przystało - skarcił ją Maks - w sumie skoro już tu jesteście możecie nam powiedzieć co nie, co o sobie, prawda?
-Natsumi... Dobrze, że śpi. Więc dobrze, powiem wam - powiedział zdecydowany Aleksy - od czego by tu zacząć.
-Może od początku - zasugerował Leon.
-No więc... Zaczęło się od tego, że Natsumi przyjechała z Japonii do Polski. Miała sąsiadkę o imieniu Amelia, która ją zaakceptowała i zostały przyjaciółkami. Później ja ją poznałem. Trzy dni temu mieliśmy mały wypadek, a po odzyskaniu przytomności zauważyliśmy, że nasze miasto jest jedną wielką ruiną... - mówił, a wszystkim (oprócz Maksa) aż brakowało tchu gdy o tym opowiadał, choć ja nie widziałam w tym nic fascynującego.
-I co, co dalej?! - niecierpliwiła się Lilianna.
-Na drodze zauważyliśmy Amelię, matkę Natsumi oraz jakiegoś mężczyznę. Na znak mężczyzny dziewczyny posłały pioruny w stronę Natsumi. Jej brat ochronił ją, po czym gdy my uciekliśmy na jej oczach został zamordowany i dobity przez własną matkę. Dlatego wyruszyliśmy bez niczego....
Nie mogłam znieść presji. Moja głowa pulsowała, do tego moja rana. Boli mnie... boli... boli...
-Boli... boli... - niespodziewanie zaczęłam mówić na głos - boli.. to tak strasznie boli...
-Co cię boli! Twoja rana? - pytał się Leon
-Nie... - powiedział Aleksy, a ja dalej jęczałam "Boli... to boli... tak strasznie boli.." - ją bolą te słowa, które wypowiedziałem. Nie spodziewałem się, że będzie słyszeć. Przepraszam cię Natsumi.
-To nie twoja wina - powiedziałam wstając z łóżka.
-Nie możesz! Dziewczyno, jeszcze nie możesz! Słyszysz!
-Już wystarczy! - krzyknęłam - Nie chcę już tu gościć. To źle się skończy! Za nami jest pościg! Chwila i wasza chatka i cała ta wieś zostanie kupą gruzu! Chcecie tego?! Chcecie?! - krzyczałam i krzyczałam. Leon i Lilianna patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Tylko Maks się odezwał:
-A ty co dziecko? - mówiąc to wyszedł na zewnątrz, chociaż było już późno.
-Natsumi tylko tą noc - powiedziała Lilianna - tylko tą noc i wyruszycie dalej, dobrze?
-Niech już będzie - odpowiedziałam. Noga dalej bolała jak cholera. Głowa dalej pulsowała. Żeby wydobrzeć powinnam zostać tu co najmniej tydzień. Nie mogłam sobie na to pozwolić. W końcu naraziłabym ich życie. To mnie gonią i tylko ja powinnam uciekać. Aleksy... Nie wiem po co szedł ze mną, chociaż w wielu sytuacjach uratował mi życie i jestem bardzo mu wdzięczna, jednak naraża się na tak wielkie niebezpieczeństwo. Usiadłam na łóżku, a Lilianna stanęła naprzeciw mnie.
-Przepraszam za kłopot - powiedziałam - i za moje zachowanie, również przepraszam.
-Ah! Za co? - zaśmiała się - Wiesz jak dawno tu nic się nie działo... Szczerze chciałabym powędrować razem z wami, ale Maks, ani Leon nie puszczą mnie.
-To normalne jak na braci... Martwią się o ciebie.
-Co? Braci? - zaśmiała się znów - Tylko Maks jest moim bratem, Leon tu tylko mieszka, to sierota.
-A.. Rozumiem, przepraszam.
-Choć Leon dla mnie jest jak prawdziwy brat - odpowiedziała patrząc na wiszące zdjęcia.
-Nie chcę sprawiać problemów, więc lepiej też i by było gdybyś nie szła.
-Ale ja chcę poznawać świat! - oburzyła się Lilianna - Ale wiesz... Z tobą mogło by to być bardzo fajnie. Wydajesz się bardzo miłą osobą. Do tego Aleksy - tu rozmarzyła się - ahh.. z kimś takim to na drugi koniec świata - powiedziała zamykając oczy i kręcąc się w kółko. Miała już upadać kiedy Maks wchodził i złapał ją.
-Nie bujaj tak w obłokach, a jeżeli chcesz iść to proszę bardzo, ale Leon idzie z tobą - powiedział odstawiając ją na miejsce. Na jej oczach wymalowało się zdziwienie. Leon usłyszawszy swoje imię wbiegł szybko do pokoju.
-Że co? Co znowu ze mną?
-Idziesz razem z Lili i z nimi w dalszą podróż - zadecydował Maks odchodząc i czochrając Leona po włosach.
-Że niby, co?! - krzyknął przerażony, a jednocześnie zadowolony Leon. Aleksy wszedł do pokoju.
-No to postanowione, mamy więcej kompanów, uśmiechnij się Natsumi! - powiedział uśmiechając się szeroko, a później śmiejąc się serdecznie. Podszedł do Lilianny i na chwilę znów stał się pięcioletnim dzieckiem zabrał jej malutkie rączki i zaczął kręcić się z nią w kółko. Zabrał też Leona. Ja oddaliłam się do konta... Ta scenka była zbyt wesoła... Zbyt wesoła jak na wszystkie te wydarzenia i teraźniejsze czasy...
-Aleksy! Powiedz mi proszę dlaczego tak wędrujecie? - pytała Lilianna.
-Zachowuj się jak na twój wiek przystało - skarcił ją Maks - w sumie skoro już tu jesteście możecie nam powiedzieć co nie, co o sobie, prawda?
-Natsumi... Dobrze, że śpi. Więc dobrze, powiem wam - powiedział zdecydowany Aleksy - od czego by tu zacząć.
-Może od początku - zasugerował Leon.
-No więc... Zaczęło się od tego, że Natsumi przyjechała z Japonii do Polski. Miała sąsiadkę o imieniu Amelia, która ją zaakceptowała i zostały przyjaciółkami. Później ja ją poznałem. Trzy dni temu mieliśmy mały wypadek, a po odzyskaniu przytomności zauważyliśmy, że nasze miasto jest jedną wielką ruiną... - mówił, a wszystkim (oprócz Maksa) aż brakowało tchu gdy o tym opowiadał, choć ja nie widziałam w tym nic fascynującego.
-I co, co dalej?! - niecierpliwiła się Lilianna.
-Na drodze zauważyliśmy Amelię, matkę Natsumi oraz jakiegoś mężczyznę. Na znak mężczyzny dziewczyny posłały pioruny w stronę Natsumi. Jej brat ochronił ją, po czym gdy my uciekliśmy na jej oczach został zamordowany i dobity przez własną matkę. Dlatego wyruszyliśmy bez niczego....
Nie mogłam znieść presji. Moja głowa pulsowała, do tego moja rana. Boli mnie... boli... boli...
-Boli... boli... - niespodziewanie zaczęłam mówić na głos - boli.. to tak strasznie boli...
-Co cię boli! Twoja rana? - pytał się Leon
-Nie... - powiedział Aleksy, a ja dalej jęczałam "Boli... to boli... tak strasznie boli.." - ją bolą te słowa, które wypowiedziałem. Nie spodziewałem się, że będzie słyszeć. Przepraszam cię Natsumi.
-To nie twoja wina - powiedziałam wstając z łóżka.
-Nie możesz! Dziewczyno, jeszcze nie możesz! Słyszysz!
-Już wystarczy! - krzyknęłam - Nie chcę już tu gościć. To źle się skończy! Za nami jest pościg! Chwila i wasza chatka i cała ta wieś zostanie kupą gruzu! Chcecie tego?! Chcecie?! - krzyczałam i krzyczałam. Leon i Lilianna patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Tylko Maks się odezwał:
-A ty co dziecko? - mówiąc to wyszedł na zewnątrz, chociaż było już późno.
-Natsumi tylko tą noc - powiedziała Lilianna - tylko tą noc i wyruszycie dalej, dobrze?
-Niech już będzie - odpowiedziałam. Noga dalej bolała jak cholera. Głowa dalej pulsowała. Żeby wydobrzeć powinnam zostać tu co najmniej tydzień. Nie mogłam sobie na to pozwolić. W końcu naraziłabym ich życie. To mnie gonią i tylko ja powinnam uciekać. Aleksy... Nie wiem po co szedł ze mną, chociaż w wielu sytuacjach uratował mi życie i jestem bardzo mu wdzięczna, jednak naraża się na tak wielkie niebezpieczeństwo. Usiadłam na łóżku, a Lilianna stanęła naprzeciw mnie.
-Przepraszam za kłopot - powiedziałam - i za moje zachowanie, również przepraszam.
-Ah! Za co? - zaśmiała się - Wiesz jak dawno tu nic się nie działo... Szczerze chciałabym powędrować razem z wami, ale Maks, ani Leon nie puszczą mnie.
-To normalne jak na braci... Martwią się o ciebie.
-Co? Braci? - zaśmiała się znów - Tylko Maks jest moim bratem, Leon tu tylko mieszka, to sierota.
-A.. Rozumiem, przepraszam.
-Choć Leon dla mnie jest jak prawdziwy brat - odpowiedziała patrząc na wiszące zdjęcia.
-Nie chcę sprawiać problemów, więc lepiej też i by było gdybyś nie szła.
-Ale ja chcę poznawać świat! - oburzyła się Lilianna - Ale wiesz... Z tobą mogło by to być bardzo fajnie. Wydajesz się bardzo miłą osobą. Do tego Aleksy - tu rozmarzyła się - ahh.. z kimś takim to na drugi koniec świata - powiedziała zamykając oczy i kręcąc się w kółko. Miała już upadać kiedy Maks wchodził i złapał ją.
-Nie bujaj tak w obłokach, a jeżeli chcesz iść to proszę bardzo, ale Leon idzie z tobą - powiedział odstawiając ją na miejsce. Na jej oczach wymalowało się zdziwienie. Leon usłyszawszy swoje imię wbiegł szybko do pokoju.
-Że co? Co znowu ze mną?
-Idziesz razem z Lili i z nimi w dalszą podróż - zadecydował Maks odchodząc i czochrając Leona po włosach.
-Że niby, co?! - krzyknął przerażony, a jednocześnie zadowolony Leon. Aleksy wszedł do pokoju.
-No to postanowione, mamy więcej kompanów, uśmiechnij się Natsumi! - powiedział uśmiechając się szeroko, a później śmiejąc się serdecznie. Podszedł do Lilianny i na chwilę znów stał się pięcioletnim dzieckiem zabrał jej malutkie rączki i zaczął kręcić się z nią w kółko. Zabrał też Leona. Ja oddaliłam się do konta... Ta scenka była zbyt wesoła... Zbyt wesoła jak na wszystkie te wydarzenia i teraźniejsze czasy...
poniedziałek, 9 marca 2015
Rozdział 5.
Wędrowaliśmy już 3 dni i 3 noce. Ja opadałam już z sił. Brakowało nam prowiantu, a wodę piliśmy nawet z kałuży. Nie mogłam spać, ilekroć zamykałam oczy widziałam zmasakrowane ciało Hisoki. Czuję się winna jego śmierci. Tak jakbym to ja strzelała do niego z łuku. Czemu się podstawił? Miałam do niego cały czas mnóstwo pytań, jednak już mi na nie nie odpowie. Z jego zachowania wynikało, że chyba wiedział wszystko.. Czemu mnie nie ostrzegł?! Gdyby ostrzegł może zareagowalibyśmy wcześniej! A może chciał, ale nie potrafił mnie znaleźć kiedy sturlaliśmy się z Aleksy'm. Więc po części byłam winna swojej niewiedzy. Moja ranna noga cały czas puchła. Bandaże były brudne. Aleksy mówił, że przez to może się wdać zakażenie, a nawet, że już się wdało. Chcieliśmy znaleźć jak najszybciej jakąś czystą wodę. Chciałam pójść do jakiejś wioski, on jednak twierdził, że to zły pomysł, więc wioski i miasta omijaliśmy z daleka.
Pewnej nocy nie mogąc znowu spać, usłyszałam kroki i rozmowę.
-Chyba w tą stronę poszła, prawda?
-Jak oni tak szybko mogli nas odnaleźć?! Szliśmy tak długo! - pomyślałam.
-No tak, Lilianna coś mówiła, że idzie pozbierać kwiatki na grób taty.
Odetchnęłam z ulgą. To znaczy, że były to jakieś dzieci.
-Co się dzieje? - usłyszałam za sobą.
-Cicho... - powiedziałam nawet nie odwracając się. Po chwili zrozumiałam, że nie znam tego głosu, więc natychmiast się odwróciłam. Z szokiem spojrzałam na dziewczynkę w moim wieku, może odrobinkę starsza, uśmiechającą się do mnie serdecznie. W rękach trzymała bukiet stokrotek - Kim ty jesteś?! - krzyknęłam. Głupia! W lesie się nie krzyczy! Szczególnie gdy przed sobą masz osobę, której nie znasz! Ogarnij się, kobieto!
-Nie musisz krzyczeć. Mam na imię Lilianna, mieszkam w okolicy, a ty? - odpowiedziała uśmiechając się serdecznie.
-P-P-Przepraszam... Mam na imi... - już miałam mówić kiedy usłyszałam, że ktoś łapie mnie od tyłu.
-Lilianna! Nic ci nie jest? My się tu martwimy! - powiedział nieznajomy głos.
-Leon! Nic mi nie jest, ja tylko chciałam pospacerować - uśmiechnęła się znowu dziewczynka.
-Mógłbyś ją łaskawie puścić? - nareszcie znajomy głos.
-Aaa.. Oczywiście - odparł chłopak puszczając mnie.
-Gdzieś ty się włóczyła? Głupia jesteś? Mówiłem ci żebyś się nie oddalała - skarcił mnie Aleksy.
-Eh... Wiem, wiem... Nie będę miała kolacji.
-Przepraszam za niego - zwróciła się Lilianna do Aleksy'a - on się po prostu o mnie martwi.
-Nie szkodzi. Ja też przepraszam za nią. Chodź już, dawno powinniśmy wyruszyć - mówiąc to złapał mnie za rękę i pomógł wstać.
-Może przejdziecie się do naszej wioski? Wyglądacie jak dwa nieszczęścia - powiedziała Lilianna.
-Lili! Nie znamy ich! Zresztą Maks czeka na nas przy drodze, no chodź już.
-Dziękujemy, ale nie skorzystamy, chodź - odpowiedział Aleksy ciągnąc mnie znów za sobą.
-To cześć, nieznajoma! A! Właśnie jak masz na imię?!
-Aleksy! Nie ciągnij mnie tak! To boli! - to były ostatnie słowa, które wypowiedziałam. Straciłam przytomność.
Obudziłam się w łóżku przykryta ciepłą pierzyną. Na głowie miałam mokry ręcznik, a moja noga już tak nie piekła. Rozglądając się po pokoju zauważyłam, że jest to skromna chatka. Na ścianach wisiały obrazki rysowane przez małe dziecko i różnorakie zdjęcia. Na jednym zauważyłam Liliannę i jakiegoś chłopca oraz tego chłopaka, którego dziewczyna nazwała Leon.
-Jak się czujesz? - usłyszałam. Nawet nie zauważyłam, że ktoś koło mnie siedzi. Odwróciłam głowę w jego stronę.
-Lepiej. Dziękuję za opiekę, ale ja już pójdę, śpieszno mi - odpowiedziałam próbując wstać. Chłopak zatrzymał mnie.
-Nie możesz jeszcze wstawać. To niebezpieczne w twoim stanie. Miałaś wysoką gorączkę, do tego poważną ranę i nie spałaś od dłuższego czasu, ani nie jadłaś niczego pożywnego, ani zdrowego. Cholera, co z was za ludzie?! Skoro wybraliście się w podróż to chociaż jakieś wyposażenie trzeba było wziąć, co nie? - pouczał. Ja usiadłam. - Mówiłem, nie wstawaj! - zdenerwował się.
-Gdzie Aleksy? - zapytałam.
-Poszedł po świeżą wodę. Lilianna przygotowuje coś do jedzenia. Zjesz coś w końcu.
-Nie potrzebuje jedzenia - odpowiedziałam spoglądając w okno na przelatujące ptaki i biegnącego Aleksy'a.
-Jak to nie? Każdy potrzebuje jedzenia by żyć - odpowiedział patrząc na mnie ze zdziwieniem - co ty jakiś robot? - zapytał. Zaśmiałam się.
-Nie.. Widzisz... Ja nie potrzebuję żyć - odpowiedziałam uśmiechając się. On popatrzył na mnie z dziwną miną.
-Co ty mówisz?
-Natsumi.. Zważaj na słowa, proszę cię - skarcił mnie w progu Aleksy.
-Tak, tak... - odpowiedziałam obojętnie.
-Natsumi? - zdziwił się chłopak.
-A ty jak masz na imię?
-Leon. Liliannę już znacie. A to jej brat Maks - pokazał na zdjęcie, które przedtem oglądałam.
-Aleksy! -zawołałam.
-Co? - spytał
-Możemy już iść?
-A co z twoją raną?! - wtrącił się Leon.
-Jeżeli nic mi nie było do tej pory to nie będzie i później. Zresztą Hi.. - tu urwałam.. Do oczu napłynęły mi łzy. Ilekroć o nim pomyślę lub wspomnę od razu widzę upadającego i w uszach odbija mi się jego zdanie "Uciekaj, Natsumi!". To tak strasznie boli. Leon patrzył na mnie i oczekiwał, że dokończę wypowiedź.
-I właśnie za jego prace powinnaś tu przeczekać, trochę wyzdrowieć i pójdziemy dalej, rozumiesz? - uratował mnie Aleksy.
-Yhm.
-O co tu chodzi? Jesteście dziwni i do tego bardzo tajemniczy.
-Co poradzisz...
-A powiesz przynajmniej czy was okradziono, czy jak? Że do lasu w podróż wielką wybieracie się z niczym?
-Co tu dużo mówić - uśmiechnęłam się przez łzy - nagły wypadek.
-Dużo mi to dało.
-Nie chcą mówić to nie - powiedziała postać stojąca w rogu. To był chyba brat Lilianny - Maks.
-Maks! Eh ty! Znowu się chowasz po kątach? - zaśmiał się Leon
-A ty znowu prowadzisz wywiady - odparł Maks - zaraz będzie kolacja. Lili się bardzo dziś postarała. Dziewczyno. Nie mów tak o swoim życiu. Ludzie, którzy się za nie poświęcili... pomyśl o nich, nie potrzebnie je chronili jeżeli tak mówisz - powiedział wychodząc z pokoju. Znowu widziałam Hisokę. Skąpanego we krwi. Matka wbijała mu miecz i wyciągała go... Strzały przebijały go na wylot, upadał. To boli... głowa... tak strasznie pulsuje... boli... boli ... boli... boli... boli... słyszy mnie ktoś?! To boli... nie chce przestać... zabierzcie to ode mnie... zabierzcie ten cholerny ból!
Przepraszam, że dość mało, ale nauka mnie goni i na prawdę w tym tygodniu będziecie musieli wytrzymać tylko z takimi małymi treściami.. Przepraszam was bardzo.
~Ńatsumi
Pewnej nocy nie mogąc znowu spać, usłyszałam kroki i rozmowę.
-Chyba w tą stronę poszła, prawda?
-Jak oni tak szybko mogli nas odnaleźć?! Szliśmy tak długo! - pomyślałam.
-No tak, Lilianna coś mówiła, że idzie pozbierać kwiatki na grób taty.
Odetchnęłam z ulgą. To znaczy, że były to jakieś dzieci.
-Co się dzieje? - usłyszałam za sobą.
-Cicho... - powiedziałam nawet nie odwracając się. Po chwili zrozumiałam, że nie znam tego głosu, więc natychmiast się odwróciłam. Z szokiem spojrzałam na dziewczynkę w moim wieku, może odrobinkę starsza, uśmiechającą się do mnie serdecznie. W rękach trzymała bukiet stokrotek - Kim ty jesteś?! - krzyknęłam. Głupia! W lesie się nie krzyczy! Szczególnie gdy przed sobą masz osobę, której nie znasz! Ogarnij się, kobieto!
-Nie musisz krzyczeć. Mam na imię Lilianna, mieszkam w okolicy, a ty? - odpowiedziała uśmiechając się serdecznie.
-P-P-Przepraszam... Mam na imi... - już miałam mówić kiedy usłyszałam, że ktoś łapie mnie od tyłu.
-Lilianna! Nic ci nie jest? My się tu martwimy! - powiedział nieznajomy głos.
-Leon! Nic mi nie jest, ja tylko chciałam pospacerować - uśmiechnęła się znowu dziewczynka.
-Mógłbyś ją łaskawie puścić? - nareszcie znajomy głos.
-Aaa.. Oczywiście - odparł chłopak puszczając mnie.
-Gdzieś ty się włóczyła? Głupia jesteś? Mówiłem ci żebyś się nie oddalała - skarcił mnie Aleksy.
-Eh... Wiem, wiem... Nie będę miała kolacji.
-Przepraszam za niego - zwróciła się Lilianna do Aleksy'a - on się po prostu o mnie martwi.
-Nie szkodzi. Ja też przepraszam za nią. Chodź już, dawno powinniśmy wyruszyć - mówiąc to złapał mnie za rękę i pomógł wstać.
-Może przejdziecie się do naszej wioski? Wyglądacie jak dwa nieszczęścia - powiedziała Lilianna.
-Lili! Nie znamy ich! Zresztą Maks czeka na nas przy drodze, no chodź już.
-Dziękujemy, ale nie skorzystamy, chodź - odpowiedział Aleksy ciągnąc mnie znów za sobą.
-To cześć, nieznajoma! A! Właśnie jak masz na imię?!
-Aleksy! Nie ciągnij mnie tak! To boli! - to były ostatnie słowa, które wypowiedziałam. Straciłam przytomność.
Obudziłam się w łóżku przykryta ciepłą pierzyną. Na głowie miałam mokry ręcznik, a moja noga już tak nie piekła. Rozglądając się po pokoju zauważyłam, że jest to skromna chatka. Na ścianach wisiały obrazki rysowane przez małe dziecko i różnorakie zdjęcia. Na jednym zauważyłam Liliannę i jakiegoś chłopca oraz tego chłopaka, którego dziewczyna nazwała Leon.
-Jak się czujesz? - usłyszałam. Nawet nie zauważyłam, że ktoś koło mnie siedzi. Odwróciłam głowę w jego stronę.
-Lepiej. Dziękuję za opiekę, ale ja już pójdę, śpieszno mi - odpowiedziałam próbując wstać. Chłopak zatrzymał mnie.
-Nie możesz jeszcze wstawać. To niebezpieczne w twoim stanie. Miałaś wysoką gorączkę, do tego poważną ranę i nie spałaś od dłuższego czasu, ani nie jadłaś niczego pożywnego, ani zdrowego. Cholera, co z was za ludzie?! Skoro wybraliście się w podróż to chociaż jakieś wyposażenie trzeba było wziąć, co nie? - pouczał. Ja usiadłam. - Mówiłem, nie wstawaj! - zdenerwował się.
-Gdzie Aleksy? - zapytałam.
-Poszedł po świeżą wodę. Lilianna przygotowuje coś do jedzenia. Zjesz coś w końcu.
-Nie potrzebuje jedzenia - odpowiedziałam spoglądając w okno na przelatujące ptaki i biegnącego Aleksy'a.
-Jak to nie? Każdy potrzebuje jedzenia by żyć - odpowiedział patrząc na mnie ze zdziwieniem - co ty jakiś robot? - zapytał. Zaśmiałam się.
-Nie.. Widzisz... Ja nie potrzebuję żyć - odpowiedziałam uśmiechając się. On popatrzył na mnie z dziwną miną.
-Co ty mówisz?
-Natsumi.. Zważaj na słowa, proszę cię - skarcił mnie w progu Aleksy.
-Tak, tak... - odpowiedziałam obojętnie.
-Natsumi? - zdziwił się chłopak.
-A ty jak masz na imię?
-Leon. Liliannę już znacie. A to jej brat Maks - pokazał na zdjęcie, które przedtem oglądałam.
-Aleksy! -zawołałam.
-Co? - spytał
-Możemy już iść?
-A co z twoją raną?! - wtrącił się Leon.
-Jeżeli nic mi nie było do tej pory to nie będzie i później. Zresztą Hi.. - tu urwałam.. Do oczu napłynęły mi łzy. Ilekroć o nim pomyślę lub wspomnę od razu widzę upadającego i w uszach odbija mi się jego zdanie "Uciekaj, Natsumi!". To tak strasznie boli. Leon patrzył na mnie i oczekiwał, że dokończę wypowiedź.
-I właśnie za jego prace powinnaś tu przeczekać, trochę wyzdrowieć i pójdziemy dalej, rozumiesz? - uratował mnie Aleksy.
-Yhm.
-O co tu chodzi? Jesteście dziwni i do tego bardzo tajemniczy.
-Co poradzisz...
-A powiesz przynajmniej czy was okradziono, czy jak? Że do lasu w podróż wielką wybieracie się z niczym?
-Co tu dużo mówić - uśmiechnęłam się przez łzy - nagły wypadek.
-Dużo mi to dało.
-Nie chcą mówić to nie - powiedziała postać stojąca w rogu. To był chyba brat Lilianny - Maks.
-Maks! Eh ty! Znowu się chowasz po kątach? - zaśmiał się Leon
-A ty znowu prowadzisz wywiady - odparł Maks - zaraz będzie kolacja. Lili się bardzo dziś postarała. Dziewczyno. Nie mów tak o swoim życiu. Ludzie, którzy się za nie poświęcili... pomyśl o nich, nie potrzebnie je chronili jeżeli tak mówisz - powiedział wychodząc z pokoju. Znowu widziałam Hisokę. Skąpanego we krwi. Matka wbijała mu miecz i wyciągała go... Strzały przebijały go na wylot, upadał. To boli... głowa... tak strasznie pulsuje... boli... boli ... boli... boli... boli... słyszy mnie ktoś?! To boli... nie chce przestać... zabierzcie to ode mnie... zabierzcie ten cholerny ból!
Przepraszam, że dość mało, ale nauka mnie goni i na prawdę w tym tygodniu będziecie musieli wytrzymać tylko z takimi małymi treściami.. Przepraszam was bardzo.
~Ńatsumi
sobota, 7 marca 2015
Rozdział 4
Obudziłam się już kolejnego dnia. Nogę miałam opatrzoną. Jakby przyszedł jakiś doświadczony medyk. Oglądając opatrunek zastanawiałam się kto mógł to zrobić. Nagle Hisoka wszedł do mojego pokoju.
-Ile razy mówiłam ci żebyś nie wchodził tylko pukał?! - skarciłam go próbując chować nogę.
-Wiem, wiem.. Nie nadwyrężaj jej. Ktoś do ciebie przyszedł, ogarnij się i zejdź na dół - powiedział patrząc przez chwilę, a potem odwracając się i odchodząc. Byłam już pewna, że zrobił to Hisoka. On opatrzył mi ranę.. No ale on chciał iść na informatyka skąd wiedział jak opatrzyć taką ranę. Nie zastanawiając się już dłużej pobiegłam do łazienki. Przebrałam się, umyłam, uczesałam i zbiegłam na dół. Myślałam, że to będzie Amelia. Myliłam się był to Aleksy. Jego widok tak mnie przeraził, że wywróciłam się schodząc z ostatniego schodka.
-Nic ci się nie stało? - zapytał podbiegając do mnie.
-Nic. Jest w porządku. Po co tu przyszedłeś? - przeszłam do sedna podnosząc się.
-Chciałem zabrać cię na spacer i pogadać o wczoraj.
Od razu zrobiłam się czerwona jak burak.
-P-Przepraszam... - powiedziałam pod nosem.
-Za co?
-Za wczoraj.
-Przecież nic się nie stało..
-Nic już nie pamiętasz? Powiedziałam takie okropne rzeczy Ami!
-Fakt, ale ona chyba nie wzięła tego na poważnie.
-Co ty sobie musiałeś o mnie pomyśleć... Uciekłam jak tchórz.
-Co ty! Nic takiego nie pomyślałem.
-Jakoś ci nie wierzę.
-Nie musisz - uśmiechnął się - to co idziesz?
-A mam inne wyjście?
-Nie! - usłyszałam z góry. To był głos Hisoki.
-Zamknij się, Hisoka! - krzyknęłam.
-No to chodź - pociągnął mnie za rękę Aleksy.
-Cz-czekaj! - wyrównał ze mną kroki - gdzie ty mnie ciągniesz? Ja cię nie znam i się wcale nie zgodziłam! Słyszysz puść mnie w tej chwili! - krzyczałam, jego to jednak nie ruszało. Wyrwałam się z jego uścisku i przebiegłam przez ulicę. Nie patrzyłam na samochody. On nie myśląc dłużej pobiegł za mną. Pasy były długie. Chyba coś nadjeżdżało. Nie zwracałam na to uwagi.
-Uważaj! - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się. Stanęłam jak wryta jechała rozpędzona ciężarówka. Była tuż, tuż. Aleksy przyśpieszył kroku. Mnie od końca ulicy dzielił jeden pas. Nie mogłam się ruszyć. Już widziałam światło przed oczami, już miałam zginąć kiedy Aleksy złapał mnie i popchnął dalej, a dalej była górka. Zaczęliśmy się turlać, on nie chciał mnie wypuścić. Przytulał mocno jakbym była rzeczą, której nie chciał stracić. Turlaliśmy się i turlaliśmy. Chyba straciłam przytomność, bo nie pamiętam co się później stało.
Otwierając powoli oczy zauważyłam niewyraźne rysy czyjejś twarzy.
-Kim jesteś? - zapytałam półszeptem.
-To ja, Aleksy - odpowiedział odsuwając się ode mnie - przepraszam jeżeli cię przestraszyłem.
-Nie, to ja przepraszam - odpowiedziałam wstając.
-Nie wstawaj - odpowiedział - chyba o coś zahaczyłaś, bo masz wielką ranę na nodze.
-O cholera! - krzyknęłam i wstałam tak błyskawicznie jakby porazili mnie prądem.
-Co się stało?
-Rana mi się otworzyła.
-To znaczy, że...
-Tak. Zrobiłam ją sobie kiedy schodziłam z tego drzewa. Cholera! - do oczu napłynęły mi łzy. Piekło jak cholera. Przypomniały mi się słowa Hisoki. Zacisnęłam mocno bandażem. Zabrałam pasek od spodni i ścisnęłam dodatkowo. Aleksy patrzył na mnie z troską, a jednocześnie z podziwem.
-Może lepiej nie wstawaj?
-Musze. Pójdę do Hisoki to mi pomoże.
-Skąd ta pewność? Przecież cię nie lubi.
-Skąd ta pewność?
-No, bo nazywa cię idiotką.
-To nic nie znaczy - uśmiechnęłam się tak jakby do siebie.
-Może lepiej nie wstawaj.
-Idę, dzięki za uratowanie życia - powiedziałam machając ręką. Pod górkę szłam powoli utykając na nogę. Jak wyszłam na drogę zatrzymałam się zszokowana. Aleksy myśląc, że coś mi się stało i nie mogę iść dalej pobiegł za mną. Stanął koło mnie.
-Mówiłem żebyś nie szła... Co tu się stało?! - krzyknął przerażony. Całe miasto było jedną wielką ruiną. Z budynków ulatywał dym. Z czego mogło wynikać, że to nie zdarzyło się pięć minut temu.
-To jest nasze miasto?... - zapytałam nie dowierzając. Zaczęłam obracać głową na wszystkie strony oglądając dokładnie co się stało. Na ulicy stała mama, jakiś dziwnie ubrany facet i ... Ami! Natychmiast pobiegłam w ich stronę. Nie zastanawiałam się nawet kim był ten pan. Mogłam się choć chwilę zastanowić...
-Mamo! Ami! Nic wam nie jest?! - biegłam krzycząc. Zareagowały. Miały kamienne twarze i przeszywające spojrzenie. Patrzyły trochę jak na winowajcę. Zwolniłam kroku. Zatrzymałam się - co z wami? Ami! Mamo! To ja Natsumi! - w oczach miałam łzy. Ten dziwny facet coś powiedział. Wtedy Amelia i Mama wyciągnęły do mnie rękę. Uśmiechnęłam się lekko, jednak uśmiech od razu zszedł z mojej twarzy. Z ich dłoni wyciekł strumień błyskawic. Leciały do mnie jak te światło z ciężarówki. Przestraszona znowu nie mogłam się ruszyć z miejsca. Wtedy ktoś zwalił mnie z nóg, a druga osoba zrobiła z siebie tarczę. Pierwsza osobą był Aleksy. Druga to Hisoka. Upadł na kolana. Wyciągnął z kieszeni telefon. Serio?! Teraz mu się zachciało zmieniać piosenkę?!
-Hisoka, kretynie! Uciekaj!
-To ty uciekaj, idiotko! Co tak stoisz! Aleksy zabierz ją stąd! - krzyknął nawet nie patrząc na nas. A klikając coś w telefonie pojawił się hologram. Stał tam... To był tata! Chociaż widziałam go tylko przez chwilę, zobaczyłam w nim Hisokę, ale z moimi włosami! To musiał być ojciec! Aleksy znowu pociągnął mnie za rękę. Tym razem nie stawiałam oporu.
-Co tu się dzieje? - spytałam.
-Hisoka nic nie powiedział kazał mi tylko zabrać cię i uciekać.
-A co z Ami? Co z moją mamą?
-One są po złej stronie!
-To dlatego Amelia nie patrzyła na mnie jak na dziwadło - wreszcie zrozumiałam o co tu chodzi. Nie patrzyła tak na mnie, bo właśnie o mnie im chodziło.. prawdopodobnie.
-Ale ty nie jesteś dziwadłem - powiedział Aleksy zwalniając kroku i wreszcie zatrzymując się - chodź tu się schowamy - powiedział wskazując miejsce pod mostem. Przykucnęliśmy. Byliśmy wystarczająco daleko aby nas nie dosięgnęli, ale jednocześnie na tyle blisko, że widzieliśmy całe zdarzenie.
Nagle Hisoka dostał strzałą w brzuch. Przestraszyłam się. Z oczu wypłynęły mi łzy.
-Hisoka... - powiedziałam po ciuchu żeby wesprzeć go na duchu... Kiedy on odwrócił do mnie wzrok. Mówiąc tylko 2 słowa.
-Uciekaj, Natsumi... - po tych słowach w jego powoli upadające ciało trafiło ze sto strzał. Upadł. Wyglądał niczym jeż. Ja nie mogąc się opanować zaczęłam krzyczeć, płacząc.
-Hisoka! Hisoka! - płakałam i płakałam. Aleksy złapał mnie za rękę. Ja zaczęłam się z nim szarpać. Chciałam iść do ciała Hisoki rozpłakać się i położyć na nim. Aleksy był silniejszy. Pociągnął mocniej i zabrał. Biegłam za nim cały czas patrząc na zmasakrowane ciało Hisoki, do którego podeszła mama i zaczęła wbijać miecz i wyciągać go. Krew bryzgała we wszystkie strony. Nie mogąc już na to patrzeć, patrzyłam na Aleksy'a, który coraz bardziej ściskał moją rękę. Nie wiedząc nawet, co się dokładnie dzieje biegliśmy przed siebie... jak najdalej od tych wydarzeń, których nigdy nie wymarzę z mojej pamięci.
-Ile razy mówiłam ci żebyś nie wchodził tylko pukał?! - skarciłam go próbując chować nogę.
-Wiem, wiem.. Nie nadwyrężaj jej. Ktoś do ciebie przyszedł, ogarnij się i zejdź na dół - powiedział patrząc przez chwilę, a potem odwracając się i odchodząc. Byłam już pewna, że zrobił to Hisoka. On opatrzył mi ranę.. No ale on chciał iść na informatyka skąd wiedział jak opatrzyć taką ranę. Nie zastanawiając się już dłużej pobiegłam do łazienki. Przebrałam się, umyłam, uczesałam i zbiegłam na dół. Myślałam, że to będzie Amelia. Myliłam się był to Aleksy. Jego widok tak mnie przeraził, że wywróciłam się schodząc z ostatniego schodka.
-Nic ci się nie stało? - zapytał podbiegając do mnie.
-Nic. Jest w porządku. Po co tu przyszedłeś? - przeszłam do sedna podnosząc się.
-Chciałem zabrać cię na spacer i pogadać o wczoraj.
Od razu zrobiłam się czerwona jak burak.
-P-Przepraszam... - powiedziałam pod nosem.
-Za co?
-Za wczoraj.
-Przecież nic się nie stało..
-Nic już nie pamiętasz? Powiedziałam takie okropne rzeczy Ami!
-Fakt, ale ona chyba nie wzięła tego na poważnie.
-Co ty sobie musiałeś o mnie pomyśleć... Uciekłam jak tchórz.
-Co ty! Nic takiego nie pomyślałem.
-Jakoś ci nie wierzę.
-Nie musisz - uśmiechnął się - to co idziesz?
-A mam inne wyjście?
-Nie! - usłyszałam z góry. To był głos Hisoki.
-Zamknij się, Hisoka! - krzyknęłam.
-No to chodź - pociągnął mnie za rękę Aleksy.
-Cz-czekaj! - wyrównał ze mną kroki - gdzie ty mnie ciągniesz? Ja cię nie znam i się wcale nie zgodziłam! Słyszysz puść mnie w tej chwili! - krzyczałam, jego to jednak nie ruszało. Wyrwałam się z jego uścisku i przebiegłam przez ulicę. Nie patrzyłam na samochody. On nie myśląc dłużej pobiegł za mną. Pasy były długie. Chyba coś nadjeżdżało. Nie zwracałam na to uwagi.
-Uważaj! - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się. Stanęłam jak wryta jechała rozpędzona ciężarówka. Była tuż, tuż. Aleksy przyśpieszył kroku. Mnie od końca ulicy dzielił jeden pas. Nie mogłam się ruszyć. Już widziałam światło przed oczami, już miałam zginąć kiedy Aleksy złapał mnie i popchnął dalej, a dalej była górka. Zaczęliśmy się turlać, on nie chciał mnie wypuścić. Przytulał mocno jakbym była rzeczą, której nie chciał stracić. Turlaliśmy się i turlaliśmy. Chyba straciłam przytomność, bo nie pamiętam co się później stało.
Otwierając powoli oczy zauważyłam niewyraźne rysy czyjejś twarzy.
-Kim jesteś? - zapytałam półszeptem.
-To ja, Aleksy - odpowiedział odsuwając się ode mnie - przepraszam jeżeli cię przestraszyłem.
-Nie, to ja przepraszam - odpowiedziałam wstając.
-Nie wstawaj - odpowiedział - chyba o coś zahaczyłaś, bo masz wielką ranę na nodze.
-O cholera! - krzyknęłam i wstałam tak błyskawicznie jakby porazili mnie prądem.
-Co się stało?
-Rana mi się otworzyła.
-To znaczy, że...
-Tak. Zrobiłam ją sobie kiedy schodziłam z tego drzewa. Cholera! - do oczu napłynęły mi łzy. Piekło jak cholera. Przypomniały mi się słowa Hisoki. Zacisnęłam mocno bandażem. Zabrałam pasek od spodni i ścisnęłam dodatkowo. Aleksy patrzył na mnie z troską, a jednocześnie z podziwem.
-Może lepiej nie wstawaj?
-Musze. Pójdę do Hisoki to mi pomoże.
-Skąd ta pewność? Przecież cię nie lubi.
-Skąd ta pewność?
-No, bo nazywa cię idiotką.
-To nic nie znaczy - uśmiechnęłam się tak jakby do siebie.
-Może lepiej nie wstawaj.
-Idę, dzięki za uratowanie życia - powiedziałam machając ręką. Pod górkę szłam powoli utykając na nogę. Jak wyszłam na drogę zatrzymałam się zszokowana. Aleksy myśląc, że coś mi się stało i nie mogę iść dalej pobiegł za mną. Stanął koło mnie.
-Mówiłem żebyś nie szła... Co tu się stało?! - krzyknął przerażony. Całe miasto było jedną wielką ruiną. Z budynków ulatywał dym. Z czego mogło wynikać, że to nie zdarzyło się pięć minut temu.
-To jest nasze miasto?... - zapytałam nie dowierzając. Zaczęłam obracać głową na wszystkie strony oglądając dokładnie co się stało. Na ulicy stała mama, jakiś dziwnie ubrany facet i ... Ami! Natychmiast pobiegłam w ich stronę. Nie zastanawiałam się nawet kim był ten pan. Mogłam się choć chwilę zastanowić...
-Mamo! Ami! Nic wam nie jest?! - biegłam krzycząc. Zareagowały. Miały kamienne twarze i przeszywające spojrzenie. Patrzyły trochę jak na winowajcę. Zwolniłam kroku. Zatrzymałam się - co z wami? Ami! Mamo! To ja Natsumi! - w oczach miałam łzy. Ten dziwny facet coś powiedział. Wtedy Amelia i Mama wyciągnęły do mnie rękę. Uśmiechnęłam się lekko, jednak uśmiech od razu zszedł z mojej twarzy. Z ich dłoni wyciekł strumień błyskawic. Leciały do mnie jak te światło z ciężarówki. Przestraszona znowu nie mogłam się ruszyć z miejsca. Wtedy ktoś zwalił mnie z nóg, a druga osoba zrobiła z siebie tarczę. Pierwsza osobą był Aleksy. Druga to Hisoka. Upadł na kolana. Wyciągnął z kieszeni telefon. Serio?! Teraz mu się zachciało zmieniać piosenkę?!
-Hisoka, kretynie! Uciekaj!
-To ty uciekaj, idiotko! Co tak stoisz! Aleksy zabierz ją stąd! - krzyknął nawet nie patrząc na nas. A klikając coś w telefonie pojawił się hologram. Stał tam... To był tata! Chociaż widziałam go tylko przez chwilę, zobaczyłam w nim Hisokę, ale z moimi włosami! To musiał być ojciec! Aleksy znowu pociągnął mnie za rękę. Tym razem nie stawiałam oporu.
-Co tu się dzieje? - spytałam.
-Hisoka nic nie powiedział kazał mi tylko zabrać cię i uciekać.
-A co z Ami? Co z moją mamą?
-One są po złej stronie!
-To dlatego Amelia nie patrzyła na mnie jak na dziwadło - wreszcie zrozumiałam o co tu chodzi. Nie patrzyła tak na mnie, bo właśnie o mnie im chodziło.. prawdopodobnie.
-Ale ty nie jesteś dziwadłem - powiedział Aleksy zwalniając kroku i wreszcie zatrzymując się - chodź tu się schowamy - powiedział wskazując miejsce pod mostem. Przykucnęliśmy. Byliśmy wystarczająco daleko aby nas nie dosięgnęli, ale jednocześnie na tyle blisko, że widzieliśmy całe zdarzenie.
Nagle Hisoka dostał strzałą w brzuch. Przestraszyłam się. Z oczu wypłynęły mi łzy.
-Hisoka... - powiedziałam po ciuchu żeby wesprzeć go na duchu... Kiedy on odwrócił do mnie wzrok. Mówiąc tylko 2 słowa.
-Uciekaj, Natsumi... - po tych słowach w jego powoli upadające ciało trafiło ze sto strzał. Upadł. Wyglądał niczym jeż. Ja nie mogąc się opanować zaczęłam krzyczeć, płacząc.
-Hisoka! Hisoka! - płakałam i płakałam. Aleksy złapał mnie za rękę. Ja zaczęłam się z nim szarpać. Chciałam iść do ciała Hisoki rozpłakać się i położyć na nim. Aleksy był silniejszy. Pociągnął mocniej i zabrał. Biegłam za nim cały czas patrząc na zmasakrowane ciało Hisoki, do którego podeszła mama i zaczęła wbijać miecz i wyciągać go. Krew bryzgała we wszystkie strony. Nie mogąc już na to patrzeć, patrzyłam na Aleksy'a, który coraz bardziej ściskał moją rękę. Nie wiedząc nawet, co się dokładnie dzieje biegliśmy przed siebie... jak najdalej od tych wydarzeń, których nigdy nie wymarzę z mojej pamięci.
czwartek, 5 marca 2015
Rozdział 3
Kolejnego dnia pierwsze co chciałam zrobić to otworzyć okno i przywitać się z Amelią. Zatrzymałam się przy klamce od okna. Zaraz... Czemu ja jej zaufałam? Tak bardzo polubiłam? Bo co? Bo powiedziała, że mam ładny uśmiech? Żarty jakieś?! Natsumi! Obudź się! Przecież tak się nie poznaje osób! Spuściłam rękę na dół.
-A ty co znowu robisz koło tego okna? - usłyszałam za sobą.
-Ile razy mówiłam żebyś nie wchodził do pokoju bez pytania! - krzyknęłam odwracając się.
-Eh... Rób co chcesz - powiedział Hisoka odwracając się.
-Hisoka...
-Czego? - zatrzymał się.
-Czy... Ja jestem przeklęta?
-Słucham? - wpadł w osłupienie. Tak jakbym odkryła jakąś wielką tajemnicę.
-No bo zobacz na moje włosy - mówiąc to zaczęłam się nimi bawić - przecież nikt inny takich nie ma. Zobacz na moje oczy. O czerwonych albo fioletowych oczach piszę się tylko w książkach. Istnieją tylko w anime! W takim razie czemu ja...
-Dowiesz się w swoim czasie, nie przejmuj się. Przede wszystkim nie wstydź się ich, jasne? - uśmiechnął się - a mama cię woła na dół.
-Yhm. Już schodzę. Hi..
-Nic ci nie powiem. Idź, bo ktoś na ciebie czeka.
-Yhm.
Zastanawiało mnie o co mogło mu chodzi. No bo w końcu zawsze niemiły normalnie, powiedziałby mi, że jestem jakimś dziwadłem czy coś. On jednak broni moich włosów. Ale dlaczego? I czego niby mam się dowiedzieć w swoim czasie?
Ubrałam się we wczorajsze dżinsowe spodenki i przydużą białą koszulką z japońskim napisem "Uśmiech proszę". Związałam kucyka po boku i ubierając w biegu podkolanówki zbiegałam na dół. Zszokował mnie widok. Myślałam, że będzie tam mama... ewentualnie Amelia. Ktoś był z Amelią. Nie to nie mama.. To był.. Chyba ten Marcin...
-Natsumi! - krzyknęła z szerokim uśmiechem.
-Y-Yo.. - odpowiedziałam podciągając prawą podkolanówkę.
-Dzisiaj przyprowadziłam gościa. Może z nami pójść na miasto?
-Yhm.
-W takim razie wspaniale!
On cały czas wpatrywał się we mnie. Zaczęłam patrzeć czy nie jestem gdzieś brudna. Spytałam nawet się mamy. Ona zaprzeczyła. O co mu chodziło?
-Chodź już!
-Ale.. Ja jeszcze nic nie zjadłam.
-Trzymaj - mama wcisnęła mi onigiri {japońska przekąska - coś w stylu ryżowych kulek}.
-Dziękuję.
-Bawcie się dobrze - powiedziała wręczając mi buty do drugiej ręki.
-Yhm.
Na schodach stał Hisoka. Patrzył na mnie z lekkim uśmiechem. Gdy słońce podświetliło jego włosy okazały się tak bardzo ciemnozielone jak jego słuchawki. Dlatego miałam zawsze wrażenie, że ma czarne włosy. Dlatego! Dlatego kazał mi być z nich dumny! Mama ma czarne włosy, a tata.. tego nie wiem. Może właśnie on miał zielone!
Z tych przemyśleń wyrwała mnie Amelia ciągnąc za rękę. Szybko włożyłam tenisówki a onigiri włożyłam do ust.
-Przedstawiam ci Aleksy'a.
-A ja byłam pewna, że to ten Marcin.
-Marcin? He he ... o czym ty mówisz?
-A ty dalej za tym Marcinem... - westchnął chłopak. Jego głos był taki... delikatny, ale nie kobiecy lecz męski delikatny. Wiem trochę dziwnie to brzmi. Jego włosy rozwiał wiatr, dziwny miały kolor.. kawa z mlekiem. Oczy miał niczym krystaliczna, przejrzysta woda. Był bardzo przystojny.
-Daj spokój! - speszyła się Amelia.
-Ami wszystko w porządku?
-A-Ami? - zdziwiła się.
-Ups. Przepraszam! - zawstydziłam się.
-Za co? Podoba mi się! - uśmiechnęła się szeroko.
-Tak w ogóle to miło mi cię poznać, Aleksy - spojrzałam na niego. On chyba nie był obecny w tym świecie. W jego oczach odbijałam się ja. Czułam się jakbym patrzyła w lusterko.
-Mi ciebie również - uśmiechnął się - to co idziemy na te miasto? Może wpadniemy po Marcina, co? - zaśmiał się. Jego śmiech był taki... trudno mi to określić słowami, był po prostu piękny. Taki, który chcesz słuchać cały czas.
-No wiesz co! Natsumi! To twoja wina!
-Najmocniej przepraszam - powiedziałam odwracając głowę. Ona się zaśmiała.
-Nie bierz wszystkiego na poważnie! Bo będą cię uważali za sztywniaka.
-Mnie... oni wcale nie obchodzą - mówiąc to patrzyłam na liście, które tańczyły wraz z wiatrem skocznego walca. Oni popatrzyli na mnie. Byli bardzo zdziwieni. Po chwili on się uśmiechnął.
-Z takim nastawieniem nigdy nie znajdziesz przyjaciół, wiesz? - zapytał delikatnym głosem, podchodząc do mnie i uśmiechając się dalej.
-Nie potrzebuję przyjaciół - powiedziałam odchodząc od niego. Znowu popełniam ten sam błąd! Ilekroć się tak zachowywałam, wszyscy się ode mnie odwracali, nie chcieli ze mną rozmawiać.
-Nats...
-Przepraszam, chyba ten wypad nie wypali - mówiąc to pobiegłam przed siebie. W stronę lasu, jak najdalej od ludzi. Szczerze ich nienawidzę. Ich wzroku, słów, wszystkiego! Co najbardziej mnie zdziwiło to to, że oni pobiegli za mną. Amelia wołała wciąż za mną. Ja wspięłam się na dość wysokie drzewo. Patrzyłam na ruch uliczny.
Wołali mnie i wołali. Nie odezwałam się ani słowem. Specjalnie wybrałam wysokie drzewo żeby mnie nie znaleźli. Po cichutku powtarzałam cały czas "Odejdźcie, zapomnijcie! Odejdźcie i zapomnijcie!" Powtarzałam to tak długo dopóki nie zaczęłam się dławić łzami. Nie chciałam wybuchać płaczem, bo znaleźli by mnie bez problemu. Echo ich głosów odbijało się z wszystkich drzew i trafiało do mnie, moich uszu. Nie mogłam tego wytrzymać. Coraz bardziej chciałam wybuchnąć płaczem, trudniej było mi nad tym zapanować. Tak w ogóle czemu ja płaczę? To dziwne. Może czuję się winna, że powiedziałam coś takiego im, Amelii. Jeszcze wczoraj uważałam, że będę mogła się z nią zaprzyjaźnić. Dzisiaj prosto w twarz powiedziałam jej, że nie potrzebuję przyjaciół. To musiało ją na prawdę zaboleć. Do tego ten chłopak - Aleksy. Co on sobie o mnie pomyślał? Musiałam wywrzeć bardzo słabe wrażenie. Pewnie mnie teraz szuka tylko dlatego, że Amelia tak chciała. Pewnie nie chciał zostawiać jej samej, albo ktoś kazał się ją opiekować. Jeszcze nie całe trzy dni i będę musiała iść do szkoły, a tam napotkać więcej ludzkich spojrzeń. Nie mogąc wytrzymać, próbując wszystkiego, żeby tylko nie wybuchnąć płaczem, zasnęłam.
-Znalazłem ją! - usłyszałam znajomy głos.
-Idiotka! - znowu znajomy głos. To z pewnością był Hisoka - Co ty tam robisz, idiotko!
Przetarłam oczy, otarłam łzy. Przede mną stali Hisoka, Aleksy i Amelia. Co za szczęście, że mamy tam nie było.
-Oglądam ruch uliczny.
-Kretynko! Mogłaś spaść! - krzyknął Hisoka.
-Przepraszam, że musieliście się martwić. Schodząc z drzewa przecięłam sobie nogę. Na szczęście podkolanówki mi spadły. Szybko je podniosłam, żeby nie było widać rany. Zajmę się nią w domu.
-Wiesz jak się martwiliśmy! - krzyknęła zapłakana Amelia przytulając mnie mocno.
-Amelia?...
-Przecież miałaś mówić mi Ami. Prawda? - spytała ocierając oczy i uśmiechając się do mnie.
-Yhm.
-Bez gadania idziemy do domu - Hisoka złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Coraz bardziej oddalaliśmy się od uśmiechającego się Aleksy'a i płaczącą ze szczęścia Ami. On się już nie odezwał. Przyprowadził do domu nie mówiąc nic. Zostawił mi wolną rękę. Już ode mnie zależało czy powiem o zdarzeniu mamie, czy zataję tę informację. Wybrałam to drugie. Poszłam na górę opatrzyć ranę. Piekło jak cholera, a krwawienie nie chciało ustać. Zaciskałam jak tylko mogłam. Być może nawet należało ja zszyć. Nie mogłam iść do szpitala, bo przecież mama się dowie, no i nie tylko ona. Nie chce już nikogo więcej martwić. Robiąc opatrunek zasnęłam. Było już późno, a ja dalej tłumiłam w sobie łzy... Tak strasznie gorzkie...
-A ty co znowu robisz koło tego okna? - usłyszałam za sobą.
-Ile razy mówiłam żebyś nie wchodził do pokoju bez pytania! - krzyknęłam odwracając się.
-Eh... Rób co chcesz - powiedział Hisoka odwracając się.
-Hisoka...
-Czego? - zatrzymał się.
-Czy... Ja jestem przeklęta?
-Słucham? - wpadł w osłupienie. Tak jakbym odkryła jakąś wielką tajemnicę.
-No bo zobacz na moje włosy - mówiąc to zaczęłam się nimi bawić - przecież nikt inny takich nie ma. Zobacz na moje oczy. O czerwonych albo fioletowych oczach piszę się tylko w książkach. Istnieją tylko w anime! W takim razie czemu ja...
-Dowiesz się w swoim czasie, nie przejmuj się. Przede wszystkim nie wstydź się ich, jasne? - uśmiechnął się - a mama cię woła na dół.
-Yhm. Już schodzę. Hi..
-Nic ci nie powiem. Idź, bo ktoś na ciebie czeka.
-Yhm.
Zastanawiało mnie o co mogło mu chodzi. No bo w końcu zawsze niemiły normalnie, powiedziałby mi, że jestem jakimś dziwadłem czy coś. On jednak broni moich włosów. Ale dlaczego? I czego niby mam się dowiedzieć w swoim czasie?
Ubrałam się we wczorajsze dżinsowe spodenki i przydużą białą koszulką z japońskim napisem "Uśmiech proszę". Związałam kucyka po boku i ubierając w biegu podkolanówki zbiegałam na dół. Zszokował mnie widok. Myślałam, że będzie tam mama... ewentualnie Amelia. Ktoś był z Amelią. Nie to nie mama.. To był.. Chyba ten Marcin...
-Natsumi! - krzyknęła z szerokim uśmiechem.
-Y-Yo.. - odpowiedziałam podciągając prawą podkolanówkę.
-Dzisiaj przyprowadziłam gościa. Może z nami pójść na miasto?
-Yhm.
-W takim razie wspaniale!
On cały czas wpatrywał się we mnie. Zaczęłam patrzeć czy nie jestem gdzieś brudna. Spytałam nawet się mamy. Ona zaprzeczyła. O co mu chodziło?
-Chodź już!
-Ale.. Ja jeszcze nic nie zjadłam.
-Trzymaj - mama wcisnęła mi onigiri {japońska przekąska - coś w stylu ryżowych kulek}.
-Dziękuję.
-Bawcie się dobrze - powiedziała wręczając mi buty do drugiej ręki.
-Yhm.
Na schodach stał Hisoka. Patrzył na mnie z lekkim uśmiechem. Gdy słońce podświetliło jego włosy okazały się tak bardzo ciemnozielone jak jego słuchawki. Dlatego miałam zawsze wrażenie, że ma czarne włosy. Dlatego! Dlatego kazał mi być z nich dumny! Mama ma czarne włosy, a tata.. tego nie wiem. Może właśnie on miał zielone!
Z tych przemyśleń wyrwała mnie Amelia ciągnąc za rękę. Szybko włożyłam tenisówki a onigiri włożyłam do ust.
-Przedstawiam ci Aleksy'a.
-A ja byłam pewna, że to ten Marcin.
-Marcin? He he ... o czym ty mówisz?
-A ty dalej za tym Marcinem... - westchnął chłopak. Jego głos był taki... delikatny, ale nie kobiecy lecz męski delikatny. Wiem trochę dziwnie to brzmi. Jego włosy rozwiał wiatr, dziwny miały kolor.. kawa z mlekiem. Oczy miał niczym krystaliczna, przejrzysta woda. Był bardzo przystojny.
-Daj spokój! - speszyła się Amelia.
-Ami wszystko w porządku?
-A-Ami? - zdziwiła się.
-Ups. Przepraszam! - zawstydziłam się.
-Za co? Podoba mi się! - uśmiechnęła się szeroko.
-Tak w ogóle to miło mi cię poznać, Aleksy - spojrzałam na niego. On chyba nie był obecny w tym świecie. W jego oczach odbijałam się ja. Czułam się jakbym patrzyła w lusterko.
-Mi ciebie również - uśmiechnął się - to co idziemy na te miasto? Może wpadniemy po Marcina, co? - zaśmiał się. Jego śmiech był taki... trudno mi to określić słowami, był po prostu piękny. Taki, który chcesz słuchać cały czas.
-No wiesz co! Natsumi! To twoja wina!
-Najmocniej przepraszam - powiedziałam odwracając głowę. Ona się zaśmiała.
-Nie bierz wszystkiego na poważnie! Bo będą cię uważali za sztywniaka.
-Mnie... oni wcale nie obchodzą - mówiąc to patrzyłam na liście, które tańczyły wraz z wiatrem skocznego walca. Oni popatrzyli na mnie. Byli bardzo zdziwieni. Po chwili on się uśmiechnął.
-Z takim nastawieniem nigdy nie znajdziesz przyjaciół, wiesz? - zapytał delikatnym głosem, podchodząc do mnie i uśmiechając się dalej.
-Nie potrzebuję przyjaciół - powiedziałam odchodząc od niego. Znowu popełniam ten sam błąd! Ilekroć się tak zachowywałam, wszyscy się ode mnie odwracali, nie chcieli ze mną rozmawiać.
-Nats...
-Przepraszam, chyba ten wypad nie wypali - mówiąc to pobiegłam przed siebie. W stronę lasu, jak najdalej od ludzi. Szczerze ich nienawidzę. Ich wzroku, słów, wszystkiego! Co najbardziej mnie zdziwiło to to, że oni pobiegli za mną. Amelia wołała wciąż za mną. Ja wspięłam się na dość wysokie drzewo. Patrzyłam na ruch uliczny.
Wołali mnie i wołali. Nie odezwałam się ani słowem. Specjalnie wybrałam wysokie drzewo żeby mnie nie znaleźli. Po cichutku powtarzałam cały czas "Odejdźcie, zapomnijcie! Odejdźcie i zapomnijcie!" Powtarzałam to tak długo dopóki nie zaczęłam się dławić łzami. Nie chciałam wybuchać płaczem, bo znaleźli by mnie bez problemu. Echo ich głosów odbijało się z wszystkich drzew i trafiało do mnie, moich uszu. Nie mogłam tego wytrzymać. Coraz bardziej chciałam wybuchnąć płaczem, trudniej było mi nad tym zapanować. Tak w ogóle czemu ja płaczę? To dziwne. Może czuję się winna, że powiedziałam coś takiego im, Amelii. Jeszcze wczoraj uważałam, że będę mogła się z nią zaprzyjaźnić. Dzisiaj prosto w twarz powiedziałam jej, że nie potrzebuję przyjaciół. To musiało ją na prawdę zaboleć. Do tego ten chłopak - Aleksy. Co on sobie o mnie pomyślał? Musiałam wywrzeć bardzo słabe wrażenie. Pewnie mnie teraz szuka tylko dlatego, że Amelia tak chciała. Pewnie nie chciał zostawiać jej samej, albo ktoś kazał się ją opiekować. Jeszcze nie całe trzy dni i będę musiała iść do szkoły, a tam napotkać więcej ludzkich spojrzeń. Nie mogąc wytrzymać, próbując wszystkiego, żeby tylko nie wybuchnąć płaczem, zasnęłam.
-Znalazłem ją! - usłyszałam znajomy głos.
-Idiotka! - znowu znajomy głos. To z pewnością był Hisoka - Co ty tam robisz, idiotko!
Przetarłam oczy, otarłam łzy. Przede mną stali Hisoka, Aleksy i Amelia. Co za szczęście, że mamy tam nie było.
-Oglądam ruch uliczny.
-Kretynko! Mogłaś spaść! - krzyknął Hisoka.
-Przepraszam, że musieliście się martwić. Schodząc z drzewa przecięłam sobie nogę. Na szczęście podkolanówki mi spadły. Szybko je podniosłam, żeby nie było widać rany. Zajmę się nią w domu.
-Wiesz jak się martwiliśmy! - krzyknęła zapłakana Amelia przytulając mnie mocno.
-Amelia?...
-Przecież miałaś mówić mi Ami. Prawda? - spytała ocierając oczy i uśmiechając się do mnie.
-Yhm.
-Bez gadania idziemy do domu - Hisoka złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Coraz bardziej oddalaliśmy się od uśmiechającego się Aleksy'a i płaczącą ze szczęścia Ami. On się już nie odezwał. Przyprowadził do domu nie mówiąc nic. Zostawił mi wolną rękę. Już ode mnie zależało czy powiem o zdarzeniu mamie, czy zataję tę informację. Wybrałam to drugie. Poszłam na górę opatrzyć ranę. Piekło jak cholera, a krwawienie nie chciało ustać. Zaciskałam jak tylko mogłam. Być może nawet należało ja zszyć. Nie mogłam iść do szpitala, bo przecież mama się dowie, no i nie tylko ona. Nie chce już nikogo więcej martwić. Robiąc opatrunek zasnęłam. Było już późno, a ja dalej tłumiłam w sobie łzy... Tak strasznie gorzkie...
środa, 4 marca 2015
Rozdział 2
Coś mnie obudziło... Chociaż.. nie.. to był ktoś. Ktoś zza ściany. Znowu krzyczała, znowu jakiś Marcin. Miałam już tego powoli dość. Wygrzebałam się z łóżka, przebrałam w swoje dżinsowe spodenki, czarną koszulkę. Włosy upięłam w kucyka. Było duszno, ale bałam się spotkać znowu tej dziewczyny. Znowu zadawałaby mi mnóstwo pytań, na które nie chciałabym odpowiedzieć. Rozejrzałam się po pokoju. Walizki i kartony walały się po nim całym. Połowa otwarta, druga zamknięta, nierozpakowana. Pomyślałam, że wezmę się za dalsze rozpakowywanie kiedy ktoś wszedł niespodziewanie do mojego pokoju. Myślałam, że dostanę zawału.. Cholera.
-Już wstałaś? To dobrze masz pomóc posprzątać mamie.. - powiedział Hisoka odchodząc.
-Zabije cię kiedyś! - krzyknęłam za nim.
-Już czekam! - odpowiedział zamykając się w pokoju. Jak on mnie denerwuje. Mama i moje poprzednie koleżanki twierdzą, że tak na prawdę się o mnie martwi. Nie za bardzo w to wierzę, w końcu jak do mnie mówi i się wobec mnie zachowuje, dużo znaczy.
Moje przemyślenia szybko się skończyły. Znowu ona... znowu krzyczy... znowu ten cholerny Marcin. Mam już tego dość. Zbiegłam na dół, ubrałam buty i wybiegłam do ogródka. Przeskoczyłam przez siatkę. Stanęłam tam na środku. W oknie stała ona. Cała we łzach krzyczała "Marcin! Marcin, ty draniu!". Nie wytrzymałam.
-Zamknij się wreszcie, cholera! - zapomniałam się i zaczęłam kląć po japońsku. Ona natychmiast przestała, otarła łzy i popatrzyła na mnie.
-Co ty robisz w moim ogródku?... - to były jedyne słowa, które wypowiedziała. Zamknęła okno i uciekła. Odetchnęłam. Już miałam przechodzić przez siatkę kiedy ona wybiegła z ganku.
-Chciałaś coś ode mnie? Wiesz... Nie wiedziałam, co mówisz, nie rozumiem chińskiego.
-Jestem japonką - odpowiedziałam - Tak owszem chciałam.
-Coś ważnego? Bardzo? Chyba się zdenerwowałaś, bo nie mówiłaś po polsku, prawda?
-Jak można być spokojnym, kiedy ktoś zza ściany drze cały czas imię jednego chłopaka! Mam już tego dość! Zamiast się tak drzeć idź do niego i załatw sprawę, a nie budzisz wszystkim swoim Marcinkiem!... - wybuchnęłam. Ona popatrzyła na mnie z szokiem. Chyba nie wiedziała jak zareagować. Kiedy ona bez słowa patrzyła na mnie, ja wspięłam się po siatce i przeskoczyłam do swojego ogródka, a później weszłam do domu. Wchodząc do pokoju, otworzyłam okno... Ona dalej tam stała, nieruchomie. Jakby myślała nad moimi słowami. Niektóre słowa, były bardzo dziwne. Mój japoński akcent dziwnie brzmiał, a do tego byłam zdenerwowana. Czułam się trochę winna. Jej policzki były dalej mokre od łez. Gdy tak na nie patrzyłam miałam uczucie, że ona płacze właśnie przeze mnie. Przeprosić? Zostawić ją tak? Cholera! Już?! Już?! Na prawdę?! Już popełniam tyle błędów! Czuję się winna, ale jednocześnie wiem, że zrobiłam dobrze... Dylemat.. Co ja mam zrobić? Pójdę? Albo nie... Albo.. Chociaż.. Eh... No i dalej nie wiem co mam zrobić. Chciałabym teraz do niej krzyknąć zarówno przepraszam, jak i idź stąd, bo przez ciebie czuję się winna. Myśli walały mi się po głowie. Niektóre nawet nie dotyczyły tej sprawy. Serce biło mi jak szalone.. Jakbym przebiegła co najmniej maraton. Chciałam odejść od okna, ale coś nie dawało mi tego zrobić... Coś kazało zostać i na nią patrzeć. Skoro nie mogłam odejść, chciałam zamknąć oczy. Ilekroć je zamykałam od razu się otwierały, jakbym mrugała. Nic nie mogłam zrobić, nawet ruszyć ręką. To przez te myśli? Czemu w ogóle się tym przejmuję? Przecież ona nie powinna mnie obchodzić.. Tylko święty spokój... Tylko to... Ale wciąż słyszę w głowie jej słowa z wczoraj... Amelia, tak? Cholera! Przez ciebie zaczęłam się kimś przejmować! Odejdź, precz!
Po dłuższym staniu, odwróciła głowę w stronę mojego okna. Popatrzyła na mnie. Jej wzrok był inny niż wczoraj. Jakby mnie obwiniała o coś, nie była już wesoła, ani smutna, była wściekła. I to na mnie! Ale co ja zrobiłam? Chciałam tylko spokoju, a ona go niszczyła. Dalej nie rozumiem o co jej chodzi. Choć patrzyła na mnie przez chwilę, jej wzrok utkwił mi w pamięci. W oczach miała chęć zemsty. No, ale ja przecież... nic nie zrobiłam... Za co chciałaby się mścić? Za prawdę? Czy wszystkie polki są tak dziwne? Nie za bardzo chciałam już wychodzić z domu. Dziś mieliśmy zwiedzać okolicę, jutro mama chciała nam kupić wyposażenie do szkoły, a pojutrze chciała nam ją pokazać. Ja dalej stałam w oknie. Nie mogłam się dalej ruszyć. No, ale czemu? Czemu? Jej już tam nie było. Więc czemu dalej czułam się strasznie winna, czemu dalej czułam jej wzrok na mnie.
Do pokoju wszedł Hisoka. Całe szczęście! Pierwszy raz się tak ucieszyłam na jego widok.
-Mama cały czas czeka, a ty stoisz przy tym oknie i nawet palcem nie ruszysz.. Obudź się idiotko. Skoro się przeprowadziliśmy to chyba oczywiste, że musimy pomagać, żeby ogarnąć ten nowy dom.. Czy ty jesteś, aż tak tępa? - skarcił mnie.
-Nawet się cieszę, że przyszedłeś, wiesz? - powiedziałam pod nosem.
-Co? Jak coś mówisz, to może głośniej...
-Już nie ważne.. Już schodzę, ale wyjdź.
-Nic mnie tu nie trzyma, idiotko - odpowiedział odchodząc. Jakie to było szczęście, że się zjawił. Myślałam, że umrę przy tym oknie, powoli brakowało mi powietrza, chociaż ono było otwarte. Zbiegłam na dół to co tam zastałam zszokowało mnie całkowicie. Ona tam stała... Chciałam się wycofać, ale mam zaczęła mówić.
-Natsumi poznaj proszę Amelię. Jesteście sąsiadkami.
-Yhm. Miło mi - odpowiedziałam.
-My się już znamy proszę pani - uśmiechnęła się Amelia. Co prawda chciałam to ukryć. Wolałam nie mówić, bo może jest na mnie bardzo zła.
-Czemu nic nie mówisz Natsumi?
-Etto... No, bo ja... Nie wiedziałam... Nie ważne...
-Oj, proszę mi wybaczyć jej nieśmiałość.
-Nieśmiałość, co?... Hah żarty jakieś - usłyszałam za plecami.
-Hisoka... - powiedziałam po cichu
-Czego, idiotko?
-Ile razy mówiłam, żebyś nie zachodził mnie od tyłu? - powiedziałam uderzając go łokciem w brzuch. On skulił się, a na jego twarzy pojawiła się złość.
-A ile razy ja... - wyjąkał - mówiłem, żebyś mnie tak nie biła, bo oddam?! - krzyknął.
-Dzieci! Proszę mi wybaczyć za ich zachowanie...
-W każdym bądź racie ja i moja córka -zaczęła mama Amelii - chciałyśmy powitać sąsiadów i zaproponować oprowadzenie po okolicy i mieście.
-Byłabym bardzo wdzięczna - uśmiechnęła się moja mama - mam nadzieje, że nie będzie pani bała się zostawić swojej córki z tym towarzystwem - mówiąc to pokazała na nas. My automatycznie wyprostowaliśmy się i uśmiechnęliśmy.
-Żaden problem. Moja córka da sobie radę. A ten chłopiec pewnie już w liceum, więc nie mam się czego obawiać - uśmiechnęła się kobieta.
-Natsumi idź pozwiedzać razem z Amelią miasto.
-Hisoka idzie z nami? -zapytałam.
-Nie, bo się jeszcze zjecie... A panią zapraszam do środka na herbatę.
-Nie odmówię - odpowiedziała z szerokim uśmiechem kobieta.
-Chodź! - powiedziała Amelia łapiąc za moją rękę. Czułam, że jest niebezpiecznie. Pewnie zapędzi mnie gdzieś w ciemną uliczkę, a tam dokona zemsty. Puściła moją rękę i wyrównała ze mną kroki.
-Wiesz co... Miałaś rację - powiedziała patrząc daleko przed siebie. Z niedowierzaniem patrzyłam na nią. O mały włos nie wpadłabym na słup.
-Czyli się nie gniewasz?
-A czemu niby miałabym, co?
-No, bo w końcu... Trochę na ciebie nakrzyczałam.
-Sama bym na siebie była wściekła.. Byłam dość irytująca prawda?
-Cyba tak...
-W końcu byłaś tak na mnie zła, że zapomniałaś jak się mówi po polsku - zaśmiała się.
-No tak, jakby coś to nie były żadne bardzo wulgarne słowa!
-Spokojnie.. A teraz nie przejmując się tamtym chodź pokażę ci kilka bardzo fajnych miejsc! - mówiąc to zeskoczyła z krawężnika i wylądowała na podłodze.
-No to kolację mamy z głowy...
-Czemu? - zdziwiła się, wstając i otrzepując się.
-Nie widzę żebyś złapała tego zająca.. - uśmiechnęłam się. Ona się zaśmiała.
-Wiesz... Masz bardzo ładny uśmiech -mówiąc to także się uśmiechnęła. Byłam w szoku. Myślałam, że mnie nikt tu nie zaakceptuje. Moje włosy... Przecież są zielone, a oczy... Jedno fioletowe drugie czerwone... Byłam dziwadłem! A ona... zaakceptowała mnie. Byłam taka szczęśliwa!
Pokazała mi bardzo dużo fajnych miejsc. Bawiłyśmy się świetnie. Nie chciałyśmy się rozdzielać. Choć nie wiem tak na prawdę o niej nic i tak uważam, że możemy zostać przyjaciółkami! Dzień był wspaniały. Właściwie to jak wygląda Amelia? Ma piękne długie, czarne jak smoła włosy. Oczy ma brązowo-czarne. Jest przepiękna. Kiedy wróciłam od razu otworzyłam okno. Tak! Spotkałam ją tam rozmawiałyśmy do późna.
-Już wstałaś? To dobrze masz pomóc posprzątać mamie.. - powiedział Hisoka odchodząc.
-Zabije cię kiedyś! - krzyknęłam za nim.
-Już czekam! - odpowiedział zamykając się w pokoju. Jak on mnie denerwuje. Mama i moje poprzednie koleżanki twierdzą, że tak na prawdę się o mnie martwi. Nie za bardzo w to wierzę, w końcu jak do mnie mówi i się wobec mnie zachowuje, dużo znaczy.
Moje przemyślenia szybko się skończyły. Znowu ona... znowu krzyczy... znowu ten cholerny Marcin. Mam już tego dość. Zbiegłam na dół, ubrałam buty i wybiegłam do ogródka. Przeskoczyłam przez siatkę. Stanęłam tam na środku. W oknie stała ona. Cała we łzach krzyczała "Marcin! Marcin, ty draniu!". Nie wytrzymałam.
-Zamknij się wreszcie, cholera! - zapomniałam się i zaczęłam kląć po japońsku. Ona natychmiast przestała, otarła łzy i popatrzyła na mnie.
-Co ty robisz w moim ogródku?... - to były jedyne słowa, które wypowiedziała. Zamknęła okno i uciekła. Odetchnęłam. Już miałam przechodzić przez siatkę kiedy ona wybiegła z ganku.
-Chciałaś coś ode mnie? Wiesz... Nie wiedziałam, co mówisz, nie rozumiem chińskiego.
-Jestem japonką - odpowiedziałam - Tak owszem chciałam.
-Coś ważnego? Bardzo? Chyba się zdenerwowałaś, bo nie mówiłaś po polsku, prawda?
-Jak można być spokojnym, kiedy ktoś zza ściany drze cały czas imię jednego chłopaka! Mam już tego dość! Zamiast się tak drzeć idź do niego i załatw sprawę, a nie budzisz wszystkim swoim Marcinkiem!... - wybuchnęłam. Ona popatrzyła na mnie z szokiem. Chyba nie wiedziała jak zareagować. Kiedy ona bez słowa patrzyła na mnie, ja wspięłam się po siatce i przeskoczyłam do swojego ogródka, a później weszłam do domu. Wchodząc do pokoju, otworzyłam okno... Ona dalej tam stała, nieruchomie. Jakby myślała nad moimi słowami. Niektóre słowa, były bardzo dziwne. Mój japoński akcent dziwnie brzmiał, a do tego byłam zdenerwowana. Czułam się trochę winna. Jej policzki były dalej mokre od łez. Gdy tak na nie patrzyłam miałam uczucie, że ona płacze właśnie przeze mnie. Przeprosić? Zostawić ją tak? Cholera! Już?! Już?! Na prawdę?! Już popełniam tyle błędów! Czuję się winna, ale jednocześnie wiem, że zrobiłam dobrze... Dylemat.. Co ja mam zrobić? Pójdę? Albo nie... Albo.. Chociaż.. Eh... No i dalej nie wiem co mam zrobić. Chciałabym teraz do niej krzyknąć zarówno przepraszam, jak i idź stąd, bo przez ciebie czuję się winna. Myśli walały mi się po głowie. Niektóre nawet nie dotyczyły tej sprawy. Serce biło mi jak szalone.. Jakbym przebiegła co najmniej maraton. Chciałam odejść od okna, ale coś nie dawało mi tego zrobić... Coś kazało zostać i na nią patrzeć. Skoro nie mogłam odejść, chciałam zamknąć oczy. Ilekroć je zamykałam od razu się otwierały, jakbym mrugała. Nic nie mogłam zrobić, nawet ruszyć ręką. To przez te myśli? Czemu w ogóle się tym przejmuję? Przecież ona nie powinna mnie obchodzić.. Tylko święty spokój... Tylko to... Ale wciąż słyszę w głowie jej słowa z wczoraj... Amelia, tak? Cholera! Przez ciebie zaczęłam się kimś przejmować! Odejdź, precz!
Po dłuższym staniu, odwróciła głowę w stronę mojego okna. Popatrzyła na mnie. Jej wzrok był inny niż wczoraj. Jakby mnie obwiniała o coś, nie była już wesoła, ani smutna, była wściekła. I to na mnie! Ale co ja zrobiłam? Chciałam tylko spokoju, a ona go niszczyła. Dalej nie rozumiem o co jej chodzi. Choć patrzyła na mnie przez chwilę, jej wzrok utkwił mi w pamięci. W oczach miała chęć zemsty. No, ale ja przecież... nic nie zrobiłam... Za co chciałaby się mścić? Za prawdę? Czy wszystkie polki są tak dziwne? Nie za bardzo chciałam już wychodzić z domu. Dziś mieliśmy zwiedzać okolicę, jutro mama chciała nam kupić wyposażenie do szkoły, a pojutrze chciała nam ją pokazać. Ja dalej stałam w oknie. Nie mogłam się dalej ruszyć. No, ale czemu? Czemu? Jej już tam nie było. Więc czemu dalej czułam się strasznie winna, czemu dalej czułam jej wzrok na mnie.
Do pokoju wszedł Hisoka. Całe szczęście! Pierwszy raz się tak ucieszyłam na jego widok.
-Mama cały czas czeka, a ty stoisz przy tym oknie i nawet palcem nie ruszysz.. Obudź się idiotko. Skoro się przeprowadziliśmy to chyba oczywiste, że musimy pomagać, żeby ogarnąć ten nowy dom.. Czy ty jesteś, aż tak tępa? - skarcił mnie.
-Nawet się cieszę, że przyszedłeś, wiesz? - powiedziałam pod nosem.
-Co? Jak coś mówisz, to może głośniej...
-Już nie ważne.. Już schodzę, ale wyjdź.
-Nic mnie tu nie trzyma, idiotko - odpowiedział odchodząc. Jakie to było szczęście, że się zjawił. Myślałam, że umrę przy tym oknie, powoli brakowało mi powietrza, chociaż ono było otwarte. Zbiegłam na dół to co tam zastałam zszokowało mnie całkowicie. Ona tam stała... Chciałam się wycofać, ale mam zaczęła mówić.
-Natsumi poznaj proszę Amelię. Jesteście sąsiadkami.
-Yhm. Miło mi - odpowiedziałam.
-My się już znamy proszę pani - uśmiechnęła się Amelia. Co prawda chciałam to ukryć. Wolałam nie mówić, bo może jest na mnie bardzo zła.
-Czemu nic nie mówisz Natsumi?
-Etto... No, bo ja... Nie wiedziałam... Nie ważne...
-Oj, proszę mi wybaczyć jej nieśmiałość.
-Nieśmiałość, co?... Hah żarty jakieś - usłyszałam za plecami.
-Hisoka... - powiedziałam po cichu
-Czego, idiotko?
-Ile razy mówiłam, żebyś nie zachodził mnie od tyłu? - powiedziałam uderzając go łokciem w brzuch. On skulił się, a na jego twarzy pojawiła się złość.
-A ile razy ja... - wyjąkał - mówiłem, żebyś mnie tak nie biła, bo oddam?! - krzyknął.
-Dzieci! Proszę mi wybaczyć za ich zachowanie...
-W każdym bądź racie ja i moja córka -zaczęła mama Amelii - chciałyśmy powitać sąsiadów i zaproponować oprowadzenie po okolicy i mieście.
-Byłabym bardzo wdzięczna - uśmiechnęła się moja mama - mam nadzieje, że nie będzie pani bała się zostawić swojej córki z tym towarzystwem - mówiąc to pokazała na nas. My automatycznie wyprostowaliśmy się i uśmiechnęliśmy.
-Żaden problem. Moja córka da sobie radę. A ten chłopiec pewnie już w liceum, więc nie mam się czego obawiać - uśmiechnęła się kobieta.
-Natsumi idź pozwiedzać razem z Amelią miasto.
-Hisoka idzie z nami? -zapytałam.
-Nie, bo się jeszcze zjecie... A panią zapraszam do środka na herbatę.
-Nie odmówię - odpowiedziała z szerokim uśmiechem kobieta.
-Chodź! - powiedziała Amelia łapiąc za moją rękę. Czułam, że jest niebezpiecznie. Pewnie zapędzi mnie gdzieś w ciemną uliczkę, a tam dokona zemsty. Puściła moją rękę i wyrównała ze mną kroki.
-Wiesz co... Miałaś rację - powiedziała patrząc daleko przed siebie. Z niedowierzaniem patrzyłam na nią. O mały włos nie wpadłabym na słup.
-Czyli się nie gniewasz?
-A czemu niby miałabym, co?
-No, bo w końcu... Trochę na ciebie nakrzyczałam.
-Sama bym na siebie była wściekła.. Byłam dość irytująca prawda?
-Cyba tak...
-W końcu byłaś tak na mnie zła, że zapomniałaś jak się mówi po polsku - zaśmiała się.
-No tak, jakby coś to nie były żadne bardzo wulgarne słowa!
-Spokojnie.. A teraz nie przejmując się tamtym chodź pokażę ci kilka bardzo fajnych miejsc! - mówiąc to zeskoczyła z krawężnika i wylądowała na podłodze.
-No to kolację mamy z głowy...
-Czemu? - zdziwiła się, wstając i otrzepując się.
-Nie widzę żebyś złapała tego zająca.. - uśmiechnęłam się. Ona się zaśmiała.
-Wiesz... Masz bardzo ładny uśmiech -mówiąc to także się uśmiechnęła. Byłam w szoku. Myślałam, że mnie nikt tu nie zaakceptuje. Moje włosy... Przecież są zielone, a oczy... Jedno fioletowe drugie czerwone... Byłam dziwadłem! A ona... zaakceptowała mnie. Byłam taka szczęśliwa!
Pokazała mi bardzo dużo fajnych miejsc. Bawiłyśmy się świetnie. Nie chciałyśmy się rozdzielać. Choć nie wiem tak na prawdę o niej nic i tak uważam, że możemy zostać przyjaciółkami! Dzień był wspaniały. Właściwie to jak wygląda Amelia? Ma piękne długie, czarne jak smoła włosy. Oczy ma brązowo-czarne. Jest przepiękna. Kiedy wróciłam od razu otworzyłam okno. Tak! Spotkałam ją tam rozmawiałyśmy do późna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)