Kolejnego dnia pierwsze co chciałam zrobić to otworzyć okno i przywitać się z Amelią. Zatrzymałam się przy klamce od okna. Zaraz... Czemu ja jej zaufałam? Tak bardzo polubiłam? Bo co? Bo powiedziała, że mam ładny uśmiech? Żarty jakieś?! Natsumi! Obudź się! Przecież tak się nie poznaje osób! Spuściłam rękę na dół.
-A ty co znowu robisz koło tego okna? - usłyszałam za sobą.
-Ile razy mówiłam żebyś nie wchodził do pokoju bez pytania! - krzyknęłam odwracając się.
-Eh... Rób co chcesz - powiedział Hisoka odwracając się.
-Hisoka...
-Czego? - zatrzymał się.
-Czy... Ja jestem przeklęta?
-Słucham? - wpadł w osłupienie. Tak jakbym odkryła jakąś wielką tajemnicę.
-No bo zobacz na moje włosy - mówiąc to zaczęłam się nimi bawić - przecież nikt inny takich nie ma. Zobacz na moje oczy. O czerwonych albo fioletowych oczach piszę się tylko w książkach. Istnieją tylko w anime! W takim razie czemu ja...
-Dowiesz się w swoim czasie, nie przejmuj się. Przede wszystkim nie wstydź się ich, jasne? - uśmiechnął się - a mama cię woła na dół.
-Yhm. Już schodzę. Hi..
-Nic ci nie powiem. Idź, bo ktoś na ciebie czeka.
-Yhm.
Zastanawiało mnie o co mogło mu chodzi. No bo w końcu zawsze niemiły normalnie, powiedziałby mi, że jestem jakimś dziwadłem czy coś. On jednak broni moich włosów. Ale dlaczego? I czego niby mam się dowiedzieć w swoim czasie?
Ubrałam się we wczorajsze dżinsowe spodenki i przydużą białą koszulką z japońskim napisem "Uśmiech proszę". Związałam kucyka po boku i ubierając w biegu podkolanówki zbiegałam na dół. Zszokował mnie widok. Myślałam, że będzie tam mama... ewentualnie Amelia. Ktoś był z Amelią. Nie to nie mama.. To był.. Chyba ten Marcin...
-Natsumi! - krzyknęła z szerokim uśmiechem.
-Y-Yo.. - odpowiedziałam podciągając prawą podkolanówkę.
-Dzisiaj przyprowadziłam gościa. Może z nami pójść na miasto?
-Yhm.
-W takim razie wspaniale!
On cały czas wpatrywał się we mnie. Zaczęłam patrzeć czy nie jestem gdzieś brudna. Spytałam nawet się mamy. Ona zaprzeczyła. O co mu chodziło?
-Chodź już!
-Ale.. Ja jeszcze nic nie zjadłam.
-Trzymaj - mama wcisnęła mi onigiri {japońska przekąska - coś w stylu ryżowych kulek}.
-Dziękuję.
-Bawcie się dobrze - powiedziała wręczając mi buty do drugiej ręki.
-Yhm.
Na schodach stał Hisoka. Patrzył na mnie z lekkim uśmiechem. Gdy słońce podświetliło jego włosy okazały się tak bardzo ciemnozielone jak jego słuchawki. Dlatego miałam zawsze wrażenie, że ma czarne włosy. Dlatego! Dlatego kazał mi być z nich dumny! Mama ma czarne włosy, a tata.. tego nie wiem. Może właśnie on miał zielone!
Z tych przemyśleń wyrwała mnie Amelia ciągnąc za rękę. Szybko włożyłam tenisówki a onigiri włożyłam do ust.
-Przedstawiam ci Aleksy'a.
-A ja byłam pewna, że to ten Marcin.
-Marcin? He he ... o czym ty mówisz?
-A ty dalej za tym Marcinem... - westchnął chłopak. Jego głos był taki... delikatny, ale nie kobiecy lecz męski delikatny. Wiem trochę dziwnie to brzmi. Jego włosy rozwiał wiatr, dziwny miały kolor.. kawa z mlekiem. Oczy miał niczym krystaliczna, przejrzysta woda. Był bardzo przystojny.
-Daj spokój! - speszyła się Amelia.
-Ami wszystko w porządku?
-A-Ami? - zdziwiła się.
-Ups. Przepraszam! - zawstydziłam się.
-Za co? Podoba mi się! - uśmiechnęła się szeroko.
-Tak w ogóle to miło mi cię poznać, Aleksy - spojrzałam na niego. On chyba nie był obecny w tym świecie. W jego oczach odbijałam się ja. Czułam się jakbym patrzyła w lusterko.
-Mi ciebie również - uśmiechnął się - to co idziemy na te miasto? Może wpadniemy po Marcina, co? - zaśmiał się. Jego śmiech był taki... trudno mi to określić słowami, był po prostu piękny. Taki, który chcesz słuchać cały czas.
-No wiesz co! Natsumi! To twoja wina!
-Najmocniej przepraszam - powiedziałam odwracając głowę. Ona się zaśmiała.
-Nie bierz wszystkiego na poważnie! Bo będą cię uważali za sztywniaka.
-Mnie... oni wcale nie obchodzą - mówiąc to patrzyłam na liście, które tańczyły wraz z wiatrem skocznego walca. Oni popatrzyli na mnie. Byli bardzo zdziwieni. Po chwili on się uśmiechnął.
-Z takim nastawieniem nigdy nie znajdziesz przyjaciół, wiesz? - zapytał delikatnym głosem, podchodząc do mnie i uśmiechając się dalej.
-Nie potrzebuję przyjaciół - powiedziałam odchodząc od niego. Znowu popełniam ten sam błąd! Ilekroć się tak zachowywałam, wszyscy się ode mnie odwracali, nie chcieli ze mną rozmawiać.
-Nats...
-Przepraszam, chyba ten wypad nie wypali - mówiąc to pobiegłam przed siebie. W stronę lasu, jak najdalej od ludzi. Szczerze ich nienawidzę. Ich wzroku, słów, wszystkiego! Co najbardziej mnie zdziwiło to to, że oni pobiegli za mną. Amelia wołała wciąż za mną. Ja wspięłam się na dość wysokie drzewo. Patrzyłam na ruch uliczny.
Wołali mnie i wołali. Nie odezwałam się ani słowem. Specjalnie wybrałam wysokie drzewo żeby mnie nie znaleźli. Po cichutku powtarzałam cały czas "Odejdźcie, zapomnijcie! Odejdźcie i zapomnijcie!" Powtarzałam to tak długo dopóki nie zaczęłam się dławić łzami. Nie chciałam wybuchać płaczem, bo znaleźli by mnie bez problemu. Echo ich głosów odbijało się z wszystkich drzew i trafiało do mnie, moich uszu. Nie mogłam tego wytrzymać. Coraz bardziej chciałam wybuchnąć płaczem, trudniej było mi nad tym zapanować. Tak w ogóle czemu ja płaczę? To dziwne. Może czuję się winna, że powiedziałam coś takiego im, Amelii. Jeszcze wczoraj uważałam, że będę mogła się z nią zaprzyjaźnić. Dzisiaj prosto w twarz powiedziałam jej, że nie potrzebuję przyjaciół. To musiało ją na prawdę zaboleć. Do tego ten chłopak - Aleksy. Co on sobie o mnie pomyślał? Musiałam wywrzeć bardzo słabe wrażenie. Pewnie mnie teraz szuka tylko dlatego, że Amelia tak chciała. Pewnie nie chciał zostawiać jej samej, albo ktoś kazał się ją opiekować. Jeszcze nie całe trzy dni i będę musiała iść do szkoły, a tam napotkać więcej ludzkich spojrzeń. Nie mogąc wytrzymać, próbując wszystkiego, żeby tylko nie wybuchnąć płaczem, zasnęłam.
-Znalazłem ją! - usłyszałam znajomy głos.
-Idiotka! - znowu znajomy głos. To z pewnością był Hisoka - Co ty tam robisz, idiotko!
Przetarłam oczy, otarłam łzy. Przede mną stali Hisoka, Aleksy i Amelia. Co za szczęście, że mamy tam nie było.
-Oglądam ruch uliczny.
-Kretynko! Mogłaś spaść! - krzyknął Hisoka.
-Przepraszam, że musieliście się martwić. Schodząc z drzewa przecięłam sobie nogę. Na szczęście podkolanówki mi spadły. Szybko je podniosłam, żeby nie było widać rany. Zajmę się nią w domu.
-Wiesz jak się martwiliśmy! - krzyknęła zapłakana Amelia przytulając mnie mocno.
-Amelia?...
-Przecież miałaś mówić mi Ami. Prawda? - spytała ocierając oczy i uśmiechając się do mnie.
-Yhm.
-Bez gadania idziemy do domu - Hisoka złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Coraz bardziej oddalaliśmy się od uśmiechającego się Aleksy'a i płaczącą ze szczęścia Ami. On się już nie odezwał. Przyprowadził do domu nie mówiąc nic. Zostawił mi wolną rękę. Już ode mnie zależało czy powiem o zdarzeniu mamie, czy zataję tę informację. Wybrałam to drugie. Poszłam na górę opatrzyć ranę. Piekło jak cholera, a krwawienie nie chciało ustać. Zaciskałam jak tylko mogłam. Być może nawet należało ja zszyć. Nie mogłam iść do szpitala, bo przecież mama się dowie, no i nie tylko ona. Nie chce już nikogo więcej martwić. Robiąc opatrunek zasnęłam. Było już późno, a ja dalej tłumiłam w sobie łzy... Tak strasznie gorzkie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz