piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 10.

   Ostatnio dość często chodziliśmy po tym lesie. Właściwie to robiło się już późno więc rozpaliliśmy ognisko. Lilianna chciała rozmawiać.
   -Porozmawiajmy - postanowiła.
   -Niby  po co? - zapytał Aleksy.
   -Cały czas siedzieliście cicho. Wyglądało to jakbyście się pożarli. Nie chcę żeby były jakiekolwiek spory w naszej paczce, rozumiecie? - mówiła zmartwiona. Wolałabym już żeby nie udawała....
   -W sumie możemy pogadać - powiedział od niechcenia Leon. Pewnie chciał żeby Lili nie prawiła żadnych kazań.
   -W sumie... tak - oczy Aleksy'a zabłysnęły. Zrobiły się bardziej tajemnicze niż zazwyczaj.
   -Skoro jesteśmy tu wszyscy razem to może każdy z osobna opowie o swojej przeszłości - zaproponowała Lilianna.
   -Wyjęłaś mi to z ust Lili! - krzyknął uradowany Aleksy. A więc to taki mieli plan.
   -Ale poczekajcie... - przerwałam - po co wam to wszystko? Czy nie liczy się teraźniejszość? Po co wam znać czyjąś przeszłość. Jeżeli jest straszna i ktoś nie chce o niej mówić, bo nie chce nawet jej znać, to co? Naruszacie tylko czyjąś prywatność. Pomyśleliście o tym? - patrzyłam na nich pouczająco. Leon zwrócił wzrok na mnie. Po części oprócz swojej przeszłości chciałam też chronić jego. Czemu? Bez konkretnego powodu. Tak po prostu... instynkt, czy coś w tym guście.
   -A ty co? Katarynka? - powiedział Leon odwracając wzrok w stronę koron drzew. Dziękuję ci Leon! Ja ci tu dupę ratuję, a ty do mnie z takim czymś wyjeżdżasz? Bardzo żeś uprzejmy.
   -A ty co tak się uwziąłeś na niej? Zawsze taki miły - zdziwił się Aleksy.
   -Co w tym dziwnego Ali ? - zapytała Lili - Dorasta człowiek i pewnie ma już dość takiej osoby jaką jest Natsumi. Ups... Wymsknęło mi się - zarumieniła się.
   -W sumie to masz rację - odparłam spoglądając za siebie - ale przecież nikt się z tego powodu nie zabije, nie? - uśmiechnęłam się tak jakby do siebie.
   -Yyy... Trochę tam racji masz, prawda Ali? - speszyła się Lili.
   -Hisoka ci to wbijał do głowy, prawda? - zaśmiał się Aleksy. Po chwili ucichł.
   -Ano... - odpowiedziałam wstając i rozglądając się po lesie - to ja pójdę po chrust na opał. Ktoś pójdzie ze mną?
   -Wiesz ja będę gotować - powiedziała Lilianna.
   -Ja będę jej towarzyszyć - uśmiechnął się Aleksy.
   -W takim razie ja pójdę - odezwał się Leon wstając i otrzepując spodnie.
   -Nie musisz - odpowiedziałam przechodząc koło niego i wchodząc w głąb lasu.
   Szłam powoli patrząc na pozwalane drzewa, również na te, które stoją. Powoli robiła się już prawdziwa noc. Słońce prawie zaszło za horyzont. Zamiast patrzeć pod nogi i zbierać gałązki patrzyłam do góry na powoli opadające liście. Jesień zbliżała się ku końcowi. Coraz bardziej robiło się zimno. My dalej byliśmy poubierani na późne lato. Trzeba będzie im powiedzieć, żebyśmy w mieście kupili jakieś grubsze ubrania.
   Robiło mi się coraz zimniej. Wtem się rozpadało.
   -Ha ha ha bardzo śmieszne! Dzięki pogodo, nienawidzę cię! - krzyczałam stojąc akurat między drzewami. Zaczęła się prawdziwa ulewa. Gdybym była pod drzewem może by było lepiej, jednak już w nie całą minutę byłam przemoczona do ostatniej nitki - Za co, ja się pytam za co? - usiadłam tak jak stałam i tak nie robiło mi to już żadnej różnicy. Po chwili wstałam i zaczęłam się obracać. Tak jakby tańczyć. Nie miałam pojęcia skąd znam ten taniec. Był taki lekki, a do tego ciężkie i duże krople deszczu w ogóle mi w nim nie przeszkadzały. Było przyjemnie, nawet bardzo. Przestałam na chwilę myśleć już w ogóle o wszystkim złym.
   W pewnym momencie zatrzymałam się a przed sobą zobaczyłam jakby zjawę swojego brata. Zaczął do mnie coś mówić
   -Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Żyj! Nie pozwól sobie odebrać życia tak łatwo! Jest bardzo cenne, pamiętaj... - uśmiechnął się i mnie przytulił. Zanim zdążyłam zareagować on powoli rozwiewał się...
   -Czekaj! Hisoka! Czeeekaj! - zaczęłam machać rękami mając nadzieje, że jeszcze go złapię. W pamięci pozostał mi tylko jego uśmiech. Przestałam już machać rękami. Popatrzyłam do góry i uśmiechnęłam się do znikającej już jego twarzy.
   -Yhm! Będę pamiętać, Sayonara [jap. Żegnaj] -  z oczu poleciało mi kilka łez. Ale już szczęścia.
   -A tobie już na mózg odbiło? uśmiechasz się i gadasz do drzewa - powiedziała zbliżając się postać.
   -Może i mi padło na mózg, ale to w końcu ja, prawda? - powiedziałam uśmiechając się szeroko w jego stronę.
   -Rób co chcesz - odpowiedziała postać, która powoli wynurzała się z ciemności.
   -Mówiłam, żebyś ze mną nie szedł, a i tak poszedłeś.
   -Reszta ekipy się martwi no to poszedłem - odpowiedział niby obojętnie.
   -No to nie ma nic do palenia skoro wszystko jest mokre.
   -Chodź już skoro nie ma co zbierać, musisz się wysuszyć.
   -Nie muszę - odpowiedziałam. - Posiedzę tu jeszcze chwilę.
   -Jak posiedzę? - zadziwił się - przecież jest prawie środek nocy, chodź - pociągnął mnie za rękę.
   -Nie chcę tam wraca... właściwie to chodźmy - powiedziałam dorównując mu krokami.
   -Nigdy cię nie zrozumiem - powiedział pod nosem.
   -Słucham? - popatrzyłam na niego.
   -Już nic - odpowiedział narzucając na mnie swoją bluzę - załóż. Trochę daleko do "obozowiska" zmieniliśmy miejsce na jakąś pobliską jaskinię.
   -A ty? Nie przeziębisz się?
   -Mnie tam nic nie będzie, no już zakładaj.
   -Okay - odpowiedziałam wkładając ją. Leon założył mi kaptur.
   -Z kim rozmawiałaś?
   -Sam mówiłeś, że z drzewem, prawda?
   -Ale ja...
   -Spokojnie, nikogo tam nie było - powiedziałam przyśpieszając kroku. Po nie całej minucie podbiegł do mnie i zatrzymał.
   -Na pewno?
   -Na sto procent, a co martwisz się?
   -Tak - odpowiedział - choć tyle...
   -Co lepiej żebym oszalała niż rozmawiała z kimś na prawdę?
   -Już nie ważne, chodźmy bo trzeba jeszcze odpocząć.
   -Zgadzam się.
   Doszliśmy do jaskini. Ogień już ledwo się palił. Aleksy i Lili już dawno spali. My także się położyliśmy. Dzięki Hisoce już rozumiem po części, co to znaczy żyć.



Wróciłam! :D Wiem dużo tego nie ma jak na powrót, ale teraz znowu postaram się pisać codziennie ^^ Dziękuję, że czekaliście i przepraszam, że musieliście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz