czwartek, 23 czerwca 2016

Rozdział 19

  Dziewczyna nerwowo patrzyła na gałązki walające się po ziemi. 
  -Cholera, wszystko dalej jest mokre. Do tego czego nie dotknę od razu się rozpada. Musiało długo już tu leżeć. 
  Postanowiła ruszyć dalej. 
  -Potrzebuje w miarę suchych gałęzi - zabrała jeden, który wyglądał na wyschniętego. Od razu rozpadł się w jej dłoniach. - Wystarczy, że będą trwałe. 
  Chodziła w kółko już jakieś pół godziny. W ręce trzymała jedną gałąź. 
   -Tylko tyle? Liczyłam na coś więcej po tak dużym miejscu. 
   Stanęła w miejscu i zaczęła rozglądać się dookoła. Coś błysnęło niedaleko w trawie. Podeszła. 
   -Nóż? I to nie taki stary. 
   Wzięła go do ręki i zaczęła oglądać. Ostrze pod wpływem małych promieni słońca mieniło się we wszystkich kolorach tęczy. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko. 
   -Śliczny. Tylko skąd się wziął? - rozglądnęła się wokół siebie. Nie było żywej duszy. - Myślę, że nic się nie stanie jak go wezmę. Przyda się w moim małym obozie. Tylko czemu wygląda jak nowy... 
   Jak powiedziała, tak i zrobiła. Zabrała swoją chustę z ręki obwiązała nią prawe udo. Wsunęła delikatnie nóż i całość przykryła swoją, już podartą, sukienką. Ruszyła w dalszą drogę. 
   Kiedy wróciła do swojego prowizorycznego obozowiska zebrała już sporą ilość gałęzi. Mniejszych oraz większych. Zaczęła tworzyć konstrukcję przypominającą mały domek. Choć domkiem tego nazwać nie można było. Za pomocą noża wystrugała belki, które łatwo można było wbić w ziemię. Wzięła największą i najcięższą z gałęzi. Zaczęła mocno uderzać w postawione belki aby umocnić je w ziemi. Powoli utworzyły się ściany jej skromnego mieszkanka. Nadszedł wieczór. Jej całe ręce były obolałe i spuchnięte. Słońce spaliło ją doszczętnie. Wyszła na plażę. 
  -Pasowałoby się umyć. Nieprzyjemnie pachnę. 
  Chwilę posiedziała i poszła wgłąb wyspy. Za dnia, poszukując gałęzi, znalazła mały stawik. Weszła do środka.
   -W końcu mogę się odprężyć. Siedzę tu dopiero trzeci dzień.. albo drugi... i już mam dość. 
   Zabrała znaleziony nóż do ręki i obmywała go wodą. 
   -Skąd on się tu wziął? Może na wyspie są inni rozbitkowie. Czy powinnam ich szukać? Nie.. Raczej to niebezpieczne. Zamiast poznawać nowych rozbitków pasowałoby się stąd wydostać. 
   -Masz absolutną rację - usłyszała. 
   -Czy ja wiem. Nawet nie wiem jak daleko jestem od lądu. 
   -Myślę, że to wcale nie tak daleko. 
   -Tak myś.. - urwawszy odwróciła się gwałtownie w stronę głosu. Wystraszona wpatrywała się w męską postać. 
   -Tak właśnie myślę - uśmiechnął się chłopiec. 
   -Kim ty właściwie jesteś?! 
   -Nie bój się. Przyszedłem tylko odebrać swoją własność - odpowiedział przykucając niedaleko niej. 
   -Nie mam niczego, co należałoby do ciebie! - powiedziała gwałtownie chowając nóż do wody. Nie zwróciła uwagi nawet gdzie, już po chwili miejsce, gdzie przesiadywała nabrało czerwony kolor. Jednak nieugięta dziewczyna nawet nie zmieniła wyrazu twarzy. Bolało ją. Strasznie ją bolało. Nie chciała jednak dać po sobie niczego poznać, choć widziała zabarwiającą się wodę. 
   -Przecież widzę, że się przecięłaś. Daj, opatrzę cię. 
   -Nie trzeba - syknęła. 
   -Ale spokojnie. Nie chcę zrobić ci krzywdy, nie musisz się niczego obawiać. 
   -Jeśli chcesz ze mną porozmawiać, musisz to odłożyć na trochę później. 
   -Nie chcę rozmawiać, chce odzyskać swoją własność. 
   -Nie mam niczego, co mogłoby należeć do ciebie. 
   -Jestem tym rzekomym rozbitkiem, o którym myślałaś. 
   -Nie podsłuchuje się osób, które mówią do siebie! - przygryzła wargi. Krew wylewała się z rany ciurkiem. Ledwo co minęła minuta, a już połowa sadzawki była koloru rubinu. 
   -Jeszcze trochę, a się wykrwawisz. 
   -Nie mam niczego, odejdź! - warknęła. 
   -Ale spokojnie, panienko. Na razie odejdę, ale wrócę tu. Zastanów się i przypomnij, może jednak wzięłaś coś, co nie należy do ciebie - wstał, odwrócił się na pięcie i odszedł. 
   Dziewczyna rozluźniła się lekko. Zaczęła ciężko oddychać. 
   -Nie przypuszczałam, że będzie tak ostry... 
   Wyszła z wody. Urwała potężnych rozmiarów liść, owinęła się nim na kształt ręcznika. Zabrała rzeczy i w pośpiechu, utykając na prawą nogę, uciekła w stronę swojego obozowiska. 
   Wbiegła w ściany swojego domku i zaczęła przekopywać rzeczy. Znalazła! Bandaż, który dał jej Leon. Pobiegła w równym pośpiechu aby go przepłukać. Znalazła roślinę, o której gdzieś przeczytała, że ma substancje lecznicze. Wydobyła z niej sok. Przyłożyła do nogi i zawinęła bandażem. Po całym zabiegu odetchnęła. Jej oddech nadal był ciężki. Przebrała swój "ręcznik" na swoją sukienkę. Powoli skierowała się z powrotem w kierunku obozu. Nagle stanęła jak wryta. Przed nią stał ten sam człowiek, co przedtem.
   -A więc, znalazłaś? - zapytał.
   Natsumi uśmiechnęła się lekko. 
   -Chyba będziemy musieli odłożyć to na potem. 
   Popatrzył na nią. Lekko przytaknął.
   -Straciłam za dużo.. krwi...
   Jej ciało powoli spadało. Chłopak podbiegł i złapał ją. 
   -Znakomicie się spisałaś - uśmiechnął się i pobiegł w stronę lasu zabierając ją ze sobą. 
   Po drodze zauważył jej mały obóz. Wszedł. Zabrał bluzę Leona, narzucił na dziewczynę i pobiegł w ciemność. 


                              ***


   -Bywajcie! - usłyszeli za sobą. 
   -Trzymajcie się! - krzyknęła, machając rękami, Lilianna. 
   Statek powoli znikł na horyzoncie. 
   -Jak dla mnie wygląda to na polskie wybrzeże - odezwał się Aleksy. 
   -Czyli mamy o połowę więcej roboty - westchnął Leon. 
   -Słuchajcie! W jednej z książek wyczytałam, że jest znak, który znają tylko magowie. Wiele z nich w końcu mieszka w naszym świecie. Dlatego aby mieć pewność, że mogą używać magii, bądź zwrotów związanych z tym terminem używają właśnie czegoś takiego - zaczęła kreślić na ziemi rzekomy znak. A była to trzy i pół ramienna gwiazda. 
<Od autorki: Już tłumaczę. Każdy wie, jak najłatwiej zrobić gwiazdę. Zawsze się tak robiło w szkole xD No więc zaczynając od dołu, kreśli się kreskę w górę, robi grzbiet gwiazdy, czyli ściąga kreskę na dół następnie na około 45° w lewy bok i zakańcza się dorysowując linię do linii początkowej.
Teraz możecie sprawdzić, czy wyszło wam to o czym mówiłam :3 
 Jeśli nie, to oznacza, że nie umiem tłumaczyć xD Przejdźmy do dalszej części historii ^^> 
   -Czemu akurat takie coś? - zadziwił się Aleksy.
   -Istnieje legenda, która opowiada o bardzo starej kapłance, do której przyszli ludzie - magowie - którzy chcieli zamieszkać wśród ludzi bez magii, tak zwanych mugoli. Kapłanka po dłuższym zastanowieniu i modlitwy do świętego drzewa Virilal, zgodziła się, jednak aby zapobiec przybyciu ludzi do Avalonu zdecydowała, że nikt nie może mówić o niczym, co dotyczyło magii oraz ich kraju. Ludzie niechętnie podeszli do tego, dlatego pod wpływem próśb, kapłanka zadecydowała, że będą nosili znak, który powiadomi innych magów o tym skąd się pochodzi. Ludzie zadowoleni zgodzili się. Kapłanka zdecydowała, że będzie to pięcioramienna gwiazda, na cześć tego, że była piątą kapłanką. Gdy zaczęła rysować znak, aby przekazać go ludziom, Virilal jedną ze swych gałęzi mocno potrząsnął. Powstał niesamowicie silny wiatr i pióro, którym pisała kapłanka odleciało, a dlatego, że gwiazda nie została dokończona powstał właśnie taki znak. Nie wiadomo, czy drzewo chciało zostawić tą gwiazdę właśnie tak, czy może całkowicie anulować to co rozpoczęła. Ewentualnie to był czysty przypadek, choć to byłoby dziwne, że tylko jedna gałąź mogłaby zrobić coś takiego. 
   -R-Rozumiem - odparł Aleksy.
   -Po twarzy wyglądasz jakby nie bardzo - zaśmiał się Leon.
   -Zamknij się - syknął chłopiec.
   -No już, już. Jest mały problem. Po pierwsze - nie wiemy, czy ten znak dalej jest znakiem magów. Po drugie - jeśli innym ludziom się spodobał, w końcu jest to dość stare, teraz z tego co wyczytałam jest jakaś dziesiąta kapłanka, a one żyją bardzo długo, więc być może ludzie zaczęli tego używać i trudno nam będzie znaleźć prawdziwego maga. 
   -Ale - przerwał Leon - ja wyczytałem coś w innej książce, chyba trochę młodszej od twojej.
   -Co takiego? - zaciekawiła się dziewczyna.
   -Otóż: dla pewności, gdy rysuje się ten znak, mówi się: "Wierzba płacząca nigdy nie zapłakała nad swym losem".
   -Co to niby ma być? - zdziwił się Aleksy.
   -A oni odpowiadają...
   -..."Księżyc jest dziś piękny".
   -Dokładnie... Zaraz, zaraz - Leon gwałtownie się odwrócił. - Skąd pan wie? 
   -Witam was, nie wyglądacie na magów, ale dużo o tym studiowaliście.
   -Całe trzy dni i dwie noce - uśmiechnęła się Lili. 
   -Zapraszam do mnie, powiecie mi co nie co. 
   -Jak najbardziej - odpowiedział Leon ruszając na mężczyzną w podeszłym wieku. 
   -A-Ale zaraz! - krzyknął Aleksy za nimi - przecież... 
   Po chwili pobiegł za oddalającymi się postaciami. Cała czwórka szła wgłąb lasu, gdzie stała samotna, drewniana chatka. 



No to w końcu pojawił się rozdział :3 Mam nadzieje, że się wam spodobał. Nie jestem doświadczona, jeśli chodzi o przetrwanie na wyspach, czy też magię, ale staram się dokształcać xD Choć magię to mogę sobie wymyślić, więc mniejszy problem :D Zmieniłam lekko rozdział 15, spostrzegawczy czytelnicy będą wiedzieli o co chodzi xD To tyle, do następnego posta ^^ 

środa, 15 czerwca 2016

Rozdział 18

   -A więc to tak, że... - zaczęła Lilianna - w świecie magii, nazywanym Avalon, wierzą w zabobony. Choć jakby nie patrzeć samo istnienie magii dla nas to zabobon, więc dla nich to normalka. Ale kontynuując: według ich wierzeń zielone włosy posiadali tylko łowcy. Łowcy to - otworzyła książkę - to rasa ludzi, właśnie z zielonymi włosami i niebieskimi niczym przejrzyste niebo oczami, która mieszkała w lasach Avalonu, wykonywała różne zadania związane najczęściej z lasem oraz zabójstwami. Podobno nikt nie znał ich dokładnego pobytu. Być może prowadzili koczowniczy tryb życia, nikt nigdy się o tym nie dowiedział. W samej ich rasie można było wyróżnić dwie odmiany. Jedna, tak jak wspomniałam wcześniej z niebieskimi oczami, zajmowała się lasem. Dbali o niego. Zabijali niebezpieczne zwierzęta i tym podobne. Druga zaś, której kolor oczu podchodził pod fiolet, zajmowali się najczęściej rabunkiem i zabójstwami. Jedni na polecenie, inni dla przyjemności.
   -I co to ma do Natsumi? - zapytał zdziwiony Aleksy.
   -Jej jedno oko jest czerwone, a drugie fioletowe oraz ma zielone włosy, zapomniałeś? - odpowiedział Leon. - Kontynuuj.
   Popatrzyli na niego. Dziewczyna lekko uśmiechnęła się pod nosem.
   -A pamiętasz może które oko było fioletowe, a które czerwone? - zapytała Lili.
   -Oczywiście, a wy nie?
   -P-Pewnie! - odpowiedział pewny siebie Aleksy. - To oczywiste, że lewe fioletowe, a prawe czerwone!
   Leon pokręcił głową.
   -Nie? Ja też byłam pewna, że tak jest.
   -Na odwrót. Prawe ma fioletowe, a lewe czerwone.
   -Tak jak przystało na podglądacza - zaśmiała się Lili.
   -Ygh... Kontynuuj.
   -Dobrze więc. To wyjaśnia po części wygląda Nami. Teraz - czerwone oko. Otóż. Skoro mówiliśmy o zabobonach, to wierzono, że cały ład w tamtym świecie podtrzymuje drzewo Virilal. Oczywiście, jeśli jest coś wielbionego to zazwyczaj są koło tego osoby podające się za kapłanki. W tym przypadku również tak jest. Kapłanami jest od pokoleń pewna rodzina o nazwisku Shizuka. Zazwyczaj są to kobiety o potężnej mocy. Kobiety z tej rodziny, gdy już są w podeszłym wieku, dobra może tak koło trzydziestki, planują dziecko. Oczywiście wszyscy wierzą, że to drzewo wybiera sobie mężczyznę, z którym ma mieć dziecko kapłanka.
  -Co to ma do rzeczy z Natsumi? - znowu zapytał zdziwiony Aleksy.
  -Słuchaj dalej - skarcił go Leon.
  -Ekhem.. No więc, Wierzą, że czerwony kolor oczu oznacza pełność mocy i tym podobne, Oczywiście, jeśli nie ma się czerwonych oczu, nie oznacza, że nie możesz zostać magiem. Nie mylcie faktów. Ale kapłanką na pewno nie. No więc tak. Jeśli wszystko by podsumować, wychodzi na to, że Nami jest pół kapłanką i pół łowcą. Albo trzy czwarte łowcą, hmm..
   -To nie wszędzie trzyma się kupy. Gdyby Natsumi naprawdę władała jakimiś mocami, uratowałaby wtedy brata, uratowałaby siebie i nas.
   -Słuchaj Aleksy, może ona wcale nie jest tego świadoma? Wolałabym, gdyby była razem z nami, może by się to potwierdziło...
   -Ale spójrzcie. Jeśli to co mówi Lili jest prawdą, musimy jakoś trafić do świata Avalon, nauczyć się magii i będziemy w stanie odnaleźć Natsumi - zaproponował Leon.
   -Ba! Żeby to było takie proste... Poza tym odwożą nas na normalny ląd, prawdopodobnie... No i jeśli nas tam odwiozą to nawet nie mamy pewności, czy ta książka to nie zwykła legenda. Więc ja wrócę do biblioteki i przestudiuję jeszcze kilka książek na temat magii, bo mają tam sporą kolekcję, i wrócę do was jak tylko się dowiem czegoś nowego. Okey?
   Przytaknęli. Dziewczyna pobiegła w stronę biblioteki. Gdy zniknęła im z oczu, obaj popatrzyli po sobie.
   -Naprawdę myślisz, że to prawda? - zapytał Aleksy,
   -Trochę... To dziwne, żeby normalny człowiek miał zielone włosy bez farbowania. Chodźmy, pomożemy Lili, w sumie sam jestem tego wszystkiego ciekaw.
   -Dobra!
   Obaj pobiegli za dziewczyną. Gdy ich zobaczyła zdziwiła się lekko, ale nic nie powiedziała. Uśmiechnęła się tylko w ich stronę i wskazała regał z książkami, które ich interesują. Cała trójka rozłożyła się na stanowiskach i zaczęła poszukiwania informacji.

sobota, 11 czerwca 2016

Rozdział 17

   -Jeny, jestem cała przemoczona... A mogłam zostać harcerką, gdy była taka okazja.
   Pogoda popsuła się. Samotna dziewczyna na samym środku oceanu, na jakiejś nieznanej wyspie. Krople leciały z nieba. Jedna po drugiej spadała wprost na nią i delikatnie rozbijała się o jej twarz.
   -Wygląda na to, że niebo płacze - zaśmiała się do siebie. - Ciekawe, co musiało go spotkać.
   Szesnastoletnia dziewczyna, oddalona od każdego, przetrwała pierwszą noc. Jak to potoczy się dalej?
   -W sumie - podciągnęła nogi do siebie rozpoczynając monolog - znowu zostałam sama. Co za zrządzenie losu. Hisoka, a ty co byś zrobił na moim miejscu? Zawsze byłeś tym silniejszym. Czy ja też mogę? Mogę stać się tą silniejszą?... Chciałabym stać się silniejsza dla tej bandy idiotów, z którymi przeżyłam te wszystkie chwile. Myślisz, że oni o mnie zapomnieli? Ale wiesz... od zawsze oboje byliśmy sami. Sami, ale mieliśmy siebie. Zawsze mi powtarzali "twój brat musi żałować tego, że się urodziłaś", "on cię nie kocha" i takie tam... Wiesz, nigdy w to nie wierzyłam. Wiedziałam, że gdzieś w głębi bardzo mnie kochasz i to dodawało mi otuchy. Jeżeli wiem, że mam dla kogo żyć to żyję, prawda?... Ale wszystko się zmieniło od czasu, gdy zniknęła ta osoba. Zniknąłeś bez pożegnania. Zniknąłeś przeze mnie. Gdybym uciekła, zareagowała. Gdybym wiedziała o wszystkim. Gdybym nie była tak naiwna. Gdybym tylko potrafiła cokolwiek zrobić, prawdopodobnie siedziałbyś teraz obok mnie w swych ciemnozielonych słuchawkach i ignorował wszystko dookoła. Żylibyśmy sobie szczęśliwie.... Ale przeze mnie tak nie jest. Gdy straciłam ciebie, myślałam, że najlepszym rozwiązaniem jest stracić siebie. No bo zobacz, nie mam dla kogo żyć, to po co mam to w ogóle robić, prawda? Logiczne. Myślę, że tylko dzięki temu, że wtedy był tam ze mną Aleksy, przetrwałam. Gdyby nie on, jego ręka... Gdyby nie to wszystko, nie przetrwałabym. Gdybyśmy nie spotkali Lili i Leona, nie miałoby nic sensu. Dlatego... Dlatego... Dlatego ja... tak strasznie się cieszę, że ich spotkałam! - z oczy wypłynął potok łez, mocno trzymała połówkę Ying-Yang w dłoni, wzmógł się deszcz. Zagrzmiało. W pobliżu uderzył piorun. - Tak strasznie się cieszę! - płakała - Tak cholernie się cieszę, że dane mi było żyć! To wszystko dzięki tobie, mój ukochany głupi braciszku...
  Uczucia, które wyryją się w pamięci każdego z nas, to uczucia prosto z serca. Natsumi - dziwna dziewczyna, z dziwnym wyglądem, dziwnym charakterem, dziwnym imieniem. Po prostu dziwak. Nie raz wyglądała na nieczułą, zimną niczym głaz. Nie przejmowała się niczym. Jedyne co było dla niej ważne to bliskość jaką tworzyła wraz z bratem. Ktokolwiek ważył się źle o nim powiedzieć, startowała do niego z pięściami i nie zawsze wychodziła bez szwanku. Osoba, która była zła, okazała się być wrażliwą dziewczyną. Płakała z głodu. Płakała z powodu sytuacji w jakiej się znalazła. Płakała z powodu samotności, która przedtem była jej bratnią duszą. Płakała, bo bała się, że straci kolejne osoby, z którymi tak bardzo się związała. Mała, nieporadna, zimna Natsumi pierwszy raz w życiu zapłakała nad swym losem.


                              ***


   -Śniadanie! - usłyszeli nad sobą. Niechętnie wygrzebali się z pod koców.
   -Dzień dobry - powiedziała śpiącym głosem Lilianna.
   Leon ziewnął i przytaknął na odpowiedź dziewczynie.
   -Witaj, moja piękna - odparł Aleksy. - Piękny dziś mamy dzionek, nieprawdaż?
   -A tobie to na mózg padło? - zapytała.
   -Jeszcze nie - odparł puszczając w jej stronę oczko. Leon spojrzał na chłopaka. Miał całe czerwone oczy. Widocznie płakał całą noc. Zrozumiał o co mu chodziło. Wiedział, że jeżeli nie rozluźni atmosfery, stanie się dokładnie to co wczoraj. Mogło to ich wydać i jednocześnie zniszczyć psychicznie. Kobiety są szczególnie wrażliwe na tego typu rzeczy. Aleksy troszczył się o Liliannę, dlatego to wszystko wykombinował. Leon w celu porozumienia uśmiechnął się do chłopaka.
   -Nic nie przebije jej piękności!
   -Ych... Z kim ja się zadaje.
   Lilianna również zrozumiała jaki przekaz miało to wszystko. Dlatego, również na porozumienie, zaśmiała się jak najbardziej serdecznie potrafiła w tej sytuacji. Gdy już dla wszystkich, wszytsko stało się jasne, roześmiali się.
   Okazało się, że mieli coś w stylu łazienki, więc ogarnęli swój wygląd i wyszli na pokład na śniadanie.
   -Jak miło mi was widzieć - powiedziała z uśmiechem Aoi. - Jestem Aoi. Można powiedzieć, że jestem tuż pod kapitanem, a że na razie kapitan jest nieobecny, jestem najważniejsza na tym statku, więc gdy tylko będziecie czegoś potrzebować przyjdźcie niezwłocznie - uśmiechnęła się.
   -Dobrze - odpowiedziała Lilianna.
   -Ja jestem Lynn, nie jestem nikim ważnym, ale jeśli nie znajdziecie Aoi, to możecie zgłosić się do mnie.
   -Rozumiem - przytaknął Aleksy.
   -A to kto? - zapytał Leon wskazując na czarnowłosą dziewczynę.
   -To nasza "maskotka" Amelia. Może i wygląda na małą, słodką i nieporadną dziewczynkę, ale jest bardzo silna - odparła Aoi.
   -A więc to tak. Nie oceniaj ludzi po wyglądzie, prawda? - uśmiechnął się chłopak.
   -Zgadza się.
   -Zostało nam jakieś półtora dnia drogi do lądu, także bądźcie wytrwali.
   -Oczywiście - odparła Lili - a mogłabym o coś spytać?
   -Proszę.
   -Jak wy to robicie, że macie takie piękne włosy?
   -Em..
   -Widzę, że Lili włączył się babski tryb - uśmiechnął się pod nosem Leon.
   -To nawet dobrze - dopowiedział Aleksy. - Oby tak dalej.
   Oboje się zaśmiali.
   -No wiesz, to długa pielęgnacja. Przede wszystkim daję im odpoczywać, dlatego nie zawsze są związane i...
   Rozmowa trwała w najlepsze. Cała trójka pokazywała się z jak najlepszej strony, aby tylko nie zostali przyłapani na swoim podstępie, co doskonale im wychodziło. Ich plan był prosty. Zostać bezpiecznie odwiezionym na ląd. Zostać kompletnie zapomnianym. Zostać wycofanym z całej sytuacji i móc podjąć działania. Cel też był prosty. Znaleźć Natsumi, ukryć ją i żyć. Choć z minuty na minutę zdawało się to coraz mniej możliwe.
   Okazało się, że jakimś cudem zmieścili na statku mini bibliotekę. No cóż, jak dali radę wszystkie te narzędzia śmierci, to czemu mieliby nie dać rady i kilkoma regałami z książkami. Lilianna bardzo lubiła naukę. Znalazła pewnego dnia księgę, gdzie można było dowiedzieć się czegoś więcej o magii. W sumie słyszała, że podobno na tym świecie coś takiego istnieje, ale uznała to za brednie. Jednakże ze strony na stronę, wszystko stawało się bardziej rzeczywiste. Zrozumiała w końcu po co chcieli pozbyć się Natsumi. Chciała o tym powiadomić pozostałą dwójkę. Być może pozwoli to bardziej zrozumieć sytuację, w której się znaleźli oraz będą potrafili się z niej wydostać.
   -Chłopaki! - krzyknęła biegnąc do nich z książką pod pachą.
   -Co jest? - popatrzyli na nią.
   -Słuchajcie, jeśli już jesteśmy w to wszystko zamieszani - popatrzyła dookoła, aby upewnić się, że nikt im się nie przygląda. Teren był czysty.
   -To? - zapytał Leon.
   -To pasowałoby wiedzieć, co i jak. Nieprawdaż?
   -No raczej tak - przytaknął Aleksy.
   -A więc słuchajcie. Magia istnieje, wszystko jest dokładnie opisane w tej książce.
   -A ty znowu bujasz w obłokach - westchnął Leon, odgarniając swoje blond włosy.
   -Nie nie nie, posłuchajcie mnie chociaż! Już wiem, czemu Nami ma zielone włosy i czemu to wszystko miało miejsce.
   Automatycznie popatrzyli na siebie, zrozumieli, że skoro znaleźli się w tej sytuacji, w której nie raz była mowa o magii, muszą uwierzyć we wszystko, co powie dziewczyna.
  -Mów.
  -A więc to jest tak, że...

czwartek, 9 czerwca 2016

Rozdział 16

Jeszcze krótka informacja:
Ostatni i przedostatni rozdział wiadomo jak się skończył. Byłoby totalnie bezsensu gdybym opisywała tylko przeżycia na wyspie Natsumi, więc na razie zmienię na narrację 3-cio osobową, abyście wiedzieli co się działo u reszty ekipy ;3 Zobaczymy jak będzie dalej i czy zmienię narrację, czy nie. (Szczerze wolę w pierwszoosobowej, ale wyszło jak wyszło) Nie chcę spoilerować, bo w sumie sama nie wiem jak to się potoczy, ale jeśli kiedyś znowu się połączą to prawdopodobnie wrócę do narracji jednoosobowej, ale nic nie obiecuję xD
Koniec! Czas zacząć rozdział:3


   Leon spoglądał wciąż na fale kołyszące statkiem. Dalej nie mógł uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. Nie mógł sobie wybaczyć tego, że w ostatniej chwili nie wbiegł tam i nie złapał jej. Jego złote oczy błyszczały się od powstrzymywanych łez. Jego usta lekko drżały. Do uszu napływał dźwięk krzyków stojącej obok Lili. Nie mógł tego wszystkiego znieść. Po chwili spojrzał na dziewczynę, która dalej krzyczała w rozpaczy, klękając i chowając twarz w dłoniach. Obok niej stojący Aleksy nie mógł zrozumieć, co tu tak właściwie zaszło. Kiedy po chwili wyrwał się z szoku i jego oczy spojrzały wprost na Leona, przeszły na klęczącą Liliannę i z powrotem wróciły na stojącego chłopaka. Odczytał z nich: "Co teraz zrobimy?". Leon nie wiedział. Był w takim samym szoku jak pozostała dwójka. Całą tą scenerię przerwał nagle głos Aoi.
   -Koniec. A więc, zgodnie z jej prośbą usuniemy wam pamięć oraz zwrócimy lądowi.
   -Aoi! - krzyknęła Lynn - Czy to aby w porządku? Naprawdę chcesz spełnić prośbę tej dziewuchy?!
   -Oczywiście. Skoro spełniliśmy prośby innych, spełnimy również jej prośbę.
   -Ale, czy ona nie zażyczyła sobie za dużo?!
   -Lynn, uspokój się. Poza tym, jeśli tylko ona umrze i potwierdzi się, że byli pod wpływem zaklęcia, ono zniknie i nie będą jej pamiętać.
   Cała trójka spojrzała na siebie. To był plan! Wszyscy pomyśleli o tym samym. Przytaknęli sobie na zrozumienie. Zaczęła się gra!
   -C-Co ja tu robię? - zaczął Aleksy.
   -Czemu ja płaczę? - zadziwiła się Lili.
   -Kim wy jesteście? - dodał Leon.
   -Miałaś rację, Aoi - przytaknęła Lynn - wystarczy ich teraz tylko odwieźć na miejsce.
   -Widzisz, mówiłam.
   Amelia stała i przyglądała się sytuacji.
   -Ale one są głupie.... - pomyślała - przecież wiadomo, że wszystko zaplanowali. Ale cóż, nie ma to znaczenia, w końcu Natsumi nie żyje - uśmiechnęła się do siebie.
   -Jesteście tu przez przypadek - zaczęła Aoi - pomyliliśmy was z pewnymi osobami. Płakałaś - tu zwróciła się w stronę Lilianny - ponieważ przestraszyłaś się morskich zwierząt. Właśnie odwozimy was na ląd. Więc bądźcie spokojni. Karol - zwróciła się do jednego ze strażników - zaprowadź całą trójkę do kajuty, niech odpoczną.
   -Tak jest! Za mną proszę.
   Cała trójka wstała i poszła za mężczyzną. Gdy weszli do pomieszczenia, ruszyli w stronę wiszących hamaków udając, że idą się przespać. Karol rzucił "dobranoc" i zamknął drzwi. Gdy kroki mężczyzny zniknęły już zza drzwi szybko popatrzyli po sobie.
   -I co teraz? - zapytała z niepokojem Lilianna.
   -Jak to co, dopóki nas bezpiecznie nie odwiozą i o nas zapomną musimy zachowywać się tak, jakbyśmy byli przedtem pod wpływem tego zaklęcia - powiedział stanowczo Leon.
   -Ale co potem? - zapytał Aleksy. Niebieskie oczy Lilianny znowu nabrały łez.
   -Nie płacz Lili! Po żadnym pozorem! Rozumiesz! - skarcił ją Leon.
   -T-Tak...
   -Słuchajcie.. czy to już koniec? - spuścił głowę Aleksy - Czy to koniec naszej przygody?
   -Na pewno coś wymyślimy... na pewno - powtarzał Leon.
   -Słuchajcie - przerwała Lili ocierając łzy - na razie zróbmy to, co mówił Leon, potem zastanowimy się co dalej. Nami na pewno żyje.
   -Oby - powiedział Leon.
   Nastała cisza. Po dłuższym patrzeniu po sobie, odezwała się Lili.
   -Teraz, nie możecie dać żadnego znaku, że się o nią martwicie. Nie znamy jej, rozumiecie?
   Chłopcy przytaknęli.
   -Nie martwcie się, Nami jest silna, silniejsza niż wygląda. Na razie cieszmy się tym, że możemy o niej pamiętać, i że w jednym kawałku wracamy do domu. Tak więc zero smutków, rozumiecie?
   Ponownie przytaknęli.
   -Brzmisz słabo, gdy usta ci drżą - powiedział z lekkim uśmiechem Leon.
   -Odezwał się ten, co ma łzy w oczach - powiedział Aleksy.
   -Ali, twojej twarzy nic nie przebije - zaśmiała się Lilianna.
   -Prześpijmy się, dobrze nam to zrobi - zadecydował Leon.
   Przytaknęli i położyli się na bujających hamakach.
   -Dobranoc - powiedziała dziewczyna drżącym głosem.
   -Lili, wszystko będzie w porządku - powiedział Leon podciągając nosem - po prostu śpij.
   -Dobranoc - wydukał Aleksy dławiąc się łzami.
   Nastała cisza, od czasu do czasu słychać było pociąganie nosem i powstrzymywanie łez. Wszystko wydawało się takie smutne i szare. Całej trójce przestało na niczym zależeć. Choć Lilianna od samego początku nie przepadała za Natsumi, zrozumiała, że tak naprawdę kochała ją jak własną siostrę. Aleksy, choć zauroczył się na początku zielonowłosą pięknością, potem ją znienawidził pod wpływem tego co stało się w mieście. Jednak, gdy wędrowali, ilekroć chciał odejść i uciec, zostawał, bo w jakimś stopniu przywiązał się do niej i poczuł, że w końcu ma kogoś bliskiego - przyjaciela. Zauroczenie zniknęło kompletnie, gdy poznał Liliannę, Leon był największą zagadką. Pierwszy raz, gdy spotkał Natsumi, nie lubił jej, gardził wręcz. Jakaś tajemnicza dziewczynka poszła sobie w las z kolegą. Nikomu nic nie mówią, ona sama jest samolubna i nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa. Jednak dla dobra Lili postanowił wyruszyć wraz z nimi. Trochę niechętnie dzielił się z nią swoją ulubioną bluzą (która teraz przepadła), lecz po incydencie poczuł, że dziewczyna nie jest wcale taka, na jaką wyglądała. Co fakt, dalej była tajemnicza, ale nie patrzyła tylko na siebie, widać było, że martwi się też o innych, choć zazwyczaj jej myśli dziwnie krążyły nie wiadomo gdzie. Polubił ją, bardzo. Zaufał jej, dlatego powiedział o sobie. Zaufał, dlatego chronił jej przeszłość. Zaufał, więc potrafił spojrzeć jej w twarz. Zaufał, dlatego się martwił. Zaufał. Nawet sam nie wiedział kiedy ją tak bardzo polubił. Zrozumiał to dopiero, gdy jej chude ciało i piękne oczy, które zawsze patrzyły łagodnie na świat, znikały w ciemnościach morza. Tym razem jej uśmiech był fałszywy, a oczy przepełnione rozpaczą. Zobaczył to wszystko. Widział jak ona cierpi, a nie mógł nic zrobić tylko patrzeć jak powoli bliska mu osoba znika w czeluściach wody. "Czy to miłość?". Często zadawał sobie te pytanie, gdzie po chwili zaprzeczał. Zdarzyło mu się, że zakochała się w nim dziewczyna i wyglądało to całkowicie inaczej, nie chciała dać mu spokoju, żyła tylko nim. On miał inaczej. Chciał się nią opiekować, chciał przy niej być, ale nie tak jak tamta dziewczyna. "Może to miłość" - powtarzał sobie "ale raczej rodzica do dziecka". Starszy był zaledwie o 2 lata. Natsumi miała 16, gdy on 18. Czy to na pewno miłość rodzica? Czy to w ogóle miłość?
   Leon ciągle o tym myślał, gdy po chwili spostrzegł, że powstrzymywane łzy nagle zaczęły płynąć z jego oczu. Wytarł je szybko rękawem, lecz one nie przestawały. Pozwolił na to. Schował głowę w poduszce i pozwolił zagórować emocjom.


                              ***


   Wyspa była dość obszerna. Przynajmniej tak się wydawało. Natsumi postanowiła ruszyć się z miejsca, w końcu siedzenie na plaży i czekane było bezsensowne. Przez jakiś czas próbowała nawoływać spotkaną kobietę, ale nic z tego. Na początku zdecydowała, że zobaczy jak obszerna jest plaża. Szła i szła. Końca widać nie było. Postanowiła wejść w głąb wyspy i znaleźć coś do jedzenia, może opał. Poczuła się jak rozbitek. Robinson Crusoe, o którym przeczytała w jednej z książek.
   -Co on zrobił, gdy pojawił się na wyspie? Ach! Na pewno próbował przetrwać... Gdyby to było takie proste... - mówiła do siebie. - No tak, przeczytałam gdzieś w książce o przetrwaniu. Agh.. Nie sądziłam, że kiedyś mnie to spotka... Może napiszę wielkie HELP? Albo S.O.S? Muszę coś zrobić żeby się stąd wydostać...
   Jej pomysłom nie było końca, jednak w końcu udało jej się zrobić prowizoryczny szałas, ognisko oraz zdobyć trochę jedzenia. Siedząc przy ogniu, otulającym ją ciepłym płomieniem, zaczęła zastanawiać się nad tym co się stało. O kobiecie podającej się za jej matkę, o jej matce, o Lili, Leonie i Aleksy'm. Co z nimi teraz będzie? Czy spełnili jej prośbę? Czy może zabili jak pozostałych? Bała się o nich, o siebie, o wszystko. Chciała znowu ich spotkać. Przytulić każdego po kolei.
   -Och... Nie oddałam bluzy Leonowi. Oddam ją, gdy tylko się stąd wydostanę i go znajdę. Obiecuję!
   Postanowiła sobie, że nie umrze dopóki nie zobaczy, co z nimi. Nawet jeśli umarli... Przetrwa, dopóki nie zobaczy ich ciał, twarzy... cokolwiek, co jest związane z tym trojgiem.
   Myślała tak długo, aż wreszcie zmorzył ją sen. Wtuliła się w bluzę, złapała naszyjnik i otoczona ciepłem płomieni zasnęła.

Podziękowania :3

Dziękuję ślicznie stronkom na FB, które udostępniły mojego bloga :3 Oraz mojej koleżance, która poleciła go ^^ A skoro było s4s, no to proszę bardzo:
1) Jest Fairy Tail jest magia
2) Bo my kochamy Anime.
3) Jedno serce, jedno bicie Fairy Tail nad życie
Jeszcze raz wielkie dzięki :*
                                                                                                       ~Pozdrawiam Natsumi :3