Przepraszam za brak aktywności i powiadomienia was o tym. Zaczynajmy więc 11 rozdział! Teraz wam obiecuję, że posty będą się pojawiać częściej (nie obiecuje, że codziennie).
Kolejnego dnia wcale nie przestało padać. Zrobiło się strasznie ponuro i zimno. My nie mieliśmy już drewna na opał. Nie mieliśmy też żadnych ubrań przeciw deszczowych.
-No nic, przeżyjemy - powiedział Leon rzucając na mnie bluzą.
-Yy... Dzięki - powiedziałam ubierając ją. Aleksy zrobił to samo dla Lili.
-Dziękuję Ali - uśmiechnęła się szeroko. Podeszła do mnie i wyszeptała - Tak to się robi.
-Takie osoby to ja lubię - powiedziałam pod nosem. Chyba nikt tego nie usłyszał.
-Ruszajmy - powiedział Aleksy telepiąc się z zimna. Leon zaśmiał się, Lilianna podeszła i go uderzyła, a ja się uśmiechnęłam. Nie wiem czemu, ale w tej drużynie gdzie Lili zaczyna pokazywać swoje prawdziwe oblicze bardziej mi się podobało niż w poprzedniej.
-Lili!
-Czego Nami?
-"Nami"? - zdziwiłam się.
-Ta, twoje imię jest za długie.
-A twoje to może nie -odpowiedziałam.
-Nic, musisz się przyzwyczaić.
-Co z tego, ze to zupełnie inne imię... - odpowiedziałam patrząc na krople, które już powoli przestawały padać.
-Tak samo jak Oliwia - Ola, albo Ewelina - Ewa. Co za różnica, ważne, że krótsze. Dobra to czego chciałaś?
-A, tak. Chciałam się spytać czemu udawałaś taką miłą skoro jesteś taka...
-... Taka?
-.... taka jak jesteś - wybrnęłam.
-Czy ja wiem. Wyglądałaś na taką, która by nas nie przyjęła gdybym nie zachowywała się jak dziecko.
-Dzięki...
-Ciesze się, że wszystko sobie wszyscy wyjaśnili, a więc mogę liczyć choć chwilę ciszy - powiedział Leon.
-Tak jest, panie kapitanie - odpowiedziałam uśmiechając się. Odwrócił się w moją stronę i pstryknął mi w czoło. - Za co to? - spytałam głaskając się po czole.
-To nie wojsko, i czy ja ci wyglądam na kapitana?
-Przepraszam, nie chciałam pana urazić.
-Znowu zaczynasz?
-Skądże - odpowiedziałam uśmiechając się do niego.
-Dobrze się czujesz? - spytał się Aleksy.
-Tak, a co?
-Normalnie tyle nie mówisz, ani się nie uśmiechasz - zaczął wymieniać na palcach.
-No wiesz co!
-W sumie on ma racje - poparła go Lili.
-Czy to ma coś wspólnego z tym drzewem? - zapytał się Leon.
-Jakim drzewem - zdziwili się Aleksy i Lilianna.
-Nie ważne! - odpowiedziałam przyśpieszając kroku. - Może wstąpimy do miasta po jakieś grubsze ubrania? Tutaj jest o wiele bardziej zimno niż w Japonii.
-Zostało mi trochę pieniędzy, ale co z jedzeniem?
-Możemy kupić jakieś peleryny,a resztę przekazać na nasze jedzenie - podsunął Aleksy.
-Nie taki zły pomysł - poparła Lili.
-Róbcie co chcecie - odparł Leon również przyśpieszając kroku. - A wy co? Chcecie, żeby was noc nastała?
-Skądże! - odpowiedzieliśmy.
Szliśmy powoli. Aleksy i Lilianna zostali dość z tyłu i rozmawiali o czymś. Na przodzie szedł Leon, a ja po środku. Szliśmy tą samą drogą, na której spotkałam wczoraj Hisokę. Poznałam drzewo! Uśmiechnęłam się do niego. Jestem tak wdzięczna tym słowom. Dodały mi otuchy. Właściwie już zapomniałam gdzie my podróżujemy. Szłam po prostu przed siebie za Leonem i resztą. Czułam się bezpieczna, bardziej niż na początku. Z tyłu słyszałam rozmowy i śmiechy dzięki czemu było mi miło i ciepło na sercu (gadam jak stara babcia). Przede mną szedł chłopak skrywający pełno tajemnic. Raz miły raz złośliwy, który jest prawdziwy? Nie muszę wiedzieć! Wcale, a wcale! Tylko... po prostu miło mieć kogoś takiego przed sobą.
-A ty, co się tak patrzysz na mnie? - spytał odwracając się. Niestety nie zwróciłam na to uwagi patrzyłam na niego dalej rozmyślając i wtedy na niego wpadłam.
-P-Przepraszam....
-Eh... Co ja z tobą mam. Mogłaś chociaż się zatrzymać skoro ja się zatrzymałem.
-Naprawdę mi przykro - odpowiedziałam wstając i otrzepując się. - Na prawdę nie wiem gdzie ja miałam oczy, że cię nie zauważyłam.
-Pragnę zauważyć, że patrzyłaś się cały czas na mnie - odpowiedział również wstając i otrzepując się.
-Daj spokój, coś ci się pomyliło - odpowiedziałam.
-Tak? Więc cię zacytuję "Gadam jak stara babcia. Przede mną szedł chłopak..."
-STOOOP! Mówiłam na głos?
-Tak, ale do tego momentu. Słucham jaki chłopak? - patrzył na mnie ze złością, a jednocześnie z ciekawością.
-No wiesz... Przypomniała mi się Japonia - uśmiechnęłam się.
-Kłamiesz...
-Skądże!
-Nie patrzysz mi w oczy.
Spoglądnęłam na niego i jego złote oczy. Moje policzki oblał potężny rumieniec, który przeszedł aż na sam koniec uszu.
-Co tak na mnie patrzysz?
Nie byłam w stanie odpowiedzieć patrzyłam na niego cały czas. Wiatr zaczął powiewać naszymi włosami. Moja sukienka latała na wszystkie strony, włosy również jednak nie zasłaniały mi na tyle twarzy, że nie widziałabym jego oczu. Słońce, które powoli wyłaniało się zza szarych i ponurych chmur wlepiło światło w złoto jego oczu i dobijało prosto na moją twarz. To było takie piękne, że nie mogłam się napatrzeć. Leon chyba też patrzył w moje oczy, bo nie poruszał nimi (oprócz mrugania). W pewnym momencie doszli do nas Aleksy i Lilianna.
-Oho ho jakaż to piękna scena - powiedziała drwiącym głosem Lili.
-Daj spokój - odpowiedział Leon przenosząc wzrok na idącą parę. - A wy to niby co?
-My? My nic nie robiliśmy! - krzyknął Aleksy. Jakby sam siebie chciał przekonać.
-Dobra, wierzę ci - powiedział Leon wracając wzrokiem w moją stronę. - Słyszysz? Nie gap się już tak na mnie. Hej! Nastumi. Wszystko... w porządku?
Chciałam ruszyć się z miejsca jednak gdy wykonałam ruch przewróciłam się.
-Natsumi?
Nie potrafiłam nic odpowiedzieć. Czułam się jak lalka, która spadła z półki i nie może się ruszyć, ani zawołać o pomoc.
-Nami, wszystko w porządku? - zdziwiła się Lili.
-No nic wezmę ją - powiedział Leon zabierając mnie na barana. - Dopóki nie będzie się w stanie ruszyć, ani nic powiedzieć.
-Co to jakaś magia? - zapytał Aleksy. Był dość spokojny jak na takiego typu sytuacje.
-Być może - powiedział Leon. - Nie zwlekajmy chodźmy do tego miasta zanim nas noc zastanie. - powiedział zakładając mi kaptur i szepcąc - spróbuj odpocząć.
Nie odpowiedziałam mu. Czułam się jak pasożyt. Moja głowa oparła się o jego ramię i patrzyłam na przemijające nas drzewa, zwierzęta i ludzi. Chyba, że ktoś spróbował spojrzeć mi w oczy wtedy zamykałam je na dłuższą chwilę. Obserwowałam cały świat w ciszy. Nagle nie wiedząc kiedy zamknęłam oczy na dobre, nie mogąc ich otworzyć. Słyszałam jednak rozmowy.
-O, już miasto. Dość szybko to poszło.
-No nic, to może ja zostanę z nią tutaj - zaproponował Aleksy.
-Nie - zaprzeczył Leon - wejdziemy z nią. Śpi, nikt nie zobaczy jej oczu.
-A co z włosami.
-Schowałem jej.
-No, ale... - upierał się dalej Aleksy.
-Wejdziemy wszyscy, a jak kupimy peleryny zakryjemy ją jedną - zadecydowała Lili.
W duchu ucieszyłam się z tej decyzji, Po pierwsze bałam się trochę zostać z Aleksy'm, bo dość podejrzanie nalegał, a po drugie nie chciałam opuścić pleców Leona (wiem trochę to dziwnie brzmi) były takie ciepłe, a on sam tak ślicznie pachniał. Gdy weszliśmy do miasta nic już nie usłyszałam, straciłam przytomność jednak nie z własnej woli, ktoś to zrobił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz