wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 1

Na początku chciałam powiedzieć, że nie mam pojęcia jak można nazwać tą książkę.. Zazwyczaj takie rzeczy wykonuje się po jej zakończeniu. W między czasie kiedy będziecie czytać rozdziały możecie wybrać dla niej jakiś tytuł. Nie przedłużając zaczynajmy. (Będę pisać w pierwszej osobie c;)



      -Mamo! A Hisoka zabrał mi telefon! - krzyknęłam.
   -Zepsujesz sobie oczy, idiotko! - odpowiedział wyrzucając go do tyłu.
   -Oj, Hisoka ile razy mówiłam, że nie będę kupować jej setny raz telefon, bo ty go zabrałeś?
   -Wyluzuj.. - odparł zakładając z powrotem swoje ciemnozielone słuchawki.
   -Zaraz będziemy na miejscu, wytrzymajcie jeszcze trochę - powiedziała mama spoglądając na mnie w lusterku.
   Odwróciłam się w stronę szyby. Spoglądałam na drzewa, które powoli ogałacały. Liście spadały na zaparkowane samochody i na ludzi przechodzących przez ulicę. Ja także założyłam swoje fioletowo-czarne słuchawki. Włączyłam słowniczek języka polskiego. Z Japonii do Polski.. Może być coś gorszego? Oparłam się o szybę i zasnęłam.
   -Natsumi! Natsumi! Cholera, Natsumi! - półprzytomna słyszałam swoje imię.
   -Co się stało? Wpadliśmy w coś?
   -Nie... Zabieraj te swoje bagaże, bo do swoich nie mogę się dostać... - parsknął Hisoka.
   -Mógłbyś być chociaż trochę milszy dla swojej siostry -skarciła go mama.
   -Mógłbym, ale nie muszę - odparł odchodząc.
   -Jesteśmy już na miejscu? - zapytałam niepewnie.
   -Tak, wysiadaj. Weź bagaże i idź za tym panem, zaprowadzi cię do pokoju.
   Przytaknęłam. Wzięłam moje pierwsze bagaże. Szłam za nim niepewnie. Próbował do mnie zagadać, ale ja go do końca nie rozumiałam. Coraz bardziej bałam się co teraz będzie. Za niecały tydzień ma być 1 września. Tutaj rozpoczynają szkołę. Idę do pierwszej gimnazjum. Boję się... Boję się reakcji innych rówieśników na moje oczy, moje włosy... Boję się ich wzroku, przeszywającego wszystko na wylot... Boję się tu dosłownie wszystkiego! Po co tu przyjeżdżałam, co?! Po co?!
   Weszłam do pokoju... Jego ściany były pokryte tęczową tapetą. Musiało przedtem mieszkać tu jakieś małe dziecko. No nic jakoś to przeżyję. Nagle usłyszałam dziwne krzyki. Ktoś zza ściany. Dzieczynka, chłopiec? Nie dzewcznka...
   -Co tak stoisz?
   -O-O-Oglądam tapetę...
   -Weź się lecz kobieto.. - powiedział Hisoka, odchodząc.
Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi, otworzyłam okno. Zaczęłam się rozpakowywać, tym razem usłyszłam jak ktoś otwiera okno.
    -Głupi Marcin! - krzyknęła dziewczyna. Chyba nie wiedziała, że ktoś ją może usłyszeć. Mieszkała w końcu na odludziu w domu jednorodzinnym, bliźniak, czy jak to się tam zwało.
   -Natsumi! Zejdź proszę na kolacje!
   -Natsumi? - usłyszałam zza okna.
   -Cholera.. - pomyślałam - chyba się wydało...
Natychmiast podbiegłam do okna zamykając je. To był głupi pomysł. Z powodu przeciągu okno trzasło. Teraz już na pewno wie, że ktoś ją usłyszał. Nie zastnawiając się dłużej pobiegłam na dół.
   -Ileż można czekać? Coś ty tam robiła tyle czasu? - dopytywała się mama.
   -A gdzie mogłam być skoro mnie wołałaś?
   -Nie ważne już... Jedz i dokończ się rozpakowywać.
Po kolacji poszłam do pokoju. Otworzyłam okno. Wyjżałam za nie z ciekawości. Myślałam, że nikogo nie będzie... pomyliłam się.
   -To ty jesteś Natsumi, tak?
   -Yhm...
   -Słyszałaś?
   -Co?
   -To o Marcinie...
   -Słyszałam, bo co?
   -Mogłabyś tego nikomu nie mówić?...
   -Mogłabym.
   -Oh, dziękuję! Nie przedstawiłam się jeszcze na imię mi Amelia.
   -Miło mi... ty już wiesz... Natsumi...
   -Ile masz lat?
   -Tyle ile mam... przepraszam, muszę iść - mówiąc to zamknęłam okno. Usiadłam na podłodze. Po dosłownie 2 minutach wstałam, przebrałam się i położyłam spać.





P.s. Przepraszam, że dość krótkie, ale mi brakło czasu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz