Obudziłam się już kolejnego dnia. Nogę miałam opatrzoną. Jakby przyszedł jakiś doświadczony medyk. Oglądając opatrunek zastanawiałam się kto mógł to zrobić. Nagle Hisoka wszedł do mojego pokoju.
-Ile razy mówiłam ci żebyś nie wchodził tylko pukał?! - skarciłam go próbując chować nogę.
-Wiem, wiem.. Nie nadwyrężaj jej. Ktoś do ciebie przyszedł, ogarnij się i zejdź na dół - powiedział patrząc przez chwilę, a potem odwracając się i odchodząc. Byłam już pewna, że zrobił to Hisoka. On opatrzył mi ranę.. No ale on chciał iść na informatyka skąd wiedział jak opatrzyć taką ranę. Nie zastanawiając się już dłużej pobiegłam do łazienki. Przebrałam się, umyłam, uczesałam i zbiegłam na dół. Myślałam, że to będzie Amelia. Myliłam się był to Aleksy. Jego widok tak mnie przeraził, że wywróciłam się schodząc z ostatniego schodka.
-Nic ci się nie stało? - zapytał podbiegając do mnie.
-Nic. Jest w porządku. Po co tu przyszedłeś? - przeszłam do sedna podnosząc się.
-Chciałem zabrać cię na spacer i pogadać o wczoraj.
Od razu zrobiłam się czerwona jak burak.
-P-Przepraszam... - powiedziałam pod nosem.
-Za co?
-Za wczoraj.
-Przecież nic się nie stało..
-Nic już nie pamiętasz? Powiedziałam takie okropne rzeczy Ami!
-Fakt, ale ona chyba nie wzięła tego na poważnie.
-Co ty sobie musiałeś o mnie pomyśleć... Uciekłam jak tchórz.
-Co ty! Nic takiego nie pomyślałem.
-Jakoś ci nie wierzę.
-Nie musisz - uśmiechnął się - to co idziesz?
-A mam inne wyjście?
-Nie! - usłyszałam z góry. To był głos Hisoki.
-Zamknij się, Hisoka! - krzyknęłam.
-No to chodź - pociągnął mnie za rękę Aleksy.
-Cz-czekaj! - wyrównał ze mną kroki - gdzie ty mnie ciągniesz? Ja cię nie znam i się wcale nie zgodziłam! Słyszysz puść mnie w tej chwili! - krzyczałam, jego to jednak nie ruszało. Wyrwałam się z jego uścisku i przebiegłam przez ulicę. Nie patrzyłam na samochody. On nie myśląc dłużej pobiegł za mną. Pasy były długie. Chyba coś nadjeżdżało. Nie zwracałam na to uwagi.
-Uważaj! - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się. Stanęłam jak wryta jechała rozpędzona ciężarówka. Była tuż, tuż. Aleksy przyśpieszył kroku. Mnie od końca ulicy dzielił jeden pas. Nie mogłam się ruszyć. Już widziałam światło przed oczami, już miałam zginąć kiedy Aleksy złapał mnie i popchnął dalej, a dalej była górka. Zaczęliśmy się turlać, on nie chciał mnie wypuścić. Przytulał mocno jakbym była rzeczą, której nie chciał stracić. Turlaliśmy się i turlaliśmy. Chyba straciłam przytomność, bo nie pamiętam co się później stało.
Otwierając powoli oczy zauważyłam niewyraźne rysy czyjejś twarzy.
-Kim jesteś? - zapytałam półszeptem.
-To ja, Aleksy - odpowiedział odsuwając się ode mnie - przepraszam jeżeli cię przestraszyłem.
-Nie, to ja przepraszam - odpowiedziałam wstając.
-Nie wstawaj - odpowiedział - chyba o coś zahaczyłaś, bo masz wielką ranę na nodze.
-O cholera! - krzyknęłam i wstałam tak błyskawicznie jakby porazili mnie prądem.
-Co się stało?
-Rana mi się otworzyła.
-To znaczy, że...
-Tak. Zrobiłam ją sobie kiedy schodziłam z tego drzewa. Cholera! - do oczu napłynęły mi łzy. Piekło jak cholera. Przypomniały mi się słowa Hisoki. Zacisnęłam mocno bandażem. Zabrałam pasek od spodni i ścisnęłam dodatkowo. Aleksy patrzył na mnie z troską, a jednocześnie z podziwem.
-Może lepiej nie wstawaj?
-Musze. Pójdę do Hisoki to mi pomoże.
-Skąd ta pewność? Przecież cię nie lubi.
-Skąd ta pewność?
-No, bo nazywa cię idiotką.
-To nic nie znaczy - uśmiechnęłam się tak jakby do siebie.
-Może lepiej nie wstawaj.
-Idę, dzięki za uratowanie życia - powiedziałam machając ręką. Pod górkę szłam powoli utykając na nogę. Jak wyszłam na drogę zatrzymałam się zszokowana. Aleksy myśląc, że coś mi się stało i nie mogę iść dalej pobiegł za mną. Stanął koło mnie.
-Mówiłem żebyś nie szła... Co tu się stało?! - krzyknął przerażony. Całe miasto było jedną wielką ruiną. Z budynków ulatywał dym. Z czego mogło wynikać, że to nie zdarzyło się pięć minut temu.
-To jest nasze miasto?... - zapytałam nie dowierzając. Zaczęłam obracać głową na wszystkie strony oglądając dokładnie co się stało. Na ulicy stała mama, jakiś dziwnie ubrany facet i ... Ami! Natychmiast pobiegłam w ich stronę. Nie zastanawiałam się nawet kim był ten pan. Mogłam się choć chwilę zastanowić...
-Mamo! Ami! Nic wam nie jest?! - biegłam krzycząc. Zareagowały. Miały kamienne twarze i przeszywające spojrzenie. Patrzyły trochę jak na winowajcę. Zwolniłam kroku. Zatrzymałam się - co z wami? Ami! Mamo! To ja Natsumi! - w oczach miałam łzy. Ten dziwny facet coś powiedział. Wtedy Amelia i Mama wyciągnęły do mnie rękę. Uśmiechnęłam się lekko, jednak uśmiech od razu zszedł z mojej twarzy. Z ich dłoni wyciekł strumień błyskawic. Leciały do mnie jak te światło z ciężarówki. Przestraszona znowu nie mogłam się ruszyć z miejsca. Wtedy ktoś zwalił mnie z nóg, a druga osoba zrobiła z siebie tarczę. Pierwsza osobą był Aleksy. Druga to Hisoka. Upadł na kolana. Wyciągnął z kieszeni telefon. Serio?! Teraz mu się zachciało zmieniać piosenkę?!
-Hisoka, kretynie! Uciekaj!
-To ty uciekaj, idiotko! Co tak stoisz! Aleksy zabierz ją stąd! - krzyknął nawet nie patrząc na nas. A klikając coś w telefonie pojawił się hologram. Stał tam... To był tata! Chociaż widziałam go tylko przez chwilę, zobaczyłam w nim Hisokę, ale z moimi włosami! To musiał być ojciec! Aleksy znowu pociągnął mnie za rękę. Tym razem nie stawiałam oporu.
-Co tu się dzieje? - spytałam.
-Hisoka nic nie powiedział kazał mi tylko zabrać cię i uciekać.
-A co z Ami? Co z moją mamą?
-One są po złej stronie!
-To dlatego Amelia nie patrzyła na mnie jak na dziwadło - wreszcie zrozumiałam o co tu chodzi. Nie patrzyła tak na mnie, bo właśnie o mnie im chodziło.. prawdopodobnie.
-Ale ty nie jesteś dziwadłem - powiedział Aleksy zwalniając kroku i wreszcie zatrzymując się - chodź tu się schowamy - powiedział wskazując miejsce pod mostem. Przykucnęliśmy. Byliśmy wystarczająco daleko aby nas nie dosięgnęli, ale jednocześnie na tyle blisko, że widzieliśmy całe zdarzenie.
Nagle Hisoka dostał strzałą w brzuch. Przestraszyłam się. Z oczu wypłynęły mi łzy.
-Hisoka... - powiedziałam po ciuchu żeby wesprzeć go na duchu... Kiedy on odwrócił do mnie wzrok. Mówiąc tylko 2 słowa.
-Uciekaj, Natsumi... - po tych słowach w jego powoli upadające ciało trafiło ze sto strzał. Upadł. Wyglądał niczym jeż. Ja nie mogąc się opanować zaczęłam krzyczeć, płacząc.
-Hisoka! Hisoka! - płakałam i płakałam. Aleksy złapał mnie za rękę. Ja zaczęłam się z nim szarpać. Chciałam iść do ciała Hisoki rozpłakać się i położyć na nim. Aleksy był silniejszy. Pociągnął mocniej i zabrał. Biegłam za nim cały czas patrząc na zmasakrowane ciało Hisoki, do którego podeszła mama i zaczęła wbijać miecz i wyciągać go. Krew bryzgała we wszystkie strony. Nie mogąc już na to patrzeć, patrzyłam na Aleksy'a, który coraz bardziej ściskał moją rękę. Nie wiedząc nawet, co się dokładnie dzieje biegliśmy przed siebie... jak najdalej od tych wydarzeń, których nigdy nie wymarzę z mojej pamięci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz