sobota, 14 marca 2015

Rozdział 8

   Kolejnego dnia już wszyscy siedzieli i jedli śniadanie, tylko ja spałam. Słyszałam ich rozmowę, której chyba nie chciałabym usłyszeć.
   -No i co? Dowiedziałeś się czegoś, Leon? - zapytał Aleksy.
   -Ma na imię Asahi Natsumi... Tylko tyle - odpowiedział.
   -To ty się do niej zbliżasz i będziemy wiedzieli więcej - powiedziała Lilianna jakby nie swoim głosem.
   -No dobra... Ale czemu nie może to być Aleksy? - zapytał Leon.
   -Jak to czemu, nie?!
   -No właśnie czemu nie ty? - dopytywała się Lilianna.
   -No, bo...
   -Masz lepszy z nią kontakt i wiesz o niej więcej.
   -To musi być ktoś obcy! - zadecydował Aleksy.
   Już wszystko rozumiałam. Nie chciałam pokazać im, że wszystko słyszę, więc zaczęłam ich "ostrzegać", że wstaję.
   -Oho, budzi się... Cisza! - powiedziała Lili.
   -Cześć - przywitał się z uśmiechem Aleksy. Chciałam mu powiedzieć, żeby sobie darował, bo wszystko usłyszałam jednak to by źle się trochę dla mnie skończyło. Postanowiłam zobaczyć jak to się będzie rozwijać.
   -Dzień dobry, ruszamy dalej? - spytałam jakby nigdy nic.
   -Oczywiście - uśmiechnęła się Lilianna. Podeszłam do nich i oddałam bluzę Leonowi.
   -Dziękuję, ale wiesz zaraz będziemy wchodzili do miasta i...
   -Możemy pójść na około i też będzie dobrze - przerwałam mu.
   -A co z żywnością?
   -Ktoś pójdzie ją kupić - odpowiedziałam ruszając przed siebie.
   -A w nią co wstąpiło? - zdziwił się Aleksy.
   Cholera, tak nie miało to wyglądać! Mogliby podejrzewać, że wszystko usłyszałam. Szłam tym razem przed wszystkimi skrajem drogi. Ilekroć ktoś nas mijał i Leon chciał zarzucić na mnie bluzę uciekałam w środek lasu. Nie chciałam, aby sytuacja się powtórzyła... To również strasznie by bolało. Prawie mu zaufałam, ale po dzisiejszej ich rozmowie nie chcę już mieć z nim nic do czynienia. Byłam zła na Aleksy'a, bałam się trochę, że naszyjnik był fałszywy. Nawet jeżeli! I tak bardzo się cieszę, że go mam. Lilianna dalej udawała kochaniutką dziewczynkę, która nie zachowywała się tak jak na swój wiek przystało, za co była często karcona przez Maksa. Właśnie.. Ciekawe czy on wiedział jaka jego siostra jest na prawdę. Chyba byłby bardziej z niej dumny niżeli miałby ją karcić. Zaczęłam zauważać, że ktokolwiek koło mnie się kręcił i nie wyzywał od dziwactw był przeciwko mnie. Zaczynając od Ami kończąc na kolejnych osobach, które z pewnością będą chciały się do nas przyczepić. Już to widzę....
   Nagle z moich przemyśleń wyrwał mnie Leon, którego blond włosy przemknęły mi przed oczami.
   -Co się tak wleczesz? Może sobie pobiegamy? - powiedział uśmiechając się do mnie.
   -Nie mam ochoty - odpowiedziałam już dość normalnie.
   -No, co ty? Co cię dziś ugryzło? Mówisz więcej niż zazwyczaj - powiedział Aleksy doczepiając się do mnie - dobrze się czujesz?
   -Do tego nie klniesz na swoje życie, na pewno wszystko w porządku? - dopytywała Lilianna.
   -T-Tak... Skoro tego chcecie mogę nic nie mówić - odpowiedziałam.
   -Nie no żarcik, żarcik. Skoro dziś tak dużo mówisz, może opowiesz nam o sobie, co? - spytał Leon.
   -Po, co?
   -Skoro już razem podróżujemy musimy trochę o sobie wiedzieć, prawda? - uśmiechnął się Aleksy.
   -Przedtem ci to nie przeszkadzało... - odpowiedziałam mu - teraz ci tak na tym zależy?
   -Teraz już wiem, że długo ze sobą będziemy dlatego chcę wiedzieć.
   -Muszę się zastanowić, czy chcę wam to powiedzieć.
   -A jest ktoś kto zna twoją przeszłość?
   -Tak.
   -W takim razie, kto?
   -Hisoka i mama - odpowiedziałam dotykając naszyjnika.
   -Tylko?
   -Yhm.
   -Na prawdę, nie ufasz nam?
   -Ja nikomu nie ufam, nawet sobie - mówiąc to przyśpieszyłam kroku i wbiegłam do lasu. Ktoś nadjeżdżał. Schowałam się za drzewem i niewidocznie przesuwałam się do nich, aby znowu podsłuchać rozmowy.
   -Czy na pewno musimy od niej to wyciągać skoro nie chce? - zapytał Leon.
   -Oczywiście, że tak! - powiedziała zdecydowanie Lilianna. Jej głos znowu brzmiał tak ostro.
   -Tobie chyba zaufała od kiedy ją przytuliłeś spróbuj ty! Bez gadania! - dopowiedział Aleksy - czekaj tu na nią, a my pójdziemy przodem - mówiąc to pokazał Liliannie, że ruszają i ruszyli. Ja natychmiast się wycofałam w głąb lasu i wychodząc zza drzew szłam powoli z miną przybitej. Ktoś  mógłby się zorientować, że usłyszałam coś czego nie chciałabym usłyszeć. Jednak patrząc po tylu wydarzeniach, które się wydarzyły było to trochę normalne. Dzięki temu byłam bezpieczna i o nic mnie nie podejrzewali.
   -Chodź, musimy dogonić tamtą dwójkę.
   Tak bardzo chciałam się go spytać, czy on jest z nimi i też tak bardzo pragnie wiedzieć o mojej przeszłości. Nie mogłam jednak tego zrobić, bo mógł powiadomić ich, że wszystko słyszałam. Spuściłam głowę na dół.
   -W takim razie, chodźmy - powiedziałam ruszając powoli. On mnie zatrzymał.
   -Słyszałaś? - spytał. Ja szybko popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Zabrzmiał zupełnie jak Ami.
   -C-Co?
   -Naszą rozmowę.
   -Yhm - odpowiedziałam odwracając wzrok. Głupia! Po co się przyznawałaś! Jednak... w jego oczach... Jego oczy.... Jak by to powiedzieć. Dziwnie zabłysnęły.
  -Rozumiem - powiedział. Chciałam uciekać. Właściwie to już biegłam w stronę lasu. Kiedy on złapał mnie za rękę zanim do niego wbiegłam.
  -Zostań - powiedział - nikomu nie powiem.
  -Skąd mam pewność? - spytałam patrząc na przebiegającą sarnę.
  -Zaufaj mi.
  -Nie potrafię.. Szczególnie po tym, że wiem, że z nimi trzymasz.
  -Kiedy ja... ja jestem trochę inny.
  -Nie uwierzę ci - odwróciłam się i patrzyłam na niego. Miał spuszczoną głowę, a jego ręka coraz mocniej ściskała moją - puścisz mnie? - spytałam. On spuścił rękę. Z jego oka popłynęła łza. Okropnie się bałam. Nie wiedziałam już czy mam mu uwierzyć, a może on tak na prawdę to wszystko gra? Cholera! Miałam mętlik w głowie. Podeszłam do niego założyłam mu kaptur.
   -Czy na pewno mogę ci zaufać, czy tylko tak grasz? - spytałam.
   -Możesz mi zaufać - odpowiedział. Dalej nie miałam pojęcia... może chciał się zbliżyć, aby później ode mnie wyciągnąć moją przeszłość.
   -Wiesz... Nawet jeżeli nie grasz... i tak ci nie zaufam - powiedziałam idąc w środek lasu. Odwracałam się co kilka kroków. On tam dalej stał ze spuszczoną głową. Lilianny i Aleksy'a nie było już widać. Po chwili uklęknął i zaczął coś mówić. Nie rozumiałam co... Chyba na początku coś szeptał... z ruchu warg mogłam odczytać, że cały czas mówił to samo... Imię? ... Nie, nie to było jakieś zdanie. Zaraz, zaraz... Powtarzał je głośniej. Po chwili pobiegł w moją stronę. Moją słabą stroną było to, że ktokolwiek do mnie biegł lub cokolwiek do mnie leciało, albo jechało stałam jak wryta nie mogąc się ruszyć. Dogonił mnie wreszcie i znowu mówił to samo zdanie, aż wreszcie powiedział je na tyle głośno, że mogłam usłyszeć.
   -Wiem jak się czujesz, rozumiem to.... - po chwili dodał - ja straciłem siostrę, którą zabiła matka Lilianny. Ona o tym nie wie. Jestem przy niej, bo chciałem się zemścić na matce, zabić ją jednak ona umarła wcześniej niż sądziłem. Postanowiłem więc, że zabiję Liliannę, jednak zbytnio się do niej przywiązałem, a Maks nie pozwalał mi jej tykać. Teraz mam idealny moment aby ją zniszczyć, rozumiesz?
   -Rozumiem jednak zemsta to nie najlepsze rozwiązanie - powiedziałam.
   -Wiem jak się czujesz, rozumiem to... - znowu zaczął powtarzać to zdanie. Wreszcie podniósł na mnie swoje złote oczy i wpatrując się przez dłuższą chwilę znowu przytulił mnie mocno. Było czuć od niego znowu ciepło. Chciałam się wydostać z tego uścisku. Bałam się, że to jest jego gra... Tak bardzo by mnie to wtedy zabolało, bo jego uczucia były szczere, przynajmniej tak mi się wydawało. Co ja mam teraz zrobić?
   Po dłuższym staniu pociągnął mnie za rękę i pobiegliśmy do reszty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz