sobota, 11 czerwca 2016

Rozdział 17

   -Jeny, jestem cała przemoczona... A mogłam zostać harcerką, gdy była taka okazja.
   Pogoda popsuła się. Samotna dziewczyna na samym środku oceanu, na jakiejś nieznanej wyspie. Krople leciały z nieba. Jedna po drugiej spadała wprost na nią i delikatnie rozbijała się o jej twarz.
   -Wygląda na to, że niebo płacze - zaśmiała się do siebie. - Ciekawe, co musiało go spotkać.
   Szesnastoletnia dziewczyna, oddalona od każdego, przetrwała pierwszą noc. Jak to potoczy się dalej?
   -W sumie - podciągnęła nogi do siebie rozpoczynając monolog - znowu zostałam sama. Co za zrządzenie losu. Hisoka, a ty co byś zrobił na moim miejscu? Zawsze byłeś tym silniejszym. Czy ja też mogę? Mogę stać się tą silniejszą?... Chciałabym stać się silniejsza dla tej bandy idiotów, z którymi przeżyłam te wszystkie chwile. Myślisz, że oni o mnie zapomnieli? Ale wiesz... od zawsze oboje byliśmy sami. Sami, ale mieliśmy siebie. Zawsze mi powtarzali "twój brat musi żałować tego, że się urodziłaś", "on cię nie kocha" i takie tam... Wiesz, nigdy w to nie wierzyłam. Wiedziałam, że gdzieś w głębi bardzo mnie kochasz i to dodawało mi otuchy. Jeżeli wiem, że mam dla kogo żyć to żyję, prawda?... Ale wszystko się zmieniło od czasu, gdy zniknęła ta osoba. Zniknąłeś bez pożegnania. Zniknąłeś przeze mnie. Gdybym uciekła, zareagowała. Gdybym wiedziała o wszystkim. Gdybym nie była tak naiwna. Gdybym tylko potrafiła cokolwiek zrobić, prawdopodobnie siedziałbyś teraz obok mnie w swych ciemnozielonych słuchawkach i ignorował wszystko dookoła. Żylibyśmy sobie szczęśliwie.... Ale przeze mnie tak nie jest. Gdy straciłam ciebie, myślałam, że najlepszym rozwiązaniem jest stracić siebie. No bo zobacz, nie mam dla kogo żyć, to po co mam to w ogóle robić, prawda? Logiczne. Myślę, że tylko dzięki temu, że wtedy był tam ze mną Aleksy, przetrwałam. Gdyby nie on, jego ręka... Gdyby nie to wszystko, nie przetrwałabym. Gdybyśmy nie spotkali Lili i Leona, nie miałoby nic sensu. Dlatego... Dlatego... Dlatego ja... tak strasznie się cieszę, że ich spotkałam! - z oczy wypłynął potok łez, mocno trzymała połówkę Ying-Yang w dłoni, wzmógł się deszcz. Zagrzmiało. W pobliżu uderzył piorun. - Tak strasznie się cieszę! - płakała - Tak cholernie się cieszę, że dane mi było żyć! To wszystko dzięki tobie, mój ukochany głupi braciszku...
  Uczucia, które wyryją się w pamięci każdego z nas, to uczucia prosto z serca. Natsumi - dziwna dziewczyna, z dziwnym wyglądem, dziwnym charakterem, dziwnym imieniem. Po prostu dziwak. Nie raz wyglądała na nieczułą, zimną niczym głaz. Nie przejmowała się niczym. Jedyne co było dla niej ważne to bliskość jaką tworzyła wraz z bratem. Ktokolwiek ważył się źle o nim powiedzieć, startowała do niego z pięściami i nie zawsze wychodziła bez szwanku. Osoba, która była zła, okazała się być wrażliwą dziewczyną. Płakała z głodu. Płakała z powodu sytuacji w jakiej się znalazła. Płakała z powodu samotności, która przedtem była jej bratnią duszą. Płakała, bo bała się, że straci kolejne osoby, z którymi tak bardzo się związała. Mała, nieporadna, zimna Natsumi pierwszy raz w życiu zapłakała nad swym losem.


                              ***


   -Śniadanie! - usłyszeli nad sobą. Niechętnie wygrzebali się z pod koców.
   -Dzień dobry - powiedziała śpiącym głosem Lilianna.
   Leon ziewnął i przytaknął na odpowiedź dziewczynie.
   -Witaj, moja piękna - odparł Aleksy. - Piękny dziś mamy dzionek, nieprawdaż?
   -A tobie to na mózg padło? - zapytała.
   -Jeszcze nie - odparł puszczając w jej stronę oczko. Leon spojrzał na chłopaka. Miał całe czerwone oczy. Widocznie płakał całą noc. Zrozumiał o co mu chodziło. Wiedział, że jeżeli nie rozluźni atmosfery, stanie się dokładnie to co wczoraj. Mogło to ich wydać i jednocześnie zniszczyć psychicznie. Kobiety są szczególnie wrażliwe na tego typu rzeczy. Aleksy troszczył się o Liliannę, dlatego to wszystko wykombinował. Leon w celu porozumienia uśmiechnął się do chłopaka.
   -Nic nie przebije jej piękności!
   -Ych... Z kim ja się zadaje.
   Lilianna również zrozumiała jaki przekaz miało to wszystko. Dlatego, również na porozumienie, zaśmiała się jak najbardziej serdecznie potrafiła w tej sytuacji. Gdy już dla wszystkich, wszytsko stało się jasne, roześmiali się.
   Okazało się, że mieli coś w stylu łazienki, więc ogarnęli swój wygląd i wyszli na pokład na śniadanie.
   -Jak miło mi was widzieć - powiedziała z uśmiechem Aoi. - Jestem Aoi. Można powiedzieć, że jestem tuż pod kapitanem, a że na razie kapitan jest nieobecny, jestem najważniejsza na tym statku, więc gdy tylko będziecie czegoś potrzebować przyjdźcie niezwłocznie - uśmiechnęła się.
   -Dobrze - odpowiedziała Lilianna.
   -Ja jestem Lynn, nie jestem nikim ważnym, ale jeśli nie znajdziecie Aoi, to możecie zgłosić się do mnie.
   -Rozumiem - przytaknął Aleksy.
   -A to kto? - zapytał Leon wskazując na czarnowłosą dziewczynę.
   -To nasza "maskotka" Amelia. Może i wygląda na małą, słodką i nieporadną dziewczynkę, ale jest bardzo silna - odparła Aoi.
   -A więc to tak. Nie oceniaj ludzi po wyglądzie, prawda? - uśmiechnął się chłopak.
   -Zgadza się.
   -Zostało nam jakieś półtora dnia drogi do lądu, także bądźcie wytrwali.
   -Oczywiście - odparła Lili - a mogłabym o coś spytać?
   -Proszę.
   -Jak wy to robicie, że macie takie piękne włosy?
   -Em..
   -Widzę, że Lili włączył się babski tryb - uśmiechnął się pod nosem Leon.
   -To nawet dobrze - dopowiedział Aleksy. - Oby tak dalej.
   Oboje się zaśmiali.
   -No wiesz, to długa pielęgnacja. Przede wszystkim daję im odpoczywać, dlatego nie zawsze są związane i...
   Rozmowa trwała w najlepsze. Cała trójka pokazywała się z jak najlepszej strony, aby tylko nie zostali przyłapani na swoim podstępie, co doskonale im wychodziło. Ich plan był prosty. Zostać bezpiecznie odwiezionym na ląd. Zostać kompletnie zapomnianym. Zostać wycofanym z całej sytuacji i móc podjąć działania. Cel też był prosty. Znaleźć Natsumi, ukryć ją i żyć. Choć z minuty na minutę zdawało się to coraz mniej możliwe.
   Okazało się, że jakimś cudem zmieścili na statku mini bibliotekę. No cóż, jak dali radę wszystkie te narzędzia śmierci, to czemu mieliby nie dać rady i kilkoma regałami z książkami. Lilianna bardzo lubiła naukę. Znalazła pewnego dnia księgę, gdzie można było dowiedzieć się czegoś więcej o magii. W sumie słyszała, że podobno na tym świecie coś takiego istnieje, ale uznała to za brednie. Jednakże ze strony na stronę, wszystko stawało się bardziej rzeczywiste. Zrozumiała w końcu po co chcieli pozbyć się Natsumi. Chciała o tym powiadomić pozostałą dwójkę. Być może pozwoli to bardziej zrozumieć sytuację, w której się znaleźli oraz będą potrafili się z niej wydostać.
   -Chłopaki! - krzyknęła biegnąc do nich z książką pod pachą.
   -Co jest? - popatrzyli na nią.
   -Słuchajcie, jeśli już jesteśmy w to wszystko zamieszani - popatrzyła dookoła, aby upewnić się, że nikt im się nie przygląda. Teren był czysty.
   -To? - zapytał Leon.
   -To pasowałoby wiedzieć, co i jak. Nieprawdaż?
   -No raczej tak - przytaknął Aleksy.
   -A więc słuchajcie. Magia istnieje, wszystko jest dokładnie opisane w tej książce.
   -A ty znowu bujasz w obłokach - westchnął Leon, odgarniając swoje blond włosy.
   -Nie nie nie, posłuchajcie mnie chociaż! Już wiem, czemu Nami ma zielone włosy i czemu to wszystko miało miejsce.
   Automatycznie popatrzyli na siebie, zrozumieli, że skoro znaleźli się w tej sytuacji, w której nie raz była mowa o magii, muszą uwierzyć we wszystko, co powie dziewczyna.
  -Mów.
  -A więc to jest tak, że...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz