Zjedliśmy kolację, a mnie kazali się położyć. Położyłam się i zasnęłam... Nie trwało to chyba więcej niż 5 minut. Otwarłam oczy i zainteresowała mnie rozmowa domowników z Aleksy'em.
-Aleksy! Powiedz mi proszę dlaczego tak wędrujecie? - pytała Lilianna.
-Zachowuj się jak na twój wiek przystało - skarcił ją Maks - w sumie skoro już tu jesteście możecie nam powiedzieć co nie, co o sobie, prawda?
-Natsumi... Dobrze, że śpi. Więc dobrze, powiem wam - powiedział zdecydowany Aleksy - od czego by tu zacząć.
-Może od początku - zasugerował Leon.
-No więc... Zaczęło się od tego, że Natsumi przyjechała z Japonii do Polski. Miała sąsiadkę o imieniu Amelia, która ją zaakceptowała i zostały przyjaciółkami. Później ja ją poznałem. Trzy dni temu mieliśmy mały wypadek, a po odzyskaniu przytomności zauważyliśmy, że nasze miasto jest jedną wielką ruiną... - mówił, a wszystkim (oprócz Maksa) aż brakowało tchu gdy o tym opowiadał, choć ja nie widziałam w tym nic fascynującego.
-I co, co dalej?! - niecierpliwiła się Lilianna.
-Na drodze zauważyliśmy Amelię, matkę Natsumi oraz jakiegoś mężczyznę. Na znak mężczyzny dziewczyny posłały pioruny w stronę Natsumi. Jej brat ochronił ją, po czym gdy my uciekliśmy na jej oczach został zamordowany i dobity przez własną matkę. Dlatego wyruszyliśmy bez niczego....
Nie mogłam znieść presji. Moja głowa pulsowała, do tego moja rana. Boli mnie... boli... boli...
-Boli... boli... - niespodziewanie zaczęłam mówić na głos - boli.. to tak strasznie boli...
-Co cię boli! Twoja rana? - pytał się Leon
-Nie... - powiedział Aleksy, a ja dalej jęczałam "Boli... to boli... tak strasznie boli.." - ją bolą te słowa, które wypowiedziałem. Nie spodziewałem się, że będzie słyszeć. Przepraszam cię Natsumi.
-To nie twoja wina - powiedziałam wstając z łóżka.
-Nie możesz! Dziewczyno, jeszcze nie możesz! Słyszysz!
-Już wystarczy! - krzyknęłam - Nie chcę już tu gościć. To źle się skończy! Za nami jest pościg! Chwila i wasza chatka i cała ta wieś zostanie kupą gruzu! Chcecie tego?! Chcecie?! - krzyczałam i krzyczałam. Leon i Lilianna patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Tylko Maks się odezwał:
-A ty co dziecko? - mówiąc to wyszedł na zewnątrz, chociaż było już późno.
-Natsumi tylko tą noc - powiedziała Lilianna - tylko tą noc i wyruszycie dalej, dobrze?
-Niech już będzie - odpowiedziałam. Noga dalej bolała jak cholera. Głowa dalej pulsowała. Żeby wydobrzeć powinnam zostać tu co najmniej tydzień. Nie mogłam sobie na to pozwolić. W końcu naraziłabym ich życie. To mnie gonią i tylko ja powinnam uciekać. Aleksy... Nie wiem po co szedł ze mną, chociaż w wielu sytuacjach uratował mi życie i jestem bardzo mu wdzięczna, jednak naraża się na tak wielkie niebezpieczeństwo. Usiadłam na łóżku, a Lilianna stanęła naprzeciw mnie.
-Przepraszam za kłopot - powiedziałam - i za moje zachowanie, również przepraszam.
-Ah! Za co? - zaśmiała się - Wiesz jak dawno tu nic się nie działo... Szczerze chciałabym powędrować razem z wami, ale Maks, ani Leon nie puszczą mnie.
-To normalne jak na braci... Martwią się o ciebie.
-Co? Braci? - zaśmiała się znów - Tylko Maks jest moim bratem, Leon tu tylko mieszka, to sierota.
-A.. Rozumiem, przepraszam.
-Choć Leon dla mnie jest jak prawdziwy brat - odpowiedziała patrząc na wiszące zdjęcia.
-Nie chcę sprawiać problemów, więc lepiej też i by było gdybyś nie szła.
-Ale ja chcę poznawać świat! - oburzyła się Lilianna - Ale wiesz... Z tobą mogło by to być bardzo fajnie. Wydajesz się bardzo miłą osobą. Do tego Aleksy - tu rozmarzyła się - ahh.. z kimś takim to na drugi koniec świata - powiedziała zamykając oczy i kręcąc się w kółko. Miała już upadać kiedy Maks wchodził i złapał ją.
-Nie bujaj tak w obłokach, a jeżeli chcesz iść to proszę bardzo, ale Leon idzie z tobą - powiedział odstawiając ją na miejsce. Na jej oczach wymalowało się zdziwienie. Leon usłyszawszy swoje imię wbiegł szybko do pokoju.
-Że co? Co znowu ze mną?
-Idziesz razem z Lili i z nimi w dalszą podróż - zadecydował Maks odchodząc i czochrając Leona po włosach.
-Że niby, co?! - krzyknął przerażony, a jednocześnie zadowolony Leon. Aleksy wszedł do pokoju.
-No to postanowione, mamy więcej kompanów, uśmiechnij się Natsumi! - powiedział uśmiechając się szeroko, a później śmiejąc się serdecznie. Podszedł do Lilianny i na chwilę znów stał się pięcioletnim dzieckiem zabrał jej malutkie rączki i zaczął kręcić się z nią w kółko. Zabrał też Leona. Ja oddaliłam się do konta... Ta scenka była zbyt wesoła... Zbyt wesoła jak na wszystkie te wydarzenia i teraźniejsze czasy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz