Doczołgaliśmy się do samego końca pomieszczenia. Kiedy usiedliśmy żeby odpocząć ostatnia osoba zabierająca ryby do wiaderka zniknęła, a w około zapanowała ciemność. Siedzieliśmy w ciszy przez chwilę, żeby przyzwyczaić z powrotem oczy do ciemności. W końcu Leon opuścił rękę.
-Dobra, to co teraz robimy? - zapytała Lilianna. Z jakiegoś powodu dalej szeptała.
-Nie wiem. Natsumi, masz jakiś pomysł? - zapytał Aleksy.
Zaprzeczyłam. Nie chciałam dać po sobie poznać, że nie potrafię nic powiedzieć.
-Leon? - dopytywał chłopak.
-Też nie mam. Przeczekajmy trochę.
-Może wyślizgniemy się kiedy wszyscy będą spać? - zasugerowała Lilianna.
-Lili. Jesteśmy na statku. Cały czas jest ktoś przytomny jakby pojawił się jakiś wrogi okręt.
-Przecież wiem - bąknęła dziewczyna. - A co masz lepszy pomysł?
Chciałam powiedzieć o pustych skrzyniach. Pociągnęłam Leona za rękaw.
-Czego?
Wskazałam palcem na skrzynki i próbowałam pokazać, że w środku jest pusto.
-Nie przypominam sobie, żebyśmy bawili się w kalambury.
Zastanowiłam się przez chwilę i każdego spytałam, czy ma coś do pisania (oczywiście językiem migowym). Zaczęłam dalej myśleć jakby im tu przekazać, że nie umiem mówić, a co ważniejsze, że możemy uciec dzięki pustym skrzyniom. Zwróciłam uwagę na siebie. Pokazałam na usta i kręciłam głową. Oni patrzyli na mnie zastanawiająco. Spróbuję inaczej! No przecież, olśniło mnie, że mogłam otwierać usta. Powoli zaczęłam ruszać tak jakbym mówiła. Cała trójka przyglądała się mi uważnie. Powtórzyłam chyba ze sto razy zdanie " Nie umiem mówić". Kiedy wreszcie Leon zrozumiał przekaz.
-Jak to nie umiesz? Co nagle zgłupiałaś?
"Nie mogę" - odpowiedziałam.
-Czemu? - wystrzelił Aleksy.
Wzruszyłam ramionami. Lili patrzyła na mnie i dziwnie się uśmiechnęła.
-Może to i lepiej - rzekła - nie będzie robić hałasu i będzie mniej narzekać oraz gadać.
-I tak już mało mówiła - odparł Aleksy.
-Poczekajmy, może będziesz mogła mówić jak znajdziemy się w niebezpieczeństwie. Tak czasami jest. Kiedyś oglądałem w telewizji.
Ponownie wzruszyłam ramionami. Mnie to tam było już wszystko jedno. Chciałam przekazać im tylko ostatnie zdanie. Znowu zwróciłam ich uwagę na mnie i próbowałam powiedzieć "Niektóre skrzynie są puste. Może dzięki temu się stąd wydostaniemy". Tym razem powtarzałam to trochę dłużej. W końcu miałam więcej do przekazu. Kiedy wreszcie zrozumieli popatrzyli na siebie.
-Głupi pomysł - stwierdziła Lili - w końcu je otworzą, żeby je napełnić, na przykład rybami.
-Nie mam zamiaru pływać w rybach - powiedział zniesmaczony Aleksy.
-Wiecie - odparł Leon - to nie taki zły pomysł. Zostawmy go jako plan awaryjny i ostateczny - zadecydował. Nikt się nie sprzeciwił. Skoro mielibyśmy się stąd wydostać to każdy pomysł jest dobry. Byle żeby wypalił i żeby nas nie wpakował w jeszcze większe kłopoty.
Powoli robiliśmy się wszyscy zmęczeni czekaniem, aż wpadniemy na jakiś pomysł. Nikt od tamtego czasu już tu nie wchodził. Powoli traciliśmy nadzieje. Chcieli już skorzystać z mojego pomysłu jednak Lilianna cały czas była przeciw. Twierdziła, że na pewno ona coś wymyśli. Powoli oczy same nam się zamykały. Wreszcie, niespodziewanie zasnęliśmy. Aleksy i Leon oparli się o pustą skrzynkę. Lili oparła się o Aleksy'a. Ja zanim zasnęłam siedziałam dłuższą chwilkę nic nie robiąc. Po chwili wstałam i chciałam się rozejrzeć po reszcie, nieodkrytego pomieszczenia. Już miałam stawiać krok kiedy poczułam, że ktoś złapał moją rękę.
-Prześpij się, musisz oszczędzać siły. Nie mamy co jeść, ani pić. Nie wiadomo, czy w ogóle wiedzą, że my tu jesteśmy - powiedział Leon. Usiadłam. Po chwili oparłam się na nim. Pogłaskał mnie po głowie.
-Będzie dobrze, przynajmniej powinno. Nie martw się ja was stąd wydostanę, obiecuję.
Tylko przytaknęłam i wtuliłam się w niego mocniej. On objął mnie ręką i mocno przytulił.
-Obiecuję.. - dodał po czym usnął. Ja przez chwilę leżałam w bezruchu, kiedy oczy same mi się zamknęły.
czwartek, 23 kwietnia 2015
wtorek, 21 kwietnia 2015
Rozdział 12
Kiedy odzyskałam przytomność poczułam pleśń, a powietrze było przesiąknięte wilgocią. Wywnioskowałam, że albo znajduję się w drewnianej skrzyni, która jest mokra i spleśniała, albo wylądowałam na jakimś statku. Było ciemno dopóki moje oczy nie przyzwyczaiły się do ciemności po omacku sprawdzałam jak duże jest pomieszczenie. Miałam lekką klaustrofobię. Na całe szczęście było dość spore. Dałoby radę nawet wsadzić tu z dwa samochody, no może półtorej. Gdy moje oczy nareszcie przyzwyczaiły się do ciemności zauważyłam wszędzie walające się skrzynie. Od jednych śmierdziało rybą, a inne były puste. To chyba jednak był statek, a ja siedziałam w magazynie. Przez sznury, na moich rękach porobiły się zadrapania. Dziwne było to, że związane miałam z przodu, a nie z tyłu oraz miałam wolne nogi. Nie miałam także zakneblowanej twarzy. Podziwiłam się przez chwilę, ale zorientowałam się, że przecież na razie jestem tu sama. Nic nie mówiłam, żeby nikt nie spostrzegł, że już się obudziłam. Chodziłam od skrzynki do skrzynki. Każdą ostrożnie otwierałam i szczelnie zamykałam. Patrzyłam po kontach, ale znajdywałam jedynie pleśń.
Po jakiejś godzinie cichych i ostrożnych poszukiwań, przeszukałam tylko połowę magazynu. Usiadłam na moim poprzednim miejscu odpoczywając. Powoli traciłam nadzieje, że ktoś tu oprócz mnie może być. Miałam już wstawać do dalszych poszukiwań kiedy usłyszałam jakieś dziwne szepty. Dochodziły z drugiego końca pomieszczenia. Nagle usłyszałam gwizd. Nie mam pojęcia skąd on się niby wziął. Równie dobrze szepty mogły być złudzeniem, a gwizdał sobie wiatr. Jednak coś mnie podkusiło żeby pójść w stronę szeptów. Równie dobrze mogło mnie to sprowadzić na zgubną śmierć. Założyłam kaptur na moje mokre i przesiąknięte zapachem ryb włosy. Szłam powoli nie do końca zgadzając się na następny krok. Mój umysł nie chciał pozwolić, a ciało samo się ruszało. Z kroku na krok szepty stawały się coraz głośniejsze dzięki czemu miałam pewność, że jednak to nie było tylko i wyłącznie moje złudzenie. Gdy jakoś odruchowo odwróciłam się zobaczyłam postać skąpaną we krwi. Była to dziewczyna z długimi i czarnymi jak smoła włosami. To Amelia! Przynajmniej tak na to wyglądało. Podeszła do pierwszej skrzynki z rybami i nabrała do wiaderka, które zabrała ze sobą. Krew na jej rękach, nogach i sukience nie należała do niej. Nie wiem z jakiego powodu, ale mi ulżyło. Miałam ochotę krzyknąć do niej: ,,Hej, Ami! Co u ciebie?" Ale to skończyłoby się jeszcze gorzej niż źle. Po chwili poczułam, że ktoś za mną stoi. Nie świadoma kto to nastawiłam łokieć do obrony. Postać szybko uniknęła ciosu i łapiąc mnie kucnęła. Szarpałam się, ale po chwili rozpoznałam ciepłą rękę i ciepło otaczające postać.
-Uspokój się - wyszeptała - to ja Leon, nie masz się czego bać.
Ulżyło mi, czyli jednak byli razem ze mną. Popatrzyłam na niego lecz on nie chciał puścić ręki z moich ust.
-To była Amelia, prawda? - zapytała druga postać kucająca obok Leona.
-A kto to? - zapytała trzecia siadając koło mnie.
-Właściwie to nikt... Coś mi wygląda na bardziej takiego robota niż prawdziwą osobę - odpowiedziała druga postać.
Pociągnęłam Leona za koszulkę dając mu znak, żeby mnie puścił. On jednak bardziej zbliżył się do mnie i tylko wyszeptał.
-Cicho.. Na razie nie.
-Ali, tak w ogóle skąd znasz tą dziewczynę?
-Można powiedzieć, że była moją dobrą koleżanką, jak nie przyjaciółką.
-O... A teraz do niej robot mówisz?
-Oj Lili, nie czepiaj się. Nie wiesz, co zrobiła...
-Tak to była ta Amelia. - wcisnął Leon.
-Skąd niby wiesz? - zapytał Aleksy.
-Opisałeś ją. Może nie z dokładnością, ale bardzo przypomina tą tu.
-Leon, czemu trzymasz ciągle Nami? - zapytała Lilianna patrząc na nas zastanawiającym wzrokiem.
-Jeszcze by coś palnęła do tej Amelii. Z opowieści wywnioskowałem, że przez te nie całe dwa dni stała się jej bliska. Lepiej trzymać ją na smyczy, żeby nas w coś nie wpakowała.
-Widocznie nie wie, że my tu powinniśmy być. Bo zauważyłaby brak Natsumi - wtrącił Aleksy.
-Właściwie macie racje - poparła Lili. - No, ale to dziwnie wygląda jak ją tak trzymasz.
-Lili posłuchaj. Zależy ci na tym jak to wygląda, czy na bezpieczeństwu własnego tyłka?
-No dobra, dobra.
-Cicho już tam! - powiedział półgłosem Aleksy.
-Nie krzycz - skarciła go dziewczyna.
-Obaj przestańcie, trzeba się wycofać zbyt się do nas przybliżają - wyszeptał Leon lekko się podnosząc. - Chodźcie tylko powoli i cicho. I żeby was nie było widać.
-Nie za dużo tych wymagań?
-Lili - popatrzył na nią przeszywającym wzrokiem - zapytam jeszcze raz: zależy ci na bezpieczeństwu własnego tyłka?
-No raczej, że tak, nie?
-No to cicho siedź i rób, co mówię.
-Tak jest, panie kapitanie - odpowiedziała od niechcenia Lilianna.
-Ty też zaczynasz? Nieważne - ruszył ciągnąc mnie za sobą. - Podnoś trochę te kolana, bo ja nie jestem kimś kto cały czas będzie cię nosić.
Jedyne co wyszło dobrego z tego zemdlenia to to, że mogłam się ruszać. Ale kiedy tak szliśmy i chciałam powiedzieć mu żeby mnie puścił, a nie pokazać, nie mogłam wydobyć z siebie dźwięku. Co prawda otwierałam usta, ale nic, nawet jednej samogłoski. O, co tu chodzi?! To już była przesada. Dość, że trafiliśmy w tak niefortunną sytuację to ja jeszcze nie mogę nic powiedzieć. Znowu miałam dość.
Po jakiejś godzinie cichych i ostrożnych poszukiwań, przeszukałam tylko połowę magazynu. Usiadłam na moim poprzednim miejscu odpoczywając. Powoli traciłam nadzieje, że ktoś tu oprócz mnie może być. Miałam już wstawać do dalszych poszukiwań kiedy usłyszałam jakieś dziwne szepty. Dochodziły z drugiego końca pomieszczenia. Nagle usłyszałam gwizd. Nie mam pojęcia skąd on się niby wziął. Równie dobrze szepty mogły być złudzeniem, a gwizdał sobie wiatr. Jednak coś mnie podkusiło żeby pójść w stronę szeptów. Równie dobrze mogło mnie to sprowadzić na zgubną śmierć. Założyłam kaptur na moje mokre i przesiąknięte zapachem ryb włosy. Szłam powoli nie do końca zgadzając się na następny krok. Mój umysł nie chciał pozwolić, a ciało samo się ruszało. Z kroku na krok szepty stawały się coraz głośniejsze dzięki czemu miałam pewność, że jednak to nie było tylko i wyłącznie moje złudzenie. Gdy jakoś odruchowo odwróciłam się zobaczyłam postać skąpaną we krwi. Była to dziewczyna z długimi i czarnymi jak smoła włosami. To Amelia! Przynajmniej tak na to wyglądało. Podeszła do pierwszej skrzynki z rybami i nabrała do wiaderka, które zabrała ze sobą. Krew na jej rękach, nogach i sukience nie należała do niej. Nie wiem z jakiego powodu, ale mi ulżyło. Miałam ochotę krzyknąć do niej: ,,Hej, Ami! Co u ciebie?" Ale to skończyłoby się jeszcze gorzej niż źle. Po chwili poczułam, że ktoś za mną stoi. Nie świadoma kto to nastawiłam łokieć do obrony. Postać szybko uniknęła ciosu i łapiąc mnie kucnęła. Szarpałam się, ale po chwili rozpoznałam ciepłą rękę i ciepło otaczające postać.
-Uspokój się - wyszeptała - to ja Leon, nie masz się czego bać.
Ulżyło mi, czyli jednak byli razem ze mną. Popatrzyłam na niego lecz on nie chciał puścić ręki z moich ust.
-To była Amelia, prawda? - zapytała druga postać kucająca obok Leona.
-A kto to? - zapytała trzecia siadając koło mnie.
-Właściwie to nikt... Coś mi wygląda na bardziej takiego robota niż prawdziwą osobę - odpowiedziała druga postać.
Pociągnęłam Leona za koszulkę dając mu znak, żeby mnie puścił. On jednak bardziej zbliżył się do mnie i tylko wyszeptał.
-Cicho.. Na razie nie.
-Ali, tak w ogóle skąd znasz tą dziewczynę?
-Można powiedzieć, że była moją dobrą koleżanką, jak nie przyjaciółką.
-O... A teraz do niej robot mówisz?
-Oj Lili, nie czepiaj się. Nie wiesz, co zrobiła...
-Tak to była ta Amelia. - wcisnął Leon.
-Skąd niby wiesz? - zapytał Aleksy.
-Opisałeś ją. Może nie z dokładnością, ale bardzo przypomina tą tu.
-Leon, czemu trzymasz ciągle Nami? - zapytała Lilianna patrząc na nas zastanawiającym wzrokiem.
-Jeszcze by coś palnęła do tej Amelii. Z opowieści wywnioskowałem, że przez te nie całe dwa dni stała się jej bliska. Lepiej trzymać ją na smyczy, żeby nas w coś nie wpakowała.
-Widocznie nie wie, że my tu powinniśmy być. Bo zauważyłaby brak Natsumi - wtrącił Aleksy.
-Właściwie macie racje - poparła Lili. - No, ale to dziwnie wygląda jak ją tak trzymasz.
-Lili posłuchaj. Zależy ci na tym jak to wygląda, czy na bezpieczeństwu własnego tyłka?
-No dobra, dobra.
-Cicho już tam! - powiedział półgłosem Aleksy.
-Nie krzycz - skarciła go dziewczyna.
-Obaj przestańcie, trzeba się wycofać zbyt się do nas przybliżają - wyszeptał Leon lekko się podnosząc. - Chodźcie tylko powoli i cicho. I żeby was nie było widać.
-Nie za dużo tych wymagań?
-Lili - popatrzył na nią przeszywającym wzrokiem - zapytam jeszcze raz: zależy ci na bezpieczeństwu własnego tyłka?
-No raczej, że tak, nie?
-No to cicho siedź i rób, co mówię.
-Tak jest, panie kapitanie - odpowiedziała od niechcenia Lilianna.
-Ty też zaczynasz? Nieważne - ruszył ciągnąc mnie za sobą. - Podnoś trochę te kolana, bo ja nie jestem kimś kto cały czas będzie cię nosić.
Jedyne co wyszło dobrego z tego zemdlenia to to, że mogłam się ruszać. Ale kiedy tak szliśmy i chciałam powiedzieć mu żeby mnie puścił, a nie pokazać, nie mogłam wydobyć z siebie dźwięku. Co prawda otwierałam usta, ale nic, nawet jednej samogłoski. O, co tu chodzi?! To już była przesada. Dość, że trafiliśmy w tak niefortunną sytuację to ja jeszcze nie mogę nic powiedzieć. Znowu miałam dość.
niedziela, 19 kwietnia 2015
Rozdział 11
Przepraszam za brak aktywności i powiadomienia was o tym. Zaczynajmy więc 11 rozdział! Teraz wam obiecuję, że posty będą się pojawiać częściej (nie obiecuje, że codziennie).
Kolejnego dnia wcale nie przestało padać. Zrobiło się strasznie ponuro i zimno. My nie mieliśmy już drewna na opał. Nie mieliśmy też żadnych ubrań przeciw deszczowych.
-No nic, przeżyjemy - powiedział Leon rzucając na mnie bluzą.
-Yy... Dzięki - powiedziałam ubierając ją. Aleksy zrobił to samo dla Lili.
-Dziękuję Ali - uśmiechnęła się szeroko. Podeszła do mnie i wyszeptała - Tak to się robi.
-Takie osoby to ja lubię - powiedziałam pod nosem. Chyba nikt tego nie usłyszał.
-Ruszajmy - powiedział Aleksy telepiąc się z zimna. Leon zaśmiał się, Lilianna podeszła i go uderzyła, a ja się uśmiechnęłam. Nie wiem czemu, ale w tej drużynie gdzie Lili zaczyna pokazywać swoje prawdziwe oblicze bardziej mi się podobało niż w poprzedniej.
-Lili!
-Czego Nami?
-"Nami"? - zdziwiłam się.
-Ta, twoje imię jest za długie.
-A twoje to może nie -odpowiedziałam.
-Nic, musisz się przyzwyczaić.
-Co z tego, ze to zupełnie inne imię... - odpowiedziałam patrząc na krople, które już powoli przestawały padać.
-Tak samo jak Oliwia - Ola, albo Ewelina - Ewa. Co za różnica, ważne, że krótsze. Dobra to czego chciałaś?
-A, tak. Chciałam się spytać czemu udawałaś taką miłą skoro jesteś taka...
-... Taka?
-.... taka jak jesteś - wybrnęłam.
-Czy ja wiem. Wyglądałaś na taką, która by nas nie przyjęła gdybym nie zachowywała się jak dziecko.
-Dzięki...
-Ciesze się, że wszystko sobie wszyscy wyjaśnili, a więc mogę liczyć choć chwilę ciszy - powiedział Leon.
-Tak jest, panie kapitanie - odpowiedziałam uśmiechając się. Odwrócił się w moją stronę i pstryknął mi w czoło. - Za co to? - spytałam głaskając się po czole.
-To nie wojsko, i czy ja ci wyglądam na kapitana?
-Przepraszam, nie chciałam pana urazić.
-Znowu zaczynasz?
-Skądże - odpowiedziałam uśmiechając się do niego.
-Dobrze się czujesz? - spytał się Aleksy.
-Tak, a co?
-Normalnie tyle nie mówisz, ani się nie uśmiechasz - zaczął wymieniać na palcach.
-No wiesz co!
-W sumie on ma racje - poparła go Lili.
-Czy to ma coś wspólnego z tym drzewem? - zapytał się Leon.
-Jakim drzewem - zdziwili się Aleksy i Lilianna.
-Nie ważne! - odpowiedziałam przyśpieszając kroku. - Może wstąpimy do miasta po jakieś grubsze ubrania? Tutaj jest o wiele bardziej zimno niż w Japonii.
-Zostało mi trochę pieniędzy, ale co z jedzeniem?
-Możemy kupić jakieś peleryny,a resztę przekazać na nasze jedzenie - podsunął Aleksy.
-Nie taki zły pomysł - poparła Lili.
-Róbcie co chcecie - odparł Leon również przyśpieszając kroku. - A wy co? Chcecie, żeby was noc nastała?
-Skądże! - odpowiedzieliśmy.
Szliśmy powoli. Aleksy i Lilianna zostali dość z tyłu i rozmawiali o czymś. Na przodzie szedł Leon, a ja po środku. Szliśmy tą samą drogą, na której spotkałam wczoraj Hisokę. Poznałam drzewo! Uśmiechnęłam się do niego. Jestem tak wdzięczna tym słowom. Dodały mi otuchy. Właściwie już zapomniałam gdzie my podróżujemy. Szłam po prostu przed siebie za Leonem i resztą. Czułam się bezpieczna, bardziej niż na początku. Z tyłu słyszałam rozmowy i śmiechy dzięki czemu było mi miło i ciepło na sercu (gadam jak stara babcia). Przede mną szedł chłopak skrywający pełno tajemnic. Raz miły raz złośliwy, który jest prawdziwy? Nie muszę wiedzieć! Wcale, a wcale! Tylko... po prostu miło mieć kogoś takiego przed sobą.
-A ty, co się tak patrzysz na mnie? - spytał odwracając się. Niestety nie zwróciłam na to uwagi patrzyłam na niego dalej rozmyślając i wtedy na niego wpadłam.
-P-Przepraszam....
-Eh... Co ja z tobą mam. Mogłaś chociaż się zatrzymać skoro ja się zatrzymałem.
-Naprawdę mi przykro - odpowiedziałam wstając i otrzepując się. - Na prawdę nie wiem gdzie ja miałam oczy, że cię nie zauważyłam.
-Pragnę zauważyć, że patrzyłaś się cały czas na mnie - odpowiedział również wstając i otrzepując się.
-Daj spokój, coś ci się pomyliło - odpowiedziałam.
-Tak? Więc cię zacytuję "Gadam jak stara babcia. Przede mną szedł chłopak..."
-STOOOP! Mówiłam na głos?
-Tak, ale do tego momentu. Słucham jaki chłopak? - patrzył na mnie ze złością, a jednocześnie z ciekawością.
-No wiesz... Przypomniała mi się Japonia - uśmiechnęłam się.
-Kłamiesz...
-Skądże!
-Nie patrzysz mi w oczy.
Spoglądnęłam na niego i jego złote oczy. Moje policzki oblał potężny rumieniec, który przeszedł aż na sam koniec uszu.
-Co tak na mnie patrzysz?
Nie byłam w stanie odpowiedzieć patrzyłam na niego cały czas. Wiatr zaczął powiewać naszymi włosami. Moja sukienka latała na wszystkie strony, włosy również jednak nie zasłaniały mi na tyle twarzy, że nie widziałabym jego oczu. Słońce, które powoli wyłaniało się zza szarych i ponurych chmur wlepiło światło w złoto jego oczu i dobijało prosto na moją twarz. To było takie piękne, że nie mogłam się napatrzeć. Leon chyba też patrzył w moje oczy, bo nie poruszał nimi (oprócz mrugania). W pewnym momencie doszli do nas Aleksy i Lilianna.
-Oho ho jakaż to piękna scena - powiedziała drwiącym głosem Lili.
-Daj spokój - odpowiedział Leon przenosząc wzrok na idącą parę. - A wy to niby co?
-My? My nic nie robiliśmy! - krzyknął Aleksy. Jakby sam siebie chciał przekonać.
-Dobra, wierzę ci - powiedział Leon wracając wzrokiem w moją stronę. - Słyszysz? Nie gap się już tak na mnie. Hej! Nastumi. Wszystko... w porządku?
Chciałam ruszyć się z miejsca jednak gdy wykonałam ruch przewróciłam się.
-Natsumi?
Nie potrafiłam nic odpowiedzieć. Czułam się jak lalka, która spadła z półki i nie może się ruszyć, ani zawołać o pomoc.
-Nami, wszystko w porządku? - zdziwiła się Lili.
-No nic wezmę ją - powiedział Leon zabierając mnie na barana. - Dopóki nie będzie się w stanie ruszyć, ani nic powiedzieć.
-Co to jakaś magia? - zapytał Aleksy. Był dość spokojny jak na takiego typu sytuacje.
-Być może - powiedział Leon. - Nie zwlekajmy chodźmy do tego miasta zanim nas noc zastanie. - powiedział zakładając mi kaptur i szepcąc - spróbuj odpocząć.
Nie odpowiedziałam mu. Czułam się jak pasożyt. Moja głowa oparła się o jego ramię i patrzyłam na przemijające nas drzewa, zwierzęta i ludzi. Chyba, że ktoś spróbował spojrzeć mi w oczy wtedy zamykałam je na dłuższą chwilę. Obserwowałam cały świat w ciszy. Nagle nie wiedząc kiedy zamknęłam oczy na dobre, nie mogąc ich otworzyć. Słyszałam jednak rozmowy.
-O, już miasto. Dość szybko to poszło.
-No nic, to może ja zostanę z nią tutaj - zaproponował Aleksy.
-Nie - zaprzeczył Leon - wejdziemy z nią. Śpi, nikt nie zobaczy jej oczu.
-A co z włosami.
-Schowałem jej.
-No, ale... - upierał się dalej Aleksy.
-Wejdziemy wszyscy, a jak kupimy peleryny zakryjemy ją jedną - zadecydowała Lili.
W duchu ucieszyłam się z tej decyzji, Po pierwsze bałam się trochę zostać z Aleksy'm, bo dość podejrzanie nalegał, a po drugie nie chciałam opuścić pleców Leona (wiem trochę to dziwnie brzmi) były takie ciepłe, a on sam tak ślicznie pachniał. Gdy weszliśmy do miasta nic już nie usłyszałam, straciłam przytomność jednak nie z własnej woli, ktoś to zrobił.
Kolejnego dnia wcale nie przestało padać. Zrobiło się strasznie ponuro i zimno. My nie mieliśmy już drewna na opał. Nie mieliśmy też żadnych ubrań przeciw deszczowych.
-No nic, przeżyjemy - powiedział Leon rzucając na mnie bluzą.
-Yy... Dzięki - powiedziałam ubierając ją. Aleksy zrobił to samo dla Lili.
-Dziękuję Ali - uśmiechnęła się szeroko. Podeszła do mnie i wyszeptała - Tak to się robi.
-Takie osoby to ja lubię - powiedziałam pod nosem. Chyba nikt tego nie usłyszał.
-Ruszajmy - powiedział Aleksy telepiąc się z zimna. Leon zaśmiał się, Lilianna podeszła i go uderzyła, a ja się uśmiechnęłam. Nie wiem czemu, ale w tej drużynie gdzie Lili zaczyna pokazywać swoje prawdziwe oblicze bardziej mi się podobało niż w poprzedniej.
-Lili!
-Czego Nami?
-"Nami"? - zdziwiłam się.
-Ta, twoje imię jest za długie.
-A twoje to może nie -odpowiedziałam.
-Nic, musisz się przyzwyczaić.
-Co z tego, ze to zupełnie inne imię... - odpowiedziałam patrząc na krople, które już powoli przestawały padać.
-Tak samo jak Oliwia - Ola, albo Ewelina - Ewa. Co za różnica, ważne, że krótsze. Dobra to czego chciałaś?
-A, tak. Chciałam się spytać czemu udawałaś taką miłą skoro jesteś taka...
-... Taka?
-.... taka jak jesteś - wybrnęłam.
-Czy ja wiem. Wyglądałaś na taką, która by nas nie przyjęła gdybym nie zachowywała się jak dziecko.
-Dzięki...
-Ciesze się, że wszystko sobie wszyscy wyjaśnili, a więc mogę liczyć choć chwilę ciszy - powiedział Leon.
-Tak jest, panie kapitanie - odpowiedziałam uśmiechając się. Odwrócił się w moją stronę i pstryknął mi w czoło. - Za co to? - spytałam głaskając się po czole.
-To nie wojsko, i czy ja ci wyglądam na kapitana?
-Przepraszam, nie chciałam pana urazić.
-Znowu zaczynasz?
-Skądże - odpowiedziałam uśmiechając się do niego.
-Dobrze się czujesz? - spytał się Aleksy.
-Tak, a co?
-Normalnie tyle nie mówisz, ani się nie uśmiechasz - zaczął wymieniać na palcach.
-No wiesz co!
-W sumie on ma racje - poparła go Lili.
-Czy to ma coś wspólnego z tym drzewem? - zapytał się Leon.
-Jakim drzewem - zdziwili się Aleksy i Lilianna.
-Nie ważne! - odpowiedziałam przyśpieszając kroku. - Może wstąpimy do miasta po jakieś grubsze ubrania? Tutaj jest o wiele bardziej zimno niż w Japonii.
-Zostało mi trochę pieniędzy, ale co z jedzeniem?
-Możemy kupić jakieś peleryny,a resztę przekazać na nasze jedzenie - podsunął Aleksy.
-Nie taki zły pomysł - poparła Lili.
-Róbcie co chcecie - odparł Leon również przyśpieszając kroku. - A wy co? Chcecie, żeby was noc nastała?
-Skądże! - odpowiedzieliśmy.
Szliśmy powoli. Aleksy i Lilianna zostali dość z tyłu i rozmawiali o czymś. Na przodzie szedł Leon, a ja po środku. Szliśmy tą samą drogą, na której spotkałam wczoraj Hisokę. Poznałam drzewo! Uśmiechnęłam się do niego. Jestem tak wdzięczna tym słowom. Dodały mi otuchy. Właściwie już zapomniałam gdzie my podróżujemy. Szłam po prostu przed siebie za Leonem i resztą. Czułam się bezpieczna, bardziej niż na początku. Z tyłu słyszałam rozmowy i śmiechy dzięki czemu było mi miło i ciepło na sercu (gadam jak stara babcia). Przede mną szedł chłopak skrywający pełno tajemnic. Raz miły raz złośliwy, który jest prawdziwy? Nie muszę wiedzieć! Wcale, a wcale! Tylko... po prostu miło mieć kogoś takiego przed sobą.
-A ty, co się tak patrzysz na mnie? - spytał odwracając się. Niestety nie zwróciłam na to uwagi patrzyłam na niego dalej rozmyślając i wtedy na niego wpadłam.
-P-Przepraszam....
-Eh... Co ja z tobą mam. Mogłaś chociaż się zatrzymać skoro ja się zatrzymałem.
-Naprawdę mi przykro - odpowiedziałam wstając i otrzepując się. - Na prawdę nie wiem gdzie ja miałam oczy, że cię nie zauważyłam.
-Pragnę zauważyć, że patrzyłaś się cały czas na mnie - odpowiedział również wstając i otrzepując się.
-Daj spokój, coś ci się pomyliło - odpowiedziałam.
-Tak? Więc cię zacytuję "Gadam jak stara babcia. Przede mną szedł chłopak..."
-STOOOP! Mówiłam na głos?
-Tak, ale do tego momentu. Słucham jaki chłopak? - patrzył na mnie ze złością, a jednocześnie z ciekawością.
-No wiesz... Przypomniała mi się Japonia - uśmiechnęłam się.
-Kłamiesz...
-Skądże!
-Nie patrzysz mi w oczy.
Spoglądnęłam na niego i jego złote oczy. Moje policzki oblał potężny rumieniec, który przeszedł aż na sam koniec uszu.
-Co tak na mnie patrzysz?
Nie byłam w stanie odpowiedzieć patrzyłam na niego cały czas. Wiatr zaczął powiewać naszymi włosami. Moja sukienka latała na wszystkie strony, włosy również jednak nie zasłaniały mi na tyle twarzy, że nie widziałabym jego oczu. Słońce, które powoli wyłaniało się zza szarych i ponurych chmur wlepiło światło w złoto jego oczu i dobijało prosto na moją twarz. To było takie piękne, że nie mogłam się napatrzeć. Leon chyba też patrzył w moje oczy, bo nie poruszał nimi (oprócz mrugania). W pewnym momencie doszli do nas Aleksy i Lilianna.
-Oho ho jakaż to piękna scena - powiedziała drwiącym głosem Lili.
-Daj spokój - odpowiedział Leon przenosząc wzrok na idącą parę. - A wy to niby co?
-My? My nic nie robiliśmy! - krzyknął Aleksy. Jakby sam siebie chciał przekonać.
-Dobra, wierzę ci - powiedział Leon wracając wzrokiem w moją stronę. - Słyszysz? Nie gap się już tak na mnie. Hej! Nastumi. Wszystko... w porządku?
Chciałam ruszyć się z miejsca jednak gdy wykonałam ruch przewróciłam się.
-Natsumi?
Nie potrafiłam nic odpowiedzieć. Czułam się jak lalka, która spadła z półki i nie może się ruszyć, ani zawołać o pomoc.
-Nami, wszystko w porządku? - zdziwiła się Lili.
-No nic wezmę ją - powiedział Leon zabierając mnie na barana. - Dopóki nie będzie się w stanie ruszyć, ani nic powiedzieć.
-Co to jakaś magia? - zapytał Aleksy. Był dość spokojny jak na takiego typu sytuacje.
-Być może - powiedział Leon. - Nie zwlekajmy chodźmy do tego miasta zanim nas noc zastanie. - powiedział zakładając mi kaptur i szepcąc - spróbuj odpocząć.
Nie odpowiedziałam mu. Czułam się jak pasożyt. Moja głowa oparła się o jego ramię i patrzyłam na przemijające nas drzewa, zwierzęta i ludzi. Chyba, że ktoś spróbował spojrzeć mi w oczy wtedy zamykałam je na dłuższą chwilę. Obserwowałam cały świat w ciszy. Nagle nie wiedząc kiedy zamknęłam oczy na dobre, nie mogąc ich otworzyć. Słyszałam jednak rozmowy.
-O, już miasto. Dość szybko to poszło.
-No nic, to może ja zostanę z nią tutaj - zaproponował Aleksy.
-Nie - zaprzeczył Leon - wejdziemy z nią. Śpi, nikt nie zobaczy jej oczu.
-A co z włosami.
-Schowałem jej.
-No, ale... - upierał się dalej Aleksy.
-Wejdziemy wszyscy, a jak kupimy peleryny zakryjemy ją jedną - zadecydowała Lili.
W duchu ucieszyłam się z tej decyzji, Po pierwsze bałam się trochę zostać z Aleksy'm, bo dość podejrzanie nalegał, a po drugie nie chciałam opuścić pleców Leona (wiem trochę to dziwnie brzmi) były takie ciepłe, a on sam tak ślicznie pachniał. Gdy weszliśmy do miasta nic już nie usłyszałam, straciłam przytomność jednak nie z własnej woli, ktoś to zrobił.
piątek, 3 kwietnia 2015
Rozdział 10.
Ostatnio dość często chodziliśmy po tym lesie. Właściwie to robiło się już późno więc rozpaliliśmy ognisko. Lilianna chciała rozmawiać.
-Porozmawiajmy - postanowiła.
-Niby po co? - zapytał Aleksy.
-Cały czas siedzieliście cicho. Wyglądało to jakbyście się pożarli. Nie chcę żeby były jakiekolwiek spory w naszej paczce, rozumiecie? - mówiła zmartwiona. Wolałabym już żeby nie udawała....
-W sumie możemy pogadać - powiedział od niechcenia Leon. Pewnie chciał żeby Lili nie prawiła żadnych kazań.
-W sumie... tak - oczy Aleksy'a zabłysnęły. Zrobiły się bardziej tajemnicze niż zazwyczaj.
-Skoro jesteśmy tu wszyscy razem to może każdy z osobna opowie o swojej przeszłości - zaproponowała Lilianna.
-Wyjęłaś mi to z ust Lili! - krzyknął uradowany Aleksy. A więc to taki mieli plan.
-Ale poczekajcie... - przerwałam - po co wam to wszystko? Czy nie liczy się teraźniejszość? Po co wam znać czyjąś przeszłość. Jeżeli jest straszna i ktoś nie chce o niej mówić, bo nie chce nawet jej znać, to co? Naruszacie tylko czyjąś prywatność. Pomyśleliście o tym? - patrzyłam na nich pouczająco. Leon zwrócił wzrok na mnie. Po części oprócz swojej przeszłości chciałam też chronić jego. Czemu? Bez konkretnego powodu. Tak po prostu... instynkt, czy coś w tym guście.
-A ty co? Katarynka? - powiedział Leon odwracając wzrok w stronę koron drzew. Dziękuję ci Leon! Ja ci tu dupę ratuję, a ty do mnie z takim czymś wyjeżdżasz? Bardzo żeś uprzejmy.
-A ty co tak się uwziąłeś na niej? Zawsze taki miły - zdziwił się Aleksy.
-Co w tym dziwnego Ali ? - zapytała Lili - Dorasta człowiek i pewnie ma już dość takiej osoby jaką jest Natsumi. Ups... Wymsknęło mi się - zarumieniła się.
-W sumie to masz rację - odparłam spoglądając za siebie - ale przecież nikt się z tego powodu nie zabije, nie? - uśmiechnęłam się tak jakby do siebie.
-Yyy... Trochę tam racji masz, prawda Ali? - speszyła się Lili.
-Hisoka ci to wbijał do głowy, prawda? - zaśmiał się Aleksy. Po chwili ucichł.
-Ano... - odpowiedziałam wstając i rozglądając się po lesie - to ja pójdę po chrust na opał. Ktoś pójdzie ze mną?
-Wiesz ja będę gotować - powiedziała Lilianna.
-Ja będę jej towarzyszyć - uśmiechnął się Aleksy.
-W takim razie ja pójdę - odezwał się Leon wstając i otrzepując spodnie.
-Nie musisz - odpowiedziałam przechodząc koło niego i wchodząc w głąb lasu.
Szłam powoli patrząc na pozwalane drzewa, również na te, które stoją. Powoli robiła się już prawdziwa noc. Słońce prawie zaszło za horyzont. Zamiast patrzeć pod nogi i zbierać gałązki patrzyłam do góry na powoli opadające liście. Jesień zbliżała się ku końcowi. Coraz bardziej robiło się zimno. My dalej byliśmy poubierani na późne lato. Trzeba będzie im powiedzieć, żebyśmy w mieście kupili jakieś grubsze ubrania.
Robiło mi się coraz zimniej. Wtem się rozpadało.
-Ha ha ha bardzo śmieszne! Dzięki pogodo, nienawidzę cię! - krzyczałam stojąc akurat między drzewami. Zaczęła się prawdziwa ulewa. Gdybym była pod drzewem może by było lepiej, jednak już w nie całą minutę byłam przemoczona do ostatniej nitki - Za co, ja się pytam za co? - usiadłam tak jak stałam i tak nie robiło mi to już żadnej różnicy. Po chwili wstałam i zaczęłam się obracać. Tak jakby tańczyć. Nie miałam pojęcia skąd znam ten taniec. Był taki lekki, a do tego ciężkie i duże krople deszczu w ogóle mi w nim nie przeszkadzały. Było przyjemnie, nawet bardzo. Przestałam na chwilę myśleć już w ogóle o wszystkim złym.
W pewnym momencie zatrzymałam się a przed sobą zobaczyłam jakby zjawę swojego brata. Zaczął do mnie coś mówić
-Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Żyj! Nie pozwól sobie odebrać życia tak łatwo! Jest bardzo cenne, pamiętaj... - uśmiechnął się i mnie przytulił. Zanim zdążyłam zareagować on powoli rozwiewał się...
-Czekaj! Hisoka! Czeeekaj! - zaczęłam machać rękami mając nadzieje, że jeszcze go złapię. W pamięci pozostał mi tylko jego uśmiech. Przestałam już machać rękami. Popatrzyłam do góry i uśmiechnęłam się do znikającej już jego twarzy.
-Yhm! Będę pamiętać, Sayonara [jap. Żegnaj] - z oczu poleciało mi kilka łez. Ale już szczęścia.
-A tobie już na mózg odbiło? uśmiechasz się i gadasz do drzewa - powiedziała zbliżając się postać.
-Może i mi padło na mózg, ale to w końcu ja, prawda? - powiedziałam uśmiechając się szeroko w jego stronę.
-Rób co chcesz - odpowiedziała postać, która powoli wynurzała się z ciemności.
-Mówiłam, żebyś ze mną nie szedł, a i tak poszedłeś.
-Reszta ekipy się martwi no to poszedłem - odpowiedział niby obojętnie.
-No to nie ma nic do palenia skoro wszystko jest mokre.
-Chodź już skoro nie ma co zbierać, musisz się wysuszyć.
-Nie muszę - odpowiedziałam. - Posiedzę tu jeszcze chwilę.
-Jak posiedzę? - zadziwił się - przecież jest prawie środek nocy, chodź - pociągnął mnie za rękę.
-Nie chcę tam wraca... właściwie to chodźmy - powiedziałam dorównując mu krokami.
-Nigdy cię nie zrozumiem - powiedział pod nosem.
-Słucham? - popatrzyłam na niego.
-Już nic - odpowiedział narzucając na mnie swoją bluzę - załóż. Trochę daleko do "obozowiska" zmieniliśmy miejsce na jakąś pobliską jaskinię.
-A ty? Nie przeziębisz się?
-Mnie tam nic nie będzie, no już zakładaj.
-Okay - odpowiedziałam wkładając ją. Leon założył mi kaptur.
-Z kim rozmawiałaś?
-Sam mówiłeś, że z drzewem, prawda?
-Ale ja...
-Spokojnie, nikogo tam nie było - powiedziałam przyśpieszając kroku. Po nie całej minucie podbiegł do mnie i zatrzymał.
-Na pewno?
-Na sto procent, a co martwisz się?
-Tak - odpowiedział - choć tyle...
-Co lepiej żebym oszalała niż rozmawiała z kimś na prawdę?
-Już nie ważne, chodźmy bo trzeba jeszcze odpocząć.
-Zgadzam się.
Doszliśmy do jaskini. Ogień już ledwo się palił. Aleksy i Lili już dawno spali. My także się położyliśmy. Dzięki Hisoce już rozumiem po części, co to znaczy żyć.
Wróciłam! :D Wiem dużo tego nie ma jak na powrót, ale teraz znowu postaram się pisać codziennie ^^ Dziękuję, że czekaliście i przepraszam, że musieliście.
-Porozmawiajmy - postanowiła.
-Niby po co? - zapytał Aleksy.
-Cały czas siedzieliście cicho. Wyglądało to jakbyście się pożarli. Nie chcę żeby były jakiekolwiek spory w naszej paczce, rozumiecie? - mówiła zmartwiona. Wolałabym już żeby nie udawała....
-W sumie możemy pogadać - powiedział od niechcenia Leon. Pewnie chciał żeby Lili nie prawiła żadnych kazań.
-W sumie... tak - oczy Aleksy'a zabłysnęły. Zrobiły się bardziej tajemnicze niż zazwyczaj.
-Skoro jesteśmy tu wszyscy razem to może każdy z osobna opowie o swojej przeszłości - zaproponowała Lilianna.
-Wyjęłaś mi to z ust Lili! - krzyknął uradowany Aleksy. A więc to taki mieli plan.
-Ale poczekajcie... - przerwałam - po co wam to wszystko? Czy nie liczy się teraźniejszość? Po co wam znać czyjąś przeszłość. Jeżeli jest straszna i ktoś nie chce o niej mówić, bo nie chce nawet jej znać, to co? Naruszacie tylko czyjąś prywatność. Pomyśleliście o tym? - patrzyłam na nich pouczająco. Leon zwrócił wzrok na mnie. Po części oprócz swojej przeszłości chciałam też chronić jego. Czemu? Bez konkretnego powodu. Tak po prostu... instynkt, czy coś w tym guście.
-A ty co? Katarynka? - powiedział Leon odwracając wzrok w stronę koron drzew. Dziękuję ci Leon! Ja ci tu dupę ratuję, a ty do mnie z takim czymś wyjeżdżasz? Bardzo żeś uprzejmy.
-A ty co tak się uwziąłeś na niej? Zawsze taki miły - zdziwił się Aleksy.
-Co w tym dziwnego Ali ? - zapytała Lili - Dorasta człowiek i pewnie ma już dość takiej osoby jaką jest Natsumi. Ups... Wymsknęło mi się - zarumieniła się.
-W sumie to masz rację - odparłam spoglądając za siebie - ale przecież nikt się z tego powodu nie zabije, nie? - uśmiechnęłam się tak jakby do siebie.
-Yyy... Trochę tam racji masz, prawda Ali? - speszyła się Lili.
-Hisoka ci to wbijał do głowy, prawda? - zaśmiał się Aleksy. Po chwili ucichł.
-Ano... - odpowiedziałam wstając i rozglądając się po lesie - to ja pójdę po chrust na opał. Ktoś pójdzie ze mną?
-Wiesz ja będę gotować - powiedziała Lilianna.
-Ja będę jej towarzyszyć - uśmiechnął się Aleksy.
-W takim razie ja pójdę - odezwał się Leon wstając i otrzepując spodnie.
-Nie musisz - odpowiedziałam przechodząc koło niego i wchodząc w głąb lasu.
Szłam powoli patrząc na pozwalane drzewa, również na te, które stoją. Powoli robiła się już prawdziwa noc. Słońce prawie zaszło za horyzont. Zamiast patrzeć pod nogi i zbierać gałązki patrzyłam do góry na powoli opadające liście. Jesień zbliżała się ku końcowi. Coraz bardziej robiło się zimno. My dalej byliśmy poubierani na późne lato. Trzeba będzie im powiedzieć, żebyśmy w mieście kupili jakieś grubsze ubrania.
Robiło mi się coraz zimniej. Wtem się rozpadało.
-Ha ha ha bardzo śmieszne! Dzięki pogodo, nienawidzę cię! - krzyczałam stojąc akurat między drzewami. Zaczęła się prawdziwa ulewa. Gdybym była pod drzewem może by było lepiej, jednak już w nie całą minutę byłam przemoczona do ostatniej nitki - Za co, ja się pytam za co? - usiadłam tak jak stałam i tak nie robiło mi to już żadnej różnicy. Po chwili wstałam i zaczęłam się obracać. Tak jakby tańczyć. Nie miałam pojęcia skąd znam ten taniec. Był taki lekki, a do tego ciężkie i duże krople deszczu w ogóle mi w nim nie przeszkadzały. Było przyjemnie, nawet bardzo. Przestałam na chwilę myśleć już w ogóle o wszystkim złym.
W pewnym momencie zatrzymałam się a przed sobą zobaczyłam jakby zjawę swojego brata. Zaczął do mnie coś mówić
-Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Żyj! Nie pozwól sobie odebrać życia tak łatwo! Jest bardzo cenne, pamiętaj... - uśmiechnął się i mnie przytulił. Zanim zdążyłam zareagować on powoli rozwiewał się...
-Czekaj! Hisoka! Czeeekaj! - zaczęłam machać rękami mając nadzieje, że jeszcze go złapię. W pamięci pozostał mi tylko jego uśmiech. Przestałam już machać rękami. Popatrzyłam do góry i uśmiechnęłam się do znikającej już jego twarzy.
-Yhm! Będę pamiętać, Sayonara [jap. Żegnaj] - z oczu poleciało mi kilka łez. Ale już szczęścia.
-A tobie już na mózg odbiło? uśmiechasz się i gadasz do drzewa - powiedziała zbliżając się postać.
-Może i mi padło na mózg, ale to w końcu ja, prawda? - powiedziałam uśmiechając się szeroko w jego stronę.
-Rób co chcesz - odpowiedziała postać, która powoli wynurzała się z ciemności.
-Mówiłam, żebyś ze mną nie szedł, a i tak poszedłeś.
-Reszta ekipy się martwi no to poszedłem - odpowiedział niby obojętnie.
-No to nie ma nic do palenia skoro wszystko jest mokre.
-Chodź już skoro nie ma co zbierać, musisz się wysuszyć.
-Nie muszę - odpowiedziałam. - Posiedzę tu jeszcze chwilę.
-Jak posiedzę? - zadziwił się - przecież jest prawie środek nocy, chodź - pociągnął mnie za rękę.
-Nie chcę tam wraca... właściwie to chodźmy - powiedziałam dorównując mu krokami.
-Nigdy cię nie zrozumiem - powiedział pod nosem.
-Słucham? - popatrzyłam na niego.
-Już nic - odpowiedział narzucając na mnie swoją bluzę - załóż. Trochę daleko do "obozowiska" zmieniliśmy miejsce na jakąś pobliską jaskinię.
-A ty? Nie przeziębisz się?
-Mnie tam nic nie będzie, no już zakładaj.
-Okay - odpowiedziałam wkładając ją. Leon założył mi kaptur.
-Z kim rozmawiałaś?
-Sam mówiłeś, że z drzewem, prawda?
-Ale ja...
-Spokojnie, nikogo tam nie było - powiedziałam przyśpieszając kroku. Po nie całej minucie podbiegł do mnie i zatrzymał.
-Na pewno?
-Na sto procent, a co martwisz się?
-Tak - odpowiedział - choć tyle...
-Co lepiej żebym oszalała niż rozmawiała z kimś na prawdę?
-Już nie ważne, chodźmy bo trzeba jeszcze odpocząć.
-Zgadzam się.
Doszliśmy do jaskini. Ogień już ledwo się palił. Aleksy i Lili już dawno spali. My także się położyliśmy. Dzięki Hisoce już rozumiem po części, co to znaczy żyć.
Wróciłam! :D Wiem dużo tego nie ma jak na powrót, ale teraz znowu postaram się pisać codziennie ^^ Dziękuję, że czekaliście i przepraszam, że musieliście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)