niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 9

   Gdy tak szliśmy Leon nie odezwał się już w ogóle. Tylko wręczył mi bluzę gdy zbliżaliśmy się do miasta. Dalej nie miałam pewności, że mogę mu zaufać i, że to co mówił było prawdą. Przez chwilę ucieszyłam się, że tak strasznie zależało mu żebym mu zaufała jednak... być może robił to tylko i wyłącznie, bo miał właśnie zdobyć moje zaufanie. Po części sądzę, że to głupie... powiedzieć o swojej przeszłości komuś kogo znasz ledwo 3 dni, aby on ci zaufał, bo kazali ci to inni?... Mój mózg właśnie wybuchł.
   Szłam nucąc japońską piosenkę. Lilianna ukradkiem patrzyła na mnie wzrokiem: "Przestań, bo zaraz ci utnę struny głosowe" czy coś w ten deseń. Szłam tak i od czasu do czasu spoglądałam w stronę Leona, który z założonymi rękami za głową, szedł z głową w chmurach, na które zresztą patrzył. Pod niektórymi kontami przypominał mi tak strasznie Hisokę. Znowu nie mogłam przestać o nich myśleć! Może to i lepiej, że nie zapomniałam o swoim bracie. Dobre było również to, że przestałam na te wspomnienia reagować tak drastycznie. Co prawda od razu kiedy o tym ktoś wspominał lub sobie o tym przypominałam głowa pulsowała mi tak strasznie, że miałam uczucie jakby miała zaraz wybuchnąć.   Aleksy i Lilianna rozmawiali o czymś z przodu, jednak na tyle cicho, że ich nie słyszałam. Chyba rozmawiali na ten temat, który nie mógł dotrzeć do moich uszu. Czasami słyszałam wyrwane z kontekstu słowa.
   -....Leon.... tak myślisz? - pytał Aleksy.
   -....Spokojny....pies - mówiła z pewnością w głosie Lilianna. Jeżeli miałabym coś z tego wywnioskować to mniej więcej ich rozmowa wyglądała tak:
   "-Czy Leon na pewno zrobi to co musi zrobić?"
   "-Tak."
   "-Tak myślisz?
   "-Możesz być spokojny on jest wierny jak pies!". Jednak to tylko moje domysły. Chociaż skoro wiem jaki mają plan to chyba są bardzo prawdopodobne. Bałam się też, że mogła mieć sporo racji... bałam się, że on jest właśnie "wierny jak pies". Wszystkiego się bałam. Bałam się także, że mogę mu zaufać, a później tego tak strasznie żałować. Jednak gdy mu się przyglądałam nie wyglądał tak jakby wtedy w lesie miał kłamać i robił to tylko dlatego żebym mu zaufała na ich wszystkich korzyść. Zaraz, zaraz.. W ogóle po co im znać moją przeszłość?! Tyle z tym zachodu i w ogóle problemów... No, ale po co chcą wiedzieć jak to było z moją przeszłością? Po co i wiedzieć, co działo się przed tym jak przyjechałam do Polski? Czy to ma jakieś drugie sedno, którego nie widzę? A może zamiast uciekać oni prowadzą mnie właśnie na zgubną śmierć? W sumie... Aleksy dziwnie się zachowuje, czy tak na prawdę jest manipulowany przez Liliannę w jakiś sposób, czy raczej był takich chamem już od początku? Chociaż.. Jakby się tak zastanowić, może spotkanie ich wcale nie było przypadkiem? Tylko to było zamierzone? Agh!... Muszę przestać wreszcie o tym myśleć.. Będzie jak będzie i tego się trzymajmy, choć muszę też uchronić się przed najgorszym. W każdym bądź razie, nie mogę nikomu z tej trójki ufać. Nawet Leonowi! Nawet sobie! Przede wszystkim nie mogą się dowiedzieć o moich słabościach, które mogą wykorzystać przeciwko mnie, a ja muszę zacząć się uczyć uciekać gdy ktoś biegnie w moją stronę, bo kiedyś na prawdę źle na tym wyjdę.
   Z moich wszystkich tych przemyśleń wyrwał mnie fałszywy głos Lilianny.
   -Załóż kaptur, bo wchodzimy do miasta - uśmiechnęła się.
   Nie za bardzo zrozumiałam komendy, bo dalej myślami byłam w swoim małym świecie. Kiedy nagle poczułam ciepłą rękę dotykającą mojego czoła, a przed oczami widziałam ciemność. Tak. Zgadza się. Leon zakrył mnie kapturem. Weszliśmy do miasta. Zatrzymywaliśmy się przy straganach i kupowaliśmy rzeczy do jedzenia i ogólnie rzeczy nam potrzebne. Po czym weszliśmy do lasu...


Przepraszam was bardzo, że kończę w tak niefortunnym momencie trzymając napięcie (xD), ponieważ nie mam za dużo czasu i muszę tutaj urwać. Chcę również was powiadomić, że będę wam pisała nieobecności dłuższe niż 3 dni. Jeżeli nie będzie postów przez 3 ewentualnie 4 dni, spokojnie nie zapomniałam tu o tym tylko po prostu:
1) Albo nie mam dalej pomysłu
2) Albo po prostu nie mam czasu
Dzięki za czytanie, do następnego postu :3
                                                                                     ~Natsumi

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 8

   Kolejnego dnia już wszyscy siedzieli i jedli śniadanie, tylko ja spałam. Słyszałam ich rozmowę, której chyba nie chciałabym usłyszeć.
   -No i co? Dowiedziałeś się czegoś, Leon? - zapytał Aleksy.
   -Ma na imię Asahi Natsumi... Tylko tyle - odpowiedział.
   -To ty się do niej zbliżasz i będziemy wiedzieli więcej - powiedziała Lilianna jakby nie swoim głosem.
   -No dobra... Ale czemu nie może to być Aleksy? - zapytał Leon.
   -Jak to czemu, nie?!
   -No właśnie czemu nie ty? - dopytywała się Lilianna.
   -No, bo...
   -Masz lepszy z nią kontakt i wiesz o niej więcej.
   -To musi być ktoś obcy! - zadecydował Aleksy.
   Już wszystko rozumiałam. Nie chciałam pokazać im, że wszystko słyszę, więc zaczęłam ich "ostrzegać", że wstaję.
   -Oho, budzi się... Cisza! - powiedziała Lili.
   -Cześć - przywitał się z uśmiechem Aleksy. Chciałam mu powiedzieć, żeby sobie darował, bo wszystko usłyszałam jednak to by źle się trochę dla mnie skończyło. Postanowiłam zobaczyć jak to się będzie rozwijać.
   -Dzień dobry, ruszamy dalej? - spytałam jakby nigdy nic.
   -Oczywiście - uśmiechnęła się Lilianna. Podeszłam do nich i oddałam bluzę Leonowi.
   -Dziękuję, ale wiesz zaraz będziemy wchodzili do miasta i...
   -Możemy pójść na około i też będzie dobrze - przerwałam mu.
   -A co z żywnością?
   -Ktoś pójdzie ją kupić - odpowiedziałam ruszając przed siebie.
   -A w nią co wstąpiło? - zdziwił się Aleksy.
   Cholera, tak nie miało to wyglądać! Mogliby podejrzewać, że wszystko usłyszałam. Szłam tym razem przed wszystkimi skrajem drogi. Ilekroć ktoś nas mijał i Leon chciał zarzucić na mnie bluzę uciekałam w środek lasu. Nie chciałam, aby sytuacja się powtórzyła... To również strasznie by bolało. Prawie mu zaufałam, ale po dzisiejszej ich rozmowie nie chcę już mieć z nim nic do czynienia. Byłam zła na Aleksy'a, bałam się trochę, że naszyjnik był fałszywy. Nawet jeżeli! I tak bardzo się cieszę, że go mam. Lilianna dalej udawała kochaniutką dziewczynkę, która nie zachowywała się tak jak na swój wiek przystało, za co była często karcona przez Maksa. Właśnie.. Ciekawe czy on wiedział jaka jego siostra jest na prawdę. Chyba byłby bardziej z niej dumny niżeli miałby ją karcić. Zaczęłam zauważać, że ktokolwiek koło mnie się kręcił i nie wyzywał od dziwactw był przeciwko mnie. Zaczynając od Ami kończąc na kolejnych osobach, które z pewnością będą chciały się do nas przyczepić. Już to widzę....
   Nagle z moich przemyśleń wyrwał mnie Leon, którego blond włosy przemknęły mi przed oczami.
   -Co się tak wleczesz? Może sobie pobiegamy? - powiedział uśmiechając się do mnie.
   -Nie mam ochoty - odpowiedziałam już dość normalnie.
   -No, co ty? Co cię dziś ugryzło? Mówisz więcej niż zazwyczaj - powiedział Aleksy doczepiając się do mnie - dobrze się czujesz?
   -Do tego nie klniesz na swoje życie, na pewno wszystko w porządku? - dopytywała Lilianna.
   -T-Tak... Skoro tego chcecie mogę nic nie mówić - odpowiedziałam.
   -Nie no żarcik, żarcik. Skoro dziś tak dużo mówisz, może opowiesz nam o sobie, co? - spytał Leon.
   -Po, co?
   -Skoro już razem podróżujemy musimy trochę o sobie wiedzieć, prawda? - uśmiechnął się Aleksy.
   -Przedtem ci to nie przeszkadzało... - odpowiedziałam mu - teraz ci tak na tym zależy?
   -Teraz już wiem, że długo ze sobą będziemy dlatego chcę wiedzieć.
   -Muszę się zastanowić, czy chcę wam to powiedzieć.
   -A jest ktoś kto zna twoją przeszłość?
   -Tak.
   -W takim razie, kto?
   -Hisoka i mama - odpowiedziałam dotykając naszyjnika.
   -Tylko?
   -Yhm.
   -Na prawdę, nie ufasz nam?
   -Ja nikomu nie ufam, nawet sobie - mówiąc to przyśpieszyłam kroku i wbiegłam do lasu. Ktoś nadjeżdżał. Schowałam się za drzewem i niewidocznie przesuwałam się do nich, aby znowu podsłuchać rozmowy.
   -Czy na pewno musimy od niej to wyciągać skoro nie chce? - zapytał Leon.
   -Oczywiście, że tak! - powiedziała zdecydowanie Lilianna. Jej głos znowu brzmiał tak ostro.
   -Tobie chyba zaufała od kiedy ją przytuliłeś spróbuj ty! Bez gadania! - dopowiedział Aleksy - czekaj tu na nią, a my pójdziemy przodem - mówiąc to pokazał Liliannie, że ruszają i ruszyli. Ja natychmiast się wycofałam w głąb lasu i wychodząc zza drzew szłam powoli z miną przybitej. Ktoś  mógłby się zorientować, że usłyszałam coś czego nie chciałabym usłyszeć. Jednak patrząc po tylu wydarzeniach, które się wydarzyły było to trochę normalne. Dzięki temu byłam bezpieczna i o nic mnie nie podejrzewali.
   -Chodź, musimy dogonić tamtą dwójkę.
   Tak bardzo chciałam się go spytać, czy on jest z nimi i też tak bardzo pragnie wiedzieć o mojej przeszłości. Nie mogłam jednak tego zrobić, bo mógł powiadomić ich, że wszystko słyszałam. Spuściłam głowę na dół.
   -W takim razie, chodźmy - powiedziałam ruszając powoli. On mnie zatrzymał.
   -Słyszałaś? - spytał. Ja szybko popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Zabrzmiał zupełnie jak Ami.
   -C-Co?
   -Naszą rozmowę.
   -Yhm - odpowiedziałam odwracając wzrok. Głupia! Po co się przyznawałaś! Jednak... w jego oczach... Jego oczy.... Jak by to powiedzieć. Dziwnie zabłysnęły.
  -Rozumiem - powiedział. Chciałam uciekać. Właściwie to już biegłam w stronę lasu. Kiedy on złapał mnie za rękę zanim do niego wbiegłam.
  -Zostań - powiedział - nikomu nie powiem.
  -Skąd mam pewność? - spytałam patrząc na przebiegającą sarnę.
  -Zaufaj mi.
  -Nie potrafię.. Szczególnie po tym, że wiem, że z nimi trzymasz.
  -Kiedy ja... ja jestem trochę inny.
  -Nie uwierzę ci - odwróciłam się i patrzyłam na niego. Miał spuszczoną głowę, a jego ręka coraz mocniej ściskała moją - puścisz mnie? - spytałam. On spuścił rękę. Z jego oka popłynęła łza. Okropnie się bałam. Nie wiedziałam już czy mam mu uwierzyć, a może on tak na prawdę to wszystko gra? Cholera! Miałam mętlik w głowie. Podeszłam do niego założyłam mu kaptur.
   -Czy na pewno mogę ci zaufać, czy tylko tak grasz? - spytałam.
   -Możesz mi zaufać - odpowiedział. Dalej nie miałam pojęcia... może chciał się zbliżyć, aby później ode mnie wyciągnąć moją przeszłość.
   -Wiesz... Nawet jeżeli nie grasz... i tak ci nie zaufam - powiedziałam idąc w środek lasu. Odwracałam się co kilka kroków. On tam dalej stał ze spuszczoną głową. Lilianny i Aleksy'a nie było już widać. Po chwili uklęknął i zaczął coś mówić. Nie rozumiałam co... Chyba na początku coś szeptał... z ruchu warg mogłam odczytać, że cały czas mówił to samo... Imię? ... Nie, nie to było jakieś zdanie. Zaraz, zaraz... Powtarzał je głośniej. Po chwili pobiegł w moją stronę. Moją słabą stroną było to, że ktokolwiek do mnie biegł lub cokolwiek do mnie leciało, albo jechało stałam jak wryta nie mogąc się ruszyć. Dogonił mnie wreszcie i znowu mówił to samo zdanie, aż wreszcie powiedział je na tyle głośno, że mogłam usłyszeć.
   -Wiem jak się czujesz, rozumiem to.... - po chwili dodał - ja straciłem siostrę, którą zabiła matka Lilianny. Ona o tym nie wie. Jestem przy niej, bo chciałem się zemścić na matce, zabić ją jednak ona umarła wcześniej niż sądziłem. Postanowiłem więc, że zabiję Liliannę, jednak zbytnio się do niej przywiązałem, a Maks nie pozwalał mi jej tykać. Teraz mam idealny moment aby ją zniszczyć, rozumiesz?
   -Rozumiem jednak zemsta to nie najlepsze rozwiązanie - powiedziałam.
   -Wiem jak się czujesz, rozumiem to... - znowu zaczął powtarzać to zdanie. Wreszcie podniósł na mnie swoje złote oczy i wpatrując się przez dłuższą chwilę znowu przytulił mnie mocno. Było czuć od niego znowu ciepło. Chciałam się wydostać z tego uścisku. Bałam się, że to jest jego gra... Tak bardzo by mnie to wtedy zabolało, bo jego uczucia były szczere, przynajmniej tak mi się wydawało. Co ja mam teraz zrobić?
   Po dłuższym staniu pociągnął mnie za rękę i pobiegliśmy do reszty.

piątek, 13 marca 2015

Rozdział 7.

Na początku chciałam bardzo przeprosić za moją nieobecność przez 2 dni. Przepraszam, że was nie powiadomiłam o niej. Więc zacznijmy 7 rozdział, zapraszam!


   Kolejnego dnia od Lilianny dostałam nowe ubranie. Składało się z ciemnozielonej sukienki z napisem "Never Surrender" Do tego czarne rajstopy oraz ciemnozielone trampki. Czarny sweterek oraz chustko-opaskę, którą zawiązałam na rękę. Okazało się, że Aleksy dostał od Hisoki naszyjnik "obrożę" z połówką Ying-Yang. Dostałam białą. Widziałam już w przywieszce u brata czarną. Podejrzewam, że czekał na jakąś wyjątkową okazję aby mi to dać. Niestety natrafiła się taka nie fortunna. Co do Aleksy'a, również dostał nowe ubranie. Fioletową koszulkę, dżinsy, buty terenowe oraz czarną dżinsową kurtkę. Lilianna zaś myślała dość długo. Ubrała czerwoną spódniczkę do tego białą koszulę z czerwoną marynarką. Ubrała wysokie brązowe buty. Jej brązowe włosy upięła w wysokiego kucyka, a niebieskie oczy podmalowała kredką. Leon jakoś nie patrzył na to zbytnio jak wygląda. Założył czarne spodnie, zieloną koszulkę z napisem "Remember His Name" i czarną bluzę, oraz trampki. Jego blond włosy strasznie wyróżniały się od kompletu. Gdyby nie ta zielona koszulka, w ciemnościach byłoby go widać dzięki tym włosom. Jego oczy były złote... Pod słońce prześlicznie się mieniły.
   -To co gotowi? - zapytał Aleksy
   -Tak! - odpowiedzieliśmy.
   -Natsumi? - odwróciła się w moją stronę Lilianna.
   -Co?
   -Może nie chcesz żebyśmy z wami szli? Albo nie podoba ci się ubranie?
   -Nie, nie! -zaprzeczyłam - podoba i to bardzo! Tylko, że zabierać was w tak niebezpieczną drogę... Czy na pewno tego chcecie? Możecie później żałować.
   -Co ty! Bardzo się cieszę! Nie mogę się doczekać... Bo wiesz jak będziemy uciekać przy okazji zwiedzimy trochę świata. Chłopaki wzięli plecaki z potrzebnymi rzeczami, a ja mam torebkę z portfelem i telefonem komórkowym, będzie dobrze - uśmiechnęła się szeroko, a błyszczyk na jej ustach zaświecił się.
   -Chodź już Natsumi - powiedział Aleksy - i przestań wreszcie tyle narzekać!
   Nagle podszedł do mnie Maks i wyszeptał mi do ucha:
   -Uważaj na Lili... Nie zaprzyjaźniaj się zbytnio z nią, bo odda życie za twoje marne...
   Dostałam szoku... Spuściłam głowę i tylko po ciuchu przytaknęłam.
   Wyruszyliśmy! Z przodu Lilianna i Leon słuchali dokładniejszych opowieści o naszej krótkiej przeszłości. Aleksy chciał opowiedzieć jak dokładniej wyglądała śmierć Hisoki jednak patrząc na mnie od razu rezygnował. Najbardziej co mnie denerwowało to było, to, że cały czas cokolwiek chciał powiedzieć patrzył najpierw na mnie i najczęściej mówił "Już nic". Rozumiem, że martwił się o mnie, ale bez przesady... Przecież nie jestem dzieckiem! Przynajmniej naszyjnik na mojej szyi przypominał mi o Hisoce i czułam, że nade mną czuwa. Czułam się bardziej bezpieczna od kiedy Leon i Lilianna z nami szli. Aleksy pozwalał już chodzić po miastach i wsiach. Zawsze kiedy szliśmy przez większe miasto Leon narzucał na mnie swoją bluzę, która zakrywała mi moje długie włosy wraz z moim wzrokiem choć i tak zawsze był spuszczony na dół.
   Już tydzień po wędrówce od miasta do miasta, od wsi do wsi. Pierwszy raz ktoś się do mnie dołączył żeby spróbować ze mną porozmawiać. Zazwyczaj moja mina ich odstraszała. Był to Leon, podejrzewam, że ode mnie chciał się dowiedzieć nieco więcej o mnie, w końcu z Aleksy'm znamy się od niedawna.
   -Siedzisz zawsze tak cicha, chciałbym wiedzieć jak to było u ciebie przedtem - mówił zakładając ręce za głowę i patrząc na rażące słońce.
   -Po co chcesz wiedzieć? Co ci dadzą te informację? - choć wiedziałam, że nie mogę zbytnio spoufalać się z Lilianną z Leonem wolałam również. Gdyby on zginął lub Aleksy, Lili byłaby smutna, a tego też by mi jej brat nie wybaczył.
   -Jak to po co? Skoro podróżujemy już razem to chociaż chciałbym wiedzieć jak się nazywasz.
   -Asahi Natsumi.
   -Ale... To była trochę przenośnia. No cóż mamy pierwszy krok - powiedział uśmiechając się do mnie - coś więcej?
   -Nie - odpowiedziałam. Gdy nagle Aleksy i Lilianna zatrzymali się na środku drogi.
   -Szybko zakładaj jej bluzę! - krzyknął Aleksy. Leon lekko przestraszony odpiął zamek. Chciał już ściągać kiedy Aleksy już nie krzyczał lecz wyszeptał - zrób cokolwiek byle ją zakryć - mówiąc to objął Liliannę, która się bardzo zarumieniła, natomiast Leon zarzucił na mnie bluzę i mocno przytulił. Doznałam lekkiego szoku. Kaptur spadł na moje oczy, w których zgromadziły się łzy. Dlaczego? Nie miałam pojęcia.. po części jego uścisk.. Był inny niż Aleksy'a. Aleksy trzymał mnie jak zabawkę, której nie chciał wypuszczać, jednak Leon... od niego czułam ciepło. Zupełnie jakbym przytuliła Hisokę (tak on mnie przytulał gdy byłam mała).
   -Uff.. Udało się - odetchnął Aleksy. Leon chciał mnie puścić.
   -Czekaj - powiedziałam po cichu.
   -Ktoś idzie? - zapytał niepewnie Leon.
   -Po prostu... - naciągnęłam kaptur na oczy.
   -Dobrze skoro chcesz tej bluzy proszę bardzo, a my ruszajmy - powiedział Leon. Czy on był głupi? Czy jednak zrobił to specjalnie żeby reszta się nie zorientowała? W każdym razie byłam mu wdzięczna. Lilianna i Aleksy ruszyli przed siebie. A po moim policzku spłynęła łza, którą on od razu wytarł i złapał za moją rękę, która ledwo wystawała spod bluzy.
   -Chodźmy - powiedział lekko ciągnąc mnie za sobą. Specjalnie zostawił mnie z tyłu aby nikt nie zobaczył, że płacze.
   -Dziękuję - powiedziałam mocniej ściskając jego rękę. On odwrócił się i spojrzał na rękę, po czym uśmiechnął się lekko.
   -Cała przyjemność po mojej stronie.
   Nadeszła noc. Położyliśmy się w środku lasu. Aleksy i Lilianna rozmawiali gotując przy ognisku. Leon podszedł do mnie.
   -Mogę odzyskać bluzę? - zapytał, śmiejąc się.
   -Aah.. Tak, już, już - powiedziałam zaczynając ściągać.
   -Co ty... wygłupiam się, choć mogłabyś podjeść do ogniska, tam będzie cieplej.
   -Nie trzeba.
   -Trzeba, trzeba - odpowiedział chwytając mnie za rękaw i pociągnął w stronę ognia. Usiedliśmy na przewróconym drzewie.
   -Dzisiaj mamy zupę grzybową, może być? - mówiła Lilianna mieszając w garnku.
   -Yhm - odpowiedziałam cicho. Po czym zaczęłam ściągać bluzę.
   -Mam nadzieje, że tylko bluzę ściągasz - zaśmiał się Aleksy.
   -Tak, tak - odpowiedziałam oddając ją właścicielowi.
   -A dziękuję - powiedział odkładając ją na bok.
   Gdy zupa była gotowa, wszyscy zajadaliśmy jak szaleni, bo byliśmy bardzo głodni. Po czym położyliśmy się spać. Leżąc poczułam, że ktoś mnie czymś przykrył. Leon zabrał bluzę z drzewa i położył ją na mnie po czym dodał:
   -Dobranoc, kolorowych.

wtorek, 10 marca 2015

Rozdział 6.

    Zjedliśmy kolację, a mnie kazali się położyć. Położyłam się i zasnęłam... Nie trwało to chyba więcej niż 5 minut. Otwarłam oczy i zainteresowała mnie rozmowa domowników z Aleksy'em.
   -Aleksy! Powiedz mi proszę dlaczego tak wędrujecie? - pytała Lilianna.
   -Zachowuj się jak na twój wiek przystało - skarcił ją Maks -  w sumie skoro już tu jesteście możecie nam powiedzieć co nie, co o sobie, prawda?
   -Natsumi... Dobrze, że śpi. Więc dobrze, powiem wam - powiedział zdecydowany Aleksy - od czego by tu zacząć.
   -Może od początku - zasugerował Leon.
   -No więc... Zaczęło się od tego, że Natsumi przyjechała z Japonii do Polski. Miała sąsiadkę o imieniu Amelia, która ją zaakceptowała i zostały przyjaciółkami. Później ja ją poznałem. Trzy dni temu mieliśmy mały wypadek, a po odzyskaniu przytomności zauważyliśmy, że nasze miasto jest jedną wielką ruiną... - mówił, a wszystkim (oprócz Maksa) aż brakowało tchu gdy o tym opowiadał, choć ja nie widziałam w tym nic fascynującego.
  -I co, co dalej?! - niecierpliwiła się Lilianna.
  -Na drodze zauważyliśmy Amelię, matkę Natsumi oraz jakiegoś mężczyznę. Na znak mężczyzny dziewczyny posłały pioruny w stronę Natsumi. Jej brat ochronił ją, po czym gdy my uciekliśmy na jej oczach został zamordowany i dobity przez własną matkę. Dlatego wyruszyliśmy bez niczego....
   Nie mogłam znieść presji. Moja głowa pulsowała, do tego moja rana. Boli mnie... boli... boli...
   -Boli... boli... - niespodziewanie zaczęłam mówić na głos - boli.. to tak strasznie boli...
   -Co cię boli! Twoja rana? - pytał się Leon
   -Nie... - powiedział Aleksy, a ja dalej jęczałam "Boli... to boli... tak strasznie boli.." - ją bolą te słowa, które wypowiedziałem. Nie spodziewałem się, że będzie słyszeć. Przepraszam cię Natsumi.
   -To nie twoja wina - powiedziałam wstając z łóżka.
   -Nie możesz! Dziewczyno, jeszcze nie możesz! Słyszysz!
   -Już wystarczy! - krzyknęłam - Nie chcę już tu gościć. To źle się skończy! Za nami jest pościg! Chwila i wasza chatka i cała ta wieś zostanie kupą gruzu! Chcecie tego?! Chcecie?! - krzyczałam i krzyczałam. Leon i Lilianna patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Tylko Maks się odezwał:
   -A ty co dziecko? - mówiąc to wyszedł na zewnątrz, chociaż było już późno.
   -Natsumi tylko tą noc - powiedziała Lilianna - tylko tą noc i wyruszycie dalej, dobrze?
   -Niech już będzie - odpowiedziałam. Noga dalej bolała jak cholera. Głowa dalej pulsowała. Żeby wydobrzeć powinnam zostać tu co najmniej tydzień. Nie mogłam sobie na to pozwolić. W końcu naraziłabym ich życie. To mnie gonią i tylko ja powinnam uciekać. Aleksy... Nie wiem po co szedł ze mną, chociaż w wielu sytuacjach uratował mi życie i jestem bardzo mu wdzięczna, jednak naraża się na tak wielkie niebezpieczeństwo. Usiadłam na łóżku, a Lilianna stanęła naprzeciw mnie.
   -Przepraszam za kłopot - powiedziałam - i za moje zachowanie, również przepraszam.
   -Ah! Za co? - zaśmiała się - Wiesz jak dawno tu nic się nie działo... Szczerze chciałabym powędrować razem z wami, ale Maks, ani Leon nie puszczą mnie.
   -To normalne jak na braci... Martwią się o ciebie.
   -Co? Braci? - zaśmiała się znów - Tylko Maks jest moim bratem, Leon tu tylko mieszka, to sierota.
   -A.. Rozumiem, przepraszam.
   -Choć Leon dla mnie jest jak prawdziwy brat - odpowiedziała patrząc na wiszące zdjęcia.
   -Nie chcę sprawiać problemów, więc lepiej też i by było gdybyś nie szła.
   -Ale ja chcę poznawać świat! - oburzyła się Lilianna - Ale wiesz... Z tobą mogło by to być bardzo fajnie. Wydajesz się bardzo miłą osobą. Do tego Aleksy - tu rozmarzyła się - ahh..  z kimś takim to na drugi koniec świata - powiedziała zamykając oczy i kręcąc się w kółko. Miała już upadać kiedy Maks wchodził i złapał ją.
   -Nie bujaj tak w obłokach, a jeżeli chcesz iść to proszę bardzo, ale Leon idzie z tobą - powiedział odstawiając ją na miejsce. Na jej oczach wymalowało się zdziwienie. Leon usłyszawszy swoje imię wbiegł szybko do pokoju.
   -Że co? Co znowu ze mną?
   -Idziesz razem z Lili i z nimi w dalszą podróż - zadecydował Maks odchodząc i czochrając Leona po włosach.
   -Że niby, co?! - krzyknął przerażony, a jednocześnie zadowolony Leon. Aleksy wszedł do pokoju.
   -No to postanowione, mamy więcej kompanów, uśmiechnij się Natsumi! - powiedział uśmiechając się szeroko, a później śmiejąc się serdecznie. Podszedł do Lilianny i na chwilę znów stał się pięcioletnim dzieckiem zabrał jej malutkie rączki i zaczął kręcić się z nią w kółko. Zabrał też Leona. Ja oddaliłam się do konta... Ta scenka była zbyt wesoła... Zbyt wesoła jak na wszystkie te wydarzenia i teraźniejsze czasy...

poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 5.

   Wędrowaliśmy już 3 dni i 3 noce. Ja opadałam już z sił. Brakowało nam prowiantu, a wodę piliśmy nawet z kałuży. Nie mogłam spać, ilekroć zamykałam oczy widziałam zmasakrowane ciało Hisoki. Czuję się winna jego śmierci. Tak jakbym to ja strzelała do niego z łuku. Czemu się podstawił? Miałam do niego cały czas mnóstwo pytań, jednak już mi na nie nie odpowie. Z jego zachowania wynikało, że chyba wiedział wszystko.. Czemu mnie nie ostrzegł?! Gdyby ostrzegł może zareagowalibyśmy wcześniej! A może chciał, ale nie potrafił mnie znaleźć kiedy sturlaliśmy się z Aleksy'm. Więc po części byłam winna swojej niewiedzy. Moja ranna noga cały czas puchła. Bandaże były brudne. Aleksy mówił, że przez to może się wdać zakażenie, a nawet, że już się wdało. Chcieliśmy znaleźć jak najszybciej jakąś czystą wodę. Chciałam pójść do jakiejś wioski, on jednak twierdził, że to zły pomysł, więc wioski i miasta omijaliśmy z daleka.
   Pewnej nocy nie mogąc znowu spać, usłyszałam kroki i rozmowę.
   -Chyba w tą stronę poszła, prawda?
   -Jak oni tak szybko mogli nas odnaleźć?! Szliśmy tak długo! - pomyślałam.
   -No tak, Lilianna coś mówiła, że idzie pozbierać kwiatki na grób taty.
   Odetchnęłam z ulgą. To znaczy, że były to jakieś dzieci.
   -Co się dzieje? - usłyszałam za sobą.
   -Cicho... - powiedziałam nawet nie odwracając się. Po chwili zrozumiałam, że nie znam tego głosu, więc natychmiast się odwróciłam. Z szokiem spojrzałam na dziewczynkę w moim wieku, może odrobinkę starsza, uśmiechającą się do mnie serdecznie. W rękach trzymała bukiet stokrotek - Kim ty jesteś?! - krzyknęłam. Głupia! W lesie się nie krzyczy! Szczególnie gdy przed sobą masz osobę, której nie znasz! Ogarnij się, kobieto!
   -Nie musisz krzyczeć. Mam na imię Lilianna, mieszkam w okolicy, a ty? - odpowiedziała uśmiechając się serdecznie.
   -P-P-Przepraszam... Mam na imi... - już miałam mówić kiedy usłyszałam, że ktoś łapie mnie od tyłu.
   -Lilianna! Nic ci nie jest? My się tu martwimy! - powiedział nieznajomy głos.
   -Leon! Nic mi nie jest, ja tylko chciałam pospacerować - uśmiechnęła się znowu dziewczynka.
   -Mógłbyś ją łaskawie puścić? - nareszcie znajomy głos.
   -Aaa.. Oczywiście - odparł chłopak puszczając mnie.
   -Gdzieś ty się włóczyła? Głupia jesteś? Mówiłem ci żebyś się nie oddalała - skarcił mnie Aleksy.
   -Eh... Wiem, wiem... Nie będę miała kolacji.
   -Przepraszam za niego - zwróciła się Lilianna do Aleksy'a - on się po prostu o mnie martwi.
   -Nie szkodzi. Ja też przepraszam za nią. Chodź już, dawno powinniśmy wyruszyć - mówiąc to złapał mnie za rękę i pomógł wstać.
   -Może przejdziecie się do naszej wioski? Wyglądacie jak dwa nieszczęścia - powiedziała Lilianna.
   -Lili! Nie znamy ich! Zresztą Maks czeka na nas przy drodze, no chodź już.
   -Dziękujemy, ale nie skorzystamy, chodź - odpowiedział Aleksy ciągnąc mnie znów za sobą.
   -To cześć, nieznajoma! A! Właśnie jak masz na imię?!
   -Aleksy! Nie ciągnij mnie tak! To boli! - to były ostatnie słowa, które wypowiedziałam. Straciłam przytomność.
   Obudziłam się w łóżku przykryta ciepłą pierzyną. Na głowie miałam mokry ręcznik, a moja noga już tak nie piekła. Rozglądając się po pokoju zauważyłam, że jest to skromna chatka. Na ścianach wisiały obrazki rysowane przez małe dziecko i różnorakie zdjęcia. Na jednym zauważyłam Liliannę i jakiegoś chłopca oraz tego chłopaka, którego dziewczyna nazwała Leon.
   -Jak się czujesz? - usłyszałam. Nawet nie zauważyłam, że ktoś koło mnie siedzi. Odwróciłam głowę w jego stronę.
   -Lepiej. Dziękuję za opiekę, ale ja już pójdę, śpieszno mi - odpowiedziałam próbując wstać. Chłopak zatrzymał mnie.
   -Nie możesz jeszcze wstawać. To niebezpieczne w twoim stanie. Miałaś wysoką gorączkę, do tego poważną ranę i nie spałaś od dłuższego czasu, ani nie jadłaś niczego pożywnego, ani zdrowego. Cholera, co z was za ludzie?! Skoro wybraliście się w podróż to chociaż jakieś wyposażenie trzeba było wziąć, co nie? - pouczał. Ja usiadłam. - Mówiłem, nie wstawaj! - zdenerwował się.
   -Gdzie Aleksy? - zapytałam.
   -Poszedł po świeżą wodę. Lilianna przygotowuje coś do jedzenia. Zjesz coś w końcu.
   -Nie potrzebuje jedzenia - odpowiedziałam spoglądając w okno na przelatujące ptaki i biegnącego Aleksy'a.
   -Jak to nie? Każdy potrzebuje jedzenia by żyć - odpowiedział patrząc na mnie ze zdziwieniem - co ty jakiś robot? - zapytał. Zaśmiałam się.
   -Nie.. Widzisz... Ja nie potrzebuję żyć - odpowiedziałam uśmiechając się. On popatrzył na mnie z dziwną miną.
   -Co ty mówisz?
   -Natsumi.. Zważaj na słowa, proszę cię - skarcił mnie w progu Aleksy.
   -Tak, tak... - odpowiedziałam obojętnie.
   -Natsumi? - zdziwił się chłopak.
   -A ty jak masz na imię?
   -Leon. Liliannę już znacie. A to jej brat Maks - pokazał na zdjęcie, które przedtem oglądałam.
   -Aleksy! -zawołałam.
   -Co? - spytał
   -Możemy już iść?
   -A co z twoją raną?! - wtrącił się Leon.
   -Jeżeli nic mi nie było do tej pory to nie będzie i później. Zresztą Hi.. - tu urwałam.. Do oczu napłynęły mi łzy. Ilekroć o nim pomyślę lub wspomnę od razu widzę upadającego i w uszach odbija mi się jego zdanie "Uciekaj, Natsumi!". To tak strasznie boli. Leon patrzył na mnie i oczekiwał, że dokończę wypowiedź.
   -I właśnie za jego prace powinnaś tu przeczekać, trochę wyzdrowieć i pójdziemy dalej, rozumiesz? - uratował mnie Aleksy.
   -Yhm.
   -O co tu chodzi? Jesteście dziwni i do tego bardzo tajemniczy.
   -Co poradzisz...
   -A powiesz przynajmniej czy was okradziono, czy jak? Że do lasu w podróż wielką wybieracie się z niczym?
   -Co tu dużo mówić - uśmiechnęłam się przez łzy - nagły wypadek.
   -Dużo mi to dało.
   -Nie chcą mówić to nie - powiedziała postać stojąca w rogu. To był chyba brat Lilianny - Maks.
   -Maks! Eh ty! Znowu się chowasz po kątach? - zaśmiał się Leon
   -A ty znowu prowadzisz wywiady - odparł Maks - zaraz będzie kolacja. Lili się bardzo dziś postarała. Dziewczyno. Nie mów tak o swoim życiu. Ludzie, którzy się za nie poświęcili... pomyśl o nich, nie potrzebnie je chronili jeżeli tak mówisz - powiedział wychodząc z pokoju. Znowu widziałam Hisokę. Skąpanego we krwi. Matka wbijała mu miecz i wyciągała go... Strzały przebijały go na wylot, upadał. To boli... głowa... tak strasznie pulsuje... boli... boli ... boli... boli... boli... słyszy mnie ktoś?! To boli... nie chce przestać... zabierzcie to ode mnie... zabierzcie ten cholerny ból!





Przepraszam, że dość mało, ale nauka mnie goni i na prawdę w tym tygodniu będziecie musieli wytrzymać tylko z takimi małymi treściami.. Przepraszam was bardzo.
                                                                                                                      ~Ńatsumi

sobota, 7 marca 2015

Rozdział 4

    Obudziłam się już kolejnego dnia. Nogę miałam opatrzoną. Jakby przyszedł jakiś doświadczony medyk. Oglądając opatrunek zastanawiałam się kto mógł to zrobić. Nagle Hisoka wszedł do mojego pokoju.
   -Ile razy mówiłam ci żebyś nie wchodził tylko pukał?! - skarciłam go próbując chować nogę.
   -Wiem, wiem.. Nie nadwyrężaj jej. Ktoś do ciebie przyszedł, ogarnij się i zejdź na dół - powiedział patrząc przez chwilę, a potem odwracając się i odchodząc. Byłam już pewna, że zrobił to Hisoka. On opatrzył mi ranę.. No ale on chciał iść na informatyka skąd wiedział jak opatrzyć taką ranę. Nie zastanawiając się już dłużej pobiegłam do łazienki. Przebrałam się, umyłam, uczesałam i zbiegłam na dół. Myślałam, że to będzie Amelia. Myliłam się był to Aleksy. Jego widok tak mnie przeraził, że wywróciłam się schodząc z ostatniego schodka.
   -Nic ci się nie stało? - zapytał podbiegając do mnie.
   -Nic. Jest w porządku. Po co tu przyszedłeś? - przeszłam do sedna podnosząc się.
   -Chciałem zabrać cię na spacer i pogadać o wczoraj.
   Od razu zrobiłam się czerwona jak burak.
   -P-Przepraszam... - powiedziałam pod nosem.
   -Za co?
   -Za wczoraj.
   -Przecież nic się nie stało..
   -Nic już nie pamiętasz? Powiedziałam takie okropne rzeczy Ami!
   -Fakt, ale ona chyba nie wzięła tego na poważnie.
   -Co ty sobie musiałeś o mnie pomyśleć... Uciekłam jak tchórz.
   -Co ty! Nic takiego nie pomyślałem.
   -Jakoś ci nie wierzę.
   -Nie musisz - uśmiechnął się - to co idziesz?
   -A mam inne wyjście?
   -Nie! - usłyszałam z góry. To był głos Hisoki.
   -Zamknij się, Hisoka! - krzyknęłam.
   -No to chodź - pociągnął mnie za rękę Aleksy.
   -Cz-czekaj! - wyrównał ze mną kroki - gdzie ty mnie ciągniesz? Ja cię nie znam i się wcale nie zgodziłam! Słyszysz puść mnie w tej chwili! - krzyczałam, jego to jednak nie ruszało. Wyrwałam się z jego uścisku i przebiegłam przez ulicę. Nie patrzyłam na samochody. On nie myśląc dłużej pobiegł za mną. Pasy były długie. Chyba coś nadjeżdżało. Nie zwracałam na to uwagi.
  -Uważaj! - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się. Stanęłam jak wryta jechała rozpędzona ciężarówka. Była tuż, tuż. Aleksy przyśpieszył kroku. Mnie od końca ulicy dzielił jeden pas. Nie mogłam się ruszyć. Już widziałam światło przed oczami, już miałam zginąć kiedy Aleksy złapał mnie i popchnął dalej, a dalej była górka. Zaczęliśmy się turlać, on nie chciał mnie wypuścić. Przytulał mocno jakbym była rzeczą, której nie chciał stracić. Turlaliśmy się i turlaliśmy. Chyba straciłam przytomność, bo nie pamiętam co się później stało.
   Otwierając powoli oczy zauważyłam niewyraźne rysy czyjejś twarzy.
   -Kim jesteś? - zapytałam półszeptem.
   -To ja, Aleksy - odpowiedział odsuwając się ode mnie - przepraszam jeżeli cię przestraszyłem.
   -Nie, to ja przepraszam - odpowiedziałam wstając.
   -Nie wstawaj - odpowiedział - chyba o coś zahaczyłaś, bo masz wielką ranę na nodze.
   -O cholera! - krzyknęłam i wstałam tak błyskawicznie jakby porazili mnie prądem.
   -Co się stało?
   -Rana mi się otworzyła.
   -To znaczy, że...
   -Tak. Zrobiłam ją sobie kiedy schodziłam z tego drzewa. Cholera! - do oczu napłynęły mi łzy. Piekło jak cholera. Przypomniały mi się słowa Hisoki. Zacisnęłam mocno bandażem. Zabrałam pasek od spodni i ścisnęłam dodatkowo. Aleksy patrzył na mnie z troską, a jednocześnie z podziwem.
   -Może lepiej nie wstawaj?
   -Musze. Pójdę do Hisoki to mi pomoże.
   -Skąd ta pewność? Przecież cię nie lubi.
   -Skąd ta pewność?
   -No, bo nazywa cię idiotką.
   -To nic nie znaczy - uśmiechnęłam się tak jakby do siebie.
   -Może lepiej nie wstawaj.
   -Idę, dzięki za uratowanie życia - powiedziałam machając ręką. Pod górkę szłam powoli utykając na nogę. Jak wyszłam na drogę zatrzymałam się zszokowana. Aleksy myśląc, że coś mi się stało i nie mogę iść dalej pobiegł za mną. Stanął koło mnie.
   -Mówiłem żebyś nie szła... Co tu się stało?! - krzyknął przerażony. Całe miasto było jedną wielką ruiną. Z budynków ulatywał dym. Z czego mogło wynikać, że to nie zdarzyło się pięć minut temu.
   -To jest nasze miasto?... - zapytałam nie dowierzając. Zaczęłam obracać głową na wszystkie strony oglądając dokładnie co się stało. Na ulicy stała mama, jakiś dziwnie ubrany facet i ... Ami! Natychmiast pobiegłam w ich stronę. Nie zastanawiałam się nawet kim był ten pan. Mogłam się choć chwilę zastanowić...
   -Mamo! Ami! Nic wam nie jest?! - biegłam krzycząc. Zareagowały. Miały kamienne twarze i przeszywające spojrzenie. Patrzyły trochę jak na winowajcę. Zwolniłam kroku. Zatrzymałam się - co z wami? Ami! Mamo! To ja Natsumi! - w oczach miałam łzy. Ten dziwny facet coś powiedział. Wtedy Amelia i Mama wyciągnęły do mnie rękę. Uśmiechnęłam się lekko, jednak uśmiech od razu zszedł z mojej twarzy. Z ich dłoni wyciekł strumień błyskawic. Leciały do mnie jak te światło z ciężarówki. Przestraszona znowu nie mogłam się ruszyć z miejsca. Wtedy ktoś zwalił mnie z nóg, a druga osoba zrobiła z siebie tarczę. Pierwsza osobą był Aleksy. Druga to Hisoka. Upadł na kolana. Wyciągnął z kieszeni telefon. Serio?! Teraz mu się zachciało zmieniać piosenkę?!
   -Hisoka, kretynie! Uciekaj!
   -To ty uciekaj, idiotko! Co tak stoisz! Aleksy zabierz ją stąd! - krzyknął nawet nie patrząc na nas. A klikając coś w telefonie pojawił się hologram. Stał tam... To był tata! Chociaż widziałam go tylko przez chwilę, zobaczyłam w nim Hisokę, ale z moimi włosami! To musiał być ojciec! Aleksy znowu pociągnął mnie za rękę. Tym razem nie stawiałam oporu.
   -Co tu się dzieje? - spytałam.
   -Hisoka nic nie powiedział kazał mi tylko zabrać cię i uciekać.
   -A co z Ami? Co z moją mamą?
   -One są po złej stronie!
   -To dlatego Amelia nie patrzyła na mnie jak na dziwadło - wreszcie zrozumiałam o co tu chodzi. Nie patrzyła tak na mnie, bo właśnie o mnie im chodziło.. prawdopodobnie.
   -Ale ty nie jesteś dziwadłem - powiedział Aleksy zwalniając kroku i wreszcie zatrzymując się - chodź tu się schowamy - powiedział wskazując miejsce pod mostem. Przykucnęliśmy. Byliśmy wystarczająco daleko aby nas nie dosięgnęli, ale jednocześnie na tyle blisko, że widzieliśmy całe zdarzenie.
   Nagle Hisoka dostał strzałą w brzuch. Przestraszyłam się. Z oczu wypłynęły mi łzy.
   -Hisoka... - powiedziałam po ciuchu żeby wesprzeć go na duchu... Kiedy on odwrócił do mnie wzrok. Mówiąc tylko 2 słowa.
   -Uciekaj, Natsumi... - po tych słowach w jego powoli upadające ciało trafiło ze sto strzał. Upadł. Wyglądał niczym jeż. Ja nie mogąc się opanować zaczęłam krzyczeć, płacząc.
   -Hisoka! Hisoka! - płakałam i płakałam. Aleksy złapał mnie za rękę. Ja zaczęłam się z nim szarpać. Chciałam iść do ciała Hisoki rozpłakać się i położyć na nim. Aleksy był silniejszy. Pociągnął mocniej i zabrał. Biegłam za nim cały czas patrząc na zmasakrowane ciało Hisoki, do którego podeszła mama i zaczęła wbijać miecz i wyciągać go. Krew bryzgała we wszystkie strony. Nie mogąc już na to patrzeć, patrzyłam na Aleksy'a, który coraz bardziej ściskał moją rękę. Nie wiedząc nawet, co się dokładnie dzieje biegliśmy przed siebie... jak najdalej od tych wydarzeń, których nigdy nie wymarzę z mojej pamięci.

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 3

   Kolejnego dnia pierwsze co chciałam zrobić to otworzyć okno i przywitać się z Amelią. Zatrzymałam się przy klamce od okna. Zaraz... Czemu ja jej zaufałam? Tak bardzo polubiłam? Bo co? Bo powiedziała, że mam ładny uśmiech? Żarty jakieś?! Natsumi! Obudź się! Przecież tak się nie poznaje osób! Spuściłam rękę na dół.
   -A ty co znowu robisz koło tego okna? - usłyszałam za sobą.
   -Ile razy mówiłam żebyś nie wchodził do pokoju bez pytania! - krzyknęłam odwracając się.
   -Eh... Rób co chcesz - powiedział Hisoka odwracając się.
   -Hisoka...
   -Czego? - zatrzymał się.
   -Czy... Ja jestem przeklęta?
   -Słucham? - wpadł w osłupienie. Tak jakbym odkryła jakąś wielką tajemnicę.
   -No bo zobacz na moje włosy - mówiąc to zaczęłam się nimi bawić - przecież nikt inny takich nie ma. Zobacz na moje oczy. O czerwonych albo fioletowych oczach piszę się tylko w książkach. Istnieją tylko w anime! W takim razie czemu ja...
   -Dowiesz się w swoim czasie, nie przejmuj się. Przede wszystkim nie wstydź się ich, jasne? - uśmiechnął się - a mama cię woła na dół.
   -Yhm. Już schodzę. Hi..
   -Nic ci nie powiem. Idź, bo ktoś na ciebie czeka.
   -Yhm.
   Zastanawiało mnie o co mogło mu chodzi. No bo w końcu zawsze niemiły normalnie, powiedziałby mi, że jestem jakimś dziwadłem czy coś. On jednak broni moich włosów. Ale dlaczego? I czego niby mam się dowiedzieć w swoim czasie?
   Ubrałam się we wczorajsze dżinsowe spodenki i przydużą białą koszulką z japońskim napisem "Uśmiech proszę". Związałam kucyka po boku i ubierając w biegu podkolanówki zbiegałam na dół. Zszokował mnie widok. Myślałam, że będzie tam mama... ewentualnie Amelia. Ktoś był z Amelią. Nie to nie mama.. To był.. Chyba ten Marcin...
   -Natsumi! - krzyknęła z szerokim uśmiechem.
   -Y-Yo.. - odpowiedziałam podciągając prawą podkolanówkę.
   -Dzisiaj przyprowadziłam gościa. Może z nami pójść na miasto?
   -Yhm.
   -W takim razie wspaniale!
   On cały czas wpatrywał się we mnie. Zaczęłam patrzeć czy nie jestem gdzieś brudna. Spytałam nawet się mamy. Ona zaprzeczyła. O co mu chodziło?
   -Chodź już!
   -Ale.. Ja jeszcze nic nie zjadłam.
   -Trzymaj - mama wcisnęła mi onigiri {japońska przekąska - coś w stylu ryżowych kulek}.
   -Dziękuję.
   -Bawcie się dobrze - powiedziała wręczając mi buty do drugiej ręki.
   -Yhm.
   Na schodach stał Hisoka. Patrzył na mnie z lekkim uśmiechem. Gdy słońce podświetliło jego włosy okazały się tak bardzo ciemnozielone jak jego słuchawki. Dlatego miałam zawsze wrażenie, że ma czarne włosy. Dlatego! Dlatego kazał mi być z nich dumny! Mama ma czarne włosy, a tata.. tego nie wiem. Może właśnie on miał zielone!
   Z tych przemyśleń wyrwała mnie Amelia ciągnąc za rękę. Szybko włożyłam tenisówki a onigiri włożyłam do ust.
   -Przedstawiam ci Aleksy'a.
   -A ja byłam pewna, że to ten Marcin.
   -Marcin? He he ... o czym ty mówisz?
   -A ty dalej za tym Marcinem... - westchnął chłopak. Jego głos był taki... delikatny, ale nie kobiecy lecz męski delikatny. Wiem trochę dziwnie to brzmi. Jego włosy rozwiał wiatr, dziwny miały kolor.. kawa z mlekiem. Oczy miał niczym krystaliczna, przejrzysta woda. Był bardzo przystojny.
   -Daj spokój! - speszyła się Amelia.
   -Ami wszystko w porządku?
   -A-Ami? - zdziwiła się.
   -Ups. Przepraszam! - zawstydziłam się.
   -Za co? Podoba mi się! - uśmiechnęła się szeroko.
   -Tak w ogóle to miło mi cię poznać, Aleksy - spojrzałam na niego. On chyba nie był obecny w tym świecie. W jego oczach odbijałam się ja. Czułam się jakbym patrzyła w lusterko.
   -Mi ciebie również - uśmiechnął się - to co idziemy na te miasto? Może wpadniemy po Marcina, co? - zaśmiał się. Jego śmiech był taki... trudno mi to określić słowami, był po prostu piękny. Taki, który chcesz słuchać cały czas.
   -No wiesz co! Natsumi! To twoja wina!
   -Najmocniej przepraszam - powiedziałam odwracając głowę. Ona się zaśmiała.
   -Nie bierz wszystkiego na poważnie! Bo będą cię uważali za sztywniaka.
   -Mnie... oni wcale nie obchodzą - mówiąc to patrzyłam na liście, które tańczyły wraz z wiatrem skocznego walca. Oni popatrzyli na mnie. Byli bardzo zdziwieni. Po chwili on się uśmiechnął.
   -Z takim nastawieniem nigdy nie znajdziesz przyjaciół, wiesz? - zapytał delikatnym głosem, podchodząc do mnie i uśmiechając się dalej.
   -Nie potrzebuję przyjaciół - powiedziałam odchodząc od niego. Znowu popełniam ten sam błąd! Ilekroć się tak zachowywałam, wszyscy się ode mnie odwracali, nie chcieli ze mną rozmawiać.
   -Nats...
   -Przepraszam, chyba ten wypad nie wypali - mówiąc to pobiegłam przed siebie. W stronę lasu, jak najdalej od ludzi. Szczerze ich nienawidzę. Ich wzroku, słów, wszystkiego! Co najbardziej mnie zdziwiło to to, że oni pobiegli za mną. Amelia wołała wciąż za mną. Ja wspięłam się na dość wysokie drzewo. Patrzyłam na ruch uliczny.
   Wołali mnie i wołali. Nie odezwałam się ani słowem. Specjalnie wybrałam wysokie drzewo żeby mnie nie znaleźli. Po cichutku powtarzałam cały czas "Odejdźcie, zapomnijcie! Odejdźcie i zapomnijcie!" Powtarzałam to tak długo dopóki nie zaczęłam się dławić łzami. Nie chciałam wybuchać płaczem, bo znaleźli by mnie bez problemu. Echo ich głosów odbijało się z wszystkich drzew i trafiało do mnie, moich uszu. Nie mogłam tego wytrzymać. Coraz bardziej chciałam wybuchnąć płaczem, trudniej było mi nad tym zapanować. Tak w ogóle czemu ja płaczę? To dziwne. Może czuję się winna, że powiedziałam coś takiego im, Amelii. Jeszcze wczoraj uważałam, że będę mogła się z nią zaprzyjaźnić. Dzisiaj prosto w twarz powiedziałam jej, że nie potrzebuję przyjaciół. To musiało ją na prawdę zaboleć. Do tego ten chłopak - Aleksy. Co on sobie o mnie pomyślał? Musiałam wywrzeć bardzo słabe wrażenie. Pewnie mnie teraz szuka tylko dlatego, że Amelia tak chciała. Pewnie nie chciał zostawiać jej samej, albo ktoś kazał się ją opiekować. Jeszcze nie całe trzy dni i będę musiała iść do szkoły, a tam napotkać więcej ludzkich spojrzeń. Nie mogąc wytrzymać, próbując wszystkiego, żeby tylko nie wybuchnąć płaczem, zasnęłam.
   -Znalazłem ją! - usłyszałam znajomy głos.
   -Idiotka! - znowu znajomy głos. To z pewnością był Hisoka - Co ty tam robisz, idiotko!
   Przetarłam oczy, otarłam łzy. Przede mną stali Hisoka, Aleksy i Amelia. Co za szczęście, że mamy tam nie było.
   -Oglądam ruch uliczny.
   -Kretynko! Mogłaś spaść! - krzyknął Hisoka.
   -Przepraszam, że musieliście się martwić. Schodząc z drzewa przecięłam sobie nogę. Na szczęście podkolanówki mi spadły. Szybko je podniosłam, żeby nie było widać rany. Zajmę się nią w domu.
   -Wiesz jak się martwiliśmy! - krzyknęła zapłakana Amelia przytulając mnie mocno.
   -Amelia?...
   -Przecież miałaś mówić mi Ami. Prawda? - spytała ocierając oczy i uśmiechając się do mnie.
   -Yhm.
   -Bez gadania idziemy do domu - Hisoka złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Coraz bardziej oddalaliśmy się od uśmiechającego się Aleksy'a i płaczącą ze szczęścia Ami. On się już nie odezwał. Przyprowadził do domu nie mówiąc nic. Zostawił mi wolną rękę. Już ode mnie zależało czy powiem o zdarzeniu mamie, czy zataję tę informację. Wybrałam to drugie. Poszłam na górę opatrzyć ranę. Piekło jak cholera, a krwawienie nie chciało ustać. Zaciskałam jak tylko mogłam. Być może nawet należało ja zszyć. Nie mogłam iść do szpitala, bo przecież mama się dowie, no i nie tylko ona. Nie chce już nikogo więcej martwić. Robiąc opatrunek zasnęłam. Było już późno, a ja dalej tłumiłam w sobie łzy... Tak strasznie gorzkie...

środa, 4 marca 2015

Rozdział 2

    Coś mnie obudziło... Chociaż.. nie.. to był ktoś. Ktoś zza ściany. Znowu krzyczała, znowu jakiś Marcin. Miałam już tego powoli dość. Wygrzebałam się z łóżka, przebrałam w swoje dżinsowe spodenki, czarną koszulkę. Włosy upięłam w kucyka. Było duszno, ale bałam się spotkać znowu tej dziewczyny. Znowu zadawałaby mi mnóstwo pytań, na które nie chciałabym odpowiedzieć. Rozejrzałam się po pokoju. Walizki i kartony walały się po nim całym. Połowa otwarta, druga zamknięta, nierozpakowana. Pomyślałam, że wezmę się za dalsze rozpakowywanie kiedy ktoś wszedł niespodziewanie do mojego pokoju. Myślałam, że dostanę zawału.. Cholera.
   -Już wstałaś? To dobrze masz pomóc posprzątać mamie.. - powiedział Hisoka odchodząc.
   -Zabije cię kiedyś! - krzyknęłam za nim.
   -Już czekam! - odpowiedział zamykając się w pokoju. Jak on mnie denerwuje. Mama i moje poprzednie koleżanki twierdzą, że tak na prawdę się o mnie martwi. Nie za bardzo w to wierzę, w końcu jak do mnie mówi i się wobec mnie zachowuje, dużo znaczy.
   Moje przemyślenia szybko się skończyły. Znowu ona... znowu krzyczy... znowu ten cholerny Marcin. Mam już tego dość. Zbiegłam na dół, ubrałam buty i wybiegłam do ogródka. Przeskoczyłam przez siatkę. Stanęłam tam na środku. W oknie stała ona. Cała we łzach krzyczała "Marcin! Marcin, ty draniu!". Nie wytrzymałam.
   -Zamknij się wreszcie, cholera! - zapomniałam się i zaczęłam kląć po japońsku. Ona natychmiast przestała, otarła łzy i popatrzyła na mnie.
   -Co ty robisz w moim ogródku?... - to były jedyne słowa, które wypowiedziała. Zamknęła okno i uciekła. Odetchnęłam. Już miałam przechodzić przez siatkę kiedy ona wybiegła z ganku.
   -Chciałaś coś ode mnie? Wiesz... Nie wiedziałam, co mówisz, nie rozumiem chińskiego.
   -Jestem japonką - odpowiedziałam - Tak owszem chciałam.
   -Coś ważnego? Bardzo? Chyba się zdenerwowałaś, bo nie mówiłaś po polsku, prawda?
   -Jak można być spokojnym, kiedy ktoś zza ściany drze cały czas imię jednego chłopaka! Mam już tego dość! Zamiast się tak drzeć idź do niego i załatw sprawę, a nie budzisz wszystkim swoim Marcinkiem!... - wybuchnęłam. Ona popatrzyła na mnie z szokiem. Chyba nie wiedziała jak zareagować. Kiedy ona bez słowa patrzyła na mnie, ja wspięłam się po siatce i przeskoczyłam do swojego ogródka, a później weszłam do domu. Wchodząc do pokoju, otworzyłam okno... Ona dalej tam stała, nieruchomie. Jakby myślała nad moimi słowami. Niektóre słowa, były bardzo dziwne. Mój japoński akcent dziwnie brzmiał, a do tego byłam zdenerwowana. Czułam się trochę winna. Jej policzki były dalej mokre od łez. Gdy tak na nie patrzyłam miałam uczucie, że ona płacze właśnie przeze mnie. Przeprosić? Zostawić ją tak? Cholera! Już?! Już?! Na prawdę?! Już popełniam tyle błędów! Czuję się winna, ale jednocześnie wiem, że zrobiłam dobrze... Dylemat.. Co ja mam zrobić? Pójdę? Albo nie... Albo.. Chociaż.. Eh... No i dalej nie wiem co mam zrobić. Chciałabym teraz do niej krzyknąć zarówno przepraszam, jak i idź stąd, bo przez ciebie czuję się winna. Myśli walały mi się po głowie. Niektóre nawet nie dotyczyły tej sprawy. Serce biło mi jak szalone.. Jakbym przebiegła co najmniej maraton. Chciałam odejść od okna, ale coś nie dawało mi tego zrobić... Coś kazało zostać i na nią patrzeć. Skoro nie mogłam odejść, chciałam zamknąć oczy. Ilekroć je zamykałam od razu się otwierały, jakbym mrugała. Nic nie mogłam zrobić, nawet ruszyć ręką. To przez te myśli? Czemu w ogóle się tym przejmuję? Przecież ona nie powinna mnie obchodzić.. Tylko święty spokój... Tylko to... Ale wciąż słyszę w głowie jej słowa z wczoraj... Amelia, tak? Cholera! Przez ciebie zaczęłam się kimś przejmować! Odejdź, precz!
   Po dłuższym staniu, odwróciła głowę w stronę mojego okna. Popatrzyła na mnie. Jej wzrok był inny niż wczoraj. Jakby mnie obwiniała o coś, nie była już wesoła, ani smutna, była wściekła. I to na mnie! Ale co ja zrobiłam? Chciałam tylko spokoju, a ona go niszczyła. Dalej nie rozumiem o co jej chodzi. Choć patrzyła na mnie przez chwilę, jej wzrok utkwił mi w pamięci. W oczach miała chęć zemsty. No, ale ja przecież... nic nie zrobiłam... Za co chciałaby się mścić? Za prawdę? Czy wszystkie polki są tak dziwne? Nie za bardzo chciałam już wychodzić z domu. Dziś mieliśmy zwiedzać okolicę, jutro mama chciała nam kupić wyposażenie do szkoły, a pojutrze chciała nam ją pokazać. Ja dalej stałam w oknie. Nie mogłam się dalej ruszyć. No, ale czemu? Czemu? Jej już tam nie było. Więc czemu dalej czułam się strasznie winna, czemu dalej czułam jej wzrok na mnie.
   Do pokoju wszedł Hisoka. Całe szczęście! Pierwszy raz się tak ucieszyłam na jego widok.
   -Mama cały czas czeka, a ty stoisz przy tym oknie i nawet palcem nie ruszysz.. Obudź się idiotko. Skoro się przeprowadziliśmy to chyba oczywiste, że musimy pomagać, żeby ogarnąć ten nowy dom.. Czy ty jesteś, aż tak tępa? - skarcił mnie.
   -Nawet się cieszę, że przyszedłeś, wiesz? - powiedziałam pod nosem.
   -Co? Jak coś mówisz, to może głośniej...
   -Już nie ważne.. Już schodzę, ale wyjdź.
   -Nic mnie tu nie trzyma, idiotko - odpowiedział odchodząc. Jakie to było szczęście, że się zjawił. Myślałam, że umrę przy tym oknie, powoli brakowało mi powietrza, chociaż ono było otwarte. Zbiegłam na dół to co tam zastałam zszokowało mnie całkowicie. Ona tam stała... Chciałam się wycofać, ale mam zaczęła mówić.
   -Natsumi poznaj proszę Amelię. Jesteście sąsiadkami.
   -Yhm. Miło mi - odpowiedziałam.
   -My się już znamy proszę pani - uśmiechnęła się Amelia. Co prawda chciałam to ukryć. Wolałam nie mówić, bo może jest na mnie bardzo zła.
   -Czemu nic nie mówisz Natsumi?
   -Etto... No, bo ja... Nie wiedziałam... Nie ważne...
   -Oj, proszę mi wybaczyć jej nieśmiałość.
   -Nieśmiałość, co?... Hah żarty jakieś - usłyszałam za plecami.
   -Hisoka... - powiedziałam po cichu
   -Czego, idiotko?
   -Ile razy mówiłam, żebyś nie zachodził mnie od tyłu? - powiedziałam uderzając go łokciem w brzuch. On skulił się, a na jego twarzy pojawiła się złość.
   -A ile razy ja... - wyjąkał - mówiłem, żebyś mnie tak nie biła, bo oddam?! - krzyknął.
   -Dzieci! Proszę mi wybaczyć za ich zachowanie...
   -W każdym bądź racie ja i moja córka -zaczęła mama Amelii - chciałyśmy powitać sąsiadów i zaproponować oprowadzenie po okolicy i mieście.
  -Byłabym bardzo wdzięczna - uśmiechnęła się moja mama - mam nadzieje, że nie będzie pani bała się zostawić swojej córki z tym towarzystwem - mówiąc to pokazała na nas. My automatycznie wyprostowaliśmy się i uśmiechnęliśmy.
   -Żaden problem. Moja córka da sobie radę. A ten chłopiec pewnie już w liceum, więc nie mam się czego obawiać - uśmiechnęła się kobieta.
   -Natsumi idź pozwiedzać razem z Amelią miasto.
   -Hisoka idzie z nami? -zapytałam.
   -Nie, bo się jeszcze zjecie... A panią zapraszam do środka na herbatę.
   -Nie odmówię - odpowiedziała z szerokim uśmiechem kobieta.
   -Chodź! - powiedziała Amelia łapiąc za moją rękę. Czułam, że jest niebezpiecznie. Pewnie zapędzi mnie gdzieś w ciemną uliczkę, a tam dokona zemsty. Puściła moją rękę i wyrównała ze mną kroki.
   -Wiesz co... Miałaś rację - powiedziała patrząc daleko przed siebie. Z niedowierzaniem patrzyłam na nią. O mały włos nie wpadłabym na słup.
   -Czyli się nie gniewasz?
   -A czemu niby miałabym, co?
   -No, bo w końcu... Trochę na ciebie nakrzyczałam.
   -Sama bym na siebie była wściekła.. Byłam dość irytująca prawda?
   -Cyba tak...
   -W końcu byłaś tak na mnie zła, że zapomniałaś jak się mówi po polsku - zaśmiała się.
   -No tak, jakby coś to nie były żadne bardzo wulgarne słowa!
   -Spokojnie.. A teraz nie przejmując się tamtym chodź pokażę ci kilka bardzo fajnych miejsc! - mówiąc to zeskoczyła z krawężnika i wylądowała na podłodze.
   -No to kolację mamy z głowy...
   -Czemu? - zdziwiła się, wstając i otrzepując się.
   -Nie widzę żebyś złapała tego zająca.. - uśmiechnęłam się. Ona się zaśmiała.
   -Wiesz... Masz bardzo ładny uśmiech -mówiąc to także się uśmiechnęła. Byłam w szoku. Myślałam, że mnie nikt tu nie zaakceptuje. Moje włosy... Przecież są zielone, a oczy... Jedno fioletowe drugie czerwone... Byłam dziwadłem! A ona... zaakceptowała mnie. Byłam taka szczęśliwa!
   Pokazała mi bardzo dużo fajnych miejsc. Bawiłyśmy się świetnie. Nie chciałyśmy się rozdzielać. Choć nie wiem tak na prawdę o niej nic i tak uważam, że możemy zostać przyjaciółkami! Dzień był wspaniały. Właściwie to jak wygląda Amelia? Ma piękne długie, czarne jak smoła włosy. Oczy ma brązowo-czarne. Jest przepiękna. Kiedy wróciłam od razu otworzyłam okno. Tak! Spotkałam ją tam rozmawiałyśmy do późna.



wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 1

Na początku chciałam powiedzieć, że nie mam pojęcia jak można nazwać tą książkę.. Zazwyczaj takie rzeczy wykonuje się po jej zakończeniu. W między czasie kiedy będziecie czytać rozdziały możecie wybrać dla niej jakiś tytuł. Nie przedłużając zaczynajmy. (Będę pisać w pierwszej osobie c;)



      -Mamo! A Hisoka zabrał mi telefon! - krzyknęłam.
   -Zepsujesz sobie oczy, idiotko! - odpowiedział wyrzucając go do tyłu.
   -Oj, Hisoka ile razy mówiłam, że nie będę kupować jej setny raz telefon, bo ty go zabrałeś?
   -Wyluzuj.. - odparł zakładając z powrotem swoje ciemnozielone słuchawki.
   -Zaraz będziemy na miejscu, wytrzymajcie jeszcze trochę - powiedziała mama spoglądając na mnie w lusterku.
   Odwróciłam się w stronę szyby. Spoglądałam na drzewa, które powoli ogałacały. Liście spadały na zaparkowane samochody i na ludzi przechodzących przez ulicę. Ja także założyłam swoje fioletowo-czarne słuchawki. Włączyłam słowniczek języka polskiego. Z Japonii do Polski.. Może być coś gorszego? Oparłam się o szybę i zasnęłam.
   -Natsumi! Natsumi! Cholera, Natsumi! - półprzytomna słyszałam swoje imię.
   -Co się stało? Wpadliśmy w coś?
   -Nie... Zabieraj te swoje bagaże, bo do swoich nie mogę się dostać... - parsknął Hisoka.
   -Mógłbyś być chociaż trochę milszy dla swojej siostry -skarciła go mama.
   -Mógłbym, ale nie muszę - odparł odchodząc.
   -Jesteśmy już na miejscu? - zapytałam niepewnie.
   -Tak, wysiadaj. Weź bagaże i idź za tym panem, zaprowadzi cię do pokoju.
   Przytaknęłam. Wzięłam moje pierwsze bagaże. Szłam za nim niepewnie. Próbował do mnie zagadać, ale ja go do końca nie rozumiałam. Coraz bardziej bałam się co teraz będzie. Za niecały tydzień ma być 1 września. Tutaj rozpoczynają szkołę. Idę do pierwszej gimnazjum. Boję się... Boję się reakcji innych rówieśników na moje oczy, moje włosy... Boję się ich wzroku, przeszywającego wszystko na wylot... Boję się tu dosłownie wszystkiego! Po co tu przyjeżdżałam, co?! Po co?!
   Weszłam do pokoju... Jego ściany były pokryte tęczową tapetą. Musiało przedtem mieszkać tu jakieś małe dziecko. No nic jakoś to przeżyję. Nagle usłyszałam dziwne krzyki. Ktoś zza ściany. Dzieczynka, chłopiec? Nie dzewcznka...
   -Co tak stoisz?
   -O-O-Oglądam tapetę...
   -Weź się lecz kobieto.. - powiedział Hisoka, odchodząc.
Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi, otworzyłam okno. Zaczęłam się rozpakowywać, tym razem usłyszłam jak ktoś otwiera okno.
    -Głupi Marcin! - krzyknęła dziewczyna. Chyba nie wiedziała, że ktoś ją może usłyszeć. Mieszkała w końcu na odludziu w domu jednorodzinnym, bliźniak, czy jak to się tam zwało.
   -Natsumi! Zejdź proszę na kolacje!
   -Natsumi? - usłyszałam zza okna.
   -Cholera.. - pomyślałam - chyba się wydało...
Natychmiast podbiegłam do okna zamykając je. To był głupi pomysł. Z powodu przeciągu okno trzasło. Teraz już na pewno wie, że ktoś ją usłyszał. Nie zastnawiając się dłużej pobiegłam na dół.
   -Ileż można czekać? Coś ty tam robiła tyle czasu? - dopytywała się mama.
   -A gdzie mogłam być skoro mnie wołałaś?
   -Nie ważne już... Jedz i dokończ się rozpakowywać.
Po kolacji poszłam do pokoju. Otworzyłam okno. Wyjżałam za nie z ciekawości. Myślałam, że nikogo nie będzie... pomyliłam się.
   -To ty jesteś Natsumi, tak?
   -Yhm...
   -Słyszałaś?
   -Co?
   -To o Marcinie...
   -Słyszałam, bo co?
   -Mogłabyś tego nikomu nie mówić?...
   -Mogłabym.
   -Oh, dziękuję! Nie przedstawiłam się jeszcze na imię mi Amelia.
   -Miło mi... ty już wiesz... Natsumi...
   -Ile masz lat?
   -Tyle ile mam... przepraszam, muszę iść - mówiąc to zamknęłam okno. Usiadłam na podłodze. Po dosłownie 2 minutach wstałam, przebrałam się i położyłam spać.





P.s. Przepraszam, że dość krótkie, ale mi brakło czasu...