czwartek, 9 czerwca 2016

Rozdział 16

Jeszcze krótka informacja:
Ostatni i przedostatni rozdział wiadomo jak się skończył. Byłoby totalnie bezsensu gdybym opisywała tylko przeżycia na wyspie Natsumi, więc na razie zmienię na narrację 3-cio osobową, abyście wiedzieli co się działo u reszty ekipy ;3 Zobaczymy jak będzie dalej i czy zmienię narrację, czy nie. (Szczerze wolę w pierwszoosobowej, ale wyszło jak wyszło) Nie chcę spoilerować, bo w sumie sama nie wiem jak to się potoczy, ale jeśli kiedyś znowu się połączą to prawdopodobnie wrócę do narracji jednoosobowej, ale nic nie obiecuję xD
Koniec! Czas zacząć rozdział:3


   Leon spoglądał wciąż na fale kołyszące statkiem. Dalej nie mógł uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. Nie mógł sobie wybaczyć tego, że w ostatniej chwili nie wbiegł tam i nie złapał jej. Jego złote oczy błyszczały się od powstrzymywanych łez. Jego usta lekko drżały. Do uszu napływał dźwięk krzyków stojącej obok Lili. Nie mógł tego wszystkiego znieść. Po chwili spojrzał na dziewczynę, która dalej krzyczała w rozpaczy, klękając i chowając twarz w dłoniach. Obok niej stojący Aleksy nie mógł zrozumieć, co tu tak właściwie zaszło. Kiedy po chwili wyrwał się z szoku i jego oczy spojrzały wprost na Leona, przeszły na klęczącą Liliannę i z powrotem wróciły na stojącego chłopaka. Odczytał z nich: "Co teraz zrobimy?". Leon nie wiedział. Był w takim samym szoku jak pozostała dwójka. Całą tą scenerię przerwał nagle głos Aoi.
   -Koniec. A więc, zgodnie z jej prośbą usuniemy wam pamięć oraz zwrócimy lądowi.
   -Aoi! - krzyknęła Lynn - Czy to aby w porządku? Naprawdę chcesz spełnić prośbę tej dziewuchy?!
   -Oczywiście. Skoro spełniliśmy prośby innych, spełnimy również jej prośbę.
   -Ale, czy ona nie zażyczyła sobie za dużo?!
   -Lynn, uspokój się. Poza tym, jeśli tylko ona umrze i potwierdzi się, że byli pod wpływem zaklęcia, ono zniknie i nie będą jej pamiętać.
   Cała trójka spojrzała na siebie. To był plan! Wszyscy pomyśleli o tym samym. Przytaknęli sobie na zrozumienie. Zaczęła się gra!
   -C-Co ja tu robię? - zaczął Aleksy.
   -Czemu ja płaczę? - zadziwiła się Lili.
   -Kim wy jesteście? - dodał Leon.
   -Miałaś rację, Aoi - przytaknęła Lynn - wystarczy ich teraz tylko odwieźć na miejsce.
   -Widzisz, mówiłam.
   Amelia stała i przyglądała się sytuacji.
   -Ale one są głupie.... - pomyślała - przecież wiadomo, że wszystko zaplanowali. Ale cóż, nie ma to znaczenia, w końcu Natsumi nie żyje - uśmiechnęła się do siebie.
   -Jesteście tu przez przypadek - zaczęła Aoi - pomyliliśmy was z pewnymi osobami. Płakałaś - tu zwróciła się w stronę Lilianny - ponieważ przestraszyłaś się morskich zwierząt. Właśnie odwozimy was na ląd. Więc bądźcie spokojni. Karol - zwróciła się do jednego ze strażników - zaprowadź całą trójkę do kajuty, niech odpoczną.
   -Tak jest! Za mną proszę.
   Cała trójka wstała i poszła za mężczyzną. Gdy weszli do pomieszczenia, ruszyli w stronę wiszących hamaków udając, że idą się przespać. Karol rzucił "dobranoc" i zamknął drzwi. Gdy kroki mężczyzny zniknęły już zza drzwi szybko popatrzyli po sobie.
   -I co teraz? - zapytała z niepokojem Lilianna.
   -Jak to co, dopóki nas bezpiecznie nie odwiozą i o nas zapomną musimy zachowywać się tak, jakbyśmy byli przedtem pod wpływem tego zaklęcia - powiedział stanowczo Leon.
   -Ale co potem? - zapytał Aleksy. Niebieskie oczy Lilianny znowu nabrały łez.
   -Nie płacz Lili! Po żadnym pozorem! Rozumiesz! - skarcił ją Leon.
   -T-Tak...
   -Słuchajcie.. czy to już koniec? - spuścił głowę Aleksy - Czy to koniec naszej przygody?
   -Na pewno coś wymyślimy... na pewno - powtarzał Leon.
   -Słuchajcie - przerwała Lili ocierając łzy - na razie zróbmy to, co mówił Leon, potem zastanowimy się co dalej. Nami na pewno żyje.
   -Oby - powiedział Leon.
   Nastała cisza. Po dłuższym patrzeniu po sobie, odezwała się Lili.
   -Teraz, nie możecie dać żadnego znaku, że się o nią martwicie. Nie znamy jej, rozumiecie?
   Chłopcy przytaknęli.
   -Nie martwcie się, Nami jest silna, silniejsza niż wygląda. Na razie cieszmy się tym, że możemy o niej pamiętać, i że w jednym kawałku wracamy do domu. Tak więc zero smutków, rozumiecie?
   Ponownie przytaknęli.
   -Brzmisz słabo, gdy usta ci drżą - powiedział z lekkim uśmiechem Leon.
   -Odezwał się ten, co ma łzy w oczach - powiedział Aleksy.
   -Ali, twojej twarzy nic nie przebije - zaśmiała się Lilianna.
   -Prześpijmy się, dobrze nam to zrobi - zadecydował Leon.
   Przytaknęli i położyli się na bujających hamakach.
   -Dobranoc - powiedziała dziewczyna drżącym głosem.
   -Lili, wszystko będzie w porządku - powiedział Leon podciągając nosem - po prostu śpij.
   -Dobranoc - wydukał Aleksy dławiąc się łzami.
   Nastała cisza, od czasu do czasu słychać było pociąganie nosem i powstrzymywanie łez. Wszystko wydawało się takie smutne i szare. Całej trójce przestało na niczym zależeć. Choć Lilianna od samego początku nie przepadała za Natsumi, zrozumiała, że tak naprawdę kochała ją jak własną siostrę. Aleksy, choć zauroczył się na początku zielonowłosą pięknością, potem ją znienawidził pod wpływem tego co stało się w mieście. Jednak, gdy wędrowali, ilekroć chciał odejść i uciec, zostawał, bo w jakimś stopniu przywiązał się do niej i poczuł, że w końcu ma kogoś bliskiego - przyjaciela. Zauroczenie zniknęło kompletnie, gdy poznał Liliannę, Leon był największą zagadką. Pierwszy raz, gdy spotkał Natsumi, nie lubił jej, gardził wręcz. Jakaś tajemnicza dziewczynka poszła sobie w las z kolegą. Nikomu nic nie mówią, ona sama jest samolubna i nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa. Jednak dla dobra Lili postanowił wyruszyć wraz z nimi. Trochę niechętnie dzielił się z nią swoją ulubioną bluzą (która teraz przepadła), lecz po incydencie poczuł, że dziewczyna nie jest wcale taka, na jaką wyglądała. Co fakt, dalej była tajemnicza, ale nie patrzyła tylko na siebie, widać było, że martwi się też o innych, choć zazwyczaj jej myśli dziwnie krążyły nie wiadomo gdzie. Polubił ją, bardzo. Zaufał jej, dlatego powiedział o sobie. Zaufał, dlatego chronił jej przeszłość. Zaufał, więc potrafił spojrzeć jej w twarz. Zaufał, dlatego się martwił. Zaufał. Nawet sam nie wiedział kiedy ją tak bardzo polubił. Zrozumiał to dopiero, gdy jej chude ciało i piękne oczy, które zawsze patrzyły łagodnie na świat, znikały w ciemnościach morza. Tym razem jej uśmiech był fałszywy, a oczy przepełnione rozpaczą. Zobaczył to wszystko. Widział jak ona cierpi, a nie mógł nic zrobić tylko patrzeć jak powoli bliska mu osoba znika w czeluściach wody. "Czy to miłość?". Często zadawał sobie te pytanie, gdzie po chwili zaprzeczał. Zdarzyło mu się, że zakochała się w nim dziewczyna i wyglądało to całkowicie inaczej, nie chciała dać mu spokoju, żyła tylko nim. On miał inaczej. Chciał się nią opiekować, chciał przy niej być, ale nie tak jak tamta dziewczyna. "Może to miłość" - powtarzał sobie "ale raczej rodzica do dziecka". Starszy był zaledwie o 2 lata. Natsumi miała 16, gdy on 18. Czy to na pewno miłość rodzica? Czy to w ogóle miłość?
   Leon ciągle o tym myślał, gdy po chwili spostrzegł, że powstrzymywane łzy nagle zaczęły płynąć z jego oczu. Wytarł je szybko rękawem, lecz one nie przestawały. Pozwolił na to. Schował głowę w poduszce i pozwolił zagórować emocjom.


                              ***


   Wyspa była dość obszerna. Przynajmniej tak się wydawało. Natsumi postanowiła ruszyć się z miejsca, w końcu siedzenie na plaży i czekane było bezsensowne. Przez jakiś czas próbowała nawoływać spotkaną kobietę, ale nic z tego. Na początku zdecydowała, że zobaczy jak obszerna jest plaża. Szła i szła. Końca widać nie było. Postanowiła wejść w głąb wyspy i znaleźć coś do jedzenia, może opał. Poczuła się jak rozbitek. Robinson Crusoe, o którym przeczytała w jednej z książek.
   -Co on zrobił, gdy pojawił się na wyspie? Ach! Na pewno próbował przetrwać... Gdyby to było takie proste... - mówiła do siebie. - No tak, przeczytałam gdzieś w książce o przetrwaniu. Agh.. Nie sądziłam, że kiedyś mnie to spotka... Może napiszę wielkie HELP? Albo S.O.S? Muszę coś zrobić żeby się stąd wydostać...
   Jej pomysłom nie było końca, jednak w końcu udało jej się zrobić prowizoryczny szałas, ognisko oraz zdobyć trochę jedzenia. Siedząc przy ogniu, otulającym ją ciepłym płomieniem, zaczęła zastanawiać się nad tym co się stało. O kobiecie podającej się za jej matkę, o jej matce, o Lili, Leonie i Aleksy'm. Co z nimi teraz będzie? Czy spełnili jej prośbę? Czy może zabili jak pozostałych? Bała się o nich, o siebie, o wszystko. Chciała znowu ich spotkać. Przytulić każdego po kolei.
   -Och... Nie oddałam bluzy Leonowi. Oddam ją, gdy tylko się stąd wydostanę i go znajdę. Obiecuję!
   Postanowiła sobie, że nie umrze dopóki nie zobaczy, co z nimi. Nawet jeśli umarli... Przetrwa, dopóki nie zobaczy ich ciał, twarzy... cokolwiek, co jest związane z tym trojgiem.
   Myślała tak długo, aż wreszcie zmorzył ją sen. Wtuliła się w bluzę, złapała naszyjnik i otoczona ciepłem płomieni zasnęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz