-Cholera, wszystko dalej jest mokre. Do tego czego nie dotknę od razu się rozpada. Musiało długo już tu leżeć.
Postanowiła ruszyć dalej.
-Potrzebuje w miarę suchych gałęzi - zabrała jeden, który wyglądał na wyschniętego. Od razu rozpadł się w jej dłoniach. - Wystarczy, że będą trwałe.
Chodziła w kółko już jakieś pół godziny. W ręce trzymała jedną gałąź.
-Tylko tyle? Liczyłam na coś więcej po tak dużym miejscu.
Stanęła w miejscu i zaczęła rozglądać się dookoła. Coś błysnęło niedaleko w trawie. Podeszła.
-Nóż? I to nie taki stary.
Wzięła go do ręki i zaczęła oglądać. Ostrze pod wpływem małych promieni słońca mieniło się we wszystkich kolorach tęczy. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
-Śliczny. Tylko skąd się wziął? - rozglądnęła się wokół siebie. Nie było żywej duszy. - Myślę, że nic się nie stanie jak go wezmę. Przyda się w moim małym obozie. Tylko czemu wygląda jak nowy...
Jak powiedziała, tak i zrobiła. Zabrała swoją chustę z ręki obwiązała nią prawe udo. Wsunęła delikatnie nóż i całość przykryła swoją, już podartą, sukienką. Ruszyła w dalszą drogę.
Kiedy wróciła do swojego prowizorycznego obozowiska zebrała już sporą ilość gałęzi. Mniejszych oraz większych. Zaczęła tworzyć konstrukcję przypominającą mały domek. Choć domkiem tego nazwać nie można było. Za pomocą noża wystrugała belki, które łatwo można było wbić w ziemię. Wzięła największą i najcięższą z gałęzi. Zaczęła mocno uderzać w postawione belki aby umocnić je w ziemi. Powoli utworzyły się ściany jej skromnego mieszkanka. Nadszedł wieczór. Jej całe ręce były obolałe i spuchnięte. Słońce spaliło ją doszczętnie. Wyszła na plażę.
-Pasowałoby się umyć. Nieprzyjemnie pachnę.
Chwilę posiedziała i poszła wgłąb wyspy. Za dnia, poszukując gałęzi, znalazła mały stawik. Weszła do środka.
-W końcu mogę się odprężyć. Siedzę tu dopiero trzeci dzień.. albo drugi... i już mam dość.
Zabrała znaleziony nóż do ręki i obmywała go wodą.
-Skąd on się tu wziął? Może na wyspie są inni rozbitkowie. Czy powinnam ich szukać? Nie.. Raczej to niebezpieczne. Zamiast poznawać nowych rozbitków pasowałoby się stąd wydostać.
-Masz absolutną rację - usłyszała.
-Czy ja wiem. Nawet nie wiem jak daleko jestem od lądu.
-Myślę, że to wcale nie tak daleko.
-Tak myś.. - urwawszy odwróciła się gwałtownie w stronę głosu. Wystraszona wpatrywała się w męską postać.
-Tak właśnie myślę - uśmiechnął się chłopiec.
-Kim ty właściwie jesteś?!
-Nie bój się. Przyszedłem tylko odebrać swoją własność - odpowiedział przykucając niedaleko niej.
-Nie mam niczego, co należałoby do ciebie! - powiedziała gwałtownie chowając nóż do wody. Nie zwróciła uwagi nawet gdzie, już po chwili miejsce, gdzie przesiadywała nabrało czerwony kolor. Jednak nieugięta dziewczyna nawet nie zmieniła wyrazu twarzy. Bolało ją. Strasznie ją bolało. Nie chciała jednak dać po sobie niczego poznać, choć widziała zabarwiającą się wodę.
-Przecież widzę, że się przecięłaś. Daj, opatrzę cię.
-Nie trzeba - syknęła.
-Ale spokojnie. Nie chcę zrobić ci krzywdy, nie musisz się niczego obawiać.
-Jeśli chcesz ze mną porozmawiać, musisz to odłożyć na trochę później.
-Nie chcę rozmawiać, chce odzyskać swoją własność.
-Nie mam niczego, co mogłoby należeć do ciebie.
-Jestem tym rzekomym rozbitkiem, o którym myślałaś.
-Nie podsłuchuje się osób, które mówią do siebie! - przygryzła wargi. Krew wylewała się z rany ciurkiem. Ledwo co minęła minuta, a już połowa sadzawki była koloru rubinu.
-Jeszcze trochę, a się wykrwawisz.
-Nie mam niczego, odejdź! - warknęła.
-Ale spokojnie, panienko. Na razie odejdę, ale wrócę tu. Zastanów się i przypomnij, może jednak wzięłaś coś, co nie należy do ciebie - wstał, odwrócił się na pięcie i odszedł.
Dziewczyna rozluźniła się lekko. Zaczęła ciężko oddychać.
-Nie przypuszczałam, że będzie tak ostry...
Wyszła z wody. Urwała potężnych rozmiarów liść, owinęła się nim na kształt ręcznika. Zabrała rzeczy i w pośpiechu, utykając na prawą nogę, uciekła w stronę swojego obozowiska.
Wbiegła w ściany swojego domku i zaczęła przekopywać rzeczy. Znalazła! Bandaż, który dał jej Leon. Pobiegła w równym pośpiechu aby go przepłukać. Znalazła roślinę, o której gdzieś przeczytała, że ma substancje lecznicze. Wydobyła z niej sok. Przyłożyła do nogi i zawinęła bandażem. Po całym zabiegu odetchnęła. Jej oddech nadal był ciężki. Przebrała swój "ręcznik" na swoją sukienkę. Powoli skierowała się z powrotem w kierunku obozu. Nagle stanęła jak wryta. Przed nią stał ten sam człowiek, co przedtem.
-A więc, znalazłaś? - zapytał.
Natsumi uśmiechnęła się lekko.
-Chyba będziemy musieli odłożyć to na potem.
Popatrzył na nią. Lekko przytaknął.
-Straciłam za dużo.. krwi...
Jej ciało powoli spadało. Chłopak podbiegł i złapał ją.
-Znakomicie się spisałaś - uśmiechnął się i pobiegł w stronę lasu zabierając ją ze sobą.
Po drodze zauważył jej mały obóz. Wszedł. Zabrał bluzę Leona, narzucił na dziewczynę i pobiegł w ciemność.
***
-Bywajcie! - usłyszeli za sobą.
-Trzymajcie się! - krzyknęła, machając rękami, Lilianna.
Statek powoli znikł na horyzoncie.
-Jak dla mnie wygląda to na polskie wybrzeże - odezwał się Aleksy.
-Czyli mamy o połowę więcej roboty - westchnął Leon.
-Słuchajcie! W jednej z książek wyczytałam, że jest znak, który znają tylko magowie. Wiele z nich w końcu mieszka w naszym świecie. Dlatego aby mieć pewność, że mogą używać magii, bądź zwrotów związanych z tym terminem używają właśnie czegoś takiego - zaczęła kreślić na ziemi rzekomy znak. A była to trzy i pół ramienna gwiazda.
<Od autorki: Już tłumaczę. Każdy wie, jak najłatwiej zrobić gwiazdę. Zawsze się tak robiło w szkole xD No więc zaczynając od dołu, kreśli się kreskę w górę, robi grzbiet gwiazdy, czyli ściąga kreskę na dół następnie na około 45° w lewy bok i zakańcza się dorysowując linię do linii początkowej.
Teraz możecie sprawdzić, czy wyszło wam to o czym mówiłam :3
Jeśli nie, to oznacza, że nie umiem tłumaczyć xD Przejdźmy do dalszej części historii ^^>
-Czemu akurat takie coś? - zadziwił się Aleksy.
-Istnieje legenda, która opowiada o bardzo starej kapłance, do której przyszli ludzie - magowie - którzy chcieli zamieszkać wśród ludzi bez magii, tak zwanych mugoli. Kapłanka po dłuższym zastanowieniu i modlitwy do świętego drzewa Virilal, zgodziła się, jednak aby zapobiec przybyciu ludzi do Avalonu zdecydowała, że nikt nie może mówić o niczym, co dotyczyło magii oraz ich kraju. Ludzie niechętnie podeszli do tego, dlatego pod wpływem próśb, kapłanka zadecydowała, że będą nosili znak, który powiadomi innych magów o tym skąd się pochodzi. Ludzie zadowoleni zgodzili się. Kapłanka zdecydowała, że będzie to pięcioramienna gwiazda, na cześć tego, że była piątą kapłanką. Gdy zaczęła rysować znak, aby przekazać go ludziom, Virilal jedną ze swych gałęzi mocno potrząsnął. Powstał niesamowicie silny wiatr i pióro, którym pisała kapłanka odleciało, a dlatego, że gwiazda nie została dokończona powstał właśnie taki znak. Nie wiadomo, czy drzewo chciało zostawić tą gwiazdę właśnie tak, czy może całkowicie anulować to co rozpoczęła. Ewentualnie to był czysty przypadek, choć to byłoby dziwne, że tylko jedna gałąź mogłaby zrobić coś takiego.
-R-Rozumiem - odparł Aleksy.
-Po twarzy wyglądasz jakby nie bardzo - zaśmiał się Leon.
-Zamknij się - syknął chłopiec.
-No już, już. Jest mały problem. Po pierwsze - nie wiemy, czy ten znak dalej jest znakiem magów. Po drugie - jeśli innym ludziom się spodobał, w końcu jest to dość stare, teraz z tego co wyczytałam jest jakaś dziesiąta kapłanka, a one żyją bardzo długo, więc być może ludzie zaczęli tego używać i trudno nam będzie znaleźć prawdziwego maga.
-Ale - przerwał Leon - ja wyczytałem coś w innej książce, chyba trochę młodszej od twojej.
-Co takiego? - zaciekawiła się dziewczyna.
-Otóż: dla pewności, gdy rysuje się ten znak, mówi się: "Wierzba płacząca nigdy nie zapłakała nad swym losem".
-Co to niby ma być? - zdziwił się Aleksy.
-A oni odpowiadają...
-..."Księżyc jest dziś piękny".
-Dokładnie... Zaraz, zaraz - Leon gwałtownie się odwrócił. - Skąd pan wie?
-Witam was, nie wyglądacie na magów, ale dużo o tym studiowaliście.
-Całe trzy dni i dwie noce - uśmiechnęła się Lili.
-Zapraszam do mnie, powiecie mi co nie co.
-Jak najbardziej - odpowiedział Leon ruszając na mężczyzną w podeszłym wieku.
-A-Ale zaraz! - krzyknął Aleksy za nimi - przecież...
Po chwili pobiegł za oddalającymi się postaciami. Cała czwórka szła wgłąb lasu, gdzie stała samotna, drewniana chatka.
No to w końcu pojawił się rozdział :3 Mam nadzieje, że się wam spodobał. Nie jestem doświadczona, jeśli chodzi o przetrwanie na wyspach, czy też magię, ale staram się dokształcać xD Choć magię to mogę sobie wymyślić, więc mniejszy problem :D Zmieniłam lekko rozdział 15, spostrzegawczy czytelnicy będą wiedzieli o co chodzi xD To tyle, do następnego posta ^^

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz