środa, 4 marca 2015

Rozdział 2

    Coś mnie obudziło... Chociaż.. nie.. to był ktoś. Ktoś zza ściany. Znowu krzyczała, znowu jakiś Marcin. Miałam już tego powoli dość. Wygrzebałam się z łóżka, przebrałam w swoje dżinsowe spodenki, czarną koszulkę. Włosy upięłam w kucyka. Było duszno, ale bałam się spotkać znowu tej dziewczyny. Znowu zadawałaby mi mnóstwo pytań, na które nie chciałabym odpowiedzieć. Rozejrzałam się po pokoju. Walizki i kartony walały się po nim całym. Połowa otwarta, druga zamknięta, nierozpakowana. Pomyślałam, że wezmę się za dalsze rozpakowywanie kiedy ktoś wszedł niespodziewanie do mojego pokoju. Myślałam, że dostanę zawału.. Cholera.
   -Już wstałaś? To dobrze masz pomóc posprzątać mamie.. - powiedział Hisoka odchodząc.
   -Zabije cię kiedyś! - krzyknęłam za nim.
   -Już czekam! - odpowiedział zamykając się w pokoju. Jak on mnie denerwuje. Mama i moje poprzednie koleżanki twierdzą, że tak na prawdę się o mnie martwi. Nie za bardzo w to wierzę, w końcu jak do mnie mówi i się wobec mnie zachowuje, dużo znaczy.
   Moje przemyślenia szybko się skończyły. Znowu ona... znowu krzyczy... znowu ten cholerny Marcin. Mam już tego dość. Zbiegłam na dół, ubrałam buty i wybiegłam do ogródka. Przeskoczyłam przez siatkę. Stanęłam tam na środku. W oknie stała ona. Cała we łzach krzyczała "Marcin! Marcin, ty draniu!". Nie wytrzymałam.
   -Zamknij się wreszcie, cholera! - zapomniałam się i zaczęłam kląć po japońsku. Ona natychmiast przestała, otarła łzy i popatrzyła na mnie.
   -Co ty robisz w moim ogródku?... - to były jedyne słowa, które wypowiedziała. Zamknęła okno i uciekła. Odetchnęłam. Już miałam przechodzić przez siatkę kiedy ona wybiegła z ganku.
   -Chciałaś coś ode mnie? Wiesz... Nie wiedziałam, co mówisz, nie rozumiem chińskiego.
   -Jestem japonką - odpowiedziałam - Tak owszem chciałam.
   -Coś ważnego? Bardzo? Chyba się zdenerwowałaś, bo nie mówiłaś po polsku, prawda?
   -Jak można być spokojnym, kiedy ktoś zza ściany drze cały czas imię jednego chłopaka! Mam już tego dość! Zamiast się tak drzeć idź do niego i załatw sprawę, a nie budzisz wszystkim swoim Marcinkiem!... - wybuchnęłam. Ona popatrzyła na mnie z szokiem. Chyba nie wiedziała jak zareagować. Kiedy ona bez słowa patrzyła na mnie, ja wspięłam się po siatce i przeskoczyłam do swojego ogródka, a później weszłam do domu. Wchodząc do pokoju, otworzyłam okno... Ona dalej tam stała, nieruchomie. Jakby myślała nad moimi słowami. Niektóre słowa, były bardzo dziwne. Mój japoński akcent dziwnie brzmiał, a do tego byłam zdenerwowana. Czułam się trochę winna. Jej policzki były dalej mokre od łez. Gdy tak na nie patrzyłam miałam uczucie, że ona płacze właśnie przeze mnie. Przeprosić? Zostawić ją tak? Cholera! Już?! Już?! Na prawdę?! Już popełniam tyle błędów! Czuję się winna, ale jednocześnie wiem, że zrobiłam dobrze... Dylemat.. Co ja mam zrobić? Pójdę? Albo nie... Albo.. Chociaż.. Eh... No i dalej nie wiem co mam zrobić. Chciałabym teraz do niej krzyknąć zarówno przepraszam, jak i idź stąd, bo przez ciebie czuję się winna. Myśli walały mi się po głowie. Niektóre nawet nie dotyczyły tej sprawy. Serce biło mi jak szalone.. Jakbym przebiegła co najmniej maraton. Chciałam odejść od okna, ale coś nie dawało mi tego zrobić... Coś kazało zostać i na nią patrzeć. Skoro nie mogłam odejść, chciałam zamknąć oczy. Ilekroć je zamykałam od razu się otwierały, jakbym mrugała. Nic nie mogłam zrobić, nawet ruszyć ręką. To przez te myśli? Czemu w ogóle się tym przejmuję? Przecież ona nie powinna mnie obchodzić.. Tylko święty spokój... Tylko to... Ale wciąż słyszę w głowie jej słowa z wczoraj... Amelia, tak? Cholera! Przez ciebie zaczęłam się kimś przejmować! Odejdź, precz!
   Po dłuższym staniu, odwróciła głowę w stronę mojego okna. Popatrzyła na mnie. Jej wzrok był inny niż wczoraj. Jakby mnie obwiniała o coś, nie była już wesoła, ani smutna, była wściekła. I to na mnie! Ale co ja zrobiłam? Chciałam tylko spokoju, a ona go niszczyła. Dalej nie rozumiem o co jej chodzi. Choć patrzyła na mnie przez chwilę, jej wzrok utkwił mi w pamięci. W oczach miała chęć zemsty. No, ale ja przecież... nic nie zrobiłam... Za co chciałaby się mścić? Za prawdę? Czy wszystkie polki są tak dziwne? Nie za bardzo chciałam już wychodzić z domu. Dziś mieliśmy zwiedzać okolicę, jutro mama chciała nam kupić wyposażenie do szkoły, a pojutrze chciała nam ją pokazać. Ja dalej stałam w oknie. Nie mogłam się dalej ruszyć. No, ale czemu? Czemu? Jej już tam nie było. Więc czemu dalej czułam się strasznie winna, czemu dalej czułam jej wzrok na mnie.
   Do pokoju wszedł Hisoka. Całe szczęście! Pierwszy raz się tak ucieszyłam na jego widok.
   -Mama cały czas czeka, a ty stoisz przy tym oknie i nawet palcem nie ruszysz.. Obudź się idiotko. Skoro się przeprowadziliśmy to chyba oczywiste, że musimy pomagać, żeby ogarnąć ten nowy dom.. Czy ty jesteś, aż tak tępa? - skarcił mnie.
   -Nawet się cieszę, że przyszedłeś, wiesz? - powiedziałam pod nosem.
   -Co? Jak coś mówisz, to może głośniej...
   -Już nie ważne.. Już schodzę, ale wyjdź.
   -Nic mnie tu nie trzyma, idiotko - odpowiedział odchodząc. Jakie to było szczęście, że się zjawił. Myślałam, że umrę przy tym oknie, powoli brakowało mi powietrza, chociaż ono było otwarte. Zbiegłam na dół to co tam zastałam zszokowało mnie całkowicie. Ona tam stała... Chciałam się wycofać, ale mam zaczęła mówić.
   -Natsumi poznaj proszę Amelię. Jesteście sąsiadkami.
   -Yhm. Miło mi - odpowiedziałam.
   -My się już znamy proszę pani - uśmiechnęła się Amelia. Co prawda chciałam to ukryć. Wolałam nie mówić, bo może jest na mnie bardzo zła.
   -Czemu nic nie mówisz Natsumi?
   -Etto... No, bo ja... Nie wiedziałam... Nie ważne...
   -Oj, proszę mi wybaczyć jej nieśmiałość.
   -Nieśmiałość, co?... Hah żarty jakieś - usłyszałam za plecami.
   -Hisoka... - powiedziałam po cichu
   -Czego, idiotko?
   -Ile razy mówiłam, żebyś nie zachodził mnie od tyłu? - powiedziałam uderzając go łokciem w brzuch. On skulił się, a na jego twarzy pojawiła się złość.
   -A ile razy ja... - wyjąkał - mówiłem, żebyś mnie tak nie biła, bo oddam?! - krzyknął.
   -Dzieci! Proszę mi wybaczyć za ich zachowanie...
   -W każdym bądź racie ja i moja córka -zaczęła mama Amelii - chciałyśmy powitać sąsiadów i zaproponować oprowadzenie po okolicy i mieście.
  -Byłabym bardzo wdzięczna - uśmiechnęła się moja mama - mam nadzieje, że nie będzie pani bała się zostawić swojej córki z tym towarzystwem - mówiąc to pokazała na nas. My automatycznie wyprostowaliśmy się i uśmiechnęliśmy.
   -Żaden problem. Moja córka da sobie radę. A ten chłopiec pewnie już w liceum, więc nie mam się czego obawiać - uśmiechnęła się kobieta.
   -Natsumi idź pozwiedzać razem z Amelią miasto.
   -Hisoka idzie z nami? -zapytałam.
   -Nie, bo się jeszcze zjecie... A panią zapraszam do środka na herbatę.
   -Nie odmówię - odpowiedziała z szerokim uśmiechem kobieta.
   -Chodź! - powiedziała Amelia łapiąc za moją rękę. Czułam, że jest niebezpiecznie. Pewnie zapędzi mnie gdzieś w ciemną uliczkę, a tam dokona zemsty. Puściła moją rękę i wyrównała ze mną kroki.
   -Wiesz co... Miałaś rację - powiedziała patrząc daleko przed siebie. Z niedowierzaniem patrzyłam na nią. O mały włos nie wpadłabym na słup.
   -Czyli się nie gniewasz?
   -A czemu niby miałabym, co?
   -No, bo w końcu... Trochę na ciebie nakrzyczałam.
   -Sama bym na siebie była wściekła.. Byłam dość irytująca prawda?
   -Cyba tak...
   -W końcu byłaś tak na mnie zła, że zapomniałaś jak się mówi po polsku - zaśmiała się.
   -No tak, jakby coś to nie były żadne bardzo wulgarne słowa!
   -Spokojnie.. A teraz nie przejmując się tamtym chodź pokażę ci kilka bardzo fajnych miejsc! - mówiąc to zeskoczyła z krawężnika i wylądowała na podłodze.
   -No to kolację mamy z głowy...
   -Czemu? - zdziwiła się, wstając i otrzepując się.
   -Nie widzę żebyś złapała tego zająca.. - uśmiechnęłam się. Ona się zaśmiała.
   -Wiesz... Masz bardzo ładny uśmiech -mówiąc to także się uśmiechnęła. Byłam w szoku. Myślałam, że mnie nikt tu nie zaakceptuje. Moje włosy... Przecież są zielone, a oczy... Jedno fioletowe drugie czerwone... Byłam dziwadłem! A ona... zaakceptowała mnie. Byłam taka szczęśliwa!
   Pokazała mi bardzo dużo fajnych miejsc. Bawiłyśmy się świetnie. Nie chciałyśmy się rozdzielać. Choć nie wiem tak na prawdę o niej nic i tak uważam, że możemy zostać przyjaciółkami! Dzień był wspaniały. Właściwie to jak wygląda Amelia? Ma piękne długie, czarne jak smoła włosy. Oczy ma brązowo-czarne. Jest przepiękna. Kiedy wróciłam od razu otworzyłam okno. Tak! Spotkałam ją tam rozmawiałyśmy do późna.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz