sobota, 3 września 2016

Rozdział 21.

   Nastał ranek. Dziewczyna przetarła lekko oczy. Rozejrzała się po miejscu, w którym się znajdowała, lekko zdziwiona.
   -A no tak, wylądowałam w jaskini.
   -Masz dziwną przypadłość mówienia do siebie - usłyszała za sobą.
   -A ty dziwną przypadłość słuchania, jak ktoś mówi do siebie - odwróciła się. Chłopak uśmiechnął się, trzymając w rękach coś podobnego do zająca. Zwierze, zamiast długich, zajęczych uszu posiadało małe, okrągłe uszka i długi koci ogon.
   -Co to jest?
   -Nasze śniadanie.
   -Nie o to pytałam. Chodziło mi bardziej, co to za zwierzę. Wygląda jak zając z uszami niedźwiedzia i kocim ogonem.
   -Co to zając? Co to niedźwiedzia? I co to kocim? - zdziwił się chłopak.
   -Ech... Nieważne. No to... Co to za zwierzę?
   -Aivit.
   -Aivit?
   -Tak, Aivit.
   -Ro-Rozumiem.
   -Rozpal ogień, ja go wypatroszę.
   -Okey.
   Natsumi delikatnie wstała. Utykając na prawą nogę podeszła do stosu drewnianych patyków, zabrała kilka z nich i wrzuciła na popiół z wczorajszego ogniska. Powtórzyła czynność kilkakrotnie. Następnie usiadła na swoim poprzednim miejscu.
   -Masz zapałki?
   -Nie.
   -Głupie pytanie...
   -Ale mam krzemienie - odparł chłopak podając jej dwa kamyki.
   -Dziękuję - odparła. Obijała krzemyk o krzemyk. Za około dwudziestym razem udało jej się wykrzesać iskierkę na tyle dobrą, aby zapaliła stos patyków.
   -Dobra robota. Na razie odpoczywaj.
   -Dzięki.
   -O, wiem! Pokaż nogę - wyciągnął zakrwawioną rękę w jej stronę.
   -Jeżeli miałeś zamiar zmienić mi opatrunek, to najpierw umyj ręce - skarciła go.
   -Ach, no tak.
   -Poza tym, sama potrafię to zrobić - odparła odwijając powoli, już brudny, bandaż.
   -Skąd masz bandaż, skoro zostałaś rozbitkiem? Nie mów, że zrobiłaś to specjalnie.
   -Gdyby tak było, miałabym scyzoryk, zapałki, jakieś zapasy.
   -A, wybacz. Czasem coś powiem, nie zastanawiając się nad tym dłużej.
   -Zauważyłam - odparła sucho, kończąc nowy opatrunek.
   Nastała cisza. Od czasu do czasu, słychać było strzelanie patyków w ogniu oraz delikatne cięcie noża.
   -Hej, słuchaj. Mogę cię o coś zapytać? - przerwał ciszę chłopak.
   -Tak?
   -Czemu jesteś taka opryskliwa? Jeszcze wczoraj waliłaś burakami na prawo i lewo - powiedział zniesmaczony.
   -Miałam gorączkę, to wszystko.
   -Gadaj se zdrów - prychnął i wkurzony wstał, zostawiając zwierzę zmasakrowane i kierując się w stronę wyjścia. - Rób co chcesz.
   Natsumi popatrzyła za oddalającym się chłopakiem, który w krótkim czasie zniknął w gąszczu. Przez chwilę siedziała w bezruchu. po chwili zaczęła rozglądać się po jaskini. Przeszedł ją dreszcz. Poczuła zimno, choć siedziała tuż przy ogniu. Nawet jeśli chłopak był jej obcy, czuła się przy nim bezpiecznie. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, że ktoś za nią stoi. Czeka aż płomień zgaśnie, a wtedy ją zaatakuje. Powoli wstała. Zabrała nóż, który zostawił chłopak i pobiegła za jego śladem. Biegła, dysząc ze strachu i bólu. W pewnym momencie stanęła.
   -Przecież ja nie wiem, w którą stronę on się udał - pomyślała z przerażeniem. Popatrzyła za siebie. Widać było tylko drzewa. Zaczęła się powoli cofać, ale las stawał się coraz gęstszy.
   -Przecież tu powinna być jaskinia - przeraziła się dziewczyna. Przykucnęła, z oczu popłynęły jej łzy. Po chwili znowu poczuła się obserwowana. Usłyszała czyjeś kroki. Energicznie wstała.
   -Haruka?
   Gdy tylko postawiła nogę w stronę postaci wyłaniającej się z krzaków natychmiast się wycofała. To nie był Haruka. Ba! To nie był nawet człowiek! Zwierzę wyglądające niczym lew zmieszany z wężem, kierował się w stronę wycofującej się dziewczyny. Gdy zwierzę było coraz bliżej, odwróciła się i jak najszybciej tylko mogła biegła przed siebie.
  -HARUKA! HARUKA! - krzyczała. - POMOCY!
  Biegła nie oglądając się za siebie. Krzyczała ile sił w płucach. Ledwo łapała oddech. Biegł i biegła. Zrobiło się stromo, dziewczyna potknęła się o wystający korzeń drzewa. Popatrzyła na ziemię i nagle, przypomniał jej się w-f z czasów, gdy jeszcze uczęszczała do szkoły. Fikołki! W ostatniej sekundzie ułożyła ręce odpowiednio do wykonania przewrotu, skuliła głowę i sturlała się po górce. W pewnym momencie zatrzymała się. Kręciło jej się w głowie, ale gdy tylko obejrzała się za siebie, a tam zauważyła biegnącą bestię, wstała ostatkiem sił i pobiegła dalej.
   -HARUKA! HARUKA! HARuka... Przeproszę za wszystko, tylko proszę - już ostatkiem sił krzyknęła, nogi plątały jej się pod nogami, z oczu leciały łzy. Gdy już miała się poddać. Usłyszała wołanie.
   -NATSUMI? HEJ NATSUMI!
   -HARU... - spojrzała przed siebie. Zauważyła granatowe włosy chłopaka - TUTAJ! - krzyknęła jakby to było ostatnie, co mogła powiedzieć. Chłopiec natychmiast odwrócił głowę w jej stronę.
   -ZA TOBĄ! - krzyknął z przerażeniem w oczach. Dziewczyna odwróciła się, wtem wielka bestia naskoczyła na nią z otwartą paszczą. Natsumi kucnęła, jednak bestia pochwyciła jej długie włosy.
   -AAAAAAAAAAA! - krzyczała z bólu dziewczyna. Zwierzę przeżuwało ,,zdobycz" z zaciekawieniem.
   -Haruka! - krzyknęła. - Złap mnie!
   Chłopiec popatrzył. Dzieliła ich przepaść. Natsumi stała na skraju. Jeżeli zdoła wydostać się od bestii, spadnie w nią. Haruka zrozumiał, podbiegł pod miejsce, gdzie prawdopodobnie spadłaby dziewczyna.
   -Łapię! - krzyknął.
   Natsumi wyciągnęła nóż, który wzięła wraz ze sobą i energicznym cięciem ścięła swoje włosy. Tracąc równowagę spadła wprost w ramiona chłopaka, który natychmiast pozbierał się i zabrał ją pod ścianę przepaści. Zwierzę przeżuwając włosy spojrzało w dół. Nie widząc swojej ofiary, wycofało się.
   Dziewczyna oddychając ciężko jęczała z bólu.
   -Spokojnie, Natsumi. Zabiorę cię do domu. Dobrze się spisałaś - uśmiechnął się odgarniając jej krótkie kosmyki z twarzy. Zabrał ją na barana i ruszył w stronę jaskini.


                           ***


   Obudził go dźwięk czajnika. Leon ślimaczym ruchem wygrzebał się spod pierzyny. 
   -Dzień dobry - przywitał się zmęczonym głosem. 
   -Witaj - odparł starzec. - Lilianno podaj mi proszę cukier - zwrócił się do dziewczyny stojącej obok niego. 
   -Oczywiście - odparła z uśmiechem. - No chłopaki, wstawajcie! Ileż można spać? 
   -A ty co taka energiczna? - zapytał ocierając swoje złote oczy. 
   -Koro obiecał z nami dziś przestudiować więcej o magii! Pamiętacie? - była tak szczęśliwa, że aż podskoczyła i o mało co, nie przewróciłaby tacy z herbatą.
   -Spokojnie Lili - odparł zaspany Aleksy - i dzień dobry. 
   -Dobry, dobry - uśmiechnął się Koro - usiądźcie, napijecie się herbaty i coś zjecie. 
   Cała trójka przytaknęła. Usiedli wygodnie przy stole. Popijając herbatę i jedząc kanapki z serem. 
   -Czego nas dziś nauczysz, dziadku? - zapytała Lilianna. 
   -Zanim czegokolwiek się nauczycie, wolałbym abyście się przebrali i umyli - uśmiechnął się. 
   -Lili.
   -Co jest Leon? 
   -Co masz na myśli przez naukę? 
   -Już rozmawiałam z dziadkiem i ustaliliśmy, że nauczy nas magii! - powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy. Chłopcy popatrzyli po sobie, potem na uśmiechającego się serdecznie starca i na końcu na rozpromienioną dziewczynę. 
   -ŻE COO?! - krzyknęli. 
   -To co usłyszeliście! Jeżeli chcemy dostać się do świata magów, nie możemy nimi nie być! 
   -To tak można? - zapytał Aleksy. - Można być magiem nie rodząc się w tamtym świecie? 
   -Można, jednak - uśmiech z twarzy Koro zszedł i jego twarz stała się bardzo poważna - trzeba przejść przez wielki trening. Jeśli ktoś jest niedostatecznie silny fizycznie, jak i psychicznie może skończyć się to dla niego śmiercią. - ciągnął - jednak, gdy tylko zobaczę, że sobie nie radzicie, natychmiast go przerwę - uśmiechnął się ponownie, popijając herbatę. 
   -Wiedziałaś o tym?! - zapytał Leon, a głos drżał mu z wściekłości. 
   -No oczywiście - odpowiedziała lekko blednąc. - Ale przecież... tak jak powiedział dziadek! Jeśli zauważy, że ktoś z nas nie daje rady, od razu wycofuje ćwiczenia - próbowała się z powrotem uśmiechnąć, jednak przeszywający, wściekły wzrok Leona ją powstrzymał. 
   -No już, już - przerwał Aleksy. - Nie kłóćmy się. Poza tym nie mamy innego wyjścia, Leon, jeśli chcemy cokolwiek zrobić w sprawie Natsu... 
   -Wiem. 
   Dokończyli śniadanie, potem każdy po kolei udał się pod prysznic oraz dostał nowe ubranie. Lilianna dostała zieloną spodnio spódnicę, białą koszulę z krótkim rękawem i wysokie, brązowe buty. Leon ubrany był w czerwoną koszulkę, szare, niezbyt grube dresy i białe adidasy. Aleksy natomiast miał dżinsowe spodnie, biało-szarą koszulkę i czarne tenisówki. 
   -Idealnie - pochwalił ich Koro.
   -A więc? - zapytał lekko zadowolony, lecz dalej zirytowany Leon. 
   -Zaczniemy od treningu fizycznego, ponieważ, jeśli nie dacie rady skończyć tego treningu, nie dacie sobie rady i z kolejnym. 
   -Ale przecież - przerwał Aleksy - ktoś kto nie jest dobrze wysportowany może być bardziej odporny psychicznie i na odwrót. 
   -Słuszna uwaga, jednak w naszym świecie, gdy dzieci zaczyna się uczyć, zaczynamy od nauki fizycznej, ponieważ psychiczne treningi na ich poziomie byłyby zbyt trudne. Niestety, wy teraz jesteście na poziomie dziecka. 
   -Nie narzekajmy! Zaczynajmy! - krzyknęła uradowana Lili.
   -Spokojnie Lilianno. No więc, moi drodzy. Mam nadzieje, że jesteście choć częściowo w duchu przygotowani na to, co was czeka. 
   -Tak - odparli chórem. 
   -Świetnie! A więc, zaczynajmy! 






Witam, witam :3 Dawno mnie nie było, prawda? ^^ No już będzie prawie 2 miesiące :o Ale! Od dziś ponownie wracam. Nie obiecuję jak często będą rozdziały, jednak być - będą. Także mam nadzieje, że cieszycie się na mój powrót (a raczej nie mój, tylko historii). Miłej lektury :D 
                            ~朝日夏美

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz