niedziela, 4 września 2016

Rozdział 22.

   -Zaczniecie więc od okrążeń wokół lasu.
   -I to ma nas wykończyć fizycznie? - zdziwił się Aleksy.
   -Powiedziałem "zaczniecie", co nie znaczy, że skończy się na samym bieganiu. Miejcie to na uwadze.
   -Fakt, mój błąd.
   -No to biegajcie. Ostrzegam was, nienawidzę obijania się. Nie chcecie zobaczyć, jak wyglądam jako osoba wkurzona - uśmiechnął się.
   -Myślę, że nie chcemy - odparła Lili odpowiadając uśmiechem i ruszając w las. Za nią ruszyła pozostała dwójka. Biegli przed siebie, jednak po dłuższej chwili uśmiech zniknął i z ust dziewczyny. Las był pełen pułapek oraz miejsc treningowych, niczym na poligonie. Drut kolczasty poranił ich znacząco. Piękna i lśniąca skóra dziewczyny była teraz cała poharatana. Leon i Aleksy nie wyglądali lepiej. Szrama pod okiem, na brzuchu. Siniak na siniaku. Potargane włosy. Ich nowe ubrania niemalże w strzępkach.
   Wybiła godzina 22. W lesie było na tyle ciemno, że ledwo można było zauważyć siebie. Od czasu do czasu, gdy księżyc przebijał się światłem między gęstymi koronami drzew, zauważyć można było odblask drutów kolczastych na pułapkach. Cała trójka zatrzymała się przed większą przeszkodą.
   -To jest chore! - krzyknął Aleksy.
   -Kto nam kazał być spokojny!? - odparł zirytowany Leon.
   -No już, już. Przecież nam powiedział, że nie będzie to łatwe - uspokajała Lili.
   -Powiedział też, że przyjdzie, gdy zobaczy, że naszemu życiu coś grozi! Ale nie przyszedł ani razu! - narzekał Aleksy.
   -Ali, spokojnie! Widocznie nic nam nie zagrażało... jeszcze.
   -Hej! Co ma znaczyć to jeszcze?! - Leon aż gotował się ze złości. - Mam dość! Chcę stąd wyjść!
   -Tyle że.. Jesteśmy w środku lasu. Zaszliśmy dość daleko, więc nie damy rady się wycofać, poza tym jest on pełny pułapek i innych urządzeń... niebezpiecznych i niewidocznych!
   -Czego on od nas oczekuje? - przejrzyste, niczym woda, oczy chłopca zszarzały. Nie można było dostrzec w nich żadnego blasku. Osunął się, oparł o drzewo i w bezruchu siedział.
   -Wstawaj - podszedł do niego Leon. - Nie możemy się teraz poddać! - oczy chłopca zapłonęły. Przybrały kolor rubinu, przeszywały na wskroś. Wyglądały jakby miały zaraz zapalić cały ten las.
   -Uspokójmy się i zastanówmy. Nie widzi mi się zostanie tutaj, szczególnie, że jesteśmy ranni. Nawet poważnie. Trzeba to jak najszybciej zdezynfekować.... Wiem! Przecież nasze oczy prędzej czy później przyzwyczają się do ciemności. Zauważymy wszystko na naszej drodze! Może las w nocy nie jest zbyt bezpieczny, ale Leon! Spędziliśmy w nim tyle lat! Tak jakby dla tej chwili! Nie jest on nam wcale straszny, zaufajmy mu, a wyprowadzi nas stąd - uśmiech z powrotem wrócił na twarz dziewczyny. Jej delikatne niebieskie oczy przybrały barwę zieloną. Aleksy wstał. Jego pustka w oczach nie zniknęła, czuł się jednak jak nowo narodzony.
   -Do boju! - krzyknął z entuzjazmem. - Potraficie podnieść człowieka na duchu.
   -Ponieważ jesteśmy tu wszyscy razem - odparła Lilianna - wszystko jest łatwiejsze, gdy ma się kompanów.
   -A jeszcze prostsze, gdy zaufanych - dodał Leon.
   Posiedzieli w miejscu przez pewien czas omawiając, co zrobią, gdy tylko nauczą się magii. Siły do treningu powróciły. Wiedzieli, że nie będzie to proste, nikt tego nie obiecywał. Lecz wiedza, że mają siebie obok - jest dla nich wystarczająca.
   -Biedna Nami... Jeśli w jakiś sposób przeżyła, jest teraz zupełnie sama...
   -Spokojnie, odnajdziemy ją i znów będziemy razem! W czwórkę! - uśmiechnął się Aleksy.
   Ruszyli w dalszą drogę.


                              ***


   Dziewczyna otworzyła oczy.
   -Nie wstawaj - usłyszała. - Musisz odpoczywać.
   -Gdzie... ja jestem?
   -W jaskini. Tu nic ci nie grozi.
   -Rozumiem.
   -Oj, kobieto. Same z tobą problemy. Otworzyłaś ranę, dorobiłaś sobie kilka nowych i straciłaś swoje piękne włosy.
   Dziewczyna jakby trafiona strzałą.
   -Piękne włosy? Niby z której strony? - spróbowała się zaśmiać, jednak to było za dużo. Zakasłała.
   -Zielone włosy są u nas bardzo cenione, choć może nie do końca. Niektórzy ich nienawidzą.
   -Tak jak ja.
   -Nie powinnaś tak mówić skoro jesteś Łowcą.
   -Łowcą? Kto to? - zdziwiła się.
   -No tak, tak samo zdziwiona byłaś, gdy wspomniałem o magii. Łowca to rasa, która opiekuje się lasem. Jednak... Łowcy podzielili się na dwie grupy. Jedni z pięknymi, szafirowymi oczami zajmowali się lasem, tak jak wspomniałem. Drudzy zaś z oczami koloru ametystu - dziewczyna przyłożyła rękę do prawego oka, chłopiec popatrzył na nią i uśmiechnął się kontynuując - zajmowali się zabójstwami na zamówienie - jego uśmiech zbladł - z czasem, gdy w kraju zapanował pokój, zabijali z nudów. Wiele niewinnych ludzi zostało ofiarami. Między innymi moi rodzice. - Dziewczyna lekko zadrżała. Haruka, który akurat opatrywał jej stopy poczuł to. - Spokojnie, przecież to nie twoja wina. Poza tym nie zawsze tak było.
   -Jak to?
   -Och, chcesz wiedzieć? - uśmiechnął się.
   -Yhm.
   -Kiedy nastąpiła druga dekada, u władcy Łowców urodzili się bliźniacy. Byli niczym dwie krople wody. Odróżnić ich można było tylko w jeden sposób. Oczy. Jeden - Unai - posiadał oczy koloru niebieskiego, drugi zaś - Oier - miał oczy fioletowe. W sumie, nie wiadomo skąd ten kolor skoro od wieków każdy w rasie miał tylko niebieskie. Stwierdzono, że jest to znak od Virilal. Że dziecko sprowadzi klęskę na plemię. Oddalono go więc od tronu. Unai został kolejnym władcą. Jego brat nie chciał się z tym zgodzić. Zebrał kilka przyjaciół oraz kilka poddanych, którzy uważali przeciwnie. Według nich fioletowe oczy miały przynieść im szczęście. Wszyscy, pod dowództwem Oiera, uciekli w drugą część wielkiego lasu - Uruah. Tam się osiedlili i zamieszkali. W dość krótkim czasie plotka o nieszczęściu fioletowego koloru oczu rozpowszechniła się po całym Avalonie. Ludzie zaczęli więc zagłębiać się do drugiej części lasu, gdzie pytali Oiera o przysługę. Możesz się domyślić, że chodziło tu o zabójstwo drugiej osoby. Oier zgodził się raz, tylko raz. Ze względu na sytuację w kraju, zamordował okrutnego wówczas władcę. Niestety, ludzie zaczęli twierdzić, że do tego zostali powołani ametystowi Łowcy. Gdy Oier już umarł nikt nie zatrzymywał jego następców przed wykonywaniem tej brudnej roboty, której on sam się wstydził i nigdy więcej tego nie zrobił. W ten oto sposób Łowcy podzielili się na dwie frakcje. Mam nadzieje, że nie zanudziłem - spojrzał w stronę leżącej dziewczyny.
   -Nie, wręcz przeciwnie - odparła. - Przynajmniej wiem już kim jestem.
   -To jak wyglądasz nie ma żadnego znaczenia. Na przykład, drzewo Virilal na męża kapłanki wybrało właśnie jednego z ametystowych Łowców. Nazywał się Arthur, jeśli mnie pamięć nie myli.
   -Arthur?! - Natsumi energicznie wstała, jakby poraził ją prąd. Haruka natychmiast ja zatrzymał i położył ponownie.
   -Spokojnie. Znasz go?
   -Nie... Jednak ostatnio obiło mi się o uszy jego imię. Jeśli dobrze pamiętam Aoi nazwała go "Wielmożnym Arthurem".
   -Widocznie musiała być z Avalonu. Wszyscy tak się do niego zwracali.
   -Czemu ty tego nie robisz?
   -Uciekł ze służącą do normalnego świata. Z tego co pamiętam z dwójką dzieci. Od tej pory jest w sumie uciekinierem, więc nie musimy przestrzegać większych zwrotów grzecznościowych wobec jego osoby.
   -Nie....
   -Co nie? Tak.
   Natsumi załkała.
   -Hej! - chłopak z przerażenia aż wstał. - Wszystko w porządku?
   Dziewczyna niewyraźnym gestem dała odpowiedź przeczącą.
   -Co się dzieje?
   -Hisoka... Przepraszam...
   -Hę? - chłopak zdezorientował się jeszcze bardziej.
   Dziewczyna cicho szlochała, z powodu bólu nie dała rady wydać z siebie jakiegoś większego dźwięku. Haruka usiadł obok niej delikatnie głaszcząc ją po jej postrzępionych włosach.
   -Wszystko będzie w porządku - pocieszał - nie wiem o co chodzi. Czemu płaczesz. ani kto to ten Hisoka, ale będzie dobrze.
   Dziewczyna podniosła delikatnie dłoń i przetarła sobie oczy.
   -Hisoka to mój brat.
   -Coś nie tak? Ta historia ma coś z nim wspólnego?
   -Dopiero teraz wszystko zrozumiałam...
   -Co takiego?
   -Jestem córką Artura i tej białej kobiety.
   Chłopak popatrzył na nią przez chwilę, gdy wreszcie doszło do niego to, co przed chwilą usłyszał, cofnął się lekko od dziewczyny.
   -Słucham?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz