niedziela, 11 września 2016

Rozdział 23.

   -Mogłabyś mi to wytłumaczyć?
   -Teraz zrozumiałam...
   -Ale, że niby co?!
   -Jego wzrok.. Powinnam już wtedy się zorientować!
   -Jeny! Opanuj się - chłopak z powrotem zbliżył się do dziewczyny.
   -To moja wina... ha ha! Mam za swoje. Wspaniale, wspaniale! - Natsumi dostała ataku psychicznego śmiechu, a zaraz po nim kaszlu.
   -Wszystko w porządku?! Dziwnie się zachowujesz.
   Minęła godzina. Dziewczyna w końcu się uspokoiła.
   -To teraz, domagam się wyjaśnień.
   -Haruka...
   -Słucham.
   -Mówiłam ci już kiedyś, że masz ładne oczy?
   Chłopaka oblał potężny rumieniec.
   -Głupia!
   -Ha ha...
   -Przestań zmieniać temat... Mów, co jest grane.
   -Sam nagle odskoczyłeś. Nie powiem ci, bo mnie zostawisz...
   -Każdy by odskoczył. To było dość nagłe, wiesz? Poza tym: co ty mówisz. Zostawię cię, jeśli mi nie powiesz - wstał i skierował się w stronę wyjścia.
   -Już ci wszystko powiem! Powiem, mówię, że powiem! Słuchaj mnie!
   -Przecież słucham - uśmiechnął się siadając obok, nadal leżącej, dziewczyny.
   -Hisoka to mój brat, który umarł.
   -Mhm...
   -...
   -Hej! To tyle?!
   -A co niby chciałeś wiedzieć?!
   -Grabisz sobie! Ech... Nie mogę z tobą - nastolatek odwrócił się aby napełnić miseczkę, wyżłobioną z drewna, wodą
   -Skojarz fakty! Skoro ten "Wielmożny" Arthur jest moim ojcem to...
   -To...?
   Cisza.
   -Natsumi?... - Haruka popatrzył na dziewczynę. Oczy miała czerwone i sine. Świeże siniaki wyglądały niczym przesadzony róż. - Wszystko okej?
   Przytaknęła.
   -Nie możesz mówić?
   Dziewczyna podniosła się powoli, wzięła jeden z patyków na opał i zaczęła pisać nim na ziemi.
   -"Je...śli..je..ste...m..w...sy..tu...a...cji...w...któ...rej...lep...iej...nie...mó...wi...ć...to...nie...mo...gę"? Jeśli jestem w sytuacji, w której lepiej nie mówić to nie mogę?! A co to ma niby znaczyć!?
   Dziewczyna popatrzyła na niego. Zmazała poprzednie zdanie i zaczęła kreślić nowe.
   -"Je...że...li - czytał - nie...chcę...bą..dź...nie....mo...gę...to...mo...je...zm..ys...ły...się...wy...łą...cza...ją"? Hę?! A ty co! Robot?!
   Natsumi popatrzyła na siebie, oglądnęła swoje ręce, nogi i pokręciła głową.
  -To było raczej pytanie retoryczne - chłopak zaśmiał się pod nosem, osunął się na ziemię i złapał za głowę. - Niech to wszystko cholera....
   Cisza była dość niezręczna. Oboje siedzieli w bezruchu. Haruka od czasu do czasu wzdychał. Słychać było jedynie żarzący się ogień.
   -Słuchaj... Długo jeszcze nie będziesz chciała mówić?
   -Nie, już okej.
   Chłopak opuścił ręce.
   -Nie wytrzymam z tobą długo. Chyba szybciej wysiądę psychicznie - uśmiechnął się lekko.
   -Przepraszam, wyglądałeś jakbyś nad czymś intensywnie myślał, nie chciałam ci przerywać.
   -Czekałem, aż się odezwiesz i dokończysz naszą poprzednią rozmowę.
   -Myślę, że nie chciałam jej kończyć.
   -Ty....
   Dziewczyna ukradkiem uśmiechnęła się.
   -Co zrobisz, gdy się stąd wydostaniesz, Haru?
   -Haru?
   -Haruka jest za długie.
   -Co ty nie powiesz, Natsu.
   -Hej! To męskie imię - dziewczyna wydęła policzki na znak naburmuszenia.
   -Ha ha! W takim razie będziesz Ran.
   -Ran?
   -Zgadza się.
   -Dlaczego Ran?
   -Jest krótsze... I teoretycznie nią jesteś.
   -Słucham?
   -Sama stwierdziłaś, że jesteś córką Arthura, a ona na imię miała Ran.
   -Skąd to wiesz? Jesteśmy w tym samym wieku.
   -Dziadek często mi opowiadał stare dzieje. To pierwszy taki przypadek, gdy drzewo wybrało kogoś z Łowców. W dodatku pierwszy przypadek, gdy pierworodnemu udało się uciec.
   -Ach, no tak.. Hisoka jest starszy.
   -Słyszałem, że na samym początku, gdy okazało się, że jest to syn, utajono ten fakt. Podano do wiadomości całemu kraju, że Kapłanka poroniła, a same dziecko zostało zesłane, do któregoś z waszych krajów. Wiadomo, było za małe aby same się sobą zająć, więc zabrała je najbliższa służka Kapłanki, jednocześnie jej najlepsza przyjaciółka i zajęła się nim.
   -Aoi... - przerwała dziewczyna. Chłopak popatrzył na nią. - Wybacz! Nie chciałam ci przerywać.
   -Nie.. Nic się przecież nie stało - uśmiechnął się. - A jako żeby się nie wyróżniało przefarbowano mu włosy na kolor czarny. Aby podobne były do włosów matki. Z tego co jednak wiem, nie da się zafarbować dokładnie włosów Łowców, więc pewnie miał ciemnozielone. Po pewnym czasie urodziło się kolejne dziecko. Tym razem była to dziewczynka. Nazwano ją Ran na pamiątkę orchidei, dzięki której dziecko otworzyło oczy.
   -Hm? To nie jest tak, że dziecko otwiera oczy, gdy się urodzi?
   -Niby tak, jednak Ran była inna. Na początku myśleli, że jest po prostu spokojna, jak jej matka. Jednak po tygodniu okazało się, że dziecko śpi. Nie je, nie pije, nie wydaje dźwięków... Jakby było nieżywe. Jedyne, co pozwalało na to aby dziecko zostało u boki Kapłanki był fakt, że oddychało. Słabo, ale jednak. Po pewnym czasie, gdy Kapłanka, która kochała orchidee, zrobiła z nich piękny bukiet. Gdy położyła go na chwilę obok dziecka otworzyło ono oczy. Uradowana Kapłanka nazwała ją Ran.
   -Czyli mówisz, że jestem tą Ran?
   -Tak sądzę. Ty w sumie też tak uważasz, nieprawdaż?
   -Wszystko się niby zgadza, nawet to z pierworodnym, ale nadal jednego nie rozumiem.
   -Tak?
   -Dlaczego byłam pod opieką Aoi, skoro się obudziłam? I czy czasem ona nie była uciekinierką?
   -Po pewnym czasie rada starszych, którzy są szczebel niżej od Kapłanki, zadecydowali, że dziecko nie może zostać następcą, ponieważ nie posiada białych włosów, a jedno jej oko jest zdradzieckie. Oczywiście był pewien starzec, który kochał Kapłankę, jak swoją własną córkę i nie chciał pozwolić na to, aby pomysł rady ujrzał światło dzienne, jednakże był przegłosowany. Udał się więc wraz z dzieckiem i Arthurem do świata bez magii, znaleźli Aoi i oddali ją w jej opiekę. Prawdopodobnie zmieniono ci imię, aby nikt nie miał podejrzeń. Słyszałem od dziadka, że gdy tobie starano zafarbować włosy, natychmiast wracały do pierwotnego koloru.
   -Twój dziadek był niesamowity.
   -Czemu tak sądzisz?
   -Bronił Kapłanki. I zabrał mnie do Japonii.
   -S-Skąd ten pomysł, że to mój dziadek?!
   -Wszystko z tego wynika, poza tym, czy to źle?
   -Bardzo! Został uznany za zdrajcę! Od kilku lat, gdy rada stwierdziła, że chce sprowadzić ich kraj do upadku, ma zakaz zbliżania się do Avalonu choćby na milimetr! Z tego co wiem podróżował po świecie, ale chyba niedawno się gdzieś osiedlił. Pewnego dnia postanowiłem udać się do niego. Nie widzieliśmy się już 10 lat! Ale zanim mogłem cokolwiek zrobić, musiałem podszkolić się w magii wody. Niestety, gdy wypłynąłem na morze złapał mnie sztorm, który wyrzucił mnie gdzieś na granicy, gdzie wyspy są mieszaniną Avalonu i Mahshi. Jedną z takich wysp jest ta, na której utknęliśmy.
   -Zaraz! Co to jest Mahshi? Jest coś jeszcze, o czym nie wiem?!
   -Nie, nie, nie! - zaśmiał się. - Tak my, magowie, mówimy na świat bez magii.
   -Ro-Rozumiem. Czyli, jeśli się stąd wydostaniesz to popłyniesz do dziadka?
   -Tak.
   -Słuchaj... Planowałeś może zbudować jakąś łódź, bądź tratwę?
   -Niby tak, ale z czasem planowanie zastopowało, a bardziej starałem się przetrwać. Poza tym pojawiłaś się jeszcze ty.
   -O, czyli nie siedzisz tu aż tak długo?
   -Jakiś tydzień dłużej niż ty? Coś w tym stylu.
   -Zacznijmy więc budowanie!
   -Co? Masz jakiś plan?
   -Pewnie, że mam! Wypłynęliśmy z Bartyku, chyba tak to się nazywało.. nieważne. Spróbuje skontaktować się z tą białą kobietą. Może poradzi nam, jak się stąd wydostać, w którą stronę płynąć! Jeśli nie da rady aż tyle zrobić, to może powie nam, gdzie jesteśmy.
   -Okej, powiedzmy, że coś zrozumiałem. A więc Ranuś, do roboty!
   -Nie mów na mnie Ranuś! Poza tym zaczniemy od jutra.
   -Co czemu?
   -Po pierwsze, jest już dość późno, zaraz będzie się ściemniać. Po drugie, ja jeszcze muszę się wykurować.
   -To mogę sam pójść.
   -Na pewno nie! Przecież wiesz, co stało się ostatnim razem, gdy mnie zostawiłeś samą!
   -T-Tak.. Ale tym razem nie będziesz myślała, że uciekłem, bo się wkurzyłem, czy coś.
   -Haru! Nie zostawiaj mnie samej!
   -A co to, wyznanie? - zaśmiał się.
   -Za dużo sobie wyobrażasz! Ale jeśli zrobi ci to przyjemność, i dzięki temu zostaniesz, możesz to tak odebrać - uśmiechnęła się. Chłopak chcąc ukryć swoje zakłopotanie, odwrócił się lekko i podrapał po głowie.
   -Dobra... Przecież wiesz, że i bez tego bym się nigdzie nie wybrał...
   -Ha ha! To chciałam usłyszeć!
   Przez całe późne popołudnie opracowywali plan.
   -Postanowione! W ciągu tygodnia wydostaniemy się z tego odludzia! Jeśli dalej jesteśmy na polskim morzu, dopłyniemy do Polski, a potem nasze drogi się rozejdą - oboje popatrzyli na siebie. Ich entuzjazm spadł. Poznali się może w nie najlepszych okolicznościach i nie znają się zbyt długo, ale bardzo się do siebie przywiązali.
   -Ran. A może poszukasz ze mną dziadka?
   Dziewczyna popatrzyła na niego, lekko się rumieniąc.
   -Zabrzmiało trochę jak oświadczyny - uśmiechnęła się. - Ale wiesz.. Ja również muszę kogoś znaleźć. Aoi może i jest po złej stronie, ale na pewno dotrzymuje obietnic. Moi przyjaciele zapewne żyją, a ja muszę ich znaleźć.
   -Poszukajmy razem. Każdy z nas będzie szukał swojej zguby, pójdziemy po prostu tą samą drogą - uśmiechnął się ciepło chłopak.
   -Haru... Na razie, wydostańmy się stąd. Potem pomyślimy co dalej.
   -Tak jest! - odparł dorzucając drewno do ognia.


                              ***


   W końcu udało im się wyjść. Był już świt. Na skraju zauważyć można było mężczyznę w podeszłym wieku.
   -Dziadek! - krzyknęła Lili.
   -Głupia! A jak to nie jest on?
   Nagle postać stanęła tuż obok nich. Z zaskoczenia podskoczyli.
   -Trochę długo wam to zajęło, ale widzę w waszych oczach potencjał - uśmiechnął się.
   -Co?! A przedtem niby go nie było?! - szare oczy Aleksy'ego poszarzały się jeszcze bardziej.
   -Chodźcie do domu. Zjecie sobie porządny posiłek, opatrzycie rany, zmienicie ubrania i pobiegniecie jeszcze raz.
   -Że co proszę?! - zdenerwowanie Leona nie miało końca. - Znowu mamy chodzić po tym śmiercionośnym lesie?! Chcesz nas zabić?! Sam powiedziałeś, że widzisz w nas potencjał! To co to ma niby znaczyć!?
   -Macie ogromny potencjał, to fakt. Jeśli chodzi o mugoli, uczycie się najszybciej. Nie zapominajcie jednak, że nie powinniście podważać słowa mistrza, do tego mistrza, który uczy was z własnej, nie przymuszonej woli.
   -Spokojnie - wtrąciła się dziewczyna. Szmaragdowe oczy zalśniły.
   -A ty co?! Strażnik pokoju?! - w chłopaku gotowało się od nadmiaru negatywnych emocji.
   -Jeśli tak dalej pójdzie, nie wytrzyma... - mruknął pod nosem Koro. - Jeśli - zwrócił się do Leona - czujesz, że musisz się wyładować, co powiesz na to abym popracował jako twój worek treningowy?
   Popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
   -Ach, spokojnie. Nic mi się nie stanie. Wal ile wlezie.
   -W takim razie, skorzystam.
   -Zwariowałeś?! Masz zamiar uderzyć dziadka?! - nie dowierzała Lilianna.
   -Skoro stary mówi, że nic mu nie będzie, to nic mu nie będzie!
   -Lili... To jest Leon? - zapytał zmieszany Aleksy.
   -Nie, to wkurzony Leon.
   -Mhm. To wszystko wyjaśnia.
   Chłopak przybrał postawę. Jego pięść kierowała się w stronę twarzy Koro, gdy niewidzialna siła odepchnęła go 10 metrów do tyłu.
   -Co to? Czy nie miałeś się wyładować?
   -Ty stary pryku! - ruszył ponownie z atakiem, jednak i tym razem został odepchnięty przez tą samą siłę.
   -O co chodzi? - zdziwił się Aleksy.
   -Wydaje mi się, że chciał go uspokoić, ale Leon jeszcze bardziej się denerwuje.
   -Posłuchaj chłopcze - zaczął Koro, po dwudziestym piatym odepchnięciu chłopca - jeśli będziesz to przeciągał, nigdy nie przejdziecie do treningu magii.
   Leon zmęczony padł na ziemię.
   -Przepraszam... Poddaję się.
   -O, chyba wrócił normalny Leon - uśmiechnęła się Lili.
   -No to, zapraszam do domu.
   Tak też zrobili.
   Minęło kilka dni. Cała trójka pokonywała las w maksymalnie 20 min.
   -No to moi drodzy, czas na lekcję pierwszą, która przyda wam się w opanowaniu magii, a szczególnie tobie, Leonie - uśmiechnął się.
   -Co to niby miało znaczyć?! - zirytował się chłopak.
   -Medytacja.







Hello! Dawno nie pisałam, trochę jednak mam tych obowiązków związanych ze szkołą, ale zebrałam się do kupy i napisałam! Tak jak zazwyczaj starałam pisać się po równej ilości treści tak teraz bardziej się rozpisałam na temat przygód Natsumi z Haruką. Postaram się odrobić przygody pozostałej trójki w następnym rozdziale. Mam nadzieje, że się podobało! ^^

niedziela, 4 września 2016

Rozdział 22.

   -Zaczniecie więc od okrążeń wokół lasu.
   -I to ma nas wykończyć fizycznie? - zdziwił się Aleksy.
   -Powiedziałem "zaczniecie", co nie znaczy, że skończy się na samym bieganiu. Miejcie to na uwadze.
   -Fakt, mój błąd.
   -No to biegajcie. Ostrzegam was, nienawidzę obijania się. Nie chcecie zobaczyć, jak wyglądam jako osoba wkurzona - uśmiechnął się.
   -Myślę, że nie chcemy - odparła Lili odpowiadając uśmiechem i ruszając w las. Za nią ruszyła pozostała dwójka. Biegli przed siebie, jednak po dłuższej chwili uśmiech zniknął i z ust dziewczyny. Las był pełen pułapek oraz miejsc treningowych, niczym na poligonie. Drut kolczasty poranił ich znacząco. Piękna i lśniąca skóra dziewczyny była teraz cała poharatana. Leon i Aleksy nie wyglądali lepiej. Szrama pod okiem, na brzuchu. Siniak na siniaku. Potargane włosy. Ich nowe ubrania niemalże w strzępkach.
   Wybiła godzina 22. W lesie było na tyle ciemno, że ledwo można było zauważyć siebie. Od czasu do czasu, gdy księżyc przebijał się światłem między gęstymi koronami drzew, zauważyć można było odblask drutów kolczastych na pułapkach. Cała trójka zatrzymała się przed większą przeszkodą.
   -To jest chore! - krzyknął Aleksy.
   -Kto nam kazał być spokojny!? - odparł zirytowany Leon.
   -No już, już. Przecież nam powiedział, że nie będzie to łatwe - uspokajała Lili.
   -Powiedział też, że przyjdzie, gdy zobaczy, że naszemu życiu coś grozi! Ale nie przyszedł ani razu! - narzekał Aleksy.
   -Ali, spokojnie! Widocznie nic nam nie zagrażało... jeszcze.
   -Hej! Co ma znaczyć to jeszcze?! - Leon aż gotował się ze złości. - Mam dość! Chcę stąd wyjść!
   -Tyle że.. Jesteśmy w środku lasu. Zaszliśmy dość daleko, więc nie damy rady się wycofać, poza tym jest on pełny pułapek i innych urządzeń... niebezpiecznych i niewidocznych!
   -Czego on od nas oczekuje? - przejrzyste, niczym woda, oczy chłopca zszarzały. Nie można było dostrzec w nich żadnego blasku. Osunął się, oparł o drzewo i w bezruchu siedział.
   -Wstawaj - podszedł do niego Leon. - Nie możemy się teraz poddać! - oczy chłopca zapłonęły. Przybrały kolor rubinu, przeszywały na wskroś. Wyglądały jakby miały zaraz zapalić cały ten las.
   -Uspokójmy się i zastanówmy. Nie widzi mi się zostanie tutaj, szczególnie, że jesteśmy ranni. Nawet poważnie. Trzeba to jak najszybciej zdezynfekować.... Wiem! Przecież nasze oczy prędzej czy później przyzwyczają się do ciemności. Zauważymy wszystko na naszej drodze! Może las w nocy nie jest zbyt bezpieczny, ale Leon! Spędziliśmy w nim tyle lat! Tak jakby dla tej chwili! Nie jest on nam wcale straszny, zaufajmy mu, a wyprowadzi nas stąd - uśmiech z powrotem wrócił na twarz dziewczyny. Jej delikatne niebieskie oczy przybrały barwę zieloną. Aleksy wstał. Jego pustka w oczach nie zniknęła, czuł się jednak jak nowo narodzony.
   -Do boju! - krzyknął z entuzjazmem. - Potraficie podnieść człowieka na duchu.
   -Ponieważ jesteśmy tu wszyscy razem - odparła Lilianna - wszystko jest łatwiejsze, gdy ma się kompanów.
   -A jeszcze prostsze, gdy zaufanych - dodał Leon.
   Posiedzieli w miejscu przez pewien czas omawiając, co zrobią, gdy tylko nauczą się magii. Siły do treningu powróciły. Wiedzieli, że nie będzie to proste, nikt tego nie obiecywał. Lecz wiedza, że mają siebie obok - jest dla nich wystarczająca.
   -Biedna Nami... Jeśli w jakiś sposób przeżyła, jest teraz zupełnie sama...
   -Spokojnie, odnajdziemy ją i znów będziemy razem! W czwórkę! - uśmiechnął się Aleksy.
   Ruszyli w dalszą drogę.


                              ***


   Dziewczyna otworzyła oczy.
   -Nie wstawaj - usłyszała. - Musisz odpoczywać.
   -Gdzie... ja jestem?
   -W jaskini. Tu nic ci nie grozi.
   -Rozumiem.
   -Oj, kobieto. Same z tobą problemy. Otworzyłaś ranę, dorobiłaś sobie kilka nowych i straciłaś swoje piękne włosy.
   Dziewczyna jakby trafiona strzałą.
   -Piękne włosy? Niby z której strony? - spróbowała się zaśmiać, jednak to było za dużo. Zakasłała.
   -Zielone włosy są u nas bardzo cenione, choć może nie do końca. Niektórzy ich nienawidzą.
   -Tak jak ja.
   -Nie powinnaś tak mówić skoro jesteś Łowcą.
   -Łowcą? Kto to? - zdziwiła się.
   -No tak, tak samo zdziwiona byłaś, gdy wspomniałem o magii. Łowca to rasa, która opiekuje się lasem. Jednak... Łowcy podzielili się na dwie grupy. Jedni z pięknymi, szafirowymi oczami zajmowali się lasem, tak jak wspomniałem. Drudzy zaś z oczami koloru ametystu - dziewczyna przyłożyła rękę do prawego oka, chłopiec popatrzył na nią i uśmiechnął się kontynuując - zajmowali się zabójstwami na zamówienie - jego uśmiech zbladł - z czasem, gdy w kraju zapanował pokój, zabijali z nudów. Wiele niewinnych ludzi zostało ofiarami. Między innymi moi rodzice. - Dziewczyna lekko zadrżała. Haruka, który akurat opatrywał jej stopy poczuł to. - Spokojnie, przecież to nie twoja wina. Poza tym nie zawsze tak było.
   -Jak to?
   -Och, chcesz wiedzieć? - uśmiechnął się.
   -Yhm.
   -Kiedy nastąpiła druga dekada, u władcy Łowców urodzili się bliźniacy. Byli niczym dwie krople wody. Odróżnić ich można było tylko w jeden sposób. Oczy. Jeden - Unai - posiadał oczy koloru niebieskiego, drugi zaś - Oier - miał oczy fioletowe. W sumie, nie wiadomo skąd ten kolor skoro od wieków każdy w rasie miał tylko niebieskie. Stwierdzono, że jest to znak od Virilal. Że dziecko sprowadzi klęskę na plemię. Oddalono go więc od tronu. Unai został kolejnym władcą. Jego brat nie chciał się z tym zgodzić. Zebrał kilka przyjaciół oraz kilka poddanych, którzy uważali przeciwnie. Według nich fioletowe oczy miały przynieść im szczęście. Wszyscy, pod dowództwem Oiera, uciekli w drugą część wielkiego lasu - Uruah. Tam się osiedlili i zamieszkali. W dość krótkim czasie plotka o nieszczęściu fioletowego koloru oczu rozpowszechniła się po całym Avalonie. Ludzie zaczęli więc zagłębiać się do drugiej części lasu, gdzie pytali Oiera o przysługę. Możesz się domyślić, że chodziło tu o zabójstwo drugiej osoby. Oier zgodził się raz, tylko raz. Ze względu na sytuację w kraju, zamordował okrutnego wówczas władcę. Niestety, ludzie zaczęli twierdzić, że do tego zostali powołani ametystowi Łowcy. Gdy Oier już umarł nikt nie zatrzymywał jego następców przed wykonywaniem tej brudnej roboty, której on sam się wstydził i nigdy więcej tego nie zrobił. W ten oto sposób Łowcy podzielili się na dwie frakcje. Mam nadzieje, że nie zanudziłem - spojrzał w stronę leżącej dziewczyny.
   -Nie, wręcz przeciwnie - odparła. - Przynajmniej wiem już kim jestem.
   -To jak wyglądasz nie ma żadnego znaczenia. Na przykład, drzewo Virilal na męża kapłanki wybrało właśnie jednego z ametystowych Łowców. Nazywał się Arthur, jeśli mnie pamięć nie myli.
   -Arthur?! - Natsumi energicznie wstała, jakby poraził ją prąd. Haruka natychmiast ja zatrzymał i położył ponownie.
   -Spokojnie. Znasz go?
   -Nie... Jednak ostatnio obiło mi się o uszy jego imię. Jeśli dobrze pamiętam Aoi nazwała go "Wielmożnym Arthurem".
   -Widocznie musiała być z Avalonu. Wszyscy tak się do niego zwracali.
   -Czemu ty tego nie robisz?
   -Uciekł ze służącą do normalnego świata. Z tego co pamiętam z dwójką dzieci. Od tej pory jest w sumie uciekinierem, więc nie musimy przestrzegać większych zwrotów grzecznościowych wobec jego osoby.
   -Nie....
   -Co nie? Tak.
   Natsumi załkała.
   -Hej! - chłopak z przerażenia aż wstał. - Wszystko w porządku?
   Dziewczyna niewyraźnym gestem dała odpowiedź przeczącą.
   -Co się dzieje?
   -Hisoka... Przepraszam...
   -Hę? - chłopak zdezorientował się jeszcze bardziej.
   Dziewczyna cicho szlochała, z powodu bólu nie dała rady wydać z siebie jakiegoś większego dźwięku. Haruka usiadł obok niej delikatnie głaszcząc ją po jej postrzępionych włosach.
   -Wszystko będzie w porządku - pocieszał - nie wiem o co chodzi. Czemu płaczesz. ani kto to ten Hisoka, ale będzie dobrze.
   Dziewczyna podniosła delikatnie dłoń i przetarła sobie oczy.
   -Hisoka to mój brat.
   -Coś nie tak? Ta historia ma coś z nim wspólnego?
   -Dopiero teraz wszystko zrozumiałam...
   -Co takiego?
   -Jestem córką Artura i tej białej kobiety.
   Chłopak popatrzył na nią przez chwilę, gdy wreszcie doszło do niego to, co przed chwilą usłyszał, cofnął się lekko od dziewczyny.
   -Słucham?

sobota, 3 września 2016

Rozdział 21.

   Nastał ranek. Dziewczyna przetarła lekko oczy. Rozejrzała się po miejscu, w którym się znajdowała, lekko zdziwiona.
   -A no tak, wylądowałam w jaskini.
   -Masz dziwną przypadłość mówienia do siebie - usłyszała za sobą.
   -A ty dziwną przypadłość słuchania, jak ktoś mówi do siebie - odwróciła się. Chłopak uśmiechnął się, trzymając w rękach coś podobnego do zająca. Zwierze, zamiast długich, zajęczych uszu posiadało małe, okrągłe uszka i długi koci ogon.
   -Co to jest?
   -Nasze śniadanie.
   -Nie o to pytałam. Chodziło mi bardziej, co to za zwierzę. Wygląda jak zając z uszami niedźwiedzia i kocim ogonem.
   -Co to zając? Co to niedźwiedzia? I co to kocim? - zdziwił się chłopak.
   -Ech... Nieważne. No to... Co to za zwierzę?
   -Aivit.
   -Aivit?
   -Tak, Aivit.
   -Ro-Rozumiem.
   -Rozpal ogień, ja go wypatroszę.
   -Okey.
   Natsumi delikatnie wstała. Utykając na prawą nogę podeszła do stosu drewnianych patyków, zabrała kilka z nich i wrzuciła na popiół z wczorajszego ogniska. Powtórzyła czynność kilkakrotnie. Następnie usiadła na swoim poprzednim miejscu.
   -Masz zapałki?
   -Nie.
   -Głupie pytanie...
   -Ale mam krzemienie - odparł chłopak podając jej dwa kamyki.
   -Dziękuję - odparła. Obijała krzemyk o krzemyk. Za około dwudziestym razem udało jej się wykrzesać iskierkę na tyle dobrą, aby zapaliła stos patyków.
   -Dobra robota. Na razie odpoczywaj.
   -Dzięki.
   -O, wiem! Pokaż nogę - wyciągnął zakrwawioną rękę w jej stronę.
   -Jeżeli miałeś zamiar zmienić mi opatrunek, to najpierw umyj ręce - skarciła go.
   -Ach, no tak.
   -Poza tym, sama potrafię to zrobić - odparła odwijając powoli, już brudny, bandaż.
   -Skąd masz bandaż, skoro zostałaś rozbitkiem? Nie mów, że zrobiłaś to specjalnie.
   -Gdyby tak było, miałabym scyzoryk, zapałki, jakieś zapasy.
   -A, wybacz. Czasem coś powiem, nie zastanawiając się nad tym dłużej.
   -Zauważyłam - odparła sucho, kończąc nowy opatrunek.
   Nastała cisza. Od czasu do czasu, słychać było strzelanie patyków w ogniu oraz delikatne cięcie noża.
   -Hej, słuchaj. Mogę cię o coś zapytać? - przerwał ciszę chłopak.
   -Tak?
   -Czemu jesteś taka opryskliwa? Jeszcze wczoraj waliłaś burakami na prawo i lewo - powiedział zniesmaczony.
   -Miałam gorączkę, to wszystko.
   -Gadaj se zdrów - prychnął i wkurzony wstał, zostawiając zwierzę zmasakrowane i kierując się w stronę wyjścia. - Rób co chcesz.
   Natsumi popatrzyła za oddalającym się chłopakiem, który w krótkim czasie zniknął w gąszczu. Przez chwilę siedziała w bezruchu. po chwili zaczęła rozglądać się po jaskini. Przeszedł ją dreszcz. Poczuła zimno, choć siedziała tuż przy ogniu. Nawet jeśli chłopak był jej obcy, czuła się przy nim bezpiecznie. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, że ktoś za nią stoi. Czeka aż płomień zgaśnie, a wtedy ją zaatakuje. Powoli wstała. Zabrała nóż, który zostawił chłopak i pobiegła za jego śladem. Biegła, dysząc ze strachu i bólu. W pewnym momencie stanęła.
   -Przecież ja nie wiem, w którą stronę on się udał - pomyślała z przerażeniem. Popatrzyła za siebie. Widać było tylko drzewa. Zaczęła się powoli cofać, ale las stawał się coraz gęstszy.
   -Przecież tu powinna być jaskinia - przeraziła się dziewczyna. Przykucnęła, z oczu popłynęły jej łzy. Po chwili znowu poczuła się obserwowana. Usłyszała czyjeś kroki. Energicznie wstała.
   -Haruka?
   Gdy tylko postawiła nogę w stronę postaci wyłaniającej się z krzaków natychmiast się wycofała. To nie był Haruka. Ba! To nie był nawet człowiek! Zwierzę wyglądające niczym lew zmieszany z wężem, kierował się w stronę wycofującej się dziewczyny. Gdy zwierzę było coraz bliżej, odwróciła się i jak najszybciej tylko mogła biegła przed siebie.
  -HARUKA! HARUKA! - krzyczała. - POMOCY!
  Biegła nie oglądając się za siebie. Krzyczała ile sił w płucach. Ledwo łapała oddech. Biegł i biegła. Zrobiło się stromo, dziewczyna potknęła się o wystający korzeń drzewa. Popatrzyła na ziemię i nagle, przypomniał jej się w-f z czasów, gdy jeszcze uczęszczała do szkoły. Fikołki! W ostatniej sekundzie ułożyła ręce odpowiednio do wykonania przewrotu, skuliła głowę i sturlała się po górce. W pewnym momencie zatrzymała się. Kręciło jej się w głowie, ale gdy tylko obejrzała się za siebie, a tam zauważyła biegnącą bestię, wstała ostatkiem sił i pobiegła dalej.
   -HARUKA! HARUKA! HARuka... Przeproszę za wszystko, tylko proszę - już ostatkiem sił krzyknęła, nogi plątały jej się pod nogami, z oczu leciały łzy. Gdy już miała się poddać. Usłyszała wołanie.
   -NATSUMI? HEJ NATSUMI!
   -HARU... - spojrzała przed siebie. Zauważyła granatowe włosy chłopaka - TUTAJ! - krzyknęła jakby to było ostatnie, co mogła powiedzieć. Chłopiec natychmiast odwrócił głowę w jej stronę.
   -ZA TOBĄ! - krzyknął z przerażeniem w oczach. Dziewczyna odwróciła się, wtem wielka bestia naskoczyła na nią z otwartą paszczą. Natsumi kucnęła, jednak bestia pochwyciła jej długie włosy.
   -AAAAAAAAAAA! - krzyczała z bólu dziewczyna. Zwierzę przeżuwało ,,zdobycz" z zaciekawieniem.
   -Haruka! - krzyknęła. - Złap mnie!
   Chłopiec popatrzył. Dzieliła ich przepaść. Natsumi stała na skraju. Jeżeli zdoła wydostać się od bestii, spadnie w nią. Haruka zrozumiał, podbiegł pod miejsce, gdzie prawdopodobnie spadłaby dziewczyna.
   -Łapię! - krzyknął.
   Natsumi wyciągnęła nóż, który wzięła wraz ze sobą i energicznym cięciem ścięła swoje włosy. Tracąc równowagę spadła wprost w ramiona chłopaka, który natychmiast pozbierał się i zabrał ją pod ścianę przepaści. Zwierzę przeżuwając włosy spojrzało w dół. Nie widząc swojej ofiary, wycofało się.
   Dziewczyna oddychając ciężko jęczała z bólu.
   -Spokojnie, Natsumi. Zabiorę cię do domu. Dobrze się spisałaś - uśmiechnął się odgarniając jej krótkie kosmyki z twarzy. Zabrał ją na barana i ruszył w stronę jaskini.


                           ***


   Obudził go dźwięk czajnika. Leon ślimaczym ruchem wygrzebał się spod pierzyny. 
   -Dzień dobry - przywitał się zmęczonym głosem. 
   -Witaj - odparł starzec. - Lilianno podaj mi proszę cukier - zwrócił się do dziewczyny stojącej obok niego. 
   -Oczywiście - odparła z uśmiechem. - No chłopaki, wstawajcie! Ileż można spać? 
   -A ty co taka energiczna? - zapytał ocierając swoje złote oczy. 
   -Koro obiecał z nami dziś przestudiować więcej o magii! Pamiętacie? - była tak szczęśliwa, że aż podskoczyła i o mało co, nie przewróciłaby tacy z herbatą.
   -Spokojnie Lili - odparł zaspany Aleksy - i dzień dobry. 
   -Dobry, dobry - uśmiechnął się Koro - usiądźcie, napijecie się herbaty i coś zjecie. 
   Cała trójka przytaknęła. Usiedli wygodnie przy stole. Popijając herbatę i jedząc kanapki z serem. 
   -Czego nas dziś nauczysz, dziadku? - zapytała Lilianna. 
   -Zanim czegokolwiek się nauczycie, wolałbym abyście się przebrali i umyli - uśmiechnął się. 
   -Lili.
   -Co jest Leon? 
   -Co masz na myśli przez naukę? 
   -Już rozmawiałam z dziadkiem i ustaliliśmy, że nauczy nas magii! - powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy. Chłopcy popatrzyli po sobie, potem na uśmiechającego się serdecznie starca i na końcu na rozpromienioną dziewczynę. 
   -ŻE COO?! - krzyknęli. 
   -To co usłyszeliście! Jeżeli chcemy dostać się do świata magów, nie możemy nimi nie być! 
   -To tak można? - zapytał Aleksy. - Można być magiem nie rodząc się w tamtym świecie? 
   -Można, jednak - uśmiech z twarzy Koro zszedł i jego twarz stała się bardzo poważna - trzeba przejść przez wielki trening. Jeśli ktoś jest niedostatecznie silny fizycznie, jak i psychicznie może skończyć się to dla niego śmiercią. - ciągnął - jednak, gdy tylko zobaczę, że sobie nie radzicie, natychmiast go przerwę - uśmiechnął się ponownie, popijając herbatę. 
   -Wiedziałaś o tym?! - zapytał Leon, a głos drżał mu z wściekłości. 
   -No oczywiście - odpowiedziała lekko blednąc. - Ale przecież... tak jak powiedział dziadek! Jeśli zauważy, że ktoś z nas nie daje rady, od razu wycofuje ćwiczenia - próbowała się z powrotem uśmiechnąć, jednak przeszywający, wściekły wzrok Leona ją powstrzymał. 
   -No już, już - przerwał Aleksy. - Nie kłóćmy się. Poza tym nie mamy innego wyjścia, Leon, jeśli chcemy cokolwiek zrobić w sprawie Natsu... 
   -Wiem. 
   Dokończyli śniadanie, potem każdy po kolei udał się pod prysznic oraz dostał nowe ubranie. Lilianna dostała zieloną spodnio spódnicę, białą koszulę z krótkim rękawem i wysokie, brązowe buty. Leon ubrany był w czerwoną koszulkę, szare, niezbyt grube dresy i białe adidasy. Aleksy natomiast miał dżinsowe spodnie, biało-szarą koszulkę i czarne tenisówki. 
   -Idealnie - pochwalił ich Koro.
   -A więc? - zapytał lekko zadowolony, lecz dalej zirytowany Leon. 
   -Zaczniemy od treningu fizycznego, ponieważ, jeśli nie dacie rady skończyć tego treningu, nie dacie sobie rady i z kolejnym. 
   -Ale przecież - przerwał Aleksy - ktoś kto nie jest dobrze wysportowany może być bardziej odporny psychicznie i na odwrót. 
   -Słuszna uwaga, jednak w naszym świecie, gdy dzieci zaczyna się uczyć, zaczynamy od nauki fizycznej, ponieważ psychiczne treningi na ich poziomie byłyby zbyt trudne. Niestety, wy teraz jesteście na poziomie dziecka. 
   -Nie narzekajmy! Zaczynajmy! - krzyknęła uradowana Lili.
   -Spokojnie Lilianno. No więc, moi drodzy. Mam nadzieje, że jesteście choć częściowo w duchu przygotowani na to, co was czeka. 
   -Tak - odparli chórem. 
   -Świetnie! A więc, zaczynajmy! 






Witam, witam :3 Dawno mnie nie było, prawda? ^^ No już będzie prawie 2 miesiące :o Ale! Od dziś ponownie wracam. Nie obiecuję jak często będą rozdziały, jednak być - będą. Także mam nadzieje, że cieszycie się na mój powrót (a raczej nie mój, tylko historii). Miłej lektury :D 
                            ~朝日夏美