-Mogłabyś mi to wytłumaczyć?
-Teraz zrozumiałam...
-Ale, że niby co?!
-Jego wzrok.. Powinnam już wtedy się zorientować!
-Jeny! Opanuj się - chłopak z powrotem zbliżył się do dziewczyny.
-To moja wina... ha ha! Mam za swoje. Wspaniale, wspaniale! - Natsumi dostała ataku psychicznego śmiechu, a zaraz po nim kaszlu.
-Wszystko w porządku?! Dziwnie się zachowujesz.
Minęła godzina. Dziewczyna w końcu się uspokoiła.
-To teraz, domagam się wyjaśnień.
-Haruka...
-Słucham.
-Mówiłam ci już kiedyś, że masz ładne oczy?
Chłopaka oblał potężny rumieniec.
-Głupia!
-Ha ha...
-Przestań zmieniać temat... Mów, co jest grane.
-Sam nagle odskoczyłeś. Nie powiem ci, bo mnie zostawisz...
-Każdy by odskoczył. To było dość nagłe, wiesz? Poza tym: co ty mówisz. Zostawię cię, jeśli mi nie powiesz - wstał i skierował się w stronę wyjścia.
-Już ci wszystko powiem! Powiem, mówię, że powiem! Słuchaj mnie!
-Przecież słucham - uśmiechnął się siadając obok, nadal leżącej, dziewczyny.
-Hisoka to mój brat, który umarł.
-Mhm...
-...
-Hej! To tyle?!
-A co niby chciałeś wiedzieć?!
-Grabisz sobie! Ech... Nie mogę z tobą - nastolatek odwrócił się aby napełnić miseczkę, wyżłobioną z drewna, wodą
-Skojarz fakty! Skoro ten "Wielmożny" Arthur jest moim ojcem to...
-To...?
Cisza.
-Natsumi?... - Haruka popatrzył na dziewczynę. Oczy miała czerwone i sine. Świeże siniaki wyglądały niczym przesadzony róż. - Wszystko okej?
Przytaknęła.
-Nie możesz mówić?
Dziewczyna podniosła się powoli, wzięła jeden z patyków na opał i zaczęła pisać nim na ziemi.
-"Je...śli..je..ste...m..w...sy..tu...a...cji...w...któ...rej...lep...iej...nie...mó...wi...ć...to...nie...mo...gę"? Jeśli jestem w sytuacji, w której lepiej nie mówić to nie mogę?! A co to ma niby znaczyć!?
Dziewczyna popatrzyła na niego. Zmazała poprzednie zdanie i zaczęła kreślić nowe.
-"Je...że...li - czytał - nie...chcę...bą..dź...nie....mo...gę...to...mo...je...zm..ys...ły...się...wy...łą...cza...ją"? Hę?! A ty co! Robot?!
Natsumi popatrzyła na siebie, oglądnęła swoje ręce, nogi i pokręciła głową.
-To było raczej pytanie retoryczne - chłopak zaśmiał się pod nosem, osunął się na ziemię i złapał za głowę. - Niech to wszystko cholera....
Cisza była dość niezręczna. Oboje siedzieli w bezruchu. Haruka od czasu do czasu wzdychał. Słychać było jedynie żarzący się ogień.
-Słuchaj... Długo jeszcze nie będziesz chciała mówić?
-Nie, już okej.
Chłopak opuścił ręce.
-Nie wytrzymam z tobą długo. Chyba szybciej wysiądę psychicznie - uśmiechnął się lekko.
-Przepraszam, wyglądałeś jakbyś nad czymś intensywnie myślał, nie chciałam ci przerywać.
-Czekałem, aż się odezwiesz i dokończysz naszą poprzednią rozmowę.
-Myślę, że nie chciałam jej kończyć.
-Ty....
Dziewczyna ukradkiem uśmiechnęła się.
-Co zrobisz, gdy się stąd wydostaniesz, Haru?
-Haru?
-Haruka jest za długie.
-Co ty nie powiesz, Natsu.
-Hej! To męskie imię - dziewczyna wydęła policzki na znak naburmuszenia.
-Ha ha! W takim razie będziesz Ran.
-Ran?
-Zgadza się.
-Dlaczego Ran?
-Jest krótsze... I teoretycznie nią jesteś.
-Słucham?
-Sama stwierdziłaś, że jesteś córką Arthura, a ona na imię miała Ran.
-Skąd to wiesz? Jesteśmy w tym samym wieku.
-Dziadek często mi opowiadał stare dzieje. To pierwszy taki przypadek, gdy drzewo wybrało kogoś z Łowców. W dodatku pierwszy przypadek, gdy pierworodnemu udało się uciec.
-Ach, no tak.. Hisoka jest starszy.
-Słyszałem, że na samym początku, gdy okazało się, że jest to syn, utajono ten fakt. Podano do wiadomości całemu kraju, że Kapłanka poroniła, a same dziecko zostało zesłane, do któregoś z waszych krajów. Wiadomo, było za małe aby same się sobą zająć, więc zabrała je najbliższa służka Kapłanki, jednocześnie jej najlepsza przyjaciółka i zajęła się nim.
-Aoi... - przerwała dziewczyna. Chłopak popatrzył na nią. - Wybacz! Nie chciałam ci przerywać.
-Nie.. Nic się przecież nie stało - uśmiechnął się. - A jako żeby się nie wyróżniało przefarbowano mu włosy na kolor czarny. Aby podobne były do włosów matki. Z tego co jednak wiem, nie da się zafarbować dokładnie włosów Łowców, więc pewnie miał ciemnozielone. Po pewnym czasie urodziło się kolejne dziecko. Tym razem była to dziewczynka. Nazwano ją Ran na pamiątkę orchidei, dzięki której dziecko otworzyło oczy.
-Hm? To nie jest tak, że dziecko otwiera oczy, gdy się urodzi?
-Niby tak, jednak Ran była inna. Na początku myśleli, że jest po prostu spokojna, jak jej matka. Jednak po tygodniu okazało się, że dziecko śpi. Nie je, nie pije, nie wydaje dźwięków... Jakby było nieżywe. Jedyne, co pozwalało na to aby dziecko zostało u boki Kapłanki był fakt, że oddychało. Słabo, ale jednak. Po pewnym czasie, gdy Kapłanka, która kochała orchidee, zrobiła z nich piękny bukiet. Gdy położyła go na chwilę obok dziecka otworzyło ono oczy. Uradowana Kapłanka nazwała ją Ran.
-Czyli mówisz, że jestem tą Ran?
-Tak sądzę. Ty w sumie też tak uważasz, nieprawdaż?
-Wszystko się niby zgadza, nawet to z pierworodnym, ale nadal jednego nie rozumiem.
-Tak?
-Dlaczego byłam pod opieką Aoi, skoro się obudziłam? I czy czasem ona nie była uciekinierką?
-Po pewnym czasie rada starszych, którzy są szczebel niżej od Kapłanki, zadecydowali, że dziecko nie może zostać następcą, ponieważ nie posiada białych włosów, a jedno jej oko jest zdradzieckie. Oczywiście był pewien starzec, który kochał Kapłankę, jak swoją własną córkę i nie chciał pozwolić na to, aby pomysł rady ujrzał światło dzienne, jednakże był przegłosowany. Udał się więc wraz z dzieckiem i Arthurem do świata bez magii, znaleźli Aoi i oddali ją w jej opiekę. Prawdopodobnie zmieniono ci imię, aby nikt nie miał podejrzeń. Słyszałem od dziadka, że gdy tobie starano zafarbować włosy, natychmiast wracały do pierwotnego koloru.
-Twój dziadek był niesamowity.
-Czemu tak sądzisz?
-Bronił Kapłanki. I zabrał mnie do Japonii.
-S-Skąd ten pomysł, że to mój dziadek?!
-Wszystko z tego wynika, poza tym, czy to źle?
-Bardzo! Został uznany za zdrajcę! Od kilku lat, gdy rada stwierdziła, że chce sprowadzić ich kraj do upadku, ma zakaz zbliżania się do Avalonu choćby na milimetr! Z tego co wiem podróżował po świecie, ale chyba niedawno się gdzieś osiedlił. Pewnego dnia postanowiłem udać się do niego. Nie widzieliśmy się już 10 lat! Ale zanim mogłem cokolwiek zrobić, musiałem podszkolić się w magii wody. Niestety, gdy wypłynąłem na morze złapał mnie sztorm, który wyrzucił mnie gdzieś na granicy, gdzie wyspy są mieszaniną Avalonu i Mahshi. Jedną z takich wysp jest ta, na której utknęliśmy.
-Zaraz! Co to jest Mahshi? Jest coś jeszcze, o czym nie wiem?!
-Nie, nie, nie! - zaśmiał się. - Tak my, magowie, mówimy na świat bez magii.
-Ro-Rozumiem. Czyli, jeśli się stąd wydostaniesz to popłyniesz do dziadka?
-Tak.
-Słuchaj... Planowałeś może zbudować jakąś łódź, bądź tratwę?
-Niby tak, ale z czasem planowanie zastopowało, a bardziej starałem się przetrwać. Poza tym pojawiłaś się jeszcze ty.
-O, czyli nie siedzisz tu aż tak długo?
-Jakiś tydzień dłużej niż ty? Coś w tym stylu.
-Zacznijmy więc budowanie!
-Co? Masz jakiś plan?
-Pewnie, że mam! Wypłynęliśmy z Bartyku, chyba tak to się nazywało.. nieważne. Spróbuje skontaktować się z tą białą kobietą. Może poradzi nam, jak się stąd wydostać, w którą stronę płynąć! Jeśli nie da rady aż tyle zrobić, to może powie nam, gdzie jesteśmy.
-Okej, powiedzmy, że coś zrozumiałem. A więc Ranuś, do roboty!
-Nie mów na mnie Ranuś! Poza tym zaczniemy od jutra.
-Co czemu?
-Po pierwsze, jest już dość późno, zaraz będzie się ściemniać. Po drugie, ja jeszcze muszę się wykurować.
-To mogę sam pójść.
-Na pewno nie! Przecież wiesz, co stało się ostatnim razem, gdy mnie zostawiłeś samą!
-T-Tak.. Ale tym razem nie będziesz myślała, że uciekłem, bo się wkurzyłem, czy coś.
-Haru! Nie zostawiaj mnie samej!
-A co to, wyznanie? - zaśmiał się.
-Za dużo sobie wyobrażasz! Ale jeśli zrobi ci to przyjemność, i dzięki temu zostaniesz, możesz to tak odebrać - uśmiechnęła się. Chłopak chcąc ukryć swoje zakłopotanie, odwrócił się lekko i podrapał po głowie.
-Dobra... Przecież wiesz, że i bez tego bym się nigdzie nie wybrał...
-Ha ha! To chciałam usłyszeć!
Przez całe późne popołudnie opracowywali plan.
-Postanowione! W ciągu tygodnia wydostaniemy się z tego odludzia! Jeśli dalej jesteśmy na polskim morzu, dopłyniemy do Polski, a potem nasze drogi się rozejdą - oboje popatrzyli na siebie. Ich entuzjazm spadł. Poznali się może w nie najlepszych okolicznościach i nie znają się zbyt długo, ale bardzo się do siebie przywiązali.
-Ran. A może poszukasz ze mną dziadka?
Dziewczyna popatrzyła na niego, lekko się rumieniąc.
-Zabrzmiało trochę jak oświadczyny - uśmiechnęła się. - Ale wiesz.. Ja również muszę kogoś znaleźć. Aoi może i jest po złej stronie, ale na pewno dotrzymuje obietnic. Moi przyjaciele zapewne żyją, a ja muszę ich znaleźć.
-Poszukajmy razem. Każdy z nas będzie szukał swojej zguby, pójdziemy po prostu tą samą drogą - uśmiechnął się ciepło chłopak.
-Haru... Na razie, wydostańmy się stąd. Potem pomyślimy co dalej.
-Tak jest! - odparł dorzucając drewno do ognia.
***
W końcu udało im się wyjść. Był już świt. Na skraju zauważyć można było mężczyznę w podeszłym wieku.
-Dziadek! - krzyknęła Lili.
-Głupia! A jak to nie jest on?
Nagle postać stanęła tuż obok nich. Z zaskoczenia podskoczyli.
-Trochę długo wam to zajęło, ale widzę w waszych oczach potencjał - uśmiechnął się.
-Co?! A przedtem niby go nie było?! - szare oczy Aleksy'ego poszarzały się jeszcze bardziej.
-Chodźcie do domu. Zjecie sobie porządny posiłek, opatrzycie rany, zmienicie ubrania i pobiegniecie jeszcze raz.
-Że co proszę?! - zdenerwowanie Leona nie miało końca. - Znowu mamy chodzić po tym śmiercionośnym lesie?! Chcesz nas zabić?! Sam powiedziałeś, że widzisz w nas potencjał! To co to ma niby znaczyć!?
-Macie ogromny potencjał, to fakt. Jeśli chodzi o mugoli, uczycie się najszybciej. Nie zapominajcie jednak, że nie powinniście podważać słowa mistrza, do tego mistrza, który uczy was z własnej, nie przymuszonej woli.
-Spokojnie - wtrąciła się dziewczyna. Szmaragdowe oczy zalśniły.
-A ty co?! Strażnik pokoju?! - w chłopaku gotowało się od nadmiaru negatywnych emocji.
-Jeśli tak dalej pójdzie, nie wytrzyma... - mruknął pod nosem Koro. - Jeśli - zwrócił się do Leona - czujesz, że musisz się wyładować, co powiesz na to abym popracował jako twój worek treningowy?
Popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
-Ach, spokojnie. Nic mi się nie stanie. Wal ile wlezie.
-W takim razie, skorzystam.
-Zwariowałeś?! Masz zamiar uderzyć dziadka?! - nie dowierzała Lilianna.
-Skoro stary mówi, że nic mu nie będzie, to nic mu nie będzie!
-Lili... To jest Leon? - zapytał zmieszany Aleksy.
-Nie, to wkurzony Leon.
-Mhm. To wszystko wyjaśnia.
Chłopak przybrał postawę. Jego pięść kierowała się w stronę twarzy Koro, gdy niewidzialna siła odepchnęła go 10 metrów do tyłu.
-Co to? Czy nie miałeś się wyładować?
-Ty stary pryku! - ruszył ponownie z atakiem, jednak i tym razem został odepchnięty przez tą samą siłę.
-O co chodzi? - zdziwił się Aleksy.
-Wydaje mi się, że chciał go uspokoić, ale Leon jeszcze bardziej się denerwuje.
-Posłuchaj chłopcze - zaczął Koro, po dwudziestym piatym odepchnięciu chłopca - jeśli będziesz to przeciągał, nigdy nie przejdziecie do treningu magii.
Leon zmęczony padł na ziemię.
-Przepraszam... Poddaję się.
-O, chyba wrócił normalny Leon - uśmiechnęła się Lili.
-No to, zapraszam do domu.
Tak też zrobili.
Minęło kilka dni. Cała trójka pokonywała las w maksymalnie 20 min.
-No to moi drodzy, czas na lekcję pierwszą, która przyda wam się w opanowaniu magii, a szczególnie tobie, Leonie - uśmiechnął się.
-Co to niby miało znaczyć?! - zirytował się chłopak.
-Medytacja.
Hello! Dawno nie pisałam, trochę jednak mam tych obowiązków związanych ze szkołą, ale zebrałam się do kupy i napisałam! Tak jak zazwyczaj starałam pisać się po równej ilości treści tak teraz bardziej się rozpisałam na temat przygód Natsumi z Haruką. Postaram się odrobić przygody pozostałej trójki w następnym rozdziale. Mam nadzieje, że się podobało! ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz