Nagle małe światełko ukazało się przed moimi oczyma. Małe światełko nadziei rozbłysło się błyskawicznie w wielkie oślepiające światło. Moim oczom ukazała się postać skąpo ubrana. Jej szaty były pokryte prawdziwym złotem. Piękne włosy, które były nieskazitelnie białe rozwiane wokół całej poświaty otaczającej postaci. Oczy nie mogły przestać patrzeć na cudne piękno nieznajomej, jednak nie do końca było to możliwe, gdyż światło tak bardzo raziło w oczy.
-Czy ja już umarłam? - zapytałam tak jakbym sama nie wierząc w to, co dzieje się przed moimi oczyma.
-Wcale nie musisz umierać - odpowiedziała ciepło postać z lekkim uśmiechem na ustach.
-Ja nie chcę umierać, mam tam przyjaciół, którzy pewnie mnie potrzebują i....
-Ja wszystko wiem, kochanie.
-Ko-Kochanie? Do wszystkich się tak pani zwraca?
-Cóż nie do wszystkich. Zwracam się tak do ciebie, ponieważ jesteś moim dzieckiem.
-Pani dobrze się czuje?
Postać rozłożyła ręce i wnet otaczająca ją poświata zniknęła. Jej skromne ubranie, oraz włosy, które były rozwiane opadły pod wpływem grawitacji. Przede mną stanęła kobieta w czerwonych oczach oraz białych, niczym śnieg, włosach.
-Patrz, jesteśmy takie podobne.
-No nie zupełnie, ja mam zielone włosy - mówiąc to zabrałam je, żeby sama zobaczyć, czy jest tak na prawdę - i jedno oko mam fioletowe.
-A twój tata? Ma piękne zielone włosy. Choć teraz bardziej siwe i łysieje, ale kiedyś były piękne zielone, upięte w kucyka. Jego oczy również były fioletowe. Był mistrzem w szermierce. Najlepszy w Japonii. I właśnie wtedy się w nim zakochałam.... Niepozorna dziewczyna, uznawana za dziwadło, zauważyła, że nawet bez wyglądu człowiek potrafi osiągnąć wiele. Patrzyłam zawsze na niego z podziwem. Nie sądziłam, że kiedyś mnie zauważy, ale tak właśnie się stało. Twój tata zobaczył mnie kiedyś wśród widowni, uśmiechnął się i powiedział, że wygra to dla mnie. Cóż, pewnie kolejna sztuczka na podryw dla kobiet, ale ja wzięłam to na poważnie. Skończyło się na tym, że miałam dziecko... On bojąc się odpowiedzialności uciekł z Aoi.
-Zaraz, zaraz, STOP! Myślisz, że jak teraz to powiesz to tak nagle zerwę się i powiem "czeeeść mamuś dawno żeśmy się nie widziały"? No błagam cię kobieto, czy ja mam w ogóle jakiekolwiek podstawy do tego, żeby ci uwierzyć?
Kobieta spojrzała na mnie przypatrując się każdemu centymetrowi mojego ciała.
-Wyglądasz zupełnie jak Hisoka.
-Hę?!
-Hisoka to twój brat...
-Wiem! Ale skąd ty to wiesz?
-Co? Przecież ...
-Nie ważne.
-Jak mu się powodzi?
-Zginął z rąk Aoi.
-Cóż za kobieta... Za bardzo przypominał ojca, czy mnie? - zaśmiała się ironicznie. - Opowiedz jak to było, ze szczegółami proszę.
Zrobiłam to, o co mnie poprosiła.
-Rozumiem, do zobaczenia. - powiedziała. Znowu poświata otoczyła jej ciało. U mnie zrobiła to samo.....
Obudziłam się na jakiejś wysepce. Ja... znowu... żyłam!
Przepraszam, że takie krótkie, ale pisałam to z wielkim opóźnieniem. Proszę o wybaczenie, zapomniałam się, a chciałam, żeby dziś to wyszło.
poniedziałek, 29 czerwca 2015
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Rozdział 14
Przepraszam was bardzo za to, że nie powiadomiłam o mojej nieobecności. Już wyjaśniam, otóż. Na weekend majowy byłam w górach bez internetu, a jak wróciłam nie zbyt miałam siły, ochoty i czasu. Do tego teraz zaczyna się lawina "ostatecznych" sprawdzianów tak więc mam jeszcze mniej czasu, jednak dzisiaj postanowiłam wreszcie zapełnić tą pustkę na moim blogu. Zauważyłam również, że spodobał się wam poprzedni rozdział, z czego się ogromnie cieszę i wam dziękuję :D Nie przedłużając zaczynajmy! ;3
Do tego potem mi się już kompletnie nie chciało, ale w wakacje postaram się pisać dłuższe wypowiedzi, i będę się pojawiały zawsze w poniedziałki w godzinach wieczornych, obiecuję. Jeżeli nie dotrzymam obietnicy, będziecie mogli mnie "ukarać" Nie przedłużając (znowuxd) zaczynajmy:
Nagle poczułam się dziwnie. Powieki moich oczu nie chciały się rozkleić. Czyżbym nagle została oślepiona? Czy jednak jest coś, czego nie chcę widzieć? Myśli plątały mi się jak szalone, jednak i tak zawsze zadawały jedno podstawowe pytanie: Czemu? Czemu to wszystko miało miejsce? A miał to być cudowny czas dla naszej rodziny. Rozumiem już chyba czemu mama chciała się tu przeprowadzić, skoro z nimi pracuje musiała odciągnąć nas od ojca, który zapewne był po tej dobrej stronie. Cały czas mam nadzieje, że to jeden wielki sen, z którego po prostu nie mogę się wybudzić, że jadę teraz autem oparta o szybę i słucham swojej ulubionej muzyki. Hisoka siedzi tuż obok mnie również słuchając muzyki i narzekając na wszystko, co się porusza. Tylko teraz.... Co bym zrobiła gdyby okazało się, że jednak to jest sen, z którego wkrótce się wybudzę. Nigdy nie spotkałabym Leona ani Lilianny, być może nawet Aleksy'a. Ciekawe, którą wersję świata wolę? Tą, w której cały czas jestem narażana na niebezpieczeństwa lecz mam u swego boku przyjaciół, czy jednak tą gdzie dopiero udaję się do celu i będę wiodła normalne, niczym nie skażone, szkole życie? Które mi bardziej odpowiada? Czy może jednak stworzę całkowicie inny wymiar, gdzie będę szczęśliwa?
Z moich myśli wyrwał mnie kołyszący statek. Poczułam, że znowu jestem związana, a na ustach czułam kawałek szmaty. Na oczach jednak nie było nic, poczułabym nacisk na skroniach. Czyli jednak jest coś nie tak. Chciałam im powiedzieć, że szmata mi nie potrzebna i tak nie mogę mówić lecz było to niemożliwe.
Usłyszałam rozmowę
-No i co z tymi panienkami zrobimy? - zapytał szyderczo mężczyzna. Za odpowiedź na początku usłyszałam jedynie głos Leona i Aleksy'a, którzy próbowali chyba zaprotestować.
-Może na początku się nimi zabawimy, a później gdzieś sprzedamy? - zaproponował drugi.
-Gdzie sprzedasz używane rzeczy? - wtrącił trzeci.
-Najwyżej wrzucimy je do morza, jak wypłyną na jakąś wysepkę to będzie dobrze, jak zostaną zjedzone, ich strata. - odpowiedział drugi. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Było ich wystarczająco dużo, że nawet z zamkniętych powiek, które zaczęły drżeć, wypływały. Łza po łzie, duże, mokre, ale ciche. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku, który choć trochę przypominałby płacz. Sądzę jednak, że nie tylko ja nie miałam związanych oczu, bo od razu po pierwszej kropli Aleksy i Leon znowu zaczęli się szarpać.
-Mówiliście coś rybeczki wy moje?
Postanowiłam się opanować. Co mi da po histeryzowaniu, co z tego, że umysł zrozumiał, oczy uważały inaczej, postanowiły pozbyć się wody. Tak więc po dość krótkim czasie łzy zaczęły płynąć dosłownie ciurkiem. Poczułam, że ktoś koło mnie zaczął się również szarpać jednak, nie z powodu moich łez jednak ze strachu. To samo poczułam za sobą oraz z drugiej strony. Zrozumiałam, że oprócz nas czworga są jeszcze inne dziewczyny. Tak bardzo chciałam spojrzeć im w oczy ze spokojem i powiedzieć: "Będzie dobrze, obiecuję wyciągnę was stąd". Dość, że nie byłam w stanie nic powiedzieć to jeszcze je zobaczyć.
Ale zaraz chwileczkę, czy to nie wydaje się chore? Na początku nie mogłam się ruszać, potem mówić, a teraz patrzeć. Cóż zastanówmy się... Gdy nie mogłam chodzić, szliśmy do miasta po peleryny, gdy nie mogłam mówić, byliśmy na statku gdzie mogłabym bardzo zaszkodzić mówiąc cokolwiek, więc... Czyżby... Nie, to nie możliwe... Skoro teraz nie mogę widzieć, to znaczy, że ja sama, nie chcę widzieć, bo przez to wpakuję innych w tarapaty. W sumie, to, że poszliśmy do miasta po peleryny nie wytłumaczy tego, że nie mogłam chodzić. Ale reszta się zgadza. Hmm... A gdybym teraz chciała widzieć? Zobaczyłabym? W sumie warto spróbować.
-A ta, co robi? - usłyszałam.
-Ej! Ona zrobi sobie krzywdę, i poza tym jak to możliwe?
-O-O-Ona otworzyła oczy, i są czerwone! -krzyknął przerażony.
Czyżby mi się udało? Tak, znowu wszystko widziałam, wydałam nawet z siebie jakiś dźwięk. Czyli moja teoria się sprawdziła... Czyżbym potrafiła panować nad moimi zmysłami? Gdybym nie chciała słyszeć, nie słyszałabym? Trochę to przerażające, ale jednocześnie niesamowite.
Poczułam jak liny, którymi byłam związana z innymi dziewczynami uspakajają się, widocznie reszta dziewczyn, albo się uspokoiła, albo przestraszyła.
-Co się tu dzieje?! - ujrzałam w drzwiach, skąpo ubraną kobietę. U boku widniał miecz, a sama odziana była częściowo w zbroję, na ramionach, kolanach i łokciach, rozpoznałam kobietę... to była moja matka.
-Nic pani, zupełnie wszystko w porządku. Przez chwilę dziewczynki były niespokojne, bo wystraszyły się... umm... tego no... lin, o tak, dokładnie, przestraszyły się lin.
-Ech. - westchnęła, poczułam się jak w domu, kiedy zdenerwowana na kłótnie moje i Hisoki, uspakajała się. - Dobrze pilnujcie je uważnie, a ja zapytam Wielmożnego Arthura, co zrobić z tymi chłopcami. - powiedziała, odwracając się. Przed oczami mignęła mi jej srebrnoszara peleryna, a do oczu znowu napłynęły łzy. Wyszeptałam tylko "mamo".
-Ej! Ty, dziwna! Nie waż mi się znowu płakać! - krzyknął poddenerwowany jeden ze strażników. Pewnie uważali, że to przez tamto, dziwnie się zachowywałam.
Po dłuższym czasie ciszy, która była bardzo niezręczna, jedna z dziewczyn szarpnęła mnie za rękę. Przybliżyłam się do niej kiedy ona wyszeptała:
-Mam plan jak się stąd wydostać, ale musisz zrobić znowu to samo.
-Kiedy ja nie umiem tak na zawołanie - odpowiedziałam.
-Dasz radę, wierzę w ciebie.
-Znamy się w ogóle?
-Nami, błagam cię, uratujmy chociaż chłopców.
-Lili?! Ale wiesz, że to nie miałoby sensu, bo to wszystko rozchodziło się o mnie?
-Ty już nie bądź taka księżniczka, wszyscy tu trafiliśmy, więc wszyscy jesteśmy w to zamieszani, rozumiesz?
-Tak. Dobra spróbuję.
Pewnie zastanawiacie się jak rozmawiałyśmy z zakneblowanymi ustami. Tak jak wspomniałam wcześniej szmaty były tylko przywiązane, do tego nie zbyt dokładnie więc można było wydobyć z siebie oprócz niezrozumiałego dźwięku również i słowa.
Myślałam z dobrą godzinę jak znowu obudzić u mnie te dziwne moce. Jeden ze strażników, chyba zaczął coś podejrzewać. Krzyknął tylko jedno.
-JUŻ CZAS MOJE RYBEŃKI! - po czym uśmiechnął się szeroko i szyderczo. Do pomieszczenia weszła Amelia, mama oraz jakaś kobieta. No proszę, chyba ten wielmożny Arthur lubuje się w kobietach, do tego w czarnych włosach, jakiś maniak, czy coś?
-Panienko Amelio, Pani Aoi oraz Pani Lynn, czy zechcecie wydać ten oto wyrok na tych wszystkich przebiegłych dzieciach, które nigdy nie powinny się urodzić? - zapytał jeden uśmiechając się, i chyba żałując, że on tego nie zrobi, jednocześnie ciesząc się, że jednak to nastąpi.
-Już wszystko gotowe, zabierzcie ich, nie mamy zamiaru paprać sobie rąk taką hołotom - powiedziała trzecia kobieta, Lynn. No proszę, proszę, a kto będzie wykonywał na nas "karę"? Ubierzesz sobie gumowe rękawiczki, czy coś?
Odwiązano nas od słupa i każdemu osobno przywiązano ręce. Wyprowadzono nas na pokład. Poczułam nostalgię. Słońce leciutko gładziło mnie po policzkach. Odwiązano nam zakneblowanie.
Na statku, na poszczególnych podestach widniały różne przybory do tortur i ogólnie były to narzędzia śmierci. Była szubienica, gilotyna, i różne inne przyrządy, których nazw nie znałam.
-Pierwsza TY! - Aoi (wiem to moja mama, ale będę tak na nią mówić) wskazała palcem na dziewczynę, która schowała się za moimi plecami. Czułam jej szybkie bicie serca, była przerażona. Chciałam uratować ją z tej sytuacji,
-Ja? - zapytałam z poważnym wyrazem twarzy, i udawałam jakby nikogo koło mnie, ani za mną nie było.
-Nie ty, ta za tobą - powtórzyła Aoi, dalej wskazując palcem na przerażoną dziewczynę i wlepiając wzrok we mnie. Miałam uczucie jakby patrzyła na mnie, bo próbowała sobie kogoś przypomnieć. - No dalej, nie ociągaj się, Im szybciej tym ból będzie mniejszy. Jako pierwsza masz do wyboru jak chcesz zginąć. Ostatni tonie w morzu, chyba, że ty wolisz?
Dziewczynka pociągnęła mnie za podarty rękaw sukienki.
-Przepraszam, nic nie mogę zrobić. Nawet gdybym poszła na ochotnika jako pierwsza, zginęłabyś tak, czy tak. Wybacz mi.
Mała, może miała nie całe metr czterdzieści pięć, popatrzyła na mnie już nie błagająco. Wyszła przede mnie.
-Jestem gotowa - powiedziała piskliwym, jeszcze małego dziecka, głosem. - Wybieram gilotynę - odparła stanowczym głosem pokazując na narzędzie śmierci - proszę też aby moje ciało zostało zszyte i oddane w ręce mojej mamy. To moje ostatnie życzenie.
Jej oczy zaświeciły się łzami, bała się, ja też się bałam. W ogóle jej nie znałam, ale dodała mi otuchy, wiedziałam, że nie mogę się poddać. Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła.
-Dziękuję - wyszeptała i weszła na podest gdzie wielka, mosiężna, błyszcząca się od światła słonecznego gilotyna odbijała jej zapłakaną twarz. Popatrzyła na nie, swoimi małymi rączkami otarła oczy, odgarnęła włosy do tyłu i gotowa umrzeć przykucnęła i położyła głowę pod ostrzem. Ostatni jej uśmiech, a ostrze sprawiedliwości skróciło ją o głowę. Ta spadła do koszyka, nadal z uśmiechem na twarzy.
-Dziękuję, że mogłam z tobą przez chwilę porozmawiać... -wyszeptałam.
"Ostrze sprawiedliwości", co? W takim razie, co musiała zrobić tamta niewinna dziewczynka aby użyto go na niej?
-Amelio, wybierz proszę następną osobę.
Wskazała na przyćmionego chłopaka, powiedziałabym, że nie miał więcej jak czternaście lat. Patrzył swoimi oczami na wszystkich, nie za bardzo rozumiejąc sytuację w jakiej się znalazł. Niespodziewanie przed chłopaka wszedł Aleksy.
-Pokazywałaś na mnie? - zapytał z powagą, choć jego kolana trzęsły się ze strachu i zapewne ledwo, co mógł wykrztusić z siebie te słowa.
-To na nic... - wyszeptał chłopiec - tak czy inaczej, ja również zginę. Najpierw, czy też może później. Przeżyj jeszcze te kilka chwil, przebywając ze swoją przyjaciółką - dopowiedział już głośniej i wpatrywał się na Lili, która w przestrachu stała jak skamieniała i patrzyła jak zszywają ciało poprzedniej skazanej. Chłopiec również się uśmiechnął, wszedł na podest z szubienicą włożył głowę do pętli sznura.
-Ty też masz jakąś prośbę? - powiedziała Amelia nie zmieniając, swojego poważnego, wyrazu twarzy.
-Tak. Proszę o szybką i bezbolesną śmierć.
-Spróbujemy spełnić twe ostatnie życzenie. - powiedziała Amelia dając znak aby powiesić skazańca.
Co chwilę ginęła osoba, każda ginęła z uśmiechem, po tym jak rozmawiała z kimkolwiek z naszej czwórki. Lili stojąca przerażona, i nie mogąca uwierzyć w to, co się dzieje. Wreszcie nie wytrzymała
-CO TO ZA CHOLERNY STATEK?! PRZECIEŻ TO... TO NIE JEST LUDZKIE! I KTO W OGÓLE JESZCZE UŻYWA TYCH TECHNIK W XXI WIEKU! OGARNIJCIE SIĘ LUDZIE!
-No proszę, proszę to teraz chyba ja wybieram? - uśmiechnęła się Lynn. - Widzę, że dość śpieszno ci do śmierci. - podeszła do niej gładząc ją po twarzy, Aleksy zerwał się jednak jeden ze strażników powstrzymał go. Ja podeszłam spokojnie, stanęłam przed Lili.
-Chcę zginąć pierwsza - zdecydowałam. Leon, który jak do tej pory siedział cicho, zerwał się na równe nogi.
-Co ty wygadujesz?! Głupia jesteś?! - krzyknął. Chciał podbiec jednak kolejny strażnik zatrzymał go. Leon uporczywie próbował wydostać się z sideł mężczyzny. Ten jednak nie dawał za wygraną.
-Dobrze, skoro tego chcesz - wtrąciła się Aoi. Ciebie chciałam wybrać na końcu tak więc utoniesz w czeluściach oceanu. Akurat jesteśmy na najgłębszej jej części.
-Masz jakieś życzenia? - powiedziała po raz któryś Amelia.
-Mam pytanie i życzenie. Myślę, że nie będzie z tym problemu.
-Niech będzie - powiedziała Amelia.
-A więc pytanie brzmi: Co się stanie jeżeli wypuście więźniów na wolność?
-Nie możemy tego zrobić, bo nasz pan nas ukarze. A jaka jest prośba?
-Wiem, że nie jesteście normalnymi ludźmi, tak więc moja prośba brzmi: Wymażcie pamięć pozostałej trójce i wypuśćcie na wolność. Nie zasługują na śmierć, nic nie zrobili.
-Przyłączyli się do twojej grupy ochronnej z własnej woli - powiedziała Lynn - to uważamy za zbrodnie.
-Nie. Ja ich do tego zmusiłam. Strażnicy mogą potwierdzić.
Wszyscy skierowali wzrok na trójkę, która nas pilnowała.
-Tak, w sumie to prawda. Dziwnie zaświeciła, i nagle cała gromada stała się jej posłuszna. Gdy uspokoiła się ona, uspokoili się i oni, a gdy ona była na granicy płaczu inni też płakali.
-Widzicie nie jestem normalna. Tak więc, byli pod moimi rządami. Jeżeli wymażecie im pamięć związaną z całą tą szopką, nic się nie stanie.
-W sumie racja - powiedziała Lynn.
-Skoro działali pod wpływem magii - dopowiedziała Aoi.
-Twoje ostatnie życzenie się spełni. A teraz wejdź na podest.
-Ale przysięgam - powiedziałam - jeżeli nie dotrzymacie obietnicy, ja zrobię wszystko żeby się zemścić.
-Jak skoro nie będziesz żyć? - zdziwił się jeden ze strażników.
-Wiesz to wiedźma - powiedział drugi - pewnie trafi gdzieś do piekła, a stamtąd wykona swój wyrok.
-Racja z takimi lepiej nie zadzierać - powiedział trzeci.
-MILCZEĆ! - krzyknęła Lynn. - Wchodź już, nie mam zamiaru dłużej czekać.
Przytaknęłam uśmiechnęłam się do moim przyjaciół, którzy byli na granicy płaczu. Gdy tylko się odwróciłam, idąc po kłodzie, poczułam zimny wiatr, który choć tak bardzo zimny, ale przywoływał ciepłe wspomnienia. Stanęłam przodem wpatrując się w oczy Aoi.
-Mam ostatnie życzenie.
-Czego znowu?! - krzyknęła Lynn
-Niech Aoi wyda wyrok.
-Hę?! Teraz była moja kolej - oburzyła się.
-Ale czemu? - zdziwiła się Aoi.
-Skoro Hisoka zginął, i został dobity rękami własnej matki, ja również tego chcę.
-Ale? Jak ty masz być dobita? Skoro cię popchnie, to tak jakby cię zabiła. - powiedziała ze zdziwieniem Ami.
-Myślisz się. Ja utonę, nie przez nią. Tak właściwie to zabije mnie woda. Proszę. Zrób to.
Aoi, nie, moja matka, weszła na kłodę. Popatrzyła mi w oczy.
-Ja nie.. nie chciałam, moja droga Natsumi... - mówiąc to w oczach miała łzy, jednak nie zawahała się, popchnęła mnie. Cała trójka: Aleksy, Lili i Leon wytargali się z rąk strażników, którzy nie do końca rozumieli sytuację. Podbiegli, ja pożegnałam ich uśmiechem.
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyczała zrozpaczona Lili - TY IDIOTKO, PRZE-PRZEPRASZAAM! LEON CHOLERA, ALEKSY, POWIEDZCIE COŚ!
Aleksy wybuchł wielkim płaczem.
-NAAAAAAAATSUUUUUUUUMIIIIIIII! - wykrzyknął Leon. Po tych słowach wpadłam do wody. Miałam uczucie jakbym leciała do niej wieki. Zapytacie pewnie czemu nie wypłynęłam czy coś. Jak już mówiłam, miałam związane ręce, a w okół pasa, linę wraz z obciążnikami. W wodzie przestałam się uśmiechać. Zostanę chyba jedyną, która nie zginęła z uśmiechem na twarzy.
Ostatnim, co ujrzałam, był świat... skąpany w tak jasnym świetle, że aż chciało mi się płakać. Potem... moją świadomość pochłonął mrok.
Mam nadzieje, że się rozdział podobał. Chyba na chwilę obecną był najdłuższy xD Wiem, wiem trochę do bani, ale nie umiem przekazywać tak uczuć, wolałabym to narysować, ale tego też nie potrafię XD, to co kolejna część w kolejny poniedziałek? :3 Zobaczymy, co się stanie :D
Przypominam, że kolejne będą pojawiały się w poniedziałki oo, 16 ;3 Dzisiaj mamy wyjątek xD
Do tego potem mi się już kompletnie nie chciało, ale w wakacje postaram się pisać dłuższe wypowiedzi, i będę się pojawiały zawsze w poniedziałki w godzinach wieczornych, obiecuję. Jeżeli nie dotrzymam obietnicy, będziecie mogli mnie "ukarać" Nie przedłużając (znowuxd) zaczynajmy:
Nagle poczułam się dziwnie. Powieki moich oczu nie chciały się rozkleić. Czyżbym nagle została oślepiona? Czy jednak jest coś, czego nie chcę widzieć? Myśli plątały mi się jak szalone, jednak i tak zawsze zadawały jedno podstawowe pytanie: Czemu? Czemu to wszystko miało miejsce? A miał to być cudowny czas dla naszej rodziny. Rozumiem już chyba czemu mama chciała się tu przeprowadzić, skoro z nimi pracuje musiała odciągnąć nas od ojca, który zapewne był po tej dobrej stronie. Cały czas mam nadzieje, że to jeden wielki sen, z którego po prostu nie mogę się wybudzić, że jadę teraz autem oparta o szybę i słucham swojej ulubionej muzyki. Hisoka siedzi tuż obok mnie również słuchając muzyki i narzekając na wszystko, co się porusza. Tylko teraz.... Co bym zrobiła gdyby okazało się, że jednak to jest sen, z którego wkrótce się wybudzę. Nigdy nie spotkałabym Leona ani Lilianny, być może nawet Aleksy'a. Ciekawe, którą wersję świata wolę? Tą, w której cały czas jestem narażana na niebezpieczeństwa lecz mam u swego boku przyjaciół, czy jednak tą gdzie dopiero udaję się do celu i będę wiodła normalne, niczym nie skażone, szkole życie? Które mi bardziej odpowiada? Czy może jednak stworzę całkowicie inny wymiar, gdzie będę szczęśliwa?
Z moich myśli wyrwał mnie kołyszący statek. Poczułam, że znowu jestem związana, a na ustach czułam kawałek szmaty. Na oczach jednak nie było nic, poczułabym nacisk na skroniach. Czyli jednak jest coś nie tak. Chciałam im powiedzieć, że szmata mi nie potrzebna i tak nie mogę mówić lecz było to niemożliwe.
Usłyszałam rozmowę
-No i co z tymi panienkami zrobimy? - zapytał szyderczo mężczyzna. Za odpowiedź na początku usłyszałam jedynie głos Leona i Aleksy'a, którzy próbowali chyba zaprotestować.
-Może na początku się nimi zabawimy, a później gdzieś sprzedamy? - zaproponował drugi.
-Gdzie sprzedasz używane rzeczy? - wtrącił trzeci.
-Najwyżej wrzucimy je do morza, jak wypłyną na jakąś wysepkę to będzie dobrze, jak zostaną zjedzone, ich strata. - odpowiedział drugi. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Było ich wystarczająco dużo, że nawet z zamkniętych powiek, które zaczęły drżeć, wypływały. Łza po łzie, duże, mokre, ale ciche. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku, który choć trochę przypominałby płacz. Sądzę jednak, że nie tylko ja nie miałam związanych oczu, bo od razu po pierwszej kropli Aleksy i Leon znowu zaczęli się szarpać.
-Mówiliście coś rybeczki wy moje?
Postanowiłam się opanować. Co mi da po histeryzowaniu, co z tego, że umysł zrozumiał, oczy uważały inaczej, postanowiły pozbyć się wody. Tak więc po dość krótkim czasie łzy zaczęły płynąć dosłownie ciurkiem. Poczułam, że ktoś koło mnie zaczął się również szarpać jednak, nie z powodu moich łez jednak ze strachu. To samo poczułam za sobą oraz z drugiej strony. Zrozumiałam, że oprócz nas czworga są jeszcze inne dziewczyny. Tak bardzo chciałam spojrzeć im w oczy ze spokojem i powiedzieć: "Będzie dobrze, obiecuję wyciągnę was stąd". Dość, że nie byłam w stanie nic powiedzieć to jeszcze je zobaczyć.
Ale zaraz chwileczkę, czy to nie wydaje się chore? Na początku nie mogłam się ruszać, potem mówić, a teraz patrzeć. Cóż zastanówmy się... Gdy nie mogłam chodzić, szliśmy do miasta po peleryny, gdy nie mogłam mówić, byliśmy na statku gdzie mogłabym bardzo zaszkodzić mówiąc cokolwiek, więc... Czyżby... Nie, to nie możliwe... Skoro teraz nie mogę widzieć, to znaczy, że ja sama, nie chcę widzieć, bo przez to wpakuję innych w tarapaty. W sumie, to, że poszliśmy do miasta po peleryny nie wytłumaczy tego, że nie mogłam chodzić. Ale reszta się zgadza. Hmm... A gdybym teraz chciała widzieć? Zobaczyłabym? W sumie warto spróbować.
-A ta, co robi? - usłyszałam.
-Ej! Ona zrobi sobie krzywdę, i poza tym jak to możliwe?
-O-O-Ona otworzyła oczy, i są czerwone! -krzyknął przerażony.
Czyżby mi się udało? Tak, znowu wszystko widziałam, wydałam nawet z siebie jakiś dźwięk. Czyli moja teoria się sprawdziła... Czyżbym potrafiła panować nad moimi zmysłami? Gdybym nie chciała słyszeć, nie słyszałabym? Trochę to przerażające, ale jednocześnie niesamowite.
Poczułam jak liny, którymi byłam związana z innymi dziewczynami uspakajają się, widocznie reszta dziewczyn, albo się uspokoiła, albo przestraszyła.
-Co się tu dzieje?! - ujrzałam w drzwiach, skąpo ubraną kobietę. U boku widniał miecz, a sama odziana była częściowo w zbroję, na ramionach, kolanach i łokciach, rozpoznałam kobietę... to była moja matka.
-Nic pani, zupełnie wszystko w porządku. Przez chwilę dziewczynki były niespokojne, bo wystraszyły się... umm... tego no... lin, o tak, dokładnie, przestraszyły się lin.
-Ech. - westchnęła, poczułam się jak w domu, kiedy zdenerwowana na kłótnie moje i Hisoki, uspakajała się. - Dobrze pilnujcie je uważnie, a ja zapytam Wielmożnego Arthura, co zrobić z tymi chłopcami. - powiedziała, odwracając się. Przed oczami mignęła mi jej srebrnoszara peleryna, a do oczu znowu napłynęły łzy. Wyszeptałam tylko "mamo".
-Ej! Ty, dziwna! Nie waż mi się znowu płakać! - krzyknął poddenerwowany jeden ze strażników. Pewnie uważali, że to przez tamto, dziwnie się zachowywałam.
Po dłuższym czasie ciszy, która była bardzo niezręczna, jedna z dziewczyn szarpnęła mnie za rękę. Przybliżyłam się do niej kiedy ona wyszeptała:
-Mam plan jak się stąd wydostać, ale musisz zrobić znowu to samo.
-Kiedy ja nie umiem tak na zawołanie - odpowiedziałam.
-Dasz radę, wierzę w ciebie.
-Znamy się w ogóle?
-Nami, błagam cię, uratujmy chociaż chłopców.
-Lili?! Ale wiesz, że to nie miałoby sensu, bo to wszystko rozchodziło się o mnie?
-Ty już nie bądź taka księżniczka, wszyscy tu trafiliśmy, więc wszyscy jesteśmy w to zamieszani, rozumiesz?
-Tak. Dobra spróbuję.
Pewnie zastanawiacie się jak rozmawiałyśmy z zakneblowanymi ustami. Tak jak wspomniałam wcześniej szmaty były tylko przywiązane, do tego nie zbyt dokładnie więc można było wydobyć z siebie oprócz niezrozumiałego dźwięku również i słowa.
Myślałam z dobrą godzinę jak znowu obudzić u mnie te dziwne moce. Jeden ze strażników, chyba zaczął coś podejrzewać. Krzyknął tylko jedno.
-JUŻ CZAS MOJE RYBEŃKI! - po czym uśmiechnął się szeroko i szyderczo. Do pomieszczenia weszła Amelia, mama oraz jakaś kobieta. No proszę, chyba ten wielmożny Arthur lubuje się w kobietach, do tego w czarnych włosach, jakiś maniak, czy coś?
-Panienko Amelio, Pani Aoi oraz Pani Lynn, czy zechcecie wydać ten oto wyrok na tych wszystkich przebiegłych dzieciach, które nigdy nie powinny się urodzić? - zapytał jeden uśmiechając się, i chyba żałując, że on tego nie zrobi, jednocześnie ciesząc się, że jednak to nastąpi.
-Już wszystko gotowe, zabierzcie ich, nie mamy zamiaru paprać sobie rąk taką hołotom - powiedziała trzecia kobieta, Lynn. No proszę, proszę, a kto będzie wykonywał na nas "karę"? Ubierzesz sobie gumowe rękawiczki, czy coś?
Odwiązano nas od słupa i każdemu osobno przywiązano ręce. Wyprowadzono nas na pokład. Poczułam nostalgię. Słońce leciutko gładziło mnie po policzkach. Odwiązano nam zakneblowanie.
Na statku, na poszczególnych podestach widniały różne przybory do tortur i ogólnie były to narzędzia śmierci. Była szubienica, gilotyna, i różne inne przyrządy, których nazw nie znałam.
-Pierwsza TY! - Aoi (wiem to moja mama, ale będę tak na nią mówić) wskazała palcem na dziewczynę, która schowała się za moimi plecami. Czułam jej szybkie bicie serca, była przerażona. Chciałam uratować ją z tej sytuacji,
-Ja? - zapytałam z poważnym wyrazem twarzy, i udawałam jakby nikogo koło mnie, ani za mną nie było.
-Nie ty, ta za tobą - powtórzyła Aoi, dalej wskazując palcem na przerażoną dziewczynę i wlepiając wzrok we mnie. Miałam uczucie jakby patrzyła na mnie, bo próbowała sobie kogoś przypomnieć. - No dalej, nie ociągaj się, Im szybciej tym ból będzie mniejszy. Jako pierwsza masz do wyboru jak chcesz zginąć. Ostatni tonie w morzu, chyba, że ty wolisz?
Dziewczynka pociągnęła mnie za podarty rękaw sukienki.
-Przepraszam, nic nie mogę zrobić. Nawet gdybym poszła na ochotnika jako pierwsza, zginęłabyś tak, czy tak. Wybacz mi.
Mała, może miała nie całe metr czterdzieści pięć, popatrzyła na mnie już nie błagająco. Wyszła przede mnie.
-Jestem gotowa - powiedziała piskliwym, jeszcze małego dziecka, głosem. - Wybieram gilotynę - odparła stanowczym głosem pokazując na narzędzie śmierci - proszę też aby moje ciało zostało zszyte i oddane w ręce mojej mamy. To moje ostatnie życzenie.
Jej oczy zaświeciły się łzami, bała się, ja też się bałam. W ogóle jej nie znałam, ale dodała mi otuchy, wiedziałam, że nie mogę się poddać. Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła.
-Dziękuję - wyszeptała i weszła na podest gdzie wielka, mosiężna, błyszcząca się od światła słonecznego gilotyna odbijała jej zapłakaną twarz. Popatrzyła na nie, swoimi małymi rączkami otarła oczy, odgarnęła włosy do tyłu i gotowa umrzeć przykucnęła i położyła głowę pod ostrzem. Ostatni jej uśmiech, a ostrze sprawiedliwości skróciło ją o głowę. Ta spadła do koszyka, nadal z uśmiechem na twarzy.
-Dziękuję, że mogłam z tobą przez chwilę porozmawiać... -wyszeptałam.
"Ostrze sprawiedliwości", co? W takim razie, co musiała zrobić tamta niewinna dziewczynka aby użyto go na niej?
-Amelio, wybierz proszę następną osobę.
Wskazała na przyćmionego chłopaka, powiedziałabym, że nie miał więcej jak czternaście lat. Patrzył swoimi oczami na wszystkich, nie za bardzo rozumiejąc sytuację w jakiej się znalazł. Niespodziewanie przed chłopaka wszedł Aleksy.
-Pokazywałaś na mnie? - zapytał z powagą, choć jego kolana trzęsły się ze strachu i zapewne ledwo, co mógł wykrztusić z siebie te słowa.
-To na nic... - wyszeptał chłopiec - tak czy inaczej, ja również zginę. Najpierw, czy też może później. Przeżyj jeszcze te kilka chwil, przebywając ze swoją przyjaciółką - dopowiedział już głośniej i wpatrywał się na Lili, która w przestrachu stała jak skamieniała i patrzyła jak zszywają ciało poprzedniej skazanej. Chłopiec również się uśmiechnął, wszedł na podest z szubienicą włożył głowę do pętli sznura.
-Ty też masz jakąś prośbę? - powiedziała Amelia nie zmieniając, swojego poważnego, wyrazu twarzy.
-Tak. Proszę o szybką i bezbolesną śmierć.
-Spróbujemy spełnić twe ostatnie życzenie. - powiedziała Amelia dając znak aby powiesić skazańca.
Co chwilę ginęła osoba, każda ginęła z uśmiechem, po tym jak rozmawiała z kimkolwiek z naszej czwórki. Lili stojąca przerażona, i nie mogąca uwierzyć w to, co się dzieje. Wreszcie nie wytrzymała
-CO TO ZA CHOLERNY STATEK?! PRZECIEŻ TO... TO NIE JEST LUDZKIE! I KTO W OGÓLE JESZCZE UŻYWA TYCH TECHNIK W XXI WIEKU! OGARNIJCIE SIĘ LUDZIE!
-No proszę, proszę to teraz chyba ja wybieram? - uśmiechnęła się Lynn. - Widzę, że dość śpieszno ci do śmierci. - podeszła do niej gładząc ją po twarzy, Aleksy zerwał się jednak jeden ze strażników powstrzymał go. Ja podeszłam spokojnie, stanęłam przed Lili.
-Chcę zginąć pierwsza - zdecydowałam. Leon, który jak do tej pory siedział cicho, zerwał się na równe nogi.
-Co ty wygadujesz?! Głupia jesteś?! - krzyknął. Chciał podbiec jednak kolejny strażnik zatrzymał go. Leon uporczywie próbował wydostać się z sideł mężczyzny. Ten jednak nie dawał za wygraną.
-Dobrze, skoro tego chcesz - wtrąciła się Aoi. Ciebie chciałam wybrać na końcu tak więc utoniesz w czeluściach oceanu. Akurat jesteśmy na najgłębszej jej części.
-Masz jakieś życzenia? - powiedziała po raz któryś Amelia.
-Mam pytanie i życzenie. Myślę, że nie będzie z tym problemu.
-Niech będzie - powiedziała Amelia.
-A więc pytanie brzmi: Co się stanie jeżeli wypuście więźniów na wolność?
-Nie możemy tego zrobić, bo nasz pan nas ukarze. A jaka jest prośba?
-Wiem, że nie jesteście normalnymi ludźmi, tak więc moja prośba brzmi: Wymażcie pamięć pozostałej trójce i wypuśćcie na wolność. Nie zasługują na śmierć, nic nie zrobili.
-Przyłączyli się do twojej grupy ochronnej z własnej woli - powiedziała Lynn - to uważamy za zbrodnie.
-Nie. Ja ich do tego zmusiłam. Strażnicy mogą potwierdzić.
Wszyscy skierowali wzrok na trójkę, która nas pilnowała.
-Tak, w sumie to prawda. Dziwnie zaświeciła, i nagle cała gromada stała się jej posłuszna. Gdy uspokoiła się ona, uspokoili się i oni, a gdy ona była na granicy płaczu inni też płakali.
-Widzicie nie jestem normalna. Tak więc, byli pod moimi rządami. Jeżeli wymażecie im pamięć związaną z całą tą szopką, nic się nie stanie.
-W sumie racja - powiedziała Lynn.
-Skoro działali pod wpływem magii - dopowiedziała Aoi.
-Twoje ostatnie życzenie się spełni. A teraz wejdź na podest.
-Ale przysięgam - powiedziałam - jeżeli nie dotrzymacie obietnicy, ja zrobię wszystko żeby się zemścić.
-Jak skoro nie będziesz żyć? - zdziwił się jeden ze strażników.
-Wiesz to wiedźma - powiedział drugi - pewnie trafi gdzieś do piekła, a stamtąd wykona swój wyrok.
-Racja z takimi lepiej nie zadzierać - powiedział trzeci.
-MILCZEĆ! - krzyknęła Lynn. - Wchodź już, nie mam zamiaru dłużej czekać.
Przytaknęłam uśmiechnęłam się do moim przyjaciół, którzy byli na granicy płaczu. Gdy tylko się odwróciłam, idąc po kłodzie, poczułam zimny wiatr, który choć tak bardzo zimny, ale przywoływał ciepłe wspomnienia. Stanęłam przodem wpatrując się w oczy Aoi.
-Mam ostatnie życzenie.
-Czego znowu?! - krzyknęła Lynn
-Niech Aoi wyda wyrok.
-Hę?! Teraz była moja kolej - oburzyła się.
-Ale czemu? - zdziwiła się Aoi.
-Skoro Hisoka zginął, i został dobity rękami własnej matki, ja również tego chcę.
-Ale? Jak ty masz być dobita? Skoro cię popchnie, to tak jakby cię zabiła. - powiedziała ze zdziwieniem Ami.
-Myślisz się. Ja utonę, nie przez nią. Tak właściwie to zabije mnie woda. Proszę. Zrób to.
Aoi, nie, moja matka, weszła na kłodę. Popatrzyła mi w oczy.
-Ja nie.. nie chciałam, moja droga Natsumi... - mówiąc to w oczach miała łzy, jednak nie zawahała się, popchnęła mnie. Cała trójka: Aleksy, Lili i Leon wytargali się z rąk strażników, którzy nie do końca rozumieli sytuację. Podbiegli, ja pożegnałam ich uśmiechem.
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyczała zrozpaczona Lili - TY IDIOTKO, PRZE-PRZEPRASZAAM! LEON CHOLERA, ALEKSY, POWIEDZCIE COŚ!
Aleksy wybuchł wielkim płaczem.
-NAAAAAAAATSUUUUUUUUMIIIIIIII! - wykrzyknął Leon. Po tych słowach wpadłam do wody. Miałam uczucie jakbym leciała do niej wieki. Zapytacie pewnie czemu nie wypłynęłam czy coś. Jak już mówiłam, miałam związane ręce, a w okół pasa, linę wraz z obciążnikami. W wodzie przestałam się uśmiechać. Zostanę chyba jedyną, która nie zginęła z uśmiechem na twarzy.
Ostatnim, co ujrzałam, był świat... skąpany w tak jasnym świetle, że aż chciało mi się płakać. Potem... moją świadomość pochłonął mrok.
Mam nadzieje, że się rozdział podobał. Chyba na chwilę obecną był najdłuższy xD Wiem, wiem trochę do bani, ale nie umiem przekazywać tak uczuć, wolałabym to narysować, ale tego też nie potrafię XD, to co kolejna część w kolejny poniedziałek? :3 Zobaczymy, co się stanie :D
Przypominam, że kolejne będą pojawiały się w poniedziałki oo, 16 ;3 Dzisiaj mamy wyjątek xD
Subskrybuj:
Posty (Atom)